Wyścig, który miał się odbyć w Bahrajnie, zamienił się w deszczową loterię na torze Sepang – z zepsutymi bolidami i szansami na mistrzostwo stratowanymi po drodze. GP Bahrajnu przeniesiono do Malezji ze względu na sytuację polityczną na Bliskim Wschodzie. To, co wydarzyło się później, trudno nazwać inaczej niż chaosem.
Start opóźnił się o dwie godziny z powodu obfitych opadów deszczu. Zanim bolidy w ogóle ruszyły z pól startowych, przez radio zespołowe zaczęły płynąć niepokojące sygnały. Max Verstappen zgłaszał problem z przyspieszaniem swojego bolidu w deszczowych warunkach. „Nie jestem w stanie przyspieszać” – mówił Holender. Jeszcze gorzej brzmiał komunikat Lewisa Hamiltona. „Wciskam gaz i nic się nie dzieje” – relacjonował Brytyjczyk. Mercedes odpowiedział, że to usterka oprogramowania, którą próbuje rozwiązać na bieżąco. Chwilę później Hamilton zatrzymał bolid na prostej, sparaliżowany usterką elektroniczną. Procedurę startową przerwano na kilkadziesiąt minut – identyczne problemy zgłosiło w tym samym czasie kilku kierowców.
Slicki na mokrym torze i ryzykowna decyzja Hamiltona
Wyścig ostatecznie wystartował przy lekkiej mżawce. I od razu zaskoczył strategią Ferrari – Hamilton i Charles Leclerc wyjechali na oponach slick, mimo że asfalt był wciąż bardzo mokry. „Tor wciąż jest bardzo mokry. Jest niebezpiecznie” – ostrzegał sam Hamilton. Konsekwencje przyszły natychmiast: obaj kierowcy Ferrari spadli niemal na koniec stawki. Leclerc szybko skapitulował i zjechał na pit-stop po opony przejściowe. Hamilton postąpił odwrotnie. Przekonał zespół, by zostać na torze na złych oponach. „Zaryzykujmy” – rzucił przez radio.
Na czele tymczasem rządził Mercedes. Andrea Kimi Antonelli i George Russell dobrym startem w mokrych warunkach objęli prowadzenie, a zespół poprosił ich o współpracę. Nie trwało to długo. Verstappen szybko wyprzedził Russella i narzucił wysokie tempo.
Dziewiąte okrążenie przyniosło pierwszą neutralizację wyścigu – z toru wypadł Valtteri Bottas. Część stawki wykorzystała przerwę, by zamienić opony przejściowe na slicki. Verstappen lepiej rozegrał restart, wyprzedził Antonellego i wrócił na pozycję liderską.
Na 44. okrążeniu znów zrobiło się nerwowo – awaria bolidu Alexandra Albona wywołała wirtualny samochód bezpieczeństwa. Verstappen zjechał do alei serwisowej i na moment stracił prowadzenie na rzecz Antonellego. Wirtualna neutralizacja przerodziła się w pełną, bo funkcyjni nie mogli szybko usunąć uszkodzonego bolidu Albona z pobocza.
Wtedy wydarzył się najcięższy cios wyścigu. Jadącemu na trzecim miejscu Russellowi zepsuł się silnik jeszcze przed planowanym restartem, co od razu wykluczyło go z dalszej walki. Dla Brytyjczyka to coś więcej niż stracone punkty – awaria eliminuje go z walki o tytuł mistrza świata i daje przewagę w klasyfikacji jego zespołowemu koledze, Antonellemu.
W końcówce wyścigu znów odżyło Ferrari. Na 53. okrążeniu Hamilton wyprzedził Isacka Hadjara i wywalczył miejsce na podium. Chwilę później to samo udało się Leclercowi. Na czele jednak nic już nie drgnęło. Verstappen pewnie dowiózł prowadzenie do flagi, notując pierwsze zwycięstwo w sezonie 2026.
Ostateczna klasyfikacja: Verstappen (Red Bull Racing) wygrał po 55 okrążeniach, przed Antonellim (Mercedes, +2.307) i Hamiltonem (Ferrari, +4.919). Czwarty finiszował Leclerc (Ferrari, +7.258), piąty Hadjar (Red Bull Racing, +8.571). Wyścigu nie dokończyli Russell, Albon i Bottas.