Jak to możliwe, że najbardziej zaawansowane technologicznie samochody na świecie po prostu stały na torze, nie reagując na gaz? Odpowiedzi doczekaliśmy się kilka dni później. FIA wyjaśniła, co właściwie wydarzyło się, gdy wiele bolidów F1 zatrzymało się podczas okrążenia formującego przed niedzielnym GP Bahrajnu w Malezji, rozgrywanym na torze Sepang. Winny okazał się błąd w oprogramowaniu jednostki napędowej – ujawnił się dopiero przy bardzo wolnej jeździe w deszczu. Tłumaczył to Nikolas Tombazis, szef FIA odpowiedzialny za bolidy.
Wszystko zaczęło się od pogody. Start wyścigu na Sepang przesunięto o 40 minut z powodu ulewy. Kiedy stawka ruszyła wreszcie na okrążenie formujące, kilku kierowców jechało bardzo wolno. To wywołało efekt harmonijki – niektóre samochody niemal całkowicie się zatrzymały. I właśnie w tym momencie w uszkodzonych bolidach przestała działać reakcja na pedał gazu. Błąd oprogramowania zablokował ponowne przekazanie mocy i uniemożliwił ruszenie z miejsca. Problem dotknął między innymi Maxa Verstappena i Lewisa Hamiltona, startujących z pierwszego rzędu. Sędziom nie pozostało nic innego – wywiesili czerwoną flagę, która utrzymała się przez kolejnych kilkadziesiąt minut.
Reakcje kierowców nie pozostawiały wątpliwości. Sergio Perez nazwał sytuację nieakceptowalną. Lando Norris był równie bezpośredni – określił ją jako okropną i przypomniał, że w nowych samochodach F1 47 proc. mocy pochodzi z układu elektrycznego, więc tego typu awarie nie powinny się zdarzać.
Za mało jazdy w deszczu
Tombazis przyznał, że źródło problemu było właściwie banalne – brak doświadczenia, i to dosłownie. W tym sezonie Formuła 1 wcześniej nie rywalizowała w mokrych warunkach. „Nie udało nam się przetestować oprogramowania tak dokładnie, jak chcieliśmy, ponieważ w tym roku mieliśmy bardzo mało jazdy po mokrym torze. Zadziałało kilka czynników, które doprowadziły do uruchomienia tego błędu” – powiedział, cytowany przez motorsport.com. Dodał też, że przy większej liczbie testów FIA najpewniej wykryłaby problem na czas i cała sytuacja w ogóle by się nie wydarzyła.
Presja czasu nie przeszkodziła jednak w szybkiej reakcji. FIA przygotowała aktualizację oprogramowania i przekazała ją zespołom – te zainstalowały poprawkę w bolidach jeszcze przed wznowieniem rywalizacji. Cała operacja, od przygotowania łatki do jej instalacji we wszystkich samochodach, zajęła około 20 minut. Wyścig ruszył ponownie po 53 minutach przerwy. „Uważam jednak, że w obliczu tego problemu była to dość szybka reakcja” – stwierdził Tombazis, tłumacząc się z opóźnienia.
Nie wszyscy podeszli do sprawy z irytacją. Fernando Alonso, który finalnie dojechał na ósmym miejscu, obrócił całą sytuację w żart. „W tym roku wycofałem się z 50 proc. Grand Prix. Jednak nigdy nie wstrzymano dla nas wyścigu” – skomentował kierowca Astona Martina.