„Isack Hadjar zaliczył spektakularny powrót do Formuły 1 po swojej kontuzji nadgarstka, który uszkodził podczas treningu boksu” — tak wrócił do stawki Francuz, który jeszcze niedawno musiał patrzeć na rywalizację z trybun. Teraz, przed GP Bahrajnu w Malezji, czeka go jednak surowa kara, mogąca przekreślić szanse na kolejne podium.
Hadjar z powodu urazu nadgarstka ominął trzy wyścigi sezonu — w Holandii, we Włoszech i w Hiszpanii. W tym czasie jego fotel w Red Bull Racing przejął Liam Lawson. Ten zdołał zdobyć punkty dla zespołu w dwóch z tych wyścigów. Francuz wrócił do stawki na GP Azerbejdżanu.
22-letni kierowca nie dał po sobie poznać długiej przerwy — wręcz przeciwnie. W kwalifikacjach do wyścigu w Baku zajął czwarte miejsce, wyprzedzając przy tym swojego zespołowego partnera. W samym wyścigu dojechał do mety na najniższym stopniu podium. To już drugie podium Hadjara w barwach Red Bulla.
Kara przed Bahrajnem w Malezji
Tuż przed startem weekendu wyścigowego o GP Bahrajnu w Malezji Red Bull zgłosił do FIA wymianę silnika spalinowego w bolidzie Hadjara. Problem w tym, że Francuz przekroczył limit dozwolonych sześciu komponentów silnika, co automatycznie oznacza karę. Efekt: kierowca zostanie przesunięty na starcie o pięć pozycji.
Hadjar nie jest jedynym ukaranym kierowcą tego weekendu. Franco Colapinto zostanie przesunięty na starcie o pięć pozycji za manewr w Baku, a do tego dostanie kolejne pięć pozycji kary za wymianę komponentu silnika. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Arvida Lindblada — z powodu zmiany licznych części silnika wystartuje z końca stawki.
Dla Hadjara to szczególnie bolesny zbieg okoliczności. Francuz w treningach F1 przed GP Bahrajnu w Malezji prezentował bardzo dobre tempo, co sugerowało realną szansę na walkę o kolejne miejsce na podium. Kara startowa stawia go teraz w zupełnie innej sytuacji wyścigowej niż ta, na którą wskazywało tempo z piątkowych i sobotnich jazd.