„Wierzę, że prawda obroni się sama” — napisał Mamed Ch. w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych, odnosząc się do wyroku, jaki zapadł miesiąc wcześniej w Sądzie Rejonowym w Tarnowskich Górach. Legenda MMA w lipcu została nieprawomocnie skazana. Teraz na jaw wychodzą nowe kulisy sprawy, którą Wirtualna Polska zdołała zrekonstruować w szczegółach.
Sąd uznał, że sportowiec w latach 2016-2017 kupował w Polsce i Czechach kradzione samochody. Na liście pojazdów znalazły się luksusowe modele — BMW M6 GT oraz BMW 750 X-drive. To nie wszystko. Zawodnik miał także kierować działaniami, które doprowadziły do podpalenia dwóch samochodów w Rybniku. Sam Mamed Ch. nie przyznaje się do winy i zapowiedział już złożenie apelacji.
Handlarz zwierząt jako łącznik z czeskim podziemiem
Kluczową postacią w tej historii jest Jakub Ś. — mężczyzna, który przez lata handlował zwierzętami i organizował wystawy egzotycznych okazów, traktując to jako pasję i źródło dochodu. To właśnie dzięki tej działalności zbudował sieć kontaktów w Polsce i Czechach. Z czasem jego druga pasja, motoryzacja, zaprowadziła go do czeskiego środowiska specjalizującego się w samochodach-klonach.
Mechanizm, jaki opisuje sąd, był prosty — i brutalny w swojej prostocie. Grupa kupowała rozbite auta wraz z dokumentami, a potem przenosiła numery VIN z wraków na luksusowe pojazdy pochodzące z kradzieży. Jakub Ś. odgrywał w tym układzie rolę łącznika między dostawcami z Czech a nabywcami w Polsce. Według sądu jednym z głównych odbiorców tak przygotowanych samochodów był właśnie Mamed Ch.
Znajomość obu mężczyzn miała zacząć się wiosną 2016 roku, choć pierwszy epizod nie wróżył dobrej współpracy. Jakub Ś. wraz ze wspólnikiem kupił w Czechach samochód za 38 tysięcy euro, przeznaczony dla Mameda — podczas jazdy próbnej doszło jednak do awarii skrzyni biegów i zawodnik wycofał się z transakcji. Współpracy to nie zakończyło. Jakub Ś. zaproponował mu wspólne interesy związane ze sprzedażą samochodów-klonów przywożonych z Czech.
Do pierwszej faktycznej transakcji doszło w sierpniu 2016 roku. Mamed Ch. wraz z dwoma mężczyznami oraz Jakubem Ś. wyjechał do Czech po samochód wyceniany na 178,2 tys. zł. Po negocjacjach zapłacił za niego zaledwie pięć tysięcy euro, a Jakub Ś. zarobił na tym tysiąc euro prowizji. Gorzej wyszła kolejna transakcja — dwa samochody za łącznie około 60 tysięcy euro skończyły się interwencją czeskiej policji, gdy okazało się, że pojazdy są zgłoszone jako skradzione. Pieniądze na tę transakcję wyłożył Mamed Ch., który później domagał się od Jakuba Ś. ich zwrotu.
Napięcia między wspólnikami zbiegły się z innym wątkiem sprawy. W marcu 2017 roku były mąż partnerki Jakuba Ś. doniósł na policję o nielegalnym przetrzymywaniu przez niego dzikich zwierząt. W odwecie Jakub Ś. miał namówić Mameda Ch. do zniszczenia samochodu należącego do donosiciela. W nocy z 11 na 12 kwietnia 2017 roku pojazd faktycznie spłonął. Nagrania z monitoringu, które zabezpieczyła policja, okazały się jednak zbyt niewyraźne, by rozpoznać sprawców czy odczytać numery rejestracyjne — podpalaczy nigdy nie namierzono.