„Wiemy, jak Parnasse jest mocny, więc to nie było dla mnie zaskoczenie. To jest materiał nawet na mistrza UFC. Jak teraz sobie wyobrażę, że miałby bić się z Gaethje… to powiem szczerze, że 50 na 50. Może stawiałbym nawet minimalnie na Parnasse” — mówi Marian Ziółkowski.
Trudno nie słuchać uważnie, gdy o Salahdine’ie Parnasse’ie opowiada właśnie były mistrz KSW. Obaj skrzyżowali rękawice w klatce KSW, a do tego pojedynku podchodzono kilka razy, zanim w końcu doszło do niego w maju 2025 roku. W drugiej odsłonie rywalizacji Ziółkowski przegrał z Francuzem. Teraz, gdy Parnasse przeniósł się do UFC, Polak ocenia jego szanse nie z fotela eksperta, a kogoś, kto tę siłę poczuł na własnej skórze.
Parnasse stoczył w organizacji Dany White’a dopiero jedną walkę. Wystarczyła, żeby zrobić się głośno. Sam prezydent UFC był zachwycony jego postawą w debiucie. Francuz nie kryje ambicji — jest przekonany, że może już rywalizować ze ścisłą czołówką wagi lekkiej, a w kolejnym pojedynku chciałby stanąć w oktagonie z Maxem Hollowayem.
Kto mógłby go zatrzymać?
Ziółkowski, występując w programie KSW Battlecourse, wskazał zawodników, którzy teoretycznie mogliby przerwać marsz Parnasse’a przez wagę lekką UFC. W hipotetycznym starciu z Justinem Gaethje, obecnym mistrzem UFC w tej kategorii, Polak nie widzi jasnego faworyta — szanse ocenia na 50 na 50, z lekkim wskazaniem na Francuza. Dopiero gdy pada pytanie o realną przewagę, pojawiają się dwa nazwiska: Arman Tsarukyan i Ilia Topuria.
Sam Ziółkowski nie ma czasu na rozmyślanie o przyszłości innych — czeka go własna walka. Najbliższy pojedynek stoczy 10 października na gali KSW 122 w Tarnowie, gdzie zmierzy się w rewanżu z Wilsonem Varelą. Pierwsze starcie tej dwójki skończyło się dla Polaka kontuzją — tym razem stawka jest więc wyraźnie osobista.