Jedna dziesiąta sekundy. Tyle brakowało Maxowi Verstappenowi, by na ostatnim okrążeniu odebrać George’owi Russellowi zwycięstwo w Grand Prix Azerbejdżanu – dosłownie długość zderzaka. Wyścig i tak zapamiętamy jednak głównie z innego powodu: karamboli, które w środku stawki zmieniły całą klasyfikację.
Russell wystartował z pole position i przez większość dystansu trzymał wyścig pod kontrolą. To on jako pierwszy zobaczył flagę w kratkę, zapisując na swoim koncie kolejne zwycięstwo w sezonie 2026. Verstappen dotarł do mety drugi, tracąc do zwycięzcy zaledwie 0,196 s. Na ostatnim okrążeniu Holender podjechał do Brytyjczyka na odległość 0,1 sekundy – zabrakło mu jednak metrów, żeby dokończyć atak. Po wyścigu, przez radio zespołowe, rzucił krótko: „Ależ blisko po raz kolejny!”.
Do walki o drugą pozycję Verstappen doszedł zresztą nie sam z siebie. Isack Hadjar oddał mu miejsce, żeby kolega z Red Bulla mógł gonić Russella. Francuz nie krył jednak zniecierpliwienia i pytał przez radio: „Ma teraz jakieś problemy, czy o co chodzi?”. Chwilę później dodał już z goryczą: „Tracimy czas”. Ostatecznie musiał zadowolić się trzecim miejscem, tracąc do Russella 10,704 s.
Grozy nie uniknął nawet lider wyścigu. Russell zahaczył o bandę podczas jednego z okrążeń i natychmiast zameldował przez radio: „Sprawdźcie ciśnienie w oponach”. Na szczęście dla Brytyjczyka kontakt nie zostawił śladu na bolidzie – auto wyszło z tego bez uszkodzeń.
Karambol Colapinto i safety car Albona
Oblicze wyścigu zmieniło się na 33. okrążeniu, gdy na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa po wypadku Alexandra Albona. Tajlandczyk nie dojechał do mety. Restart od razu namieszał w czołówce – Verstappen wykorzystał moment i awansował na drugie miejsce kosztem Oscara Piastriego.
Największy chaos wybuchł jednak dalej w stawce. Franco Colapinto sprowokował karambol, staranowując Pierre’a Gasly’ego i Lando Norrisa. Gasly, wyeliminowany z wyścigu przez własnego kolegę z zespołu, nie krył emocji: „O mój Boże. Nie wierzę”. Sam Colapinto przyznał się do błędu, rzucając przez radio krótkie „Przepraszam”. Cała trójka – Colapinto, Gasly i Norris – nie ukończyła wyścigu.
W tej samej sytuacji ucierpiał też Liam Lawson, w którego zahaczył jego zespołowy partner Arvid Lindblad. Nowozelandczyk skwitował to z przekąsem: „Uwielbiam być wyrzucany z toru przez zespołowego kolegę”. Stewardzi ostatecznie odstąpili od kary dla Lindblada – tłumaczyli to chaosem, jaki zapanował zaraz po wznowieniu wyścigu.
Pecha miał też Oscar Piastri. Po drugim restarcie Australijczyk przestrzelił hamowanie, wypadł na pobocze i ze świetnej trzeciej pozycji osunął się aż na piętnastą. Ostatecznie sklasyfikowano go na 14. miejscu, ze stratą 36,401 s do zwycięzcy.
Na tym tle prawdziwą niespodzianką okazał się wyścig Andrei Kimiego Antonellego. Startując dopiero z szesnastej pozycji, Włoch przebił się aż na piąte miejsce na mecie i tym samym zachował bezpieczną przewagę w klasyfikacji generalnej kierowców sezonu 2026.
Czwarte miejsce, ze stratą 14,136 s, zajął jadący Ferrari Charles Leclerc. Tuż za Antonellim, na szóstej pozycji, finiszował drugi kierowca Scuderii – Lewis Hamilton, który do Russella stracił 22,382 s.