Co ma wspólnego nawrócenie religijne z powrotem na deski ringu? Dla Tomasza Adamka odpowiedź na krytykę promotora Andrzeja Wasilewskiego jest zaskakująco prosta – jedno wynika z drugiego.
Adamek, mistrz świata w boksie, który w pewnym momencie kariery spróbował sił nawet w wadze ciężkiej, od pewnego czasu budzi kontrowersje z zupełnie innego powodu. Zamiast trzymać się klasycznego ringu, wybrał freak-fightową federację FAME. Zmierzył się tam między innymi z Kasjuszem „Don Kasjo” Życińskim, Patrykiem Bandurskim oraz Roberto Soldiciem. Ostatnie z tych starć skończyło się dla niego boleśnie – były mistrz KSW znokautował go.
To właśnie te występy stały się pretekstem do ostrej krytyki ze strony promotora Andrzeja Wasilewskiego. W rozmowie z portalem ringpolska.pl nie owijał w bawełnę.
Wstyd po prostu od początku do końca, żeby facet, który przez lata był naprawdę szanowanym, poważanym pięściarzem, zachował się, jak zachowywał.
Na samej ogólnej ocenie się nie skończyło. Wasilewski nazwał Adamka „dziadem” i dorzucił jeszcze bardziej dosadne słowa.
Żeby tak się rozdrabiać, żeby robić się z siebie takiego dziada po prostu, nazywajmy rzeczy po imieniu… Przecież jemu te walki nic kompletnie nie zmieniają. Jeszcze je, z tego co wiem, przegrywa.
Odpowiedź z odwołaniem do wiary
Adamek nie zostawił tych słów bez odzewu. Na łamach tego samego portalu, ringpolska.pl, odpowiedział promotorowi. Nie sięgnął po argumenty sportowe – wybrał zupełnie inny rejestr, religijny.
Wasyl życzę ci prawdziwego nawrócenia do Pana Jezusa, bo wiem, że nie wierzysz i jeszcze nie możesz przeżyć tego, że dalej walczę. Przecież powiedziałem ci, dobrze pamiętasz, jak się nawrócisz, to ja kończę, ale nie zrobiłeś tego. Dlatego jestem w ringu i znów mnie zobaczysz ponownie.
Wymowa tych słów jest jasna. Adamek zapowiada dalsze starcia – bez względu na to, co o jego wyborach sądzi środowisko bokserskie. Spór między nim a Wasilewskim nie przygasa. Wręcz przeciwnie, nabiera tempa.