Ferrari wciąż zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, ale strata do prowadzącego Mercedesa robi się poważna – to już 145 punktów. Gorzej, że McLaren depcze po piętach, tracąc zaledwie 52. Włoski zespół zapowiada jednak, że nie odpuści do ostatniego wyścigu sezonu i szykuje kolejne aktualizacje bolidu SF-26.
Głównym problemem konstrukcji z Maranello pozostaje moc jednostki napędowej – po prostu za mała. Aerodynamika i podwozie wypadają za to konkurencyjnie. I właśnie tam, gdzie już działa dobrze, inżynierowie próbują wycisnąć dodatkowe sekundy, bo silnika w tak krótkim czasie radykalnie nie poprawią.
Presja rośnie, bo McLaren nie zwalnia. Zespół z Woking wprowadził istotne zmiany aerodynamiczne w obszarze podłogi bolidu MCL40 już od Grand Prix Węgier. Efekty widać na torze: Lando Norris wygrał zarówno na Węgrzech, jak i w Holandii, a McLaren zdobył trzy pole position w ostatnich czterech sesjach kwalifikacyjnych.
Ferrari czeka na duży pakiet
Na Grand Prix Holandii w Zandvoort Ferrari przywiozło jedynie częściowy pakiet aktualizacji – sygnał, że najważniejsze zmiany dopiero nadejdą. Według serwisu „The Race” nadchodzące poprawki w SF-26 mają być duże i skoncentrowane na podłodze oraz elementach z nią powiązanych.
Prace nad nimi trwają w Maranello nieprzerwanie od Grand Prix w Barcelonie, gdzie Ferrari odniosło swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. W tunelu aerodynamicznym testowane są zarówno stare, jak i nowe elementy – te, które nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, są na bieżąco modyfikowane.
Czasu zostaje coraz mniej. Do Grand Prix USA w Austin są już tylko trzy wyścigi, a to właśnie tam – jak wynika z doniesień – ma zadebiutować kluczowy pakiet zmian. Od tego, jak szybko Ferrari wdroży nowości i jak odpowie na to McLaren, zależy, czy Scuderia dowiezie drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów do mety sezonu.