Uczestnicy rozmów o przyszłości Formuły 1 doszli do porozumienia w sprawie najważniejszych elementów przyszłego układu napędowego – informuje dziennikarz Roberto Chinchero z włoskiego „Motorsportu”. Plan zakłada powrót do F1 3-litrowego silnika V8 z turbodoładowaniem, a nie jednostki wolnossącej, jak wcześniej sugerowano.
Prezydent FIA Mohammed ben Sulayem od początku mocno naciskał na powrót silników V8 bez turbosprężarek. Argumentował, że taka jednostka byłaby prostsza, lżejsza i przywróciłaby charakterystyczny dźwięk, którego kibicom brakuje od zakończenia ery V8 w 2013 roku. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana, niż zakładano.
Jak ustalił „Motorsport”, wolnossący 3-litrowy silnik V8 generowałby poziom hałasu przekraczający dopuszczalne normy na części współczesnych torów F1. Problem dotyczyłby m.in. obiektów w Melbourne, Miami, Madrycie, Singapurze, Baku i Las Vegas. Innymi słowy – powrót do „starej” F1 w czystej formie zderzył się z lokalnymi przepisami o emisji hałasu.
Kompromisem ma być 3-litrowy silnik V8 z turbodoładowaniem, wyposażony w mniejszą turbosprężarkę. Ta pozwoli zachować część charakterystycznego brzmienia, a jednocześnie ograniczy hałas do akceptowalnego poziomu. Według obecnego projektu jednostka otrzyma też silnik elektryczny o mocy około 100 kW.
To wyraźny spadek względem obecnych i nadchodzących regulacji. W 2026 roku MGU-K będzie mógł generować maksymalnie 350 kW, a od 2027 roku limit ten spadnie do 300 kW. Przepisy wprowadzone w 2026 roku zakładają niemal równy podział mocy między silnikiem spalinowym a elektrycznym, natomiast w 2028 roku proporcje mają się zmienić na 60:40 na korzyść jednostki spalinowej. Kierunek jest więc jasny: spalinowy rdzeń wraca na pierwszy plan, a elektryka staje się dodatkiem, nie równorzędnym partnerem.
Cały nowy układ napędowy ma być przy tym co najmniej o 50 kg lżejszy od obecnych konstrukcji – tak wynika z ustaleń „Motorsportu”. Rozważane jest również wprowadzenie systemu push-to-pass, dającego kierowcy możliwość czasowego wykorzystania dodatkowej mocy jednostki napędowej w wybranych momentach wyścigu. FIA zastrzega jednak, że to nie jest powrót do formuły DRS.
2030 zamiast 2031?
Pierwotnie kolejną dużą rewolucję silnikową wiązano z sezonem 2031. Teraz coraz poważniej mówi się o starcie nowej ery już rok wcześniej. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła – rozmowy między FIA a producentami silników F1 mają być kontynuowane.
Jeśli ten plan się ziści, Formuła 1 po raz pierwszy od 2013 roku sięgnie ponownie po silniki V8. Po dekadzie hybrydowych V6 dyskusja wraca więc niemal do punktu wyjścia. Niemal – bo jak pokazują ustalenia „Motorsportu”, nie w takiej formie, jaką na początku forsował prezydent FIA.