Koniec sezonu 2024. Potwierdza się to, o czym mówiono od miesięcy — Lewis Hamilton odchodzi z Mercedesa do Ferrari, a w Brackley zwalnia się fotel, o którym marzy niemal cała stawka. Miejsce obok George’a Russella. I jak ujawnia motorsport.com, akurat wtedy do niemieckiego zespołu zadzwonił człowiek, który od lat prowadzi karierę Charlesa Leclerca.
Nicolas Todt, menadżer Monakijczyka, miał wybadywać u Mercedesa, czy jego zawodnik mógłby zająć miejsce po siedmiokrotnym mistrzu świata. To nie była kolejna plotka krążąca po paddocku — portal potwierdził, że Todt naprawdę sprawdzał możliwość przenosin swojego podopiecznego do innych zespołów. Leclerc jeździ dla Ferrari od 2019 roku, na starcie dzielił garaż z czterokrotnym mistrzem świata Sebastianem Vettelem — i, jak się okazuje, miał realną, choć niejawną, drogę do Mercedesa.
Sam kierowca stawia jednak wyraźną granicę między tym, czym zajmował się jego menadżer, a tym, w co sam się angażował. W podcaście F1 „Beyond The Grid” powiedział to bez owijania w bawełnę: „Nie prowadziłem żadnych osobistych rozmów, ale mój menadżer tak”. Do transferu ostatecznie nie doszło.
Aston Martin i McLaren też pytały
Mercedes to nie jedyny trop w tej historii. Pod koniec 2025 roku do otoczenia Leclerca zgłosił się także Aston Martin — ekipa, która od 2026 roku korzysta z jednostek napędowych Hondy i buduje swój projekt techniczny wokół Adriana Neweya. Na papierze brzmi to kusząco. W rzeczywistości zespół z Silverstone, mimo gigantycznych pieniędzy wpompowanych w fabrykę, uzbierał w tym sezonie zaledwie trzy punkty i zamyka stawkę.
Todt rozglądał się jednak jeszcze szerzej. Przez ostatnie lata utrzymywał kontakt z przedstawicielami innych ekip, w tym McLarena — rozmawiał bezpośrednio z Andreą Stellą i Zakiem Brownem.
Mimo tych wszystkich sondaży Leclerc został w Maranello. We wrześniu 2026 roku tłumaczył, że dużą rolę odegrała wiara w projekt Ferrari i w szefa zespołu Frederica Vasseura. Jego nowy kontrakt ma wiązać go ze Scuderią do wczesnych lat 30. — pod warunkiem spełnienia określonych wytycznych.
Nie chcę rezygnować z mojego ostatecznego celu, którym jest zostanie mistrzem świata z Ferrari
To jedno zdanie tłumaczy więcej niż jakakolwiek kulisowa rozmowa prowadzona w Brackley czy Silverstone. Leclerc mógł zmienić barwy — miał ku temu konkretne okazje ze strony Mercedesa, Aston Martina i McLarena. Wybrał jednak dokończenie historii zaczętej w 2019 roku. Tytuł mistrzowski pozostaje jedynym celem, który się dla niego liczy.