Pierwsza runda ćwierćfinału w Sofii. Przypadkowe zderzenie głowami, a chwilę później krew nad prawym okiem Nikolasa Pawlika. Polak mimo to nie przerwał walki i dokończył pojedynek z Rosjaninem Wiaczesławem Rogozinem, choć ostatecznie musiał uznać jego wyższość na mistrzostwach Europy.
Werdykt sędziów nie pozostawiał złudzeń. Wszyscy pięcioro wskazało na reprezentanta Rosji – karty pokazały 0:5 dla Pawlika, z notami 28-29, 27-30, 27-30, 27-30 i 27-30. Dla 21-letniego zawodnika walczącego w kategorii do 55 kg oznaczało to pożegnanie z turniejem w Sofii już na etapie ćwierćfinału.
To był jego pierwszy tego rodzaju uraz w karierze. Pawlik boksuje od 14 lat, a jak sam przyznał, rozcięcie łuku brwiowego przydarzyło mu się po raz pierwszy w życiu.
„To jest moje rozdziewiczenie”
Zapytany przez dziennik „Fakt” o kontuzję, Polak zbył ją machnięciem ręki.
To nie jest problem, chyba że jakoś mocniej by krwawiło. U mnie to jest delikatne rozcięcie. Muszę się pochwalić, że to jest moje rozdziewiczenie, bo pierwszy raz w życiu miałem rozcięcie łuku brwiowego, a boksuję od 14 lat
Znacznie bardziej niż rozcięta skóra nad okiem bolała go sama porażka.
Szkoda, że nie wyszło, bo byłem tak blisko medalu, a to było moje marzenie. Schodzę przegrany, ale wrócę silniejszy
Do ćwierćfinału w Sofii Pawlik dochodził w dobrym stylu. W poprzedniej rundzie rozprawił się z Węgrem Gaborem Virbanem, wygrywając jednogłośnie 5:0. Wcześniej pokonał też Ukraińca Maksyma Zymenkę, tym razem stosunkiem głosów 4:1. Seria zwycięstw urwała się dopiero na Rogozinie, w starciu, które Pawlik – wciąż walcząc o miejsce na podium – dokończył z rozciętym łukiem brwiowym.