Koniec pierwszej rundy, KSW 113. Marcin Różalski leży na macie, sędzia wchodzi między zawodników i przerywa walkę. Stjepan Bekavac kończy sprawę nokautem, a 48-letni Polak znów zostaje sam na sam z pytaniem, co dalej z jego karierą.
Pojedynek toczono w formule stójkowej K-1, w małych rękawicach. Dla Różalskiego, byłego mistrza KSW, był to kolejny sprawdzian – miał udowodnić, że w wieku 48 lat wciąż da się rywalizować na wysokim poziomie. Bekavac przekreślił te plany już w pierwszej rundzie, jednym trafieniem.
Bez MMA, ale nie bez walki
Krótko po porażce Różalski pojawił się na kanale „KFD” na YouTube. Sprawę MMA odciął dość jednoznacznie – przyznał, że tej dyscypliny już nie trenuje i nie czuje się na siłach, by w niej startować.
W MMA nie zawalczę na pewno, bo już nie robię MMA i nie jestem do tego zdolny. Jeśli dostałbym dobrą ofertę sportową w K-1, w boksie, na gołe piąchy – to nie powiem nie.
Drzwi do dalszej kariery zawodnik jednak nie zamyka – zaznacza tylko, że interesują go inne formuły. K-1, bokserski ring, a nawet walka na gołe pięści – to opcje, które sam wymienia jako realne, pod warunkiem że na stole pojawi się naprawdę atrakcyjna propozycja.
Porażka z Bekavacem nie kończy więc kariery 48-letniego zawodnika. Otwiera raczej pytanie o to, skąd przyjdzie kolejna oferta i w jakiej formule Różalski jeszcze wróci – na matę albo do klatki.