Ile mocnych Rosjan czeka Polaków na mistrzostwach Europy w boksie w Sofii? Pełną odpowiedź poznamy dopiero w kolejnych rundach. Już pierwszy dzień pokazał jednak wyraźnie, że rosyjska reprezentacja wraca do rywalizacji w pełnej sile. Nad halą Asics Arena powiewają rosyjskie flagi — widok jeszcze niedawno nie do pomyślenia, dziś zwyczajny element turniejowej scenerii.
Na razie to jednak Polacy mają powody do zadowolenia. Pierwszego dnia rywalizacji trzej reprezentanci Polski odnieśli jednogłośne zwycięstwa: Nikolas Pawlik w kategorii 55 kg, Aleksiej Sewostianow w wadze 90 kg oraz Damian Durkacz w kategorii 70 kg. Cała trójka awansowała do 1/8 finału. Durkacz nie dał żadnych szans Litwinowi Aleksandrowi Trofimczukowi, wygrywając 5:0 (30-27, 30-27, 30-27, 30-27, 29-28).
Zadowolony, ale nie do końca — tak swoich zawodników ocenił Tomasz Dylak, główny szkoleniowiec połączonych reprezentacji żeńskiej i męskiej Polski. „Oczywiście, że z samych wyników jestem bardzo zadowolony. Widziałem w ostatnich treningach i nawet na sali rozgrzewkowej, że są niesamowicie szybcy. W walce czegoś mi brakowało, jeszcze takiego 'oczka’ i spokoju. Możliwe, że to był trochę stres pierwszej walki, więc z samych walk nie jestem super zadowolony, ale z wyników i postawy dosyć tak” — powiedział trener przed kamerą Interii.
Losowanie nie rozpieszcza, a Rosjanie czają się w drabince
Dylak nie ukrywa, że dalsza droga będzie znacznie trudniejsza. „Po losowaniu wiemy, że przy 2-3 walce już będzie dużo ciężej. Chłopaki mieli dość słabe losowanie, czyli czekają ich ciężkie walki. W walce do medalu trafiamy na któregoś z faworytów i będzie trzeba zrobić niespodziankę. Dziewczyny poprzez rozstawienie mają lepiej, ale tu pojawia się inne wyzwanie” — przyznał trener kadry.
Tym wyzwaniem są właśnie Rosjanki. „Nierozstawione były z kolei Rosjanki, co powoduje, że połowa dziewczyn trafia na Rosjanki w walce o medal. Więc powiedziałbym, że u dziewczyn losowanie było średnio dobre, z kolei u chłopaków trochę gorsze. Trzeba będzie gdzieś zaskoczyć” — dodał Dylak. W praktyce oznacza to, że polscy pięściarze i pięściarki na kolejnych etapach turnieju będą regularnie trafiać na zawodników zza wschodniej granicy. Konkret już jest: Igor Rondoś w kategorii 85 kg zmierzy się w 1/8 finału z Rosjaninem Dmitrijem Karmanowem, a Bartłomiej Rośkowicz w wadze 65 kg w 1/16 finału stanie naprzeciw Białorusina Aliaksandra Radzionaua.
Skala rywalizacji w Sofii ma być wyjątkowa. „To będą najmocniejsze mistrzostwa Europy od wielu lat. Nigdy nie było tylu krajów i tyle osób startujących. Rosjanie wyglądają na bardzo mocnych, więc trzeba się szykować, że musimy wejść na szczyt swoich możliwości” — ocenił szkoleniowiec kadry.
Powrót Rosjan do międzynarodowego boksu to skutek przetasowań w samej strukturze tego sportu. Federacja World Boxing powstała w opozycji do organizacji IBA, zarządzanej przez Umara Kremlowa, określanego jako przyjaciel Władimira Putina. Jej powstanie miało uchronić boks przed wyrzuceniem z igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Zawieszenie Rosjan w strukturach World Boxing trwało dwa lata. W kwietniu 2026 roku dopuszczono ich do startów jako zawodników neutralnych, a pod koniec lipca tego samego roku federacja całkowicie zniosła wobec nich restrykcje.
Polityczny kontekst tej decyzji zdaje się Dylaka nie obchodzić. „Absolutnie poza nami. Zatem my podchodzimy do tego sportowo. Przyjeżdżamy na takie mistrzostwa obojętnie, kto by na nich był, bo wszystkie decyzje zapadają bez nas” — podsumował trener reprezentacji Polski.