„Kiedy zobaczyłem, gdzie muszę wystartować i że przede mną jest 100 gokartów, byłem trochę zaniepokojony. Po pierwszym okrążeniu, pełnym chaosu, pomyślałem: 'OK, mamy to pod kontrolą'” – przyznał Max Verstappen. I miał czego się obawiać – w promocyjnym wydarzeniu Red Bulla „Max vs 100” wystartował z absolutnie ostatniej, 101. pozycji, mając przed sobą stu rywali.
Na specjalnie przygotowanej dla tego przedsięwzięcia nitce Silverstone ustawiło się aż 101 gokartów. W stawce znaleźli się sportowcy, gracze, twórcy internetowi, streamerzy, dziennikarze i kibice reprezentujący 40 państw. Nikt nie wsiadł do gokarta bez przygotowania – we wtorek odbyła się sesja treningowa, dzień później kwalifikacje, które wyłoniły kolejność startową. Sam wyścig rozpisano na 30 okrążeń.
Verstappen zaczął odrabiać straty, zanim jeszcze oficjalnie ruszyła rywalizacja – jeszcze przed linią startu zdążył wyprzedzić ponad dziesięciu rywali. Na torze szybko zrobiło się gorąco. Na jednym z nawrotów doszło do serii kolizji – część gokartów obróciła się wokół własnej osi, a niektórzy kierowcy znaleźli się ustawieni przodem w złą stronę. Zasady były jasne: wyprzedzenie liczono jako zakończone dopiero wtedy, gdy tył gokarta Verstappena zrównał się z przodem pojazdu rywala – bez żadnych szans na odzyskanie pozycji.
Efekty tego pościgu było widać niemal natychmiast. Po dwóch minutach wyścigu Verstappen zajmował już 37. miejsce – to znaczy, że wyeliminował 63 zawodników. Czoło stawki po chaotycznym początku należało wówczas do zdobywcy pole position Jacky’ego Martensa, youtubera Zaca Alsopa oraz technika Red Bull Powertrains Lewisa Oslera. Na 54 minuty przed metą dyrektor wyścigu David Terrien przyznał prowadzącej grupie dodatkowe szybkie okrążenie.
Ostatecznie Verstappenowi zajęło to 35 minut. Tyle czasu potrzebował, by przebić się przez całą stawkę i wyprzedzić wszystkich stu rywali. Ostatniego z nich minął na 14. okrążeniu. Drugie miejsce przypadło wspomnianemu Jacky’emu Martensowi. Czołową dziesiątkę zamknęli m.in. Zac Alsop, Pol Tarres, Paky TWC, RDJavi, Larry Chen, Bernard Kerr i Neo Yau.
„Ściganie z dawnych lat”
Po wyścigu Verstappen nie krył satysfakcji. „Kiedy zacząłem łapać rytm, wyprzedzać ich jednego po drugim i widziałem, jak zmniejsza się dystans, było to naprawdę ekscytujące. Wspaniale było znów pojeździć gokartem i wrócić do podstaw. Przypomniało mi to ściganie z dawnych lat” – powiedział mistrz świata Formuły 1. Nie zabrakło też pochwały dla samego toru. „To naprawdę piękny i dobrze zaprojektowany tor. Miłym dodatkiem było też otrzymywanie wszystkich danych przez radio. Miałem świetny dzień i dobrze było zakończyć go zwycięstwem” – dodał.
Dla organizatorów skala przedsięwzięcia była bez precedensu. „Nikt wcześniej tego nie zrobił. Nigdy nie było wyścigu kartingowego z tak dużą liczbą gokartów. Nawet Max tuż przed startem zastanawiał się, jak przebije się przez ten ruch” – przyznał dyrektor wyścigu David Terrien. Analizując przejazd Holendra, zwrócił uwagę przede wszystkim na jego wyczucie sytuacji na torze. „Kiedy ogląda się powtórkę, widać, że wybierał odpowiednie miejsca. Za każdym razem, gdy pojawiała się luka, ruszał w jej kierunku. Kiedy po jednej stronie toru dochodziło do wypadku, on znajdował się po drugiej” – opisał Terrien.
Terrien poszedł jeszcze dalej w ocenie umiejętności Verstappena. „Rozmawiałem z inżynierem wyścigowym Maxa i oglądaliśmy powtórkę startu. Max dostrzega coś, czego my nie widzimy. Widzi lukę, która dopiero za chwilę się otworzy. To właśnie wizja wyścigowa, którą posiada, a której większość kierowców nie ma” – podsumował dyrektor wyścigu.