Dlaczego mistrz KSW w wadze do 77 kilogramów wciąż nie może swobodnie decydować o własnej karierze? Adrian Bartosiński, aktualny posiadacz pasa w tej kategorii, wskazuje na kontrakt podpisany jeszcze przed jego pierwszymi sukcesami w organizacji jako główną przeszkodę.
W klatce pojawił się ostatnio w marcu 2026 roku, na gali KSW 116, gdzie na pełnym dystansie pokonał Madarsa Fleminasa. Teraz czeka go kolejna obrona tytułu — na gali KSW 123 w Szczecinie zmierzy się z Tymoteuszem Łopaczykiem.
Droga do tego starcia nie była prosta. Pierwotnie Bartosiński miał walczyć z Adamem Masaevem podczas KSW 122 w październiku. Masaev doznał jednak kontuzji ręki i wycofał się z pojedynku, a organizacja musiała w pośpiechu szukać zastępstwa. Wybór padł na Łopaczyka.
Kontrakt sprzed lat wciąż wiąże ręce mistrzowi
Bartosiński trafił do KSW w 2020 roku, po udziale w programie „Tylko Jeden”. Jego karierę prowadził wtedy menedżer o nazwisku Gwóźdź — współpraca między nimi zakończyła się dopiero pod koniec 2024 roku.
I właśnie z tego okresu, jak twierdzi mistrz, pochodzi umowa, która dziś komplikuje mu sytuację w organizacji. Menedżer się zmienił, ale warunki kontraktu podpisanego za jego pośrednictwem pozostają wiążące i wciąż ograniczają pole manewru zawodnika.
Na co dzień Bartosiński trenuje w klubie Octopus w Łodzi. Tam przygotowuje się do starcia z Łopaczykiem, licząc na kolejną skuteczną obronę pasa mistrzowskiego dywizji do 77 kilogramów.