„Dziękuję bardzo” — rzucił z uśmiechem Lando Norris, gdy pracownik F1 próbował odebrać mu butelkę Coca-Coli chwilę po wyścigu. Scena rozegrała się tuż po Grand Prix Hiszpanii i błyskawicznie obiegła sieć jako jeden z bardziej kuriozalnych momentów weekendu.
Sam wyścig na torze Circuit de Barcelona-Catalunya miał dla Brytyjczyka gorzko-słodki przebieg. Prowadził z dużą przewagą, gdy na torze ogłoszono wirtualną neutralizację (VSC). I to właśnie ten moment przesądził o losach walki o zwycięstwo — McLaren nie wezwał swojego kierowcy na pit-stop w porę. Gdy Norris w końcu wjechał do alei serwisowej, mechanicy zespołu z Woking mieli kłopot z odkręceniem jednego z kół. Sekundy uciekały.
Spóźnione wezwanie do boksu plus problem przy kole — ta kombinacja zepchnęła Norrisa na trzecią pozycję na mecie. Wyścig wygrał Andrea Kimi Antonelli, drugi był Max Verstappen, który wyprzedził Brytyjczyka. Dla aktualnego mistrza świata to wynik daleki od oczekiwań — tym bardziej że przez większość niedzieli wydawał się skazany na triumf.
Butelka coli i firmowy konflikt interesów
To, co wydarzyło się chwilę później, przyćmiło jednak sportowy dramat. Zaraz po zejściu z podium jeden z pracowników Formuły 1 próbował powstrzymać Norrisa przed piciem Coca-Coli. Powód był czysto biznesowy — Formuła 1 ma oficjalne partnerstwo z Pepsi, bezpośrednim konkurentem Coca-Coli, a kierowca popijający napój rywala kłóci się z umowami sponsorskimi serii.
Norris nie wdawał się w dyskusję. Krótkie „Dziękuję bardzo” i uśmiech wystarczyły, by zamknąć temat. Po wyścigu, w którym stracił zwycięstwo przez spóźniony pit-stop i kłopotliwe koło, spór o markę napoju musiał mu się wydawać najmniejszym z problemów.