Max Verstappen tuż przed startem na torze Zandvoort ogłosił, że do końca 2030 roku zostaje w Red Bullu. Nowa umowa Holendra to jednak coś więcej niż deklaracja lojalności wobec zespołu – to przede wszystkim gigantyczny kontrakt finansowy, który stawia go w zupełnie innej lidze zarobków niż rywali ze stawki.
Jak wylicza Marc Limacher, ekspert od ekonomii F1 i autor książki „Business Book GP”, Red Bull zaoferował Verstappenowi pensję na poziomie 92 milionów euro za sezon. Po doliczeniu bonusów kwota ta może urosnąć nawet do 115 milionów euro rocznie. A w perspektywie całego kontraktu, obejmującego lata 2027-2030, czterokrotny mistrz świata może zainkasować łącznie aż 460 milionów euro.
Na tym tle kontrakt Landona Norrisa wygląda znacznie skromniej – choć wciąż mowa o sumach nieosiągalnych dla przeciętnego sportowca. Broniący tytułu mistrza świata Brytyjczyk zdecydował się przedłużyć umowę z McLarenem. Według dziennikarzy „The Independent” nowy kontrakt Norrisa z brytyjskim zespołem opiewa na 140 milionów euro. W przeliczeniu na roczne zarobki daje to około 35 milionów euro – czyli mniej niż jedną trzecią tego, co Verstappen ma zagwarantowane w samej pensji podstawowej.
Verstappen goni z tyłu tabeli
Różnica w zarobkach mocno kontrastuje z tym, co dzieje się na torze. Sezon 2026 należy do Mercedesa – kierowcy Kimi Antonelli i George Russell zdominowali stawkę po wejściu w życie nowych przepisów technicznych. Po 12 rundach mistrzostw prowadzi 20-letni Antonelli, z dorobkiem 242 punktów.
Norris zajmuje obecnie czwarte miejsce w klasyfikacji kierowców, tracąc do lidera Antonellego 83 punkty. Verstappen, mimo rekordowego kontraktu i deklarowanej lojalności do 2030 roku, musi więc w tym sezonie gonić stawkę razem z mistrzem Anglikiem. Obaj patrzą na czoło tabeli z dystansu, jaki wyznacza im młody Włoch z Mercedesa.