Sierpień 2026 roku nazywa się już miesiącem grozy dla polskich zawodników UFC. Dlaczego? Odpowiedź zaczyna się od jednej walki, ale bynajmniej się na niej nie kończy.
1 sierpnia 2026 roku Jan Błachowicz przegrał z Navajo Stirlingiem. To było starcie dwóch pokoleń — Błachowicz ma 43 lata, jego rywal jest młodszy o siedem lat i na co dzień walczy w wadze lekkiej. Warto przypomnieć, kim jest przegrany: to właśnie Błachowicz we wrześniu 2020 roku został pierwszym męskim mistrzem UFC z Polski. Kalendarz nie daje czasu na żałobę. Już 19 września 2026 roku w Los Angeles odbędzie się gala UFC 331, a trzy dni później, 22 września, o miejsce w federacji powalczą zawodnicy Dana White Contender Series. To właśnie tam kibice szukają następcy Błachowicza. Na razie te poszukiwania idą fatalnie.
Następca, którego nie ma
Zawodnik nazywany „następcą Błachowicza” stoczył dla UFC trzy walki. Razem trwały niecałe 3,5 minuty. Skalę problemu w wadze półciężkiej najlepiej pokazuje obecny mistrz tej kategorii, Carlos Ulberg, który znokautował swojego rywala w zaledwie 12 sekund. Nie lepiej wygląda sytuacja w innych kategoriach. Klaudia Syguła, notowana na 15. miejscu rankingu wagi koguciej — pasa istniejącego od 2012 roku — mierzy się z rywalką o bilansie 3-3 w UFC. Z kolei zawodnik znany pod pseudonimem „Damsyn” ma zawodowy bilans 11-4, mierzy blisko dwóch metrów wzrostu i zanotował już sześć zwycięstw przez nokaut. Ma 28 lat — wiek, w którym zawodnik MMA dopiero wchodzi w szczyt formy. Na koncie ma jednak dwie porażki w UFC, a kolejna, trzecia z rzędu, oznaczałaby koniec przygody z federacją.
Sierpień 2026 zamknął rozdział, który polskie MMA pisało od 2020 roku. Kto go otworzy na nowo? Tego jeszcze nie wiadomo. Odpowiedzi trzeba będzie szukać na galach w Los Angeles i kolejnych edycjach Contender Series — o ile ktoś z polskiej stawki w ogóle będzie w stanie ją dać.