Jedno uderzenie i cała hala zamarła w niedowierzaniu. Co właściwie było w tym ciosie, że Dariusz Michalczewski wylądował na deskach? 10 sierpnia 1996 roku, w walce z Graciano Rocchigianim, „Tiger” padł po ciosie Włocha, a sytuacja natychmiast wzbudziła kontrowersje.
Ten pojedynek do dziś wraca w dyskusjach kibiców i ekspertów boksu jako jeden z bardziej zagadkowych momentów w karierze polskiego pięściarza. Sam upadek – po jednym, konkretnym ciosie Rocchigianiego – od razu wywołał pytania o jego autentyczność.
Trzydzieści lat pytań bez jednoznacznej odpowiedzi
Data 10 sierpnia 1996 roku zapisała się w historii polskiego boksu nie tylko ze względu na wynik, ale właśnie przez okoliczności tego upadku. Kontrowersje wokół starcia Michalczewski – Rocchigiani wybuchły od razu i nie ucichły przez kolejne dekady.
Mija trzydzieści lat, a pytanie postawione na wstępie wciąż czeka na jednoznaczną odpowiedź. Pewne jest jedno: to właśnie ten pojedynek z 1996 roku sprawił, że nazwiska Michalczewski i Rocchigiani na stałe połączyła jedna z najbardziej dyskutowanych scen w historii polskiego boksu.