Własny kolega z zespołu potrafi być najtrudniejszym rywalem na torze. Przekonał się o tym Carlos Sainz, który za kolizję z Alexandrem Albonem podczas GP Holandii Formuły 1 zapłacił karą 10 sekund – i to mimo że sam bez wahania przyznał się do winy.
Do incydentu doszło cztery okrążenia przed metą. Sainz i Albon, obaj jeżdżący dla Williamsa, zetknęli się w pierwszym zakręcie, kiedy Tajczyk próbował atakować kolegę z zespołu po zewnętrznej stronie toru.
Kontakt nie obyło się bez szkód. Bolid Albona stracił fragment bocznej części podłogi, co ostatecznie zmusiło go do wjazdu do alei serwisowej.
Sainz nie szukał wymówek. Od razu wziął na siebie pełną odpowiedzialność za kontakt z Albonem – sędziowie i tak dołożyli mu dziesięć sekund do czasu wyścigu.
Hiszpan próbował jednak nieco złagodzić wymowę zdarzenia, sięgając po znacznie głośniejszy przykład z historii Formuły 1. Porównał swoją kolizję z Albonem do słynnego zderzenia kierowców Red Bull Racing na GP Azerbejdżanu w 2018 roku, podkreślając, że jego wypadek był dużo mniej poważny.