Niemiecki dziennikarz Ralf Bach na swoim kanale YouTube uchylił rąbka tajemnicy negocjacji między Red Bull Racing a Maxem Verstappenem. Z jego informacji wynika, że zespół z Milton Keynes położył na stole propozycję nowej, pięcioletniej umowy opiewającej na astronomiczne sumy.
Obecny kontrakt czterokrotnego mistrza świata obowiązuje do końca 2028 roku. Już teraz zapewnia on Holendrowi zarobki na poziomie co najmniej 50-60 milionów dolarów rocznie. Mimo to Red Bull chce związać się z 28-letnim kierowcą na kolejną pięciolatkę i liczy się przy tym z jeszcze wyższymi kosztami.
Sprawa nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Nawet jeśli Verstappen przyjmie nową ofertę, nie zamierza rezygnować z opcji wcześniejszego rozwiązania umowy. To zapis, który daje mu furtkę do odejścia, gdyby projekt zespołu przestał odpowiadać jego ambicjom.
„Według Ralfa Bacha, Verstappen chce pozostać w Red Bull na sezon 2027 w oparciu o obecny kontrakt”.
To istotny szczegół. Zamiast od razu przechodzić na nowe warunki, kierowca woli poczekać, obserwować rozwój sytuacji i trzymać się dotychczasowej umowy przynajmniej do 2027 roku.
Zespół szuka planu B
Równolegle z rozmowami o przedłużeniu kontraktu wewnątrz Red Bull trwają poszukiwania kierowcy, który mógłby utrzymać inżynieryjną dominację zespołu w Formule 1. To sygnał, że władze stajni zdają sobie sprawę z niepewności co do przyszłości Verstappena i już teraz zabezpieczają się na wypadek jego odejścia.
Kluczowy może okazać się sam projekt nowego bolidu. Jeśli konstrukcja auta na kolejne sezony nie okaże się udana, Verstappen po sezonie 2027 zdecyduje, czy zostać w Red Bull, czy nawet całkowicie odejść z Formuły 1. Scenariusz, który w padoku brzmi poważnie – i to nie tylko w kontekście jego własnej kariery.
Koniec sezonu 2027 to moment, w którym wygasają kontrakty wielu kluczowych kierowców stawki. A to oznacza, że decyzja Verstappena może uruchomić lawinę transferów i przetasowań, jakich Formuła 1 nie widziała od lat.