W czwartek Światowa Rada Sportów Motorowych (WMSC) ogłosiła decyzję, na którą rosyjska federacja czekała od miesięcy. Rada postanowiła przejrzeć nadzwyczajne środki FIA i znieść ograniczenia dotyczące udziału rosyjskich i białoruskich kierowców, zespołów narodowych, zawodników indywidualnych oraz oficjeli. Zniknęły też zakazy eksponowania symboli narodowych, flag i odgrywania hymnów.
Radości z tej decyzji nie krył człowiek, który od dawna zabiegał o taki obrót spraw. To przyjaciel Władimira Putina z czasów dzieciństwa – ten sam, który dzięki przychylności Kremla dorobił się majątku wycenianego dziś na 1,3 mld dolarów. Ma 69 lat i od lat stoi na czele rosyjskiej federacji motorsportu. Jak wynika z ustaleń, federacja prowadziła u prezydenta FIA Mohammeda ben Sulayema regularne „działania dyplomatyczne”. Skutek? Ostatecznie udało się przekonać go do zmiany stanowiska.
Formuła 1 na razie milczy
Decyzja FIA nie oznacza automatycznego powrotu Rosjan do Formuły 1. Królowa motorsportu na razie nie zapowiedziała, że pójdzie w ślady federacji i zniesie własne ograniczenia. Rosjanie od ponad czterech lat nie mogą legalnie oglądać wyścigów F1 w telewizji, a Stefano Domenicali już w sierpniu 2022 roku zapowiedział, że w Rosji nie odbędzie się już żaden wyścig.
Jest też sprawa pieniędzy – i ta wciąż czeka na rozstrzygnięcie. Formuła 1 nie zwróciła Rosjanom zaliczki wniesionej na poczet organizacji wyścigu w sezonie 2022. Organizatorzy tłumaczą to powiązaniami spółki organizującej GP Rosji z bankiem VTB, objętym zachodnimi sankcjami. Dopóki ta kwestia się nie wyjaśni, trudno oczekiwać, że Formuła 1 pójdzie tą samą drogą co FIA.