„Moje modlitwy i myśli są z Lee Reevesem. Mam nadzieję, że wszystko z nim w porządku. Przystępował do walki jako wyraźny outsider, ale pokazał, że może rywalizować na wyższym poziomie. Należą mu się ogromne słowa uznania” – powiedział Gary Cully tuż po ogłoszeniu wyniku. Nie świętował. Ani przez chwilę. Skupił się wyłącznie na zdrowiu rywala.
Do walki doszło w dublińskiej 3Arena. Na szali wisiał wakujący pas BUI Celtic w kategorii superlekkiej. Cully i Reeves to obaj Irlandczycy – starcie miało więc smak prawdziwego krajowego derby o prestiżowy tytuł.
Przez dziewięć rund 31-letni Reeves – przed galą wskazywany jako wyraźny outsider – trzymał się zaskakująco dobrze w tym dziesięciorundowym pojedynku. Wszystko zmieniło się w jednej sekundzie. W dziesiątej, finałowej rundzie Cully trafił rywala mocnym kontrującym lewym ciosem. Reeves runął na deski. Sędzia nie czekał – natychmiast zakończył walkę.
Dramatyczne chwile po nokaucie
To, co działo się w ringu po walce, mrozi krew w żyłach. Medycy podali Lee Reevesowi tlen, a następnie wynieśli go z ringu na noszach. Bokser trafił do szpitala. Szczegóły jego diagnozy nie zostały oficjalnie ujawnione.
Queensberry Promotions wydała oświadczenie w sprawie stanu zawodnika:
„Lee Reeves nadal przebywa w szpitalu, w stanie krytycznym, ale stabilnym. Więcej będziemy wiedzieć w najbliższych dniach. Nasze myśli i modlitwy są z Lee oraz jego rodziną.”
Przed tą walką Reeves miał na koncie 16 zwycięstw i 1 porażkę. Starcie z Cullym było jego 18. zawodowym występem i drugą przegraną w karierze. Dotarł do ostatniej rundy jako outsider – i to właśnie ten fakt sam zwycięzca uznał za godny najwyższego szacunku.
Cully poprawił swój zawodowy rekord do 20 zwycięstw i 2 porażek. Pas zdobyty. Ale w 3Arena tamtej nocy nikt nie myślał o tytule.