Dlaczego McLaren najpierw wezwał Piastriego na pit stop, a nie Norrisa — i czy ta decyzja kosztowała aktualnego mistrza świata zwycięstwo na Hungaroringu?
Oscar Piastri nie zdobył w niedzielę ani jednego punktu. Gorzki wynik, tym bardziej że przez niemal połowę dystansu to właśnie Australijczyk jechał na czele — po znakomitym starcie i błyskotliwych akcjach w pierwszych dwóch zakrętach. Wszystko przekreśliła usterka skrzyni biegów. Zanim jednak bolid odmówił posłuszeństwa, strategia McLarena zdążyła już wywołać burzę na radiu.
Dylemat pit stopu: Hamilton jako czynnik decydujący
Szef zespołu Andrea Stella wyjaśnił logikę stojącą za kluczową decyzją. Lewis Hamilton zjechał do alei serwisowej i realnie groził podwójnym podcięciem obu McLarenów — to wymusiło natychmiastową reakcję ekipy. Zespół wezwał najpierw Piastriego, żeby go przed tym scenariuszem uchronić. Norrisowi pozwolono budować większy offset opon i zjechać później. Efekt był taki, że po pit stopach to właśnie Norris wyjechał na czoło.
Stella rozważał też wariant alternatywny — powtórzenie strategii z 2024 roku, czyli wcześniejszy pit stop z Norrisem i zastosowanie team orders. Ostatecznie jednak priorytetem okazało się zabezpieczenie pozycji przed Hamiltonem. Norris w czystym powietrzu zyskiwał pół sekundy na okrążeniu, a McLaren dodatkowo instruował go, by omijał krawężniki ze względu na niezawodność bolidu. Mimo tych ograniczeń Stella podkreślił, że Brytyjczyk nie próbował niczego udowadniać i miał sporo tempa w zanadrzu.
Co do zasług Piastriego szef McLarena nie miał żadnych wątpliwości. „Do momentu zjazdu Oscara zasłużenie prowadził dzięki akcjom w pierwszych dwóch zakrętach, więc zasłużył na szansę, by wygrać ten wyścig” — powiedział Stella.
Kolizja z Sainzem i radiowa złość
Piastri zderzył się z dublowanym Carlosem Sainzem, co przyczyniło się do utraty prowadzenia. Sam zainteresowany nie ukrywa, że to ten incydent zmienił bieg wydarzeń. „Gdyby nie ta kolizja, byłbym wciąż przed Lando” — stwierdził.
W trakcie wyścigu Australijczyk nie krył frustracji przez radio. Po zakończeniu rywalizacji przyznał jednak, że rozumie decyzje zespołu. Stella ujawnił, że bezpośrednio po wyścigu kierowca sam zaznaczył, iż jego radiowy komentarz był wyłącznie wyrazem chwilowej złości.
Piastri, aktualny mistrz świata Formuły 1, wiedział, co go czeka, już w momencie gdy Norris wyjeżdżał z pit stopu. „Gdy Lando wyjechał z pit stopu przede mną, miałem świadomość, że nie mam tempa, by go zaatakować” — przyznał. Zero punktów na koncie to jednak twarda rzeczywistość — i żadne wyjaśnienia tego nie zmienią.