29 sierpnia w Londynie Filip Hrgović wejdzie na ring z Mosesem Itaumą — i obaj wiedzą, że stawką jest coś więcej niż jeden wynik. Chorwat wynegocjował w kontrakcie zapis, który w razie wygranej daje mu prawo do walki o pas WBO wagi ciężkiej. Ten pas trzyma dziś Daniel Dubois — dokładnie ten człowiek, który zadał Hrgoviciowi jego jedyną porażkę przez TKO w 8. rundzie.
„Jeśli pokonam Itaumę, zagwarantuję sobie walkę o pas WBO wagi ciężkiej. Mam taki zapis w kontrakcie na ten pojedynek. Oczywiście dużo większe osiągnięcia ma Daniel Dubois, natomiast jeśli chodzi o mnie, to trudniejszym rywalem wydaje się Itauma. Nie dość, że będzie szybszy, to jeszcze boksuje z odwrotnej pozycji. Muszę go jednak pobić, a wtedy dostanę rewanż z Dubois.”
Hrgović wchodzi do tej walki z bilansem 20 zwycięstw — 15 przez nokaut — i jedną porażką. Po drugiej stronie liny stanie 21-letni Itauma: 14 wygranych, 12 przez KO, zero porażek. Młody, niepokonany, głodny.
Trudniejszy rywal niż Dubois?
Hrgović nie szuka dyplomacji. Mówi wprost: Itauma wydaje mu się trudniejszym przeciwnikiem niż aktualny mistrz WBO — bo jest szybszy i boksuje z odwrotnej pozycji southpaw. Przed wielką walką to rzadka szczerość. Chorwat traktuje ją jednak jak paliwo, nie jak z góry przygotowaną wymówkę.
Do sierpniowego pojedynku dołożono jeszcze jeden argument. Zwycięzca zyska status challengera do pasa IBF wagi ciężkiej, a w tej kolejce czeka już Frank Sanchez — Kubańczyk z rekordem 26 wygranych, 1 porażki i 19 nokautów. Londyn staje się skrzyżowaniem kilku dróg naraz.
Hrgović myśli jednak przede wszystkim o rewanżu. Dubois — obecny mistrz WBO z bilansem 23-3 i 22 nokautami — pozostaje celem numer jeden. Żeby się do niego dostać, Chorwat musi najpierw przejść przez jednego z najbardziej obiecujących młodych pięściarzy na świecie. Plan jest prosty. Wykonanie — już niekoniecznie.