Radom świętował. Na gali KSW 119, rozgrywanej we własnym mieście mistrza, Patryk Kaczmarczyk po raz pierwszy bronił pełnoprawnego pasa kategorii piórkowej — i wyszedł z klatki z tytułem wciąż przy sobie. Teraz chce więcej.
Kaczmarczyk pochodzi z Radomia, więc gdy KSW 119 zawitało właśnie tam, stawka była wyjątkowa. Rywalem stanął Leo Brichta — i to on opuścił klatkę pokonany. Droga do tej chwili nie była krótka: radomianin najpierw zdobył tymczasowy pas kategorii piórkowej, a dopiero po odejściu Salahdine’a Parnasse’a z KSW przejął status pełnoprawnego mistrza do 66 kg.
Gliwice, duża hala i Marcin Held
Zaraz po obronie tytułu Kaczmarczyk nie zwlekał. Na platformie X pojawił się wpis, który natychmiast zelektryzował środowisko MMA:
„A jakby tak zaatakować 70kg? Gliwice duża hala i walka z Marcinem Heldem? Ode mnie dużo ludzi przyjedzie a i on lokalny bohater. Czy brać zwycięzcę Stumer/Harry i czynić swoją powinność w 66?”
Dwa scenariusze, jedno pytanie. Mistrz kategorii piórkowej wprost rozważa skok do wagi lekkiej — do 70 kg — i pojedynek z Marcinem Heldem. Held to nie jest przypadkowy rywal. Uchodzi za jednego z najlepszych grapplerów w Polsce, a ostatnią walkę w KSW stoczył właśnie z Parnasse’em — i to starcie przegrał.
Parnasse był mistrzem KSW w obu tych kategoriach — piórkowej i lekkiej. Kaczmarczyk ma już jedną połowę tego dorobku. Gdyby zdecydował się na Gliwice i wagę do 70 kg, zwycięstwo nad Heldem otworzyłoby mu drogę do statusu double champ — prestiżu, który w KSW nosił dotąd wyłącznie Francuz.
Jest jednak i drugi wariant. Kaczmarczyk rozważa też obronę pasa w kategorii piórkowej — starcie ze zwycięzcą pojedynku Stummer kontra Charzewski. Krótsza droga, mniejsze ryzyko. Ale i mniejsza nagroda. Wybór należy do mistrza.