Co właściwie stało na drodze Sebastianowi Vettelowi, zanim trafił do Red Bulla i zbudował tam karierę czterokrotnego mistrza świata? Odpowiedzi udzielił sam, i to w nowym dokumencie niemieckiej telewizji ARD „Being Sebastian Vettel”. Po latach Niemiec opowiedział tam o kulisach rozstania z BMW Sauber.
Z marką BMW wiązał się już na wcześniejszych etapach kariery. Formalny debiut w barwach zespołu zaliczył podczas weekendu Grand Prix Turcji w 2006 roku, jeździąc w piątkowym treningu, i od razu zrobił wrażenie – uzyskał najlepszy czas tamtej sesji. Problem był jeden: miejsce w kokpicie na stałe zajmowali inni. Nick Heidfeld uchodził za doświadczonego niemieckiego kierowcę, a Robert Kubica był traktowany jako wielki talent, z którym zespół wiązał poważne plany. Vettelowi została więc rola rezerwowego.
Tego się nie spodziewał. „Ostatecznie cała historia z BMW nie potoczyła się tak, jak pierwotnie planowano. Właściwie jedną nogą byłem już w drzwiach, ponieważ mój kontrakt z BMW zakładał, że otrzymam miejsce w F1. Ale nigdy do tego nie doszło” – wspominał Vettel w dokumencie ARD.
Furtkę otworzył, paradoksalnie, wypadek kolegi z zespołu. W czerwcu 2007 roku Kubica miał poważny wypadek podczas GP Kanady, doznając wstrząśnienia mózgu i skręcenia kostki. Lekarze nie dopuścili go do startu w kolejnej rundzie, rozgrywanej w Stanach Zjednoczonych. Zastąpił go Vettel, który pokazał, że czekał na tę szansę od dawna – debiutancki wyścig ukończył na ósmym miejscu, zdobywając punkt i stając się przy tym najmłodszym kierowcą w historii Formuły 1, który zapunktował. Chwila chwały nie trwała długo. Kubica wrócił do kokpitu już podczas kolejnej rundy, a Vettel znów wylądował na ławce rezerwowych.
O tamtym okresie Vettel mówi bez owijania w bawełnę. „W czasie mojego pobytu w BMW Sauber krążyła plotka, że Sebastian nie jest aż tak szybki i dobry. I tak, rozumiem, dlaczego ludzie mogli odnieść takie wrażenie. Być może w pewnym sensie było w tym nawet trochę prawdy, ponieważ potrzebowałem nieco czasu, zanim wszystko zaczęło działać” – przyznał w dokumencie.
Z czasem relacje z zespołem zaczęły się psuć. „Potem cała sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Nie powiedziałbym, że po stronie BMW zainteresowanie było mniejsze, ale po prostu zabrakło tego samego zaangażowania. Brakowało jasnej ścieżki: 'Oto twoje miejsce. W przyszłym roku zrobimy to, a rok później tamto'” – mówił Vettel. Sprawa miała też wymiar czysto strukturalny – BMW miało już dwóch kierowców z kontraktami i nie zamierzało rezygnować z żadnego z nich, aby zrobić miejsce dla nastolatka.
Wtedy po Vettela wyciągnął rękę Red Bull
Rozwiązanie czekało gdzie indziej. Red Bull od lat wspierał Niemca na kolejnych etapach jego kariery, a w 2007 roku Vettel przeniósł się do Toro Rosso – siostrzanej ekipy Red Bull Racing, działającej dziś pod nazwą Visa Cash App RB. Tam zastąpił Scotta Speeda i wreszcie dostał to, na co czekał: szansę na regularne starty w Formule 1.
Helmut Marko, wieloletni doradca Red Bulla, dziś mówi o tym zupełnie bez skrępowania. „Dzięki Bogu ludzie w Sauberze nie byli przekonani co do umiejętności Vettela, co pozwoliło nam go pozyskać. Wtedy stało się jasne, że mamy do czynienia z kimś, kto nie tylko dysponuje szybkością, ale jest również uzdolniony technicznie i gotowy do ciężkiej pracy” – stwierdził Marko. Decydujący głos należał jednak do współzałożyciela Red Bulla, Dietricha Mateschitza, który – jak przytacza Vettel – w końcu postawił sprawę jasno: „Nie traćmy zbyt wiele czasu na dyskusje. Dajmy chłopakowi szansę. Jeśli się uda, świetnie. Jeśli nie, trudno”.
Udało się szybciej, niż ktokolwiek mógł przewidzieć. We wrześniu 2008 roku Vettel sensacyjnie wygrał GP Włoch na torze Monza – pierwsze zwycięstwo w historii zespołu należącego do koncernu Red Bull. Rok później awansował już do głównej ekipy Red Bull Racing, a w latach 2010-2013 zdobywał mistrzostwo świata cztery razy z rzędu.
Zespół, który nie znalazł dla niego miejsca w podstawowym składzie, skończył zupełnie inaczej – BMW Sauber wycofało się z Formuły 1 po sezonie 2009. Kubica musiał wówczas szukać nowego pracodawcy i przeniósł się do Renault.
Z perspektywy lat Vettel sprowadza całą historię do jednej zasady. „Trzeba mieć wokół siebie odpowiednich ludzi w odpowiednim momencie, a także sprawić, by pewne rzeczy potoczyły się właściwie. Ale nadal trzeba prezentować odpowiedni poziom. Myślę, że duża część tego, co nazywamy szczęściem, tak naprawdę zależy od nas samych” – podsumował w dokumencie ARD.