Czy Formuła 1 ma już w ręku powód, by odwołać dwie ostatnie rundy sezonu na Bliskim Wschodzie? Wokół GP Kataru i GP Abu Zabi od tygodni panuje niepewność z powodu konfliktu w regionie. Najnowszy ruch brytyjskich władz może być tym, co ostatecznie przechyli szalę.
Na razie formalnie nic się nie zmieniło. F1 nie ogłosiła żadnych zmian w kalendarzu i oba wyścigi pozostają w nim uwzględnione — GP Kataru zaplanowano na 29 listopada, a GP Abu Zabi na 6 grudnia. Tyle że kalendarz na papierze to jedno, a polityczna rzeczywistość regionu — drugie.
27 października brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaktualizowało zalecenia dotyczące podróży do państw Bliskiego Wschodu. W komunikacie zwrócono uwagę na nieprzewidywalną sytuację w regionie oraz wysokie ryzyko nagłej eskalacji konfliktu. Ostrzeżenia objęły między innymi Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie — a więc dokładnie te kraje, gdzie F1 planuje zakończyć sezon. Brytyjskie władze wprost wskazały na możliwość odwoływania lotów, zamykania przestrzeni powietrznej i innych zakłóceń w podróżowaniu.
Furtka prawna dla Liberty Media
Fulvio Solms, dziennikarz „Corriere dello Sport”, zwraca uwagę na szczegół, który dla właściciela F1 może mieć kluczowe znaczenie. Według niego brytyjski komunikat może umożliwić Liberty Media powołanie się na siłę wyższą i odwołanie wyścigów bez ponoszenia kar finansowych wynikających z kontraktów z lokalnymi organizatorami. To nie jest drobiazg. Organizatorzy wyścigów na Bliskim Wschodzie płacą F1 ogromne kwoty za prawo do goszczenia mistrzostw świata, a umowy na organizację Grand Prix mogą przewidywać dotkliwe konsekwencje finansowe w przypadku rezygnacji z imprezy. Siła wyższa byłaby więc wyjściem z tej pułapki bez odszkodowań.
Prezydent FIA Mohammed ben Sulayem wcześniej zapewniał, że bezpieczeństwo kierowców i członków zespołów będzie priorytetem. Sama F1 podkreślała, że monitoruje rozwój sytuacji we współpracy z FIA i organizatorami. W praktyce znaczy to jedno: decyzja jeszcze nie padła, ale scenariusze są już gotowe.
Jeden z nich wydaje się najbardziej realny. Jeśli wyścigi na Bliskim Wschodzie zostaną odwołane, najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest przeniesienie finału sezonu do Włoch, na tor Imola, z organizacją GP Emilia Romagna. Pomysł nie jest nowy — mówi się o nim od września, a według wcześniejszych doniesień włoskich mediów przygotowania do organizacji wyścigu w Imoli są już zaawansowane. Grudniowy wyścig na torze w Emilii-Romanii nie byłby jednak prosty do zorganizowania — wiązałby się z dodatkowymi wyzwaniami, przede wszystkim ze względu na warunki pogodowe.
Na razie to wszystko pozostaje w sferze scenariuszy. Oficjalnej zmiany kalendarza nie ogłoszono, a wariant odwołania wyścigów w Katarze i Abu Zabi jest opisywany przez włoskie media, nie potwierdzoną decyzją samej Formuły 1. Czy Liberty Media faktycznie zechce skorzystać z furtki, jaką otworzyło brytyjskie MSZ? Na to pytanie wciąż nie ma odpowiedzi.