⚡ Aktualnie:
Istna deklasacja! Beniaminek LHT Lublin dostał bolesną lekcję hokeja od Warszawian Ponad 600 dni czekania! Sawicki po triumfie w Sanoku: „W końcu możemy wyjść z podniesioną głową” Patryk Krężołek nie zwalnia tempa! Hat trick i jasny cel przed Pucharem Kontynentalnym Dramat gwiazdy Euvic GTK Gliwice. „Jesteśmy z Tobą, Selton” Tom Nolan znokautował Renato Moicano w walce wieczoru gali UFC Fight Night 292 Zdradziła, jak Świątek zachowywała się jako dziecko. „W ogóle się z nami nie bawiła” Harriet Dart pokonała Lilli Tagger w finale w Kantonie i zdobyła pierwszy tytuł WTA w karierze Tajemniczy transfer Unii Leszno. Sam zawodnik wyśmiał plotki „Jeśli Gaethje nie chce tego zrobić…” – Volkanovski gotów na walkę z Tsarukyanem NRG poza wyścigiem o Majora, Wildcard i Imperial blisko Singapuru Istna deklasacja! Beniaminek LHT Lublin dostał bolesną lekcję hokeja od Warszawian Ponad 600 dni czekania! Sawicki po triumfie w Sanoku: „W końcu możemy wyjść z podniesioną głową” Patryk Krężołek nie zwalnia tempa! Hat trick i jasny cel przed Pucharem Kontynentalnym Dramat gwiazdy Euvic GTK Gliwice. „Jesteśmy z Tobą, Selton” Tom Nolan znokautował Renato Moicano w walce wieczoru gali UFC Fight Night 292 Zdradziła, jak Świątek zachowywała się jako dziecko. „W ogóle się z nami nie bawiła” Harriet Dart pokonała Lilli Tagger w finale w Kantonie i zdobyła pierwszy tytuł WTA w karierze Tajemniczy transfer Unii Leszno. Sam zawodnik wyśmiał plotki „Jeśli Gaethje nie chce tego zrobić…” – Volkanovski gotów na walkę z Tsarukyanem NRG poza wyścigiem o Majora, Wildcard i Imperial blisko Singapuru

Ilu koszykarzy z choćby krótkim stażem w NBA można znaleźć w Polskiej Lidze Koszykówki? Od teraz o jednego więcej. Jordan Hall zasili skład MKS Dąbrowa Górnicza.

24-letni Amerykanin ma w CV dziewięć występów w barwach San Antonio Spurs. Niewiele minut, zgoda, ale wystarczająco, by trafić do statystyk najlepszej ligi świata. W tych spotkaniach notował średnio 3,1 punktu, 1,3 zbiórki i 1,2 asysty na mecz.

Hall mierzy ponad dwa metry wzrostu. Przy takiej posturze i uniwersalności to rzadki typ zawodnika — może grać na wszystkich trzech pozycjach obwodowych, od rozgrywającego przez rzucającego aż po niskiego skrzydłowego.

Sporą część kariery spędził w G-League, gdzie występował w Texas Legends i Santa Cruz Warriors. Tam prezentował się już wyraźnie lepiej niż w NBA: średnio 10,7 punktu, 5,1 zbiórki i 4,5 asysty na mecz. Do tego 32 procent skuteczności zza łuku.

Te umiejętności ma teraz pokazać kibicom w Dąbrowie Górniczej. Dwumetrowy 24-latek z epizodem w Spurs w tle trafia do składu MKS-u, który liczy na jego doświadczenie i wszechstronność na parkietach PLK.

Jeszcze niedawno transmisja na żywo wydawała się pewnikiem. Dziś jednak zaplanowana konferencja prasowa przed galą FAME 32 na żywo nie pójdzie — a powód kryje się w przepisach, które weszły w życie zaledwie dzień wcześniej.

Konferencję przed galą FAME 32: The Game zaplanowano na poniedziałek, 24 sierpnia 2026 roku. Start miał wybić o godzinie 20:00 na kanale YouTube FAME MMA. Rzecz w tym, że dzisiejsza konferencja wcale nie odbędzie się dzisiaj — mimo wcześniejszych zapowiedzi na żywo, całość nagrano wcześniej.

Ustawa antypatostreamingowa zmienia zasady gry

Powód jest jeden. 23 sierpnia 2026 roku weszła w życie ustawa zakazująca patostreamingu w Polsce. FAME nadal może nagrać konferencję z przemocą i wulgarnymi treściami, ale musi ją odpowiednio oznaczyć, zanim trafi do sieci. Stąd decyzja: zamiast transmisji na żywo — wcześniej zarejestrowany materiał.

Mimo zmiany formuły konferencja zachowuje sportowy sens. Po raz pierwszy w jednym miejscu zobaczymy całą kartę walk gali, która odbędzie się w Radomiu.

Czy najgłośniejszy konflikt w historii polskich freak fightów w ogóle istniał? Coraz więcej wskazuje, że nie.

Wygląda na to, że największa afera w historii polskich freak fightów właśnie dobiegła końca. Przez długie miesiące kibice z uwagą śledzili spięcie między dwoma zawodnikami związanymi ze sceną FAME MMA, przekonani, że oglądają autentyczną wrogość.

Obaj zawodnicy skrzętnie budowali napięcie – ostre słowa, wzajemne przytyki, gesty niechęci. Sprawiali wrażenie, jakby naprawdę nie mogli się znieść. Wpisy w sieci, komentarze pod filmami, kolejne riposty – wszystko to podgrzewało atmosferę, a widzowie freak fightów kupowali ten spór jako prawdziwy.

Ustawka od początku do końca

Po pewnym czasie wyszło jednak na jaw, że cała „spina” była ustawiona od samego początku. Konflikt, który miesiącami elektryzował fanów freak fightów, okazał się elementem większej gry – nie realnym sporem między zawodnikami, a starannie zaplanowanym scenariuszem.

Ta historia dobrze pokazuje, jak łatwo mechanizmy budowania rywalizacji w świecie freak fightów potrafią zatrzeć granicę między prawdziwymi emocjami a wyreżyserowanym show.

Kontrakt wygasł, a co dalej? Roberto Soldić zostaje bez organizacji i musi zdecydować, w którą stronę pójdzie jego kariera.

Przygoda 31-letniego Chorwata z ONE Championship dobiegła końca — kontrakt zawodnika z azjatycką organizacją właśnie wygasł.

Soldicia nie trzeba przedstawiać polskim kibicom. Były mistrz KSW przez lata budował tam swoją pozycję, zanim ruszył testować się na azjatyckiej scenie w ONE Championship.

W 2025 roku Chorwat pojawił się też na gali FAME, gdzie w pojedynku bokserskim zmierzył się z Tomaszem Adamkiem. To był czytelny sygnał — klatka MMA już mu nie wystarcza.

Nowy rozdział kariery

Wygaśnięcie kontraktu z ONE Championship stawia 31-latka przed wyborem dalszej drogi. A opcji ma sporo. Doświadczenie z KSW, azjatycki epizod i wycieczka w stronę boksu na gali FAME dają mu naprawdę szerokie pole do popisu.

Na razie nie wiadomo, gdzie Soldić zawalczy w najbliższych miesiącach. Jedno jest pewne — dotychczasowa kariera pokazuje, że trudnych wyzwań nie unika, bez względu na format rywalizacji.

Ile trzeba zapłacić, żeby obejrzeć kolejną galę FAME i kto stanie na czele karty walk? Gala FAME 32: The Game odbędzie się 29 sierpnia 2026 roku w Radomiu. Organizatorzy właśnie podali szczegóły dotyczące transmisji i cennika.

Wydarzenie będzie dostępne wyłącznie w systemie pay-per-view. Innymi słowy, gali nie znajdziecie w standardowej ofercie żadnej telewizji ani platformy streamingowej – dostęp trzeba będzie wykupić osobno.

Karta walk: Szachta kontra Życiński

Najważniejszym pojedynkiem gali FAME 32: The Game będzie starcie Bartosza Szachty z Kasjuszem Życińskim. Szachta wchodzi w to starcie po serii rozczarowań. Rok 2026 zaczął od przegranej z zawodnikiem znanym pod pseudonimem „Arab”, a kilka miesięcy później musiał uznać wyższość Pawła Tyburskiego. Dla 32-latka pojedynek z Życińskim to szansa na przełamanie fatalnej passy.

Na karcie walk znajdzie się również starcie zawodnika występującego pod pseudonimem „Tazzy” z Michałem Pasternakiem. To starcie ma dodatkowo podgrzać atmosferę wokół sierpniowej gali w Radomiu.

Ceny transmisji PPV

Organizatorzy przygotowali dwa warianty dostępu do transmisji. Pakiet BASIC kosztuje 49,99 zł i daje dostęp do wydarzenia w jakości 720p oraz 24-godzinny zapis powtórki po zakończeniu gali.

Drugą opcją jest pakiet PREMIUM w cenie 59,99 zł – to o 10 złotych więcej niż BASIC. W zamian dostajemy transmisję w jakości 1080p oraz dostęp do powtórki przez cały tydzień po zakończeniu gali, czyli wyraźnie dłuższy czas na nadrobienie materiału.

Kibice, którzy chcą obejrzeć starcie Szachty z Życińskim oraz pojedynek „Tazzy’ego” z Pasternakiem na żywo 29 sierpnia w Radomiu, będą musieli wybrać jeden z tych dwóch pakietów. Innej drogi do transmisji organizatorzy nie przewidzieli.

„Ostatecznie naprzeciwko Polaka stanął niepokonany Navajo Stirling, uznawany za jeden z największych talentów dywizji do 93 kilogramów” – tak wygląda nowy rywal wyznaczony Janowi Błachowiczowi w UFC.

Stirling nie przegrał jeszcze żadnej walki, a w wadze półciężkiej od pewnego czasu mówi się o nim jak o jednym z największych talentów ostatnich lat. I to właśnie on stanie teraz naprzeciw Polaka.

Dla Błachowicza to kolejny egzamin w karierze, którą niejeden już chciałby zamknąć. Zawodnik ma na karku 43 lata – w sportach walki to wiek, w którym większość rywali dawno zniknęła z afiszy. On tymczasem wciąż dostaje starcia z zawodnikami typowanymi na przyszłość dywizji.

Zderzenie doświadczenia Polaka z młodą, niepokonaną krwią samo w sobie budzi ciekawość. Stirling postawi na szybkość i świeżość, Błachowicz sięgnie po to, co kiedyś dało mu pas mistrzowski organizacji.

„Carlos Prates oznaczył Islama Makhacheva na plakacie UFC 334, proponując siebie jako przeciwnika w walce wieczoru w Nowym Jorku”. Gest był jednoznaczny. Brazylijczyk nie owija w bawełnę — chce mistrza wagi półśredniej na afiszu największej gali roku.

Islam Makhachev, obecny lider dywizji, dopiero co przeszedł chrzest bojowy na nowej wadze. 15 sierpnia na gali UFC 330 przeprowadził pierwszą obronę pasa, mierząc się z Ianem Machado Garrym. Sędziowie nie mieli wątpliwości: karty czytano 49-46, 49-46 oraz 48-47 na korzyść Dagestańczyka. Makhachev broni bilansu 29 zwycięstw przy zaledwie jednej porażce, Garry zanotował 17 wygranych i 2 porażki.

To był dopiero drugi występ Makhacheva w wadze do 77 kg. Rok wcześniej Dagestańczyk awansował do tej kategorii i od razu odebrał pas Jackowi Delli Maddalenie, przejmując tron, do którego teraz mierzy Prates.

Prates ma argumenty na papierze

Brazylijczyk legitymuje się rekordem 24 zwycięstw i 7 porażek — bilans skromniejszy od mistrzowskiego, ale swoje wyzwanie opiera nie tylko na liczbach. Ma 34 lata, w październiku skończy 35, więc zegar tyka, jeśli marzy o pasie. Fizycznie za to sprawa wygląda inaczej niż w większości pojedynków Makhacheva: Prates jest wyższy od mistrza o 12 centymetrów, a jego zasięg ramion przewyższa zasięg Dagestańczyka aż o 19 centymetrów.

Data i miejsce nie są przypadkowe. UFC 334 zaplanowano w Nowym Jorku — dokładnie tam, gdzie Prates chciałby się zmierzyć z mistrzem. To osobna gala od UFC 335, które odbędzie się w Las Vegas, więc organizacja ma w kalendarzu dwa duże wydarzenia do obsadzenia.

W tle pojawia się jeszcze jeden czynnik, który może wpłynąć na terminarz Makhacheva. Pierwszy dzień świętego miesiąca ramadanu przypada w 2027 roku na 7 lutego, co dla praktykującego muzułmanina bywa istotnym punktem odniesienia przy planowaniu startów. Na razie jednak to Prates dyktuje tempo w mediach społecznościowych i czeka na odpowiedź ze strony obozu mistrza.

„Wchodzę w trzeci tydzień obozu treningowego” — tak Jiri Prochazka skomentował plotki krążące wokół jego najbliższej przyszłości w klatce. Czech odniósł się w ten sposób do doniesień, jakoby jego kolejnym rywalem miał być Paulo Costa, w walce o tymczasowy pas wagi półciężkiej.

Kłopot w tym, że nic z tego nie zostało potwierdzone oficjalnie. Prochazka mówi wprost: ani przeciwnik, ani data starcia nie są jeszcze przesądzone. Mimo to media sportowe zdążyły już wytypować pojedynek Prochazka-Costa na główne lub współgłówne wydarzenie gali UFC 332 w Salt Lake City.

Sam Czech ma za sobą walkę o wakatowy pas stoczoną w kwietniu 2026 roku. Jego bilans zawodowy robi wrażenie — 32 zwycięstwa, 6 porażek i jeden remis. W rankingu medialnym wagi półciężkiej zajmuje obecnie 2. miejsce.

Paulo Costa, którego nazwisko pojawiało się w plotkach jako potencjalny rywal, notuje w tym samym rankingu 6. lokatę. Brazylijczyk może pochwalić się bilansem 16 zwycięstw i 4 porażek, a ostatnio wrócił na zwycięską ścieżkę — ma na koncie dwa triumfy z rzędu.

UFC układa kalendarz na koniec roku

Status pojedynku Prochazka-Costa wciąż wisi w powietrzu, ale organizacja UFC nie czeka — ogłosiła już dwie kolejne numerowane gale. UFC 334 odbędzie się 14 listopada 2026 roku w Nowym Jorku, a miesiąc później, 12 grudnia 2026 roku, kibice zobaczą UFC 335 w Las Vegas. Karty walk na gale UFC 331 i UFC 333 są już skompletowane. Jeśli więc starcie Prochazki rzeczywiście dojdzie do skutku, najpewniej wyląduje na jednej z późniejszych, wciąż otwartych kart.

Na razie jednak sam zainteresowany studzi emocje. Trening trwa, plotki krążą, a oficjalnego potwierdzenia wciąż brak.

„W 2023 roku popularny »Gamebred« rozstał się z największą organizacją MMA na świecie i przeszedł na sportową emeryturę” — tak brzmiał, przynajmniej oficjalnie, ostatni rozdział kariery Jorge’a Masvidala w UFC. Teraz Amerykanin daje do zrozumienia, że ta historia wcale się nie zakończyła.

Masvidal to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy MMA ostatniej dekady. Droga na szczyt nie była jednak prosta — przełom przyszedł dopiero w 2019 roku, po serii dwóch porażek z rzędu, gdy znokautował faworyzowanego wówczas Darrena Tilla. Ten jeden wynik otworzył mu drzwi do największych gal i uczynił go jednym z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w organizacji.

Kolejnym punktem zwrotnym była walka z Benem Askrenem na gali UFC 239 w Las Vegas. Masvidal zakończył ją błyskawicznym, spektakularnym nokautem — i to starcie katapultowało go do ścisłej czołówki popkultury MMA. Wraz z Israelem Adesanyą trafił nawet na okładkę gry EA Sports UFC 4.

Trudne lata i próba powrotu

Po latach na szczycie przyszedł kryzys. W ciągu około 48 miesięcy Masvidal przegrał pięć walk, z czego cztery w UFC. Ta seria porażek ostatecznie doprowadziła go do decyzji o zakończeniu kariery w 2023 roku. Już rok później „Gamebred” wznowił karierę, stając do rewanżowej walki z Natem Diazem — którą jednak przegrał.

Mimo tej porażki Masvidal nie zamierza definitywnie żegnać się z klatką. Amerykanin zapowiada powrót do UFC i marzy o starciu ze swoim arcywrogiem. Kolejny rozdział rywalizacji, która od lat elektryzuje środowisko MMA, może więc dopiero się zaczynać.

„Nie przyznaję się do winy” — to zdanie padło na ostatniej rozprawie z ust Anthony’ego Smitha, weterana UFC, który od miesięcy zmaga się z głośną sprawą sądową. Pierwsza od dawna oficjalna reakcja zawodnika, który przez lata budował swoją markę w oktagonie największej organizacji MMA na świecie.

38-letni Smith ma na koncie dwadzieścia pięć walk w UFC, z czego trzynaście zakończył zwycięstwem. To dorobek stawiający go w gronie najbardziej doświadczonych zawodników promocji — choć ostatnie lata kariery bywały już bardziej burzliwe niż szczyt formy.

Jeszcze w maju 2024 roku Amerykanin pokazał, że potrafi zaskoczyć nawet młodszych rywali. Poddał Vitora Petrino w zaledwie dwie minuty. Brazylijczyk przystępował do tego starcia z nieskazitelnym rekordem, co czyniło triumf Smitha jeszcze bardziej znaczącym.

Passa nie trwała jednak długo. Ostatni jak dotąd pojedynek Smitha w UFC odbył się w kwietniu 2025 roku, kiedy Amerykanin trafił na reprezentanta Chin Mingyanga Zhanga. Ten zastopował go pod koniec pierwszej rundy.

Sąd pozwolił na wyjazd do Dominikany

Sprawa sądowa toczy się równolegle z życiem sportowym zawodnika i to ona teraz przyciąga największą uwagę. Podczas ostatniej rozprawy Smith nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Mimo toczącego się postępowania sąd zgodził się, by zawodnik opuścił kraj i udał się na Dominikanę w związku z udziałem w profesjonalnym wydarzeniu sportowym — wyjazd ma potrwać od 27 września do 3 października.

Stawka tego wydarzenia jest wysoka. Zwycięzca turnieju, w którym ma wystąpić Smith, otrzyma nagrodę w wysokości 500 000 dolarów. Kolejna rozprawa w jego sprawie została już wyznaczona na 21 września — a więc na krótko przed planowanym wyjazdem.

Harmonogram nie zostawia więc wiele miejsca na niespodzianki: najpierw sala sądowa, potem oktagon poza granicami Stanów Zjednoczonych.

Instalacja aplikacji
Pobierz