⚡ Aktualnie:
Istna deklasacja! Beniaminek LHT Lublin dostał bolesną lekcję hokeja od Warszawian Ponad 600 dni czekania! Sawicki po triumfie w Sanoku: „W końcu możemy wyjść z podniesioną głową” Patryk Krężołek nie zwalnia tempa! Hat trick i jasny cel przed Pucharem Kontynentalnym Dramat gwiazdy Euvic GTK Gliwice. „Jesteśmy z Tobą, Selton” Tom Nolan znokautował Renato Moicano w walce wieczoru gali UFC Fight Night 292 Zdradziła, jak Świątek zachowywała się jako dziecko. „W ogóle się z nami nie bawiła” Harriet Dart pokonała Lilli Tagger w finale w Kantonie i zdobyła pierwszy tytuł WTA w karierze Tajemniczy transfer Unii Leszno. Sam zawodnik wyśmiał plotki „Jeśli Gaethje nie chce tego zrobić…” – Volkanovski gotów na walkę z Tsarukyanem NRG poza wyścigiem o Majora, Wildcard i Imperial blisko Singapuru Istna deklasacja! Beniaminek LHT Lublin dostał bolesną lekcję hokeja od Warszawian Ponad 600 dni czekania! Sawicki po triumfie w Sanoku: „W końcu możemy wyjść z podniesioną głową” Patryk Krężołek nie zwalnia tempa! Hat trick i jasny cel przed Pucharem Kontynentalnym Dramat gwiazdy Euvic GTK Gliwice. „Jesteśmy z Tobą, Selton” Tom Nolan znokautował Renato Moicano w walce wieczoru gali UFC Fight Night 292 Zdradziła, jak Świątek zachowywała się jako dziecko. „W ogóle się z nami nie bawiła” Harriet Dart pokonała Lilli Tagger w finale w Kantonie i zdobyła pierwszy tytuł WTA w karierze Tajemniczy transfer Unii Leszno. Sam zawodnik wyśmiał plotki „Jeśli Gaethje nie chce tego zrobić…” – Volkanovski gotów na walkę z Tsarukyanem NRG poza wyścigiem o Majora, Wildcard i Imperial blisko Singapuru

Ile właściwie Juventus zapłacił za sprowadzenie Kamila Grabary i na jakich warunkach polski bramkarz trafił do Turynu? Sprawa jest już oficjalna: Kamil Grabara został nowym bramkarzem Juventusu. 27-letni golkiper w tym tygodniu przeszedł testy medyczne we włoskim klubie.

Grabara udał się we wtorek do Turynu, gdzie przeszedł badania medyczne poprzedzające finalizację transferu. Formalnie to wypożyczenie — umowa obowiązuje do końca sezonu 2026/27. Za samo wypożyczenie Juventus zapłaci pół miliona euro.

Najważniejszy jest jednak zapis o opcji wykupu. Umowa przewiduje możliwość wykupienia Grabary za 11,5 miliona euro, płatne w trzech ratach. Innymi słowy: jeśli klub z Turynu zdecyduje się skorzystać z tej klauzuli, Polak zostanie tam na stałe.

Do Juventusu Grabara trafia bezpośrednio z Wolfsburga, gdzie w minionym sezonie rozegrał 37 meczów. Jego występy nie uchroniły jednak niemieckiego klubu przed spadkiem z Bundesligi.

Nowy klub z historią

Polski bramkarz zamienia więc Bundesligę na Serie A — i klub o zupełnie innym dorobku. Juventus był 36-krotnym mistrzem Włoch, a w europejskich pucharach dwukrotnie sięgał po Ligę Mistrzów, w sezonach 1984/85 i 1995/96. W takich właśnie barwach Grabara będzie teraz walczył o miejsce między słupkami.

Stracić trzy bramki w pierwszym meczu, przegrywać dwumecz po 20 minutach rewanżu aż 0:4 – i mimo to zameldować się w fazie ligowej Ligi Mistrzów? Brzmi jak niemożliwe. LASK znalazł na to sposób we wtorkowy wieczór.

Austriacy jechali do rewanżu z Celtic FC z bagażem porażki 0:3 z pierwszego spotkania. Sytuacja pogorszyła się jeszcze przed przerwą, gdy Callum McGregor w 22. minucie podwyższył prowadzenie Celtiku, dając Szkotom komfortowe 4:0 w dwumeczu. Dziesięć minut później, w 32. minucie, kontaktową bramkę zdobył Moses Usor. Po zmianie stron gospodarze przejęli inicjatywę całkowicie: w 48. minucie na 2:1 trafił Robert Ljubicić, a dziesięć minut później, w 58., dublet w tym meczu zaczął zapisywać Samuel Adeniran, ustalając wynik na 3:1. Najbardziej dramatyczny moment nadszedł jednak w doliczonym czasie regulaminowych 90 minut – Florian Flecker strzelił na 4:1, wyrównał stan dwumeczu i wymusił dogrywkę.

W przedłużonym czasie gry LASK nie zwolnił tempa. W 109. minucie Samuel Adeniran skompletował dublet, podwyższając na 5:1. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:1 po dogrywce, a to oznaczało awans austriackiego klubu do Ligi Mistrzów kosztem Celtic FC.

Bodo/Glimt bez niespodzianek

Drugi wtorkowy rewanż wyglądał zupełnie inaczej – żadnych nerwów, żadnych zwrotów akcji. Bodo/Glimt, broniąc przewagi 3:1 z pierwszego meczu, rozprawił się z NEC Nijmegen 3:0 u siebie. Holendrzy, którzy walczyli o historyczny debiut w Lidze Mistrzów, nie mieli żadnych argumentów.

Norwegowie strzelili już w 5. minucie – Fredrik Bjorkan wykorzystał podanie Jensa Pettera Hauge. Ten sam Hauge chwilę później zaliczył drugą asystę w tym meczu, podając do Sondre Auklenda, który płaskim uderzeniem podwyższył na 2:0. Trzecią bramkę Bodo/Glimt zafundował sobie sam NEC – w 73. minucie do własnej siatki trafił Deveron Fonville.

Na rozstrzygnięcia w pozostałych czterech parach IV rundy eliminacyjnej kibice będą musieli poczekać do środy – wszystkie rewanże zaplanowano na godzinę 21.

Remis. Tyle wystarczyło. Sabah FK zremisował z Hapoelem Beer Szewa i tym samym wywalczył awans do fazy zasadniczej Ligi Mistrzów – przepustkę do najbardziej prestiżowej fazy europejskich rozgrywek klubowych.

Po końcowym gwizdku emocje wzięły górę. Puchacz, klubowa maskotka Sabah FK, nie wytrzymał napięcia i rozpłakał się na oczach kibiców.

Dla klubu z Baku to moment bez precedensu. Wynik z izraelską drużyną dał Sabah FK bilet do grona zespołów rywalizujących w najsilniejszych rozgrywkach klubowych Europy – historia, jakiej ten klub jeszcze nie pisał.

Jak awansować do Ligi Mistrzów, przegrywając pierwszy mecz i tracąc gola już w 10. minucie rewanżu? Sabah FK znalazł na to sposób w doliczonym czasie gry, a kluczową rolę odegrał w tym Tymoteusz Puchacz.

Azerbejdżański klub w pierwszym meczu IV rundy eliminacji, rozegranym w Bukareszcie, przegrał z Hapoelem Beer Szewa 1:2. Rewanż zaczął się fatalnie. Już w 10. minucie błąd bramkarza Sabah FK przy wyprowadzeniu piłki wykorzystał Igor Zlatanović i ustalił wynik na 1:0 dla Izraelczyków. Mistrz Azerbejdżanu musiał gonić wynik od pierwszych minut.

Odpowiedź przyszła w 38. minucie, gdy Christian Nwachukwu trafił ze środka pola karnego, wyrównując na 1:1. Po zmianie stron role znów się odwróciły – w 61. minucie Guy Mizrahi dał prowadzenie Hapoelowi. Umarali Rachmonalijew doprowadził do wyrównania w 74. minucie, ustalając wynik na 2:2.

94. minuta i szaleństwo dogrywki

Mecz zmierzał już w stronę dogrywki, gdy w 94. minucie Tymoteusz Puchacz dośrodkował z rzutu rożnego, a Tellur Mutallimow uderzeniem z woleja umieścił piłkę w siatce, dając prowadzenie 3:2. Chwilę później zrobiło się jeszcze ciekawiej. W 100. minucie Djibril Diop z Hapoelu Beer Szewa obejrzał drugą żółtą kartkę i został wykluczony z gry. Dwie minuty po tym Orphe Mbina podwyższył na 4:2, a w 115. minucie kontratak Sabah FK wykończył Joy-Lance Mickels, trafiając pod poprzeczkę i ustalając wynik na 5:2.

Ostatecznie Sabah FK triumfował w rewanżu aż 5:2 po dogrywce. Dzięki temu zwycięstwu w całym dwumeczu azerbejdżański klub z Tymoteuszem Puchaczem w składzie awansował do fazy grupowej kwalifikacji Ligi Mistrzów.

27 zespołów ma już zapewniony udział w fazie ligowej Ligi Mistrzów 2026/2027. O pozostałych 7 miejscach zdecydują rewanżowe spotkania IV rundy eliminacyjnej. Kto z nich dołączy do stawki, a kto odpadnie tuż przed metą?

Wśród pewniaków są największe nazwiska europejskiego futbolu. Paris Saint-Germain, obrońca tytułu, ma miejsce zagwarantowane niezależnie od wyników w lidze krajowej. Dołączyła do niego również Aston Villa, triumfator Ligi Europy. Resztę listy wypełniają Arsenal, Manchester City, Manchester United, Liverpool, Inter Mediolan, Napoli, Roma, Como, Barcelona, Real Madryt, Villarreal, Atletico Madryt, Real Betis, Bayern Monachium, Borussia Dortmund, RB Lipsk, VfB Stuttgart, RC Lens, Lille, PSV Eindhoven, Feyenoord, FC Porto, Sporting CP, Club Brugge, Slavia Praga, Galatasaray oraz Szachtar Donieck.

Reszta stawki musi jeszcze przejść próbę ognia. W IV rundzie eliminacyjnej trwają mecze rewanżowe, które wyłonią ostatnich siedmiu uczestników fazy ligowej.

Terminarz decydujących spotkań

We wtorek 25 sierpnia 2026 roku rozegrane zostaną aż trzy pojedynki. O 18.45 Sabah FK podejmie Hapoel Beer Szewa po pierwszym meczu, który zakończył się wynikiem 1:2 dla gości. O 21.00 rewanż rozegrają Bodo/Glimt z NEC Nijmegen — Norwegowie bronią zaliczki po zwycięstwie 3:1. Równolegle LASK Linz przyjmie Celtic, który po pierwszym starciu prowadzi aż 3:0.

Dzień później, w środę 26 sierpnia, kibiców czekają cztery kolejne rewanże — wszystkie o godz. 21.00. AEK Ateny zmierzy się z Lewski Sofia po bezbramkowym remisie w pierwszym meczu. NK Celje podejmie Slovan Bratysława, gdzie stawki są maksymalnie wyrównane po remisie 1:1. Olympique Lyon podejmie Fenerbahce, także po remisie 1:1. Na zamknięcie tej fazy Viking Stavanger zmierzy się z Dinamem Zagrzeb — pierwsze spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2.

Te siedem par to ostatnia szansa, by dołączyć do elitarnego grona 27 klubów, które już dziś mogą planować jesienną kampanię w Lidze Mistrzów. Wyniki rewanżów rozstrzygną, kto dopełni stawkę 36 drużyn nowej formuły rozgrywek.

Kto w tym tygodniu wywalczy ostatnie bilety do fazy ligowej Ligi Mistrzów? Osiem tygodni eliminacji dobiega końca, a odpowiedź poznamy już w najbliższych dniach.

Najspokojniej przed rewanżami mogą spać w Celtiku i Bodo/Glimt – to oni są wskazywani jako faworyci do awansu. Szkocki klub z Glasgow prowadzi w dwumeczu aż 3:0. Wicemistrz Norwegii, Bodo/Glimt, ma na koncie przewagę 3:1. Przy takich wynikach z pierwszych spotkań trudno wyobrazić sobie dramatyczny zwrot akcji.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja drużyny Tymoteusza Puchacza. Przed wyjazdem do Azerbejdżanu zespół przegrywa w dwumeczu 1:2. Rewanż zaplanowano na 25 sierpnia 2026 roku o godzinie 18:45 – gospodarze będą musieli odrabiać stratę, mając za sobą korzystniejszy wynik pierwszego meczu.

Fenerbahce gra o rehabilitację

Wyjątkowej oprawy można spodziewać się przy okazji rewanżu z udziałem Fenerbahce – przed meczem odegrany zostanie hymn Ligi Mistrzów. Turecki klub przystępuje do niego po remisie 1:1 w pierwszym spotkaniu w Stambule, a rewanż odbędzie się 26 sierpnia 2026 o godzinie 21:00. Fenerbahce ma jednak powody do niepokoju: w tym sezonie już dwukrotnie przegrało z Olympique Lyon, 1:3 i 2:4.

Emocji nie zabraknie także w starciu Vikinga Stavanger z Dinamem Zagrzeb, gdzie po pierwszym meczu jest remis 2:2. Chorwacki zespół prowadził wówczas 2:0 już po dziesięciu minutach gry na Maksimirze, zanim norwescy rywale zdołali odrobić straty. Historia sprzyja Dinamu – od 2020 roku klub dwukrotnie wygrywał dwumecze z przeciwnikami z Norwegii. Rewanż w Stavanger rozegrany zostanie 26 sierpnia 2026 o godzinie 21:00.

Swoje szanse na awans zachowuje również NK Celje, choć nie obejdzie się bez strat kadrowych. Do rewanżu ze Slovanem Bratysława słoweński klub przystąpi bez kontuzjowanego Łukasza Bejgera. Pierwszy mecz zakończył się wyjazdowym remisem 1:1, a rewanż wyznaczono na 26 sierpnia 2026, godzina 21:00.

Na 25 sierpnia zaplanowano także rewanż poprzedzony pierwszym meczem zakończonym wynikiem 0:3 oraz spotkanie po wcześniejszym 3:1 – oba o godzinie 21:00. Dzień później, 26 sierpnia, o tej samej porze, dojdzie do rewanżu po bezbramkowym remisie 0:0 z pierwszego meczu. Do zakończenia eliminacyjnego maratonu zostały już tylko te decydujące 90 minut.

Jak zachowuje się numer jeden z listy rozstawionych, kiedy nagle musi mierzyć się z presją, do której nie przywykł? Daniel Michalski dał na to pytanie konkretną odpowiedź – wygrał turniej ITF M15 Kraków 2026.

Polak sięgnął po tytuł w imprezie LOTTO PZT Polish Tour – Kraków Open ’26. W finale trafił na Irlandczyka Michala Agwiego. Prowadził już 6:2, 3:0, gdy rywal postanowił skreczować.

Do krakowskiego turnieju Michalski podchodził jako zdecydowany faworyt – to impreza rangi niższej niż te, w których zwykle rywalizuje. Sam zawodnik przyznał jednak, że taka pozycja wcale nie ułatwia sprawy. Wręcz przeciwnie.

Schodząc na turniej niższej rangi i grając, nie ukrywajmy, z innymi zawodnikami niż ci, z którymi na co dzień rywalizuję, nie jest łatwo od początku do końca prezentować świetny tenis, szczególnie będąc ogromnym faworytem.

Mimo tej presji oczekiwań Michalski doprowadził turniej do zwycięskiego finału. Rywalizację zakończył skrecz przeciwnika przy prowadzeniu Polaka 6:2, 3:0.

Czy była mistrzyni Wimbledonu może stracić cztery lata kariery za to, że nie otworzyła drzwi własnego domu? Marketa Vondrousova odwołała się do Sportowego Sądu Arbitrażowego (CAS) od czteroletniego zawieszenia nałożonego przez Międzynarodową Agencję Integralności Tenisa.

Sprawa sięga grudnia 2025 roku. Kontrolerka antydopingowa zjawiła się wtedy pod drzwiami Czeszki, a ta ich nie otworzyła. ITIA uznała to za odmowę poddania się testowi i nałożyła karę obowiązującą aż do 21 czerwca 2030 roku. Dla 26-letniej triumfatorki Wimbledonu z 2023 roku oznaczałoby to w praktyce koniec kariery w dotychczasowym kształcie.

Niezależny trybunał, który rozpatrywał sprawę przed nałożeniem kary, nie dał wiary tłumaczeniom zawodniczki. Vondrousova przekonywała, że jej lęk przed otwarciem drzwi nieznajomej osobie wzmocnił atak nożownika na Petrę Kvitovą w 2016 roku. Arbitrów to nie przekonało. Zwrócili uwagę, że zaledwie 10 minut po tym, jak nie wpuściła kontrolerki, Czeszka spokojnie wyszła z domu z psem.

Sportowe skutki są już dotkliwe. W czasie zawieszenia Vondrousova spadła z czołowej pięćdziesiątki światowego rankingu na 153. miejsce.

Głos koleżanek z tour

Sprawa podzieliła środowisko. Jessica Pegula nazwała karę „surową” i publicznie ją skrytykowała. Amerykanka zestawiła jej wymiar z innymi głośnymi sprawami dopingowymi ostatnich lat – przypomniała, że Jannik Sinner po ugodzie z WADA w 2024 roku otrzymał zawieszenie na zaledwie trzy miesiące. Podobnie porównała sytuację Czeszki do miesięcznego zawieszenia Igi Świątek w 2024 roku.

Teraz piłeczka jest po stronie CAS. Odwołanie Vondrousovej to próba odzyskania nie tylko rankingu, ale i pięciu lat kariery, które bez zmiany werdyktu przepadną bezpowrotnie.

Ile miejsc w rankingu ATP potrafi dać zwycięstwo w challengerze? W przypadku Huberta Hurkacza aż 23. Polak przeskoczył z 69. na 46. pozycję i wrócił do czołowej pięćdziesiątki światowego tenisa.

29-letni wrocławianin w niedzielę wygrał finał turnieju ATP 125, pokonując najwyżej rozstawionego Argentyńczyka Sebastiana Baeza 4:6, 6:0, 6:3. To triumf w turnieju niższej rangi niż elitarne imprezy ATP Tour, ale punkty liczą się tak samo. A tych wystarczyło, by Hurkacz wskoczył na 46. miejsce z dorobkiem 1070 punktów.

Awans ma jeszcze jeden wymiar. Hurkacz wyprzedził w rankingu Kamila Majchrzaka, który spadł z 68. na 72. lokatę z 827 punktami, i tym samym odzyskał status pierwszej rakiety Polski.

Sinner traci punkty, ale nadal rządzi

Na szczycie rankingu bez zmian. Liderem pozostaje Jannik Sinner, i to z ogromną przewagą nad resztą stawki. Włoch ma na koncie 12800 punktów, podczas gdy drugi w klasyfikacji Alexander Zverev zgromadził 7790.

Ta przewaga robi wrażenie tym bardziej, że lider ostatnio w ogóle nie grał. Z powodu kontuzji kolana Włoch opuścił dwa ostatnie turnieje ATP Masters 1000 — w Montrealu i Cincinnati. Za nieobecność w Cincinnati stracił 650 punktów, bo rok wcześniej dotarł tam do finału. Dla porównania, zwycięzca ubiegłorocznej edycji tego turnieju, Hiszpan, musiał pożegnać się z tysiącem punktów.

Zmiany w czołowej dziesiątce dotknęły też innych zawodników. Rosjanin Daniił Miedwiediew spadł z siódmego na ósme miejsce, mając na koncie 3580 punktów. Jeszcze mocniej osunął się Amerykanin Ben Shelton — z szóstej na dziewiątą pozycję. Jego rodak Taylor Fritz stracił jedno miejsce, spadając z dziewiątego na dziesiąte, z dorobkiem 3475 punktów.

Stan rankingu na 24 sierpnia 2026 roku prezentuje się więc następująco: Sinner przed Zverevem i Carlosem Alcarazem, który z 7160 punktami zajmuje trzecie miejsce. Czwarty jest Felix Auger-Aliassime, piąty Novak Djoković, a szóstą lokatę zajmuje Flavio Cobolli przed Alexem de Minaurem.

Jak odpłacić rywalkom, które tydzień wcześniej odebrały ci mecz na turnieju WTA 1000? Katarzyna Piter i Janice Tjen znalazły odpowiedź w Monterrey. W pierwszej rundzie debla rozprawiły się z Xinyu Jiang i Shuai Zhang, biorąc rewanż za porażkę sprzed tygodnia w Cincinnati.

Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:2, 6:7(5), 10-7 na korzyść pary Piter/Tjen. Ten triumf otwiera Polce i jej partnerce z Indonezji drogę do walki o półfinał turnieju rangi WTA 500 w Meksyku.

To nie był przypadkowy rywal. W Monterrey Jiang i Zhang rozstawiono z numerem drugim – stąd zwycięstwo Piter i Tjen smakowało jeszcze lepiej.

Set-punkty, których zabrakło

Początek meczu należał do faworytek rewanżu. Piter i Tjen zdominowały otwierającą partię, wygrywając ją 6:2.

W drugim secie zrobiło się jednak nerwowo. Jiang i Zhang prowadziły w tie-breaku już 6-1 i miały piłki setowe pod ręką. Nie zdołały ich jednak wykorzystać – partię ostatecznie zgarnęły Piter i Tjen.

O losach meczu zadecydował super tie-break do dziesięciu punktów. Przy stanie 9-6, gdy serwowały rywalki, Piter i Tjen doczekały się wreszcie pierwszych piłek meczowych. Ostatecznie zamknęły rozstrzygający fragment wynikiem 10-7, pieczętując cały mecz.

Instalacja aplikacji
Pobierz