Czy gala freak fightowa w ogóle może się równać z największą organizacją MMA w Polsce? W sobotę 29 sierpnia w Radomiu odbędzie się FAME MMA 32: The Game. Jeden z uczestników karty walk nie owija w bawełnę — jego zdaniem poziom wydarzenia śmiało można zestawiać z KSW.
Na FAME 32 pojawi się kilku byłych reprezentantów największej polskiej organizacji MMA. Ich obecność w karcie ma być, zdaniem zawodników, dowodem na to, że freak fighty przestały być wyłącznie internetowym cyrkiem. Coraz bardziej przypominają regularne wydarzenia sportowe.
Najwięcej emocji wzbudza starcie Michała „Matrixa” Królika z Marcinem Sianosem. Różnica wagi między zawodnikami jest ogromna — Sianos jest cięższy od Królika o około 60 kilogramów. Mimo to na papierze Królik nie stoi na przegranej pozycji: ma za sobą około 300 walk amatorskich.
Doświadczenie kontra masa
Technika i setki stoczonych pojedynków z jednej strony, przewaga fizyczna rzędu 60 kilogramów z drugiej — właśnie ten kontrast ma być, zdaniem organizatorów, wizytówką radomskiej gali. Trudno o lepszy dowód na to, że freak fight nie zawsze oznacza starcie bez sportowej logiki w tle.
Obecność byłych zawodników KSW w karcie FAME 32 sprawia, że granica między światem freak fightów a tradycyjnym MMA robi się coraz cieńsza. Radom przekona się o tym już 29 sierpnia.
Czy były dwukrotny mistrz kategorii koguciej KSW mógłby stanąć w oktagonie FAME? Sam zainteresowany nie wyklucza takiego scenariusza — choć bezwarunkowo się na to nie zgodzi.
Sprawę postawił jasno: walka w FAME wchodzi w grę, ale tylko pod jednym, konkretnym warunkiem. Deklaracja padła przy okazji jego ostatniego występu w klatce.
Dwukrotny mistrz kategorii koguciej KSW wystąpił na gali KSW 120 w Gdyni, gdzie jego rywalem był Edgars Skrīvers.
To, że były czempion w ogóle bierze pod uwagę start pod szyldem FAME, samo w sobie sporo mówi. Granice między MMA a freak fightami w Polsce zacierają się coraz bardziej, a fakt, że zawodnik z tak bogatym dorobkiem w KSW w ogóle rozważa taki krok, pokazuje, jak mocną pozycję zdobyła formuła FAME na krajowym rynku sportów walki.
Skąd u Mateusza Rębeckiego disco polo na wejściu do klatki, skoro sam przyznaje, że na co dzień tego gatunku nie słucha? Odpowiedź padła przy okazji dużo głośniejszej deklaracji – 33-letni zawodnik wytłumaczył swoje muzyczne wybory, a przy okazji rzucił wyzwanie ósmemu w rankingu UFC Benoitowi Saint Denisowi.
Rębecki, znany w środowisku jako „Chińczyk”, to były mistrz organizacji FEN, który od lat systematycznie buduje swoją markę w polskim MMA. Tym razem jednak nie wyniki sportowe, a playlista na wejściu do klatki stała się pretekstem do rozmowy o jego dalszych planach.
Sam zawodnik nie kryje, że disco polo na ringu to bardziej element show niż jego prywatny gust muzyczny. Wyjaśnienie tego wyboru padło w wywiadzie, w którym Rębecki poszedł o krok dalej i zwrócił się wprost do Francuza.
Wyzwanie dla Saint Denisa
Benoit Saint Denis zajmuje obecnie 8. miejsce w rankingu UFC wagi lekkiej, do 70 kilogramów. Passy, na jaką liczył, Francuz jednak nie złapał – błyskawicznie przegrał z Paddym Pimblettem na gali UFC 329. Właśnie ten wynik może otworzyć drzwi do starcia z Polakiem. Jak przyznał sam Rębecki w programie „Kanał Sportowy”, pomysł na wyzwanie nie wyszedł zresztą od niego, tylko od jego menadżera.
Dla mnie osobiście nie ma większego znaczenia, z kim będę się bił.
Ta deklaracja dobrze oddaje podejście Rębeckiego do kolejnych wyzwań – rywal jest dla niego sprawą drugorzędną wobec samej walki. Czy Saint Denis odpowie na wyzwanie Polaka? Na razie nie wiadomo, ale nazwisko „Chińczyka” pojawiło się już oficjalnie w kontekście francuskiego zawodnika.
O której godzinie polscy kibice powinni usiąść przed telewizorem, żeby nie przegapić walki wieczoru w Shanghai Indoor Stadium? Gala UFC Shanghai odbędzie się w sobotę, 29 sierpnia 2026 roku, a jej areną będzie Shanghai Indoor Stadium. Start zaplanowano na godzinę 9:00 czasu polskiego.
Karta wstępna ruszy o 9:00 – obejrzymy ją na UFC Fight Pass. Karta główna wystartuje o 12:00 i będzie dostępna zarówno na UFC Fight Pass, jak i na antenie Polsat Sport.
Walka wieczoru i co-main event
Główną atrakcją gali będzie starcie w kategorii koguciej (135 lb) pomiędzy Umarem Nurmagomedovem (20-1) a Yadongiem Songiem (23-9-1). To pojedynek dwóch nazwisk, które do niedawna pozostawały niepokonane – w dywizji, gdzie o miano pretendenta walczy się bez taryfy ulgowej.
W co-main evencie kategorii słomkowej kobiet (115 lb) zobaczymy starcie Xiaonan Yan (19-5) z Denise Gomes (12-3). Doświadczenie kontra rosnąca gwiazda dywizji.
Na karcie głównej uwagę przyciąga też pojedynek koguciej wagi pomiędzy Aoriqilengiem (26-13) a Kaiem Asakurą (22-6). W wadze muszej Alex Perez (26-10) zmierzy się z Sumudaerji (19-7). (5-1) stanie naprzeciw Ce Liu (3-1), a w kolejnym starciu wagi muszej Bilal Hasan (9-0) zmierzy się z niepokonanym Nilsonem Rojasem (9-0) – tu obaj wchodzą do klatki bez jednej porażki na koncie.
Karta wstępna
Otwarcie gali przyniesie sześć pojedynków. W wadze muszej André Lima (11-1) zmierzy się z Namsraiem Batbayarem (10-1), a Rei Tsuruya (11-1) stanie naprzeciw Kevinowi Borjasowi (11-5). W kategorii koguciej Long Xiao (27-11) zawalczy z Francesco Nuzzim (11-2), a Lawrence Lui (8-1) z Hectorem Santiago (6-1).
W wadze piórkowej Jack Jenkins (14-4) zmierzy się z Seanem Woodsonem (13-2-1). Kartę wstępną zamkną jeszcze dwa starcia: w kategorii słomkowej kobiet Jingnan Xiong (19-3) zawalczy z Julią Polastri (14-6), a w wadze półśredniej Meng Ding (35-10) zmierzy się z Camem Nelsonem (7-1).
Ile pojedynków dzieli Islama Makhacheva od zakończenia kariery w UFC? Mistrz wagi półśredniej sam podał liczbę, która każe inaczej spojrzeć na jego przyszłość w organizacji.
Makhachev wciąż jest niepokonany na szczycie dywizji do 77 kilogramów. Na gali UFC 330 po pięciu rundach pewnie rozprawił się z Ianem Machado Garrym, wygrywając jednogłośną decyzją sędziów. Zamiast szykować się do kolejnego starcia, Kazach zaczyna raczej odliczanie do końca kariery.
Powrót dopiero w 2026 roku
Na szybki rewanż czy błyskawiczną obronę pasa nie ma co liczyć. Kibiców czeka długa przerwa – mistrz ma wrócić do klatki dopiero w pierwszej połowie 2026 roku. Innymi słowy: mimo świeżego zwycięstwa nad Garrym, z kolejną walką się nie spieszy.
Taka strategia pokazuje, że Makhachev myśli o karierze w kategoriach garstki ostatnich występów, a nie kolejnych sezonów regularnych walk. Fanom pozostaje uzbroić się w cierpliwość i czekać, z kim mistrz skrzyżuje rękawice po planowanym na przyszły rok powrocie.
Co właściwie zmieniło się w wadze ciężkiej UFC, skoro sam Dana White postanowił się do tego odnieść? Prezes organizacji publicznie ocenił obecny stan dywizji, która od lat uchodziła za najsłabszy punkt federacji.
Poziom wagi ciężkiej UFC nieco się odbudował względem tego, co oglądaliśmy jeszcze niedawno. Organizacja stawia na nowe nazwiska, licząc, że świeża krew wreszcie doda kategorii głębi, której od lat jej brakowało.
White nie krył entuzjazmu, mówiąc o zawodnikach, którzy najpierw robią wrażenie na Contender Series, a zaraz potem chcą wracać do klatki. „Uwielbiam takich gości, którzy… Wiesz, jeśli spojrzeć na to, co program Contender Series zrobił dla UFC i dla całej branży, a potem pojawiają się tacy zawodnicy, którzy robią ogromne wrażenie, a potem chcą od razu wrócić do walki. Uwielbiam to i uważam, że tak właśnie należy postępować” – powiedział szef UFC.
Taka strategia, jak podkreśla White, opłaca się przede wszystkim samym zawodnikom. „Po pierwsze, jeśli jesteś zawodnikiem, więcej osób wie, kim jesteś, twoje imię szybciej się rozchodzi, więcej osób o tobie mówi w niedzielę i poniedziałek, a ty zarabiasz więcej pieniędzy. Bardzo chciałbym, żeby więcej zawodników tak robiło” – dodał.
Nowe twarze mają napędzić dywizję
Słowa prezesa UFC wpisują się w szerszy plan organizacji, która celowo poluje na nowe nazwiska w wadze ciężkiej. I to właśnie tempo, z jakim debiutanci wracają na gale po udanym starcie, ma być według White’a kluczem do tego, by kategoria znów zaczęła przyciągać uwagę kibiców.
Jak Iwo Baraniewski stracił miejsce w rankingu UFC, mimo że nie przegrał żadnej walki? Odpowiedź nie leży w oktagonie, tylko w suchej matematyce rankingów.
Polak znalazł się nagle poza notowaniem kategorii do 205 funtów, czyli wagi półciężkiej. To zaskakujący obrót spraw jak na zawodnika, który w UFC wystartował z hukiem — kontrakt wywalczył podczas Dana White’s Contender Series, kończąc walkę nokautem po zaledwie 20 sekundach. Później było równie widowiskowo: Austen Lane przetrwał z Polakiem tylko 28 sekund.
Baraniewski wciąż może pochwalić się nieskazitelnym bilansem zawodowym — 9 wygranych, 0 przegranych, w tym trzy efektowne zwycięstwa pod szyldem UFC. Kłopot w tym, że ranking rządzi się własnymi prawami. I akurat te obróciły się przeciwko niemu.
Kto wypchnął Polaka z notowania
Za degradacją nie stoi żaden wynik samego Baraniewskiego, lecz ruch innego zawodnika. Sklasyfikowany dotąd na 15. miejscu Holender zadebiutował w kategorii do 93 kilogramów, czyli wagi półciężkiej — i to właśnie ten transfer wypchnął Polaka poza pierwszą piętnastkę. Debiut Holendra wypadł imponująco: pokonał Romana Dolidze przez techniczny nokaut już w pierwszej rundzie. Ten wynik dał mu awans na 10. miejsce w rankingu.
Dla Baraniewskiego oznacza to, że mimo kompletu zwycięstw musi teraz wywalczyć powrót do elity od nowa. 19 września podczas gali UFC 331 Polak stanie w oktagonie, by odzyskać utracone miejsce w rankingu. Rywalem będzie zawodnik zajmujący obecnie 13. pozycję w kategorii półciężkiej.
Stawka starcia jest więc jasna — zwycięstwo nad przeciwnikiem z pierwszej piętnastki od razu przywróci Baraniewskiego do rankingowej gry. Być może nawet na wyższej pozycji, niż ta, którą właśnie stracił.
Czy walka Tyson Fury – Anthony Joshua w ogóle odbędzie się tam, gdzie mówi podpisana umowa? Zdaniem Eddiego Hearna kontrakt jasno wskazywał Wielką Brytanię jako miejsce starcia. Tymczasem coraz głośniej mówi się o zupełnie innym adresie.
Promotor Anthony’ego Joshui nie kryje niepokoju. Jak twierdzi, podpisany dokument nie pozostawiał wątpliwości – walka miała odbyć się na Wyspach. A jednak coraz mocniej forsowany jest teraz pomysł przeniesienia gali do Madison Square Garden w Nowym Jorku.
Według Eddiego Hearna podpisana umowa zakładała walkę w Wielkiej Brytanii
Fury chce walczyć niezależnie od porozumienia
Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej za sprawą samego Tysona Fury’ego. Według najnowszych doniesień „Król Cyganów” zamierza wystąpić 20 listopada w Nowym Jorku, nawet jeśli porozumienie z Joshuą ostatecznie nie dojdzie do skutku. Innymi słowy: Brytyjczyk jest gotów wejść na ring w USA bez względu na to, jak zakończy się spór o lokalizację.
Taka postawa stawia obóz Joshui pod ścianą. Kontrakt mówił o Wielkiej Brytanii. Fury mimo to celuje w Nowy Jork, 20 listopada. Strony oddalają się od kompromisu z każdym dniem, a presja na przeniesienie gali do Madison Square Garden rośnie – to właśnie ta arena może ostatecznie przesądzić o dalszych negocjacjach.
Kto stanie na drodze Mateusza Polskiego, gdy 3 października wyjdzie do walki o pas WBC Baltic wagi półśredniej? Rywala już znamy — to reprezentujący Kazachstan Nazrim Rahimow.
Polski, na co dzień jeden z głównych filarów stajni Rocky, wróci na ring podczas gali KAPEO Rocky Boxing Night w Koszalinie. Jego zawodowy bilans to obecnie 11 wygranych, 1 porażka i 3 zwycięstwa przed czasem. Ma za sobą też bogatą karierę amatorską — w dorobku medal Mistrzostw Europy i medal Igrzysk Europejskich.
Rahimow przyjedzie do Koszalina z bilansem 15 wygranych i 5 porażek, z czego 8 zakończył przed czasem. Starcie zaplanowano na 10 rund, a stawką będzie pas WBC Baltic w wadze półśredniej.
Pojedynek Polski – Rahimow to jednak nie wszystko, co czeka kibiców tego wieczoru. Tego samego dnia w Koszalinie wystartuje również drugi Turniej Wagi Ciężkiej, organizowany przez Krystiana Każyszkę.
Meyna zmierzy się z byłym mistrzem świata
W walce wieczoru Kacper Meyna, legitymujący się rekordem 17 wygranych i 1 porażki, w tym 11 przed czasem, skrzyżuje rękawice z Victorem Emilio Ramirezem. Argentyńczyk to były dwukrotny mistrz świata kategorii cruiser, a jego bilans robi wrażenie: 34 wygrane, 5 porażek i 1 remis, w tym aż 28 zwycięstw przed czasem.
Czy Paweł Stępień poradzi sobie z rywalem, który już raz pokonał jego kata? 29 sierpnia w Sheraton Sopot Hotel dojdzie do jednej z najważniejszych walk w dotychczasowej karierze polskiego pięściarza. Walką wieczoru gali Sheraton Boxing Night będzie pojedynek Stępnia z Danielem Blendą Dos Santosem w wadze 79,3 kg.
35-letni Stępień przystąpi do walki z bilansem 20 zwycięstw, 2 porażek i 2 remisów, w tym 12 przed czasem. Dos Santos może pochwalić się bogatszym CV — 23 wygrane i tylko jedna porażka, z czego 10 walk zakończył nokautem. Co ciekawe, obaj panowie dzielą to samo bolesne wspomnienie: pierwszą porażkę w karierze zawodowej ponieśli z rąk tego samego człowieka — brytyjskiego medalisty olimpijskiego Joshuy Buatsiego, który legitymuje się bilansem 20 zwycięstw i 1 porażki, w tym 13 nokautów. Buatsi rozprawił się z Dos Santosem szybko, nokautując go już w czwartej rundzie.
To właśnie starcie z Anglikiem stało się dla Stępnia punktem odniesienia w przygotowaniach do sopockiej walki. „Myślę, że kluczem będzie agresja i konsekwencja oraz ciosy proste” — zapowiedział Polak. „W walce z Buatsim dostrzegłem agresywny styl Anglika, który z rundy na rundę przełamywał Francuza, a finalnie ciężko go znokautował” — powiedział.
Myślę, że przygotowania do niedoszłego rewanżu też wpłynęły pozytywnie na przygotowania do tej walki, ponieważ przepracowałem więcej elementów pod kątem siły, wytrzymałości i techniki
Stępień nie kryje ambicji. „Dam z siebie wszystko i pokażę, że cały czas jestem w grze o wysokie stawki” — zadeklarował.
Pełna karta walk w Sopocie
Oprócz walki wieczoru kibice zobaczą kilka innych pojedynków bokserskich. Jan „Iron” Lodzik, mający na koncie 11 zwycięstw i 1 porażkę (w tym 3 KO), zmierzy się z Bartłomiejem Przybyłą (11-2, 4 KO) w wadze 66,7 kg. W kategorii ciężkiej powyżej 90,7 kg Bartłomiej Szczęsny (8-1-1, 5 KO) stanie naprzeciw Jakuba „Sosny” Sosińskiego, którego bilans to 8 wygranych, 15 porażek i remis, z 3 nokautami. W tej samej wadze co walka wieczoru, 79,3 kg, niepokonany Kazimierz Kunicki (4-0) zmierzy się z doświadczonym Przemysławem „Smile” Gorgoniem (19-15-2, 7 KO).
Do tego dojdą trzy pojedynki w formule K1. Cezary Piwowarek (4-0) powalczy z Dominikiem Kaletą (4-4) w wadze 85 kg, Jan Pelak (5-1-1) zmierzy się z Antonim Bogusławskim (1-2) w kategorii powyżej 91 kg, a Adam Wójtowicz (2-2) stanie naprzeciw Jakuba Gumińskiego (3-0) w wadze 81 kg.
Ceremonia ważenia zaplanowana została na piątek 28 sierpnia, godzinę 18:00, przed hotelem Sheraton w Sopocie. Sama gala rozpocznie się dzień później, w sobotę 29 sierpnia, o godzinie 19:00. Transmisję zapewnią Super Polsat, Polsat Sport Fight oraz platforma Polsat Box Go.