Jak można zmienić wynik walki bokserskiej 23 dni po tym, jak sędzia ogłosił werdykt w hali? Brzmi absurdalnie, a jednak dokładnie tak wyglądała historia starcia Dariusza Michalczewskiego z Graciano Rocchigianim z 1996 roku. Pytania o tamten wieczór wracają nawet dziś, choć minęły już blisko trzy dekady.
Ten pojedynek do dziś uchodzi za jedną z najbardziej kontrowersyjnych walk w historii wagi półciężkiej. Wynik zmieniono dopiero 23 dni po ostatnim gongu – czasu było więc aż nadto, by kibice zdążyli poznać „ostateczny” werdykt, a potem dowiedzieć się, że jednak nie taki ostateczny.
Sędziował Paco Valcárcel. Jego decyzja zaskoczyła oba obozy – trudno było ją przewidzieć. Uznał starcie za techniczny remis, mimo że taki werdykt nie miał żadnego umocowania w regulaminie WBO obowiązującym dla tej federacji. Innymi słowy: sędzia orzekł coś, na co przepisy WBO po prostu nie pozwalały.
Rewanż rozwiał wątpliwości na ringu
Cztery lata później, w 2000 roku, obaj bokserzy spotkali się w ringu po raz drugi. Tym razem Michalczewski nie zostawił sędziom żadnego pola do interpretacji – pokonał Rocchigianiego bez cienia wątpliwości. Sam wynik rewanżu nie zamknął jednak sprawy z 1996 roku. Kontrowersje wokół pierwszej walki żyją własnym życiem i towarzyszą tej historii do dziś.
Raków Częstochowa przegrał we własnym domu z Jagiellonią Białystok aż 2:5 w meczu PKO BP Ekstraklasy.
Taki wynik stawia częstochowski klub w wyjątkowo niekorzystnym świetle. Trudno o inne pytanie po tym spotkaniu niż to, co właściwie poszło nie tak.
Pięć straconych bramek na własnym stadionie – to jedna z bardziej bolesnych lekcji, jakie Raków dostał w tym sezonie Ekstraklasy.
Teraz piłka po stronie trenera Marka Papszuna. On i jego sztab będą musieli szybko odpowiedzieć na tę porażkę, bo kolejne kolejki ligowe nie poczekają.
Real Madryt rozniósł Málagę 4:0. Po meczu głos zabrał José Mourinho, komentując skuteczność ofensywną swojej drużyny.
Liczby mówią same za siebie. Po zaledwie trzech kolejkach Real ma już na koncie 10 zdobytych bramek. To tempo, w jakim zespół zapełnia siatki rywali, zdominowało pomeczowe rozmowy.
Tylko mając topowych zawodników w ataku można zdobyć 121 goli w sezonie
Tak Mourinho podsumował skuteczność swojej ekipy. Nie krył przy tym, że aż tak wysoki bilans bramkowy w skali całego sezonu wymaga obecności piłkarzy najwyższej klasy w formacji ofensywnej.
Czwórka strzelona Máladze idealnie wpisuje się w ten trend. Dziesięć goli po trzech kolejkach – to jedno z najwyższych temp strzeleckich w całej lidze.
Bartłomiej Lemański potwierdził kontuzję tuż przed mistrzostwami Europy w siatkówce mężczyzn. Wiadomość spadła na kadrę w fatalnym momencie – przygotowania do turnieju wchodzą właśnie w decydującą fazę.
Są jednak i dobre wieści. Polscy siatkarze wciąż mogą grzać się w blasku triumfu w Memoriale Wagnera, który wygrali po raz dwunasty. To pokazuje, że mimo kłopotów kadrowych reprezentacja wciąż liczy się w gronie europejskich faworytów.
Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn ruszają 10 września. Do tego dnia sztab szkoleniowy musi rozstrzygnąć, na ile kontuzja Lemańskiego odbije się na jego formie i czy w ogóle znajdzie się w składzie na start turnieju.
Widzew Łódź znowu oddał punkty w doliczonym czasie. Trener Vuković po meczu nie ukrywał, że ma tego dość.
To już nie przypadek, a wzorzec — zespół regularnie traci gola w ostatnich minutach i ten problem wraca mecz po meczu. Tydzień wcześniej Widzew zremisował 1:1 z Lechem Poznań, teraz przyszła kolejna strata punktów w samej końcówce, a frustracja w sztabie szkoleniowym tylko rosła.
Myślałem, że pech się skończył
Tak Vuković podsumował swoje odczucia po spotkaniu. Trudno o krótsze zdanie, które lepiej oddaje, jak bardzo ten powtarzający się scenariusz — tracone bramki w doliczonym czasie — zaczyna ciążyć drużynie.
Co dalej dla Widzewa?
Na rozpamiętywanie porażki nie ma czasu. Już w środę 2 września o 20:30 Widzew zagra w 1/16 finału Pucharu Polski. A w sobotę 5 września o 14:45 czeka drużynę kolejne ligowe starcie.
Dla Vukovicia najbliższe dni będą sprawdzianem — czy te potknięcia da się szybko odrobić, zarówno w pucharze, jak i w lidze.
Moses Itauma przegrał z Filipem Hrgoviciem przez TKO w 9. rundzie. To pierwsza porażka w karierze 21-letniego Brytyjczyka, do niedawna uważanego za jeden z największych talentów wagi ciężkiej.
Walka nie szła jednym torem. Na początku to Itauma dyktował warunki i wyraźnie przeważał nad Chorwatem. Z rundy na rundę jednak tracił kontrolę nad przebiegiem starcia, aż w dziewiątej rundzie Hrgović dopiął swego, kończąc pojedynek przez techniczny nokaut.
21-letni Brytyjczyk przegrał przez TKO w 9. rundzie, mimo że przeważał na początku
W środowisku bokserskim porażkę Itaumy przyjęto z niedowierzaniem. Wiek zawodnika i seria wcześniejszych zwycięstw kazały spodziewać się czegoś zupełnie innego. Teraz pytanie brzmi, jak wynik starcia z Hrgoviciem odbije się na dalszej karierze Brytyjczyka w wadze ciężkiej.
Coś, co wydawało się niemożliwe, jednak się wydarzyło: Novak Djoković przegrał w pierwszej rundzie US Open po raz pierwszy w karierze. Pokonał go Argentyńczyk Mariano Navone, wygrywając 7:6, 5:7, 4:6, 6:2, 6:1. Dla 24-krotnego mistrza wielkoszlemowego to koniec serii, jakiej nie znajdziemy nigdzie indziej w historii tenisa — przed tym meczem Serb miał na koncie bilans 19-0 w pierwszych rundach nowojorskiego turnieju.
Spotkanie ciągnęło się ponad 4,5 godziny. Djoković przez cały ten czas walczył z bólem nóg, wymiotował i prosił o przerwę medyczną. Do tego dochodziły warunki — wieczorem na korcie termometry pokazywały 25 stopni Celsjusza. Dziennikarz agencji AP nie owijał w bawełnę i napisał, że Serb „wyglądał na swoje 39 lat”.
Koniec wyjątkowej serii
Ta porażka oznacza coś więcej niż jedno przegrane spotkanie — po raz pierwszy w karierze Djoković nie zagra w US Open co najmniej w trzeciej rundzie. Zaskakuje to tym bardziej, że rok wcześniej Serb dotarł w Nowym Jorku aż do półfinału.
25-letni Mariano Navone, autor tej sensacji, zajmuje obecnie 49. miejsce w rankingu ATP. Do tej pory jego najlepszym wynikiem w turniejach wielkoszlemowych była trzecia runda. Teraz, z jednym z największych zwycięstw w karierze na koncie, w drugiej rundzie US Open zmierzy się z kolejnym rywalem.
Turniej w Nowym Jorku toczy się dalej. W poniedziałek na kort wychodzą też Iga Świątek, Maja Chwalińska i Hubert Hurkacz.
Takiego scenariusza nikt się nie spodziewał. Novak Djoković po raz pierwszy w karierze przegrał mecz otwarcia US Open. Serb uległ Mariano Navone 7:6, 5:7, 4:6, 6:2, 6:1 – porażka, o której w Nowym Jorku mówiono cały dzień.
W poniedziałek na kortach US Open o awans do 2. rundy zagrają troje Polaków: Iga Świątek, Maja Chwalińska i Hubert Hurkacz. Chwalińska i Hurkacz wychodzą na kort około godziny 19:00 – to konkretna godzina, wokół której kibice w Polsce mogą ustawić sobie plan dnia.
Zamieszania nie zabrakło też w drabince kobiet. Venus Williams przegrała z Sofią Kenin i pożegnała się z turniejem już na starcie. Zupełnie inaczej wyglądał mecz Marty Kostiuk – Ukrainka pokonała rywalkę o nazwisku Hunter i jest już w kolejnej rundzie.
Stratę odnotowała też rywalizacja mężczyzn. Casper Ruud wycofał się z US Open z powodu kontuzji pleców, co od razu otworzyło drogę w drabince jego potencjalnemu rywalowi.
Co dalej w poniedziałek
Polscy kibice będą śledzić przede wszystkim występy Świątek, Chwalińskiej i Hurkacza – wszyscy troje grają swoje mecze 1. rundy tego samego dnia. Chwalińska i Hurkacz zaczną wieczorem, około godziny 19:00, już po serii spotkań rozegranych wcześniej na kortach Flushing Meadows.
Chelsea sięgnęła po 18-letniego obrońcę Atalanty Bergamo, Ahanora, płacąc za niego ponad 40 milionów funtów. Młody Włoch gra na pozycji lewonożnego środkowego obrońcy i zostanie dwudziestym włoskim piłkarzem w historii londyńskiego klubu.
Jego kariera transferowa nabrała tempa błyskawicznie. Latem 2025 roku Atalanta ściągnęła Ahanora z Genoi za 16 mln euro, a kilka miesięcy później sprzedała go już z gigantycznym zyskiem do Chelsea. W minionym sezonie obrońca rozegrał dla Atalanty 35 meczów i strzelił jedną bramkę. Zdążył przy tym zadebiutować w reprezentacji Włoch – ma na koncie dwa występy w kadrze seniorskiej.
Mimo hojnej ceny kibice Chelsea w tym sezonie na boisku go nie zobaczą. Klub traktuje ten transfer jako inwestycję na przyszłość, a nie doraźne wzmocnienie defensywy.
Chelsea nie liczy pieniędzy
Zakup Ahanora to kolejny element zakrojonej na ogromną skalę polityki transferowej Chelsea – klub wydał już ponad 400 mln euro na wzmocnienia. Wśród ostatnich transakcji znalazły się: transfer Morgana Rogersa za 138 mln, zakup Maxence’a Lacroix za 60,7 mln oraz sprowadzenie Marco Palestry za 57 mln. Na tym tle 40 milionów funtów za 18-latka, który nawet nie zadebiutuje w tym sezonie, wygląda jak logiczna konsekwencja strategii – Chelsea stawia na młodość i skalę wydatków, nie na natychmiastowy efekt.
Serbia jako pierwsza z rozstawionych drużyn nie zostawiła rywalkom złudzeń i pewnie przypieczętowała awans w 1/8 finału Mistrzostw Europy 2026 w siatkówce kobiet, pokonując Chorwację 3:1. Tego samego dnia z turniejem pożegnała się za to Francja – przegrała 0:3 i odpadła z rywalizacji.
Na tym jednak emocje się nie kończą. W poniedziałek na parkietach zaplanowano kolejne cztery mecze fazy 1/8 finału. W Polsce wszyscy będą patrzeć na Brno, gdzie o 15:00 reprezentacja Polski zagra z Portugalią.
Brno tego dnia zamieni się w prawdziwy siatkarski maraton. Zaraz po polskim pojedynku, o godzinie 16:00, na tej samej hali zmierzą się Włochy z Bułgarią. Wieczorem, o 19:00, przyjdzie czas na starcie gospodyń – Czech – ze Szwecją.
Trzy mecze, jedna hala
Terminarz ułożono tak, że Brno przez cały dzień pozostanie w centrum uwagi europejskiej siatkówki – trzy z czterech poniedziałkowych spotkań rozegrane zostaną właśnie tam. Dla kibiców, którzy zasiądą na trybunach, oznacza to blisko siedem godzin siatkówki na jednym obiekcie – od wczesnego popołudnia aż po wieczór.
Po niedzielnych niespodziankach – pewnym awansie Serbii i błyskawicznym pożegnaniu Francji – stawka poniedziałkowych meczów wyraźnie rośnie. Każdy z czterech zespołów grających dziś w Brnie zdaje sobie sprawę, że porażka oznacza koniec marzeń o dalszej części turnieju.