⚡ Aktualnie:
Ile razy trafiono w światło bramki w Zabrzu? Zero. Górnik – Legia 0:0 Fedor może wrócić do walk. Zdradził, z kim chciałby się zmierzyć Renato Moicano może odejść z UFC. Postawił warunki Polskie ekipy na plus w EuroCupie. Tylko Ślęza nie dała rady Dwa gole młodego napastnika! Poprowadził Unię do wygranej. „Mogę pokazać więcej” Czy Antonelli wzniesie mistrzowskie trofeum? Zapowiedź GP Miasta Meksyk Hamilton czuje się wyjątkowy? „Nigdy nie było nikogo takiego jak ja” Kto zagra w finale PGL Masters Bucharest? FURIA kontra Nemiga, Eternal Fire triumfuje w Stake Ranked 5 George Groves: Fury pierwszym czystym ciosem może skończyć walkę z Joshuą Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Ile razy trafiono w światło bramki w Zabrzu? Zero. Górnik – Legia 0:0 Fedor może wrócić do walk. Zdradził, z kim chciałby się zmierzyć Renato Moicano może odejść z UFC. Postawił warunki Polskie ekipy na plus w EuroCupie. Tylko Ślęza nie dała rady Dwa gole młodego napastnika! Poprowadził Unię do wygranej. „Mogę pokazać więcej” Czy Antonelli wzniesie mistrzowskie trofeum? Zapowiedź GP Miasta Meksyk Hamilton czuje się wyjątkowy? „Nigdy nie było nikogo takiego jak ja” Kto zagra w finale PGL Masters Bucharest? FURIA kontra Nemiga, Eternal Fire triumfuje w Stake Ranked 5 George Groves: Fury pierwszym czystym ciosem może skończyć walkę z Joshuą Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju

Koniec rundy. Emilio Quissua już mocno poobrywany, a Damian Piwowarczyk widzi krew na jego twarzy. Rzuca się na rywala, ląduje trafienie – sędzia przerywa walkę. Tak wyglądały ostatnie sekundy pojedynku, który dał Polakowi bilet do UFC. „Damsyn” pokonał Niemca w 7. edycji tegorocznego sezonu Dana White’s Contender Series i tym samym zdobył kontrakt w najbardziej prestiżowej organizacji MMA na świecie.

29-letni zawodnik z Białogardu został właśnie 38. Polakiem, który będzie reprezentował biało-czerwoną flagę w UFC. Jego rywal, Emilio Quissua, znany w klatce jako „The Sniper”, to Niemiec – tym razem jednak nie zdążył pokazać, na co go stać. Walka skończyła się przez TKO.

Piwowarczyk, walczący pod pseudonimem „Damsyn”, przyjeżdża do UFC z bilansem 12 wygranych i 4 porażek. To efekt kilku lat wzlotów i upadków, które zaczęły się jeszcze w polskiej organizacji KSW.

Od debiutanta w KSW do kontraktu w UFC

Kontrakt z KSW podpisał w 2021 roku, mając na koncie zaledwie trzy zawodowe walki. Debiutował na gali KSW 63, gdzie zmierzył się z równie niedoświadczonym Marcinem Trzcińskim. Miał wtedy 23 lata. Wygrał w drugiej rundzie, dusząc rywala zza pleców. Kilka miesięcy później dołożył kolejne zwycięstwo, poddając Marca Doussisa dźwignią na staw łokciowy.

Potem przyszedł kryzys. W 2022 roku Piwowarczyk przegrał dwie walki z rzędu, a jedna z porażek przyszła po zaledwie pięciu sekundach. Wrócił jednak silniejszy – w 2023 roku zanotował trzy zwycięstwa z rzędu. Od tamtego momentu stoczył pięć pojedynków, z czego dwa przegrał: niejednogłośną decyzją z Rafałem Haratykiem oraz przez poddanie z Marcinem Wójcikiem.

Mimo tych potknięć przed walką z Quissuą Polak wjechał do Las Vegas z serią czterech zwycięstw z rzędu. Ta forma – i efektowne TKO w Contender Series – przekonały Danę White’a do wręczenia mu kontraktu. Teraz „Damsyn” dołącza do wąskiego grona polskich zawodników, którzy powalczą na najwyższym poziomie światowego MMA.

Sędzia jeszcze nie zdążył dokończyć gestu przerywającego walkę, a Salahdine Parnasse już mówił o przyszłości, stojąc w klatce. Francuz błyskawicznie rozprawił się z Danem Hookerem — mikrofon podsunięto mu, zanim złapał oddech. Zamiast standardowych podziękowań usłyszeliśmy coś innego: jest gotowy wrócić do klatki jeszcze w 2026 roku.

Najgłośniej padło jedno nazwisko. Parnasse chce Maxa Hollowaya. Na papierze brzmi to świetnie, tyle że plany samego Hollowaya wyglądają zupełnie inaczej. Hawajczyk wciąż smakuje wygraną nad Conorem McGregorem i celuje wyżej — w walkę o pas. Starcie z Parnassem, przy całym szacunku dla Francuza, po prostu nie mieści się teraz w tej układance.

Drugie nazwisko, które wraca w rozmowach o kolejnym przeciwniku, to Mateusz Gamrot. Polak i Parnasse mieli się już kiedyś spotkać w klatce — walkę wcześniej umawiano, ale z różnych powodów do niej nie doszło. Sam Parnasse zdaje się dziś patrzeć wyżej, w stronę zawodników lepiej ustawionych w rankingu, więc trudno powiedzieć, czy pojedynek z Gamrotem to wciąż jego priorytet.

Sytuację Polaka dodatkowo komplikuje ostatni wynik. W sierpniu przegrał przez poddanie z Quillanem Salkilldem. I to właśnie Salkilld wygląda dziś na najciekawszą alternatywę dla Parnasse’a — Australijczyk zajmuje szóste miejsce w rankingu wagi lekkiej i wciąż nie zna smaku porażki w UFC. Starcie dwóch niepokonanych, wschodzących nazwisk kategorii do 155 funtów miałoby sens i sportowy, i marketingowy.

Kto jeszcze miesza w kolejce do szczytu?

Dywizja lekka nie czeka na decyzję Parnasse’a. Renato Moicano wkrótce zmierzy się z Tomem Nolanem, który zastąpił w tej karcie kontuzjowanego lub niedostępnego Briana Ortegę. Kłopot w tym, że na werdykt trzeba będzie poczekać — walka Moicano odbędzie się dopiero za ponad miesiąc, co samo w sobie wyklucza ją z krótkoterminowych planów Francuza.

Nie brakuje też przypomnień, jak brutalna bywa ta kategoria. Mauricio Ruffy, jeszcze niedawno wymieniany wśród najgorętszych nazwisk wagi lekkiej, w miniony weekend zderzył się z Armanem Tsarukyanem i poległ przez nokaut. Kolejny sygnał, że każdy krok w tej dywizji niesie ryzyko. Parnasse, wybierając następnego rywala, będzie musiał ważyć ambicje względem realnych szans na utrzymanie passy.

Miał być pojedynek z niepokonanym Adamem Masaevem, 10 października w Rzeszowie. Ostatecznie Adrian Bartosiński szykuje się do zupełnie innej obrony pasa mistrzowskiego wagi półśredniej KSW. Powód? Kontuzja ręki, która wyeliminowała Masaeva z karty walk.

Nowym rywalem Bartosińskiego będzie Tymoteusz Łopaczyk. Do walki dojdzie 21 listopada podczas gali KSW 123 w Szczecinie. Zmiana przeciwnika tuż przed planowanym terminem to spore zamieszanie organizacyjne — mistrz jednak nie zwalnia tempa przygotowań.

Przy okazji przygotowań do walki Bartosiński znalazł chwilę, by opowiedzieć o swojej innej pasji, czyli streamingu. Zrobił to podczas występu w „Korneta Podcast”. Zawodnik regularnie gra w Counter-Strike’a i transmituje swoje rozgrywki na streamie. Jak sam przyznaje, gdyby w pełni zaangażował się w rozwijanie tej działalności, w ciągu kilku miesięcy mógłby stać się poważnym streamerem.

Zanim rozwinął kanał na YouTube, Bartosiński budował swoją obecność w sieci inaczej. Publikował wpisy i memy głównie na Twitterze, dziś znanym jako X.

Idol z czasów nastoletnich

Najciekawszy wątek podcastu dotyczył jednak nie teraźniejszości, a przeszłości. Jako nastolatek Bartosiński oglądał Jarosława „PashaBiceps” Jarząbkowskiego — jednego z najpopularniejszych polskich graczy w historii Counter-Strike’a. Z czasem fanowska fascynacja przerodziła się w coś więcej. Bartosiński i Jarząbkowski spotkali się między innymi podczas obozu dla graczy, nagrywali też wspólne materiały z gier.

Sam Jarząbkowski dawno przestał być tylko postacią ze świata e-sportu. Miał otrzymać propozycję walki z Mariuszem Pudzianowskim na gali FAME i zareagować na ten pomysł pozytywnie. Na razie to wciąż tylko koncepcja — walka nie została jeszcze oficjalnie zakontraktowana. Gdyby jednak doszło do niej naprawdę, dawny idol Bartosińskiego z czasów nastoletnich mógłby sam trafić na afisz freak fightowej gali, o której teraz rozmawia się w środowisku MMA.

Koniec pierwszej rundy, KSW 113. Marcin Różalski leży na macie, sędzia wchodzi między zawodników i przerywa walkę. Stjepan Bekavac kończy sprawę nokautem, a 48-letni Polak znów zostaje sam na sam z pytaniem, co dalej z jego karierą.

Pojedynek toczono w formule stójkowej K-1, w małych rękawicach. Dla Różalskiego, byłego mistrza KSW, był to kolejny sprawdzian – miał udowodnić, że w wieku 48 lat wciąż da się rywalizować na wysokim poziomie. Bekavac przekreślił te plany już w pierwszej rundzie, jednym trafieniem.

Bez MMA, ale nie bez walki

Krótko po porażce Różalski pojawił się na kanale „KFD” na YouTube. Sprawę MMA odciął dość jednoznacznie – przyznał, że tej dyscypliny już nie trenuje i nie czuje się na siłach, by w niej startować.

W MMA nie zawalczę na pewno, bo już nie robię MMA i nie jestem do tego zdolny. Jeśli dostałbym dobrą ofertę sportową w K-1, w boksie, na gołe piąchy – to nie powiem nie.

Drzwi do dalszej kariery zawodnik jednak nie zamyka – zaznacza tylko, że interesują go inne formuły. K-1, bokserski ring, a nawet walka na gołe pięści – to opcje, które sam wymienia jako realne, pod warunkiem że na stole pojawi się naprawdę atrakcyjna propozycja.

Porażka z Bekavacem nie kończy więc kariery 48-letniego zawodnika. Otwiera raczej pytanie o to, skąd przyjdzie kolejna oferta i w jakiej formule Różalski jeszcze wróci – na matę albo do klatki.

W poniedziałek na posiedzeniu Komisji Sportu w Nowym Targu padła konkretna liczba: 1,5 procent. Tyle, zdaniem radnych, powinny wynosić w przyszłorocznym budżecie miasta dotacje dla klubów i stowarzyszeń sportowych. Wniosek zgłosili radni Adam Hajnos i Gabriel Samolej, a komisja poparła go jednogłośnie.

Dyskusja wybuchła przy okazji prac nad projektem Strategii Rozwoju Sportu w Nowym Targu na lata 2026–2036. Jej skutki mają być jednak odczuwalne dużo wcześniej – już w budżecie na 2027 rok. Sam dokument strategii mówił o co najmniej 0,5 procent wydatków miasta na ten cel, ale radni poszli dalej i zawnioskowali o próg trzykrotnie wyższy.

To spora zmiana w podejściu do finansowania sportu w mieście. Do tej pory w miejskich dokumentach nie było żadnego konkretnego zapisu określającego procentowy udział dotacji dla klubów w budżecie – wsparcie ustalano kwotowo, w ramach jednej puli obejmującej zarówno dotacje, jak i stypendia sportowe. Nowy wniosek dotyczy wyłącznie samych dotacji. Stypendia mają pozostać odrębną formą finansowania, bez własnego wskaźnika procentowego.

Ile to realnie pieniędzy? Na razie nikt nie potrafi podać dokładnej kwoty, bo wszystko zależy od ostatecznej wysokości wydatków w budżecie na 2027 rok. Można jednak policzyć na przykładach. Gdyby punktem odniesienia był poziom wydatków zaplanowanych na 2026 rok, pula dotacji sięgnęłaby około 5,2 mln zł. Licząc od wykonanych wydatków miasta z 2025 roku, wyszłoby około 3,5 mln zł.

Na posiedzeniu głos zabrali też sami zainteresowani. O zwiększenie środków na sport apelowali prezes NKP Podhale Michał Rubiś oraz prezes spółki Podhale Nowy Targ Wojciech Śniegowski. Argument był prosty i praktyczny: rosną koszty szkolenia zawodników, udziału w rozgrywkach i codziennego funkcjonowania klubów.

Trzy kategorie dyscyplin

Strategia zakłada podział nowotarskiego sportu na trzy kategorie, które mają decydować o podziale pieniędzy z puli dotacyjnej. Do pierwszej, kluczowej, trafiły hokej na lodzie i piłka nożna – i to właśnie na nie miałoby iść 75 procent całej puli. Druga kategoria, dyscypliny ważne, obejmuje tenis stołowy, trial motocyklowy, unihokej, kolarstwo i pływanie, z 15 procentami środków. Pozostałe 10 procent ma trafić do pozostałych dyscyplin olimpijskich i nieolimpijskich prowadzonych przez nowotarskie kluby i stowarzyszenia.

Podział na kategorie nie oznacza jednak automatycznie równych kwot dla wszystkich podmiotów w danej grupie. Wysokość dotacji dla konkretnego klubu ma być ustalana indywidualnie, zależnie od jego potrzeb i realizowanych zadań.

Jednogłośna decyzja komisji robi wrażenie, ale to dopiero pierwszy krok w długiej drodze. Stanowisko Komisji Sportu ma charakter rekomendacji – nie gwarantuje, że 1,5 procent trafi do budżetu na 2027 rok. Projekt budżetu przygotowuje burmistrz, a ostateczny kształt dokumentu zależy od całej Rady Miasta. Dopiero uchwała budżetowa z zabezpieczoną kwotą przesądzi, czy wyższe wsparcie dla klubów stanie się faktem.

57. minuta w Szczecinie. Paulo Mukairu dogrywa piłkę w pole karne, a Darko Churlinov – Macedończyk, który tego dnia zaczynał w podstawowym składzie – wpycha ją do siatki. To trafienie dało Pogoni Szczecin prowadzenie, którego Piast Gliwice już nie odrobił. Spotkanie skończyło się wynikiem 2:1. Churlinov zszedł z boiska w 83. minucie, zostawiając za sobą jedną z ważniejszych bramek 9. kolejki PKO Ekstraklasy.

A początek meczu w Szczecinie był naprawdę widowiskowy. Już w 26. minucie Jordi Sanchez otworzył wynik przewrotką – jednym z ładniejszych trafień całej kolejki. Piast zdołał wyrównać jeszcze przed przerwą, jednak Sanchez, który rozegrał pełne 90 minut, dołożył do tego asystę przy zwycięskiej bramce swojej drużyny. Hiszpan wciąż prowadzi w klasyfikacji strzelców całej PKO Ekstraklasy.

W Poznaniu Lech rozgromił Radomiaka, a bohaterami wieczoru okazali się dwaj obcokrajowcy w barwach gospodarzy. Patrik Walemark, Szwed, strzelił dwie bramki – w 9. i 51. minucie – a w 67. minucie dołożył jeszcze asystę przy golu Pabla Rodrigueza. Boisko opuścił dziesięć minut później, w 70. minucie, kończąc spotkanie z kompletem: dwoma golami i asystą. Rodriguez, Hiszpan, odpowiedział mu tym samym – trafił w 3. minucie, doprowadzając do wyrównania, a w 67. minucie ustalił wynik na 5:1. Na boisku spędził całe 90 minut.

Beniaminek w czołówce, kanonier z dubletem z rzutów karnych

Najwięcej emocji dostarczyła jednak Wisła Płock – beniaminek, który zajmuje czwarte miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Płocczanie wygrali na wyjeździe 2:0 z Zagłębiem Lubin, a bramkarz Leszczyński rozegrał pełne 90 minut i zachował czyste konto. Tydzień wcześniej Wisła pokonała też Śląsk Wrocław 2:1, a decydującą bramkę w końcówce spotkania zdobył Alan Uryga.

Mariusz Stępiński trafił do siatki dwukrotnie – i za każdym razem z jedenastego metra. Dwa razy wykorzystał rzut karny w starciu z Rakowem Częstochowa, a jego drużyna wygrała ostatecznie 3:2.

Legia Warszawa wywiozła komplet punktów z Białegostoku, wygrywając 3:1 z Jagiellonią. Kluczową postacią meczu okazał się Augustyniak – strzelił gola z rzutu karnego i do tego zaliczył asystę. Wśród strzelców warszawskiej drużyny znalazł się jeszcze jeden zawodnik Legii.

W pozostałych spotkaniach kolejki GKS Katowice pokonał Cracovię 3:2. Wśród strzelców gospodarzy zapisał się zawodnik odpowiedzialny za organizację gry w środku pola. Widzew Łódź zremisował z kolei 2:2 z Wieczystą Kraków – jednego z goli dla łodzian strzelił 22-letni Hiszpan Garcia.

Ósma minuta, zegar pokazuje 08:08. Trybuny jeszcze się rozkręcają, a lodowisko Polonii Bytom już wybucha – Jewhen Fadiejew wpycha krążek do siatki i zdobywa swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Przy tym trafieniu asystował Michał Zając. Tak zaczęło się zaległe spotkanie 17. kolejki Tauron Hokej Ligi, w którym BS Polonia Bytom ostatecznie pokonała GKS Katowice 5:3. Grano na lodowisku gospodarzy w Bytomiu.

Gospodarze nie zamierzali zwalniać. Sekundę przed końcem pierwszej tercji, w 19. minucie i 59. sekundzie, Dominik Jarosz wykorzystał przewagę 5 na 4 i podwyższył na 2:0. Przy tej bramce zanotowali asysty Artem Hrebenyk i Jewhen Fadiejew. Pierwsza odsłona zakończyła się więc wyraźnie po stronie Polonii.

Drugą tercję GKS zaczął od odrabiania strat. Stephen Anderson strzelił kontaktową bramkę w 22. minucie i 11. sekundzie, po podaniu Kacpra Maciasia. Polonia odpowiedziała jednak niemal natychmiast – w 30. minucie i 15. sekundzie Andriej Bujalski wykończył akcję rozegraną przez Kubeša i Pawła Padakina, podwyższając na 3:1. Katowiczanie się jednak nie poddawali. Brock Bremer, po świetnym podaniu Jacoba Lundegårda, trafił w 33. minucie i 24. sekundzie – przy tej akcji zanotował też asystę Patryk Wronka. Chwilę później, w 37. minucie, karę odsiedział Filip Wielkiewicz, a Polonia ukarała rywali grając w osłabieniu: w 38. minucie i 12. sekundzie Christian Mroczkowski trafił w sytuacji 4 na 5, dając bytomianom prowadzenie 4:2. Sama środkowa tercja skończyła się więc wynikiem 2:2.

Bujalski kontra Fraszko w decydującej odsłonie

Trzecia tercja dorzuciła kolejną porcję emocji. Bartosz Fraszko zbliżył GKS na dystans jednej bramki – przejął krążek rzucony przez Patryka Wronkę i trafił w 46. minucie i 51. sekundzie, przy asystach Wronki oraz Joony Huttuli. Katowiczanie poczuli, że stać ich na odrobienie strat, ale Polonia zamknęła temat na dziesięć minut przed końcem. W 57. minucie i 7. sekundzie Andriej Bujalski skompletował dublet i podwyższył na 5:3, po podaniach Christiana Mroczkowskiego i Ołeksija Worony. Ostatnia tercja padła więc łupem gości z Katowic tylko na papierze, wynikiem 1:1 – bo to właśnie Bujalski przypieczętował triumf Polonii.

Szukając ratunku, GKS Katowice zdjął bramkarza i przez końcowe fragmenty meczu grał w formacji sześciu zawodników przeciwko pięciu. Do wyrównania jednak nie doprowadził. Statystyki pokazują, że to Polonia była groźniejsza pod bramką rywala – oddała 37 strzałów wobec 30 katowickich. Dyscyplina obu zespołów była zbliżona, choć to GKS spędził więcej czasu na ławce kar: 4 minuty wobec 2 minut Polonii. Na trybunach zasiadło 928 widzów.

Bramek broniły Tobiasz Jaworski po stronie Polonii oraz C. LaCouvée w barwach GKS-u. Ekipą z Bytomia kieruje trener Andriej Gusow, katowicką drużyną dowodzi Jacek Płachta. Nad przebiegiem meczu w Bytomiu czuwała para sędziów głównych – Michał Baca i Paweł Kosidło – wspierana przez liniowych Piotra Kota i Michała Żaka.

To zwycięstwo ma też swoją wagę w tabeli. Po tym spotkaniu BS Polonia Bytom zajmuje 3. miejsce w Ekstralidze z dorobkiem 9 punktów po 4 meczach. GKS Katowice mimo porażki wciąż trzyma się czołówki – to 4. miejsce i 6 punktów po 4 rozegranych spotkaniach.

Kiedy Jelena Ostapenko wygrała ostatni raz mecz w touże WTA przed startem w Seulu? Trzeba cofnąć się do 1 lipca, na trawę Wimbledonu. Od tamtej pory Łotyszka zbierała same rozczarowania na amerykańskich kortach twardych – aż do wtorku w stolicy Korei Południowej.

Do turnieju Korea Open Ostapenko dostała dziką kartę i mimo słabej passy była najwyżej rozstawioną zawodniczką stawki. We wtorek 22 września w końcu przełamała niemoc, notując pierwsze zwycięstwo w kobiecym touże od ponad 2,5 miesiąca. W I rundzie pokonała Rosjankę Anastazję Zacharową 6:4, 6:1. Straciła break w pierwszym secie, ale zdołała go odrobić, a w całym meczu przełamywała rywalkę aż pięć razy. Efekt? Awans do II rundy imprezy rangi WTA 250. W czwartek zmierzy się z Australijką Taylah Preston, która w pierwszym meczu pokonała Japonkę Himeno Sakatsume 6:2, 3:6, 6:2.

Ostapenko nie była jedyną rozstawioną zawodniczką, która pierwszą przeszkodę pokonała bez większych problemów. Kimberly Birrell, rozstawiona z numerem 2, ograła Słowenkę Tamarę Zidansek 7:6(2), 6:4 i w kolejnej rundzie zagra z chińską kwalifikantką Ye-Xin Ma, która wcześniej wyeliminowała rodaczkę z Australii, Emerson Jones, 3:6, 6:0, 6:2. Rumunka Elena-Gabriela Ruse, „czwórka” turnieju, rozprawiła się z Niemką Evą Lys 6:1, 6:2. Anna Bondar, rozstawiona z numerem 6, odwróciła losy meczu z Meksykanką Renatą Zarazuą, wygrywając 2:6, 6:3, 6:1 i trafi teraz na reprezentującą Armenię Alinę Czarajewą, która w I rundzie ograła Amerykankę Sofię Kenin 3:6, 7:6(4), 6:4.

Historyczny wynik gospodyń

To jednak reprezentantki gospodarzy zdominowały nagłówki turnieju. Po raz pierwszy od 42 lat trzy Koreanki znalazły się w II rundzie tego samego turnieju głównego cyklu WTA. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce w 1984 roku w Rio de Janeiro – Han Eun-Sook dotarła wówczas do ćwierćfinału, a Helen Park i Lee Jeong-Soon wygrały po jednym meczu.

W poniedziałek pierwszy krok wykonała Dayeon Back, a we wtorek dołączyły do niej Sohyun Park i Yeonwoo Ku. Park, grająca z dziką kartą, pokonała Amerykankę Robin Montgomery 7:6(4), 6:3, a Ku – również z dziką kartą w kieszeni – rozprawiła się z Rosjanką Alewtiną Ibragimową 6:3, 6:2. W środę wszystkie trzy Koreanki staną przed kolejnym wyzwaniem: Park zagra o ćwierćfinał z rozstawioną z numerem 3 Tajką Lanlaną Tararudee, Back zmierzy się z Australijką Mają Joint, a Ku swój drugi mecz rozegra dopiero w czwartek, przeciwko wspomnianej wcześniej Elenie-Gabrieli Ruse.

Zmagania w głównej drabince Korea Open potrwają do niedzieli 27 września. Zwyciężczyni turnieju singlowego zainkasuje 250 punktów do rankingu WTA oraz czek na 37,3 tys. dolarów. Cała impreza, rozgrywana na twardych kortach Seulu, dysponuje pulą nagród w wysokości 283,3 tys. dolarów.

Ile jeszcze wielkoszlemowych pucharów podniósłby Rajeev Ram, gdyby grał dalej? Tej odpowiedzi już nie poznamy. 42-letni Amerykanin ogłosił zakończenie kariery tenisowej po występie w US Open 2026.

Ostatni mecz w karierze rozegrał w Nowym Jorku, u boku Brytyjczyka Joe Salisbury’ego. Salisbury, jego wieloletni partner deblowy, także postanowił zawiesić rakietę na kołku. Para przegrała w półfinale US Open 2026 z Timem Puetzem i Kevinem Krawietzem — i to właśnie ta porażka zamknęła ostatni rozdział kariery Rama.

Bilans, jaki zostawia po sobie Amerykanin, robi wrażenie. Cztery wielkoszlemowe tytuły w grze podwójnej mężczyzn, w tym aż trzy edycje US Open — kortu, na którym ostatecznie się pożegnał. Do tego dwa triumfy wielkoszlemowe w grze mieszanej, oba na Australian Open, w 2019 i 2021 roku, u boku Barbory Krejcíkovej. W 2022 roku wspiął się na pierwsze miejsce rankingu ATP w deblu i przez pewien czas był jego niekwestionowanym liderem.

Na koncie ma też dwa srebrne medale olimpijskie. W Rio de Janeiro sięgnął po niego w parze z Venus Williams, w Paryżu partnerował mu Austin Krajicek.

„Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy”

Decyzję o zakończeniu kariery Ram ogłosił w mediach społecznościowych. „Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Z wieloma emocjami żegnam się z karierą zawodniczą” — napisał.

Moim celem było po prostu pracować nad tym, by dzisiaj być lepszym niż wczoraj. To napędzało mnie przez ponad dwadzieścia lat

W tym samym pożegnalnym wpisie Amerykanin zwrócił się bezpośrednio do osób pochodzenia południowoazjatyckiego. „Możecie osiągnąć wszystko, czego chcecie, jeśli się zaangażujecie. Nie ma jednej drogi, którą trzeba podążać, a nic nie jest poza zasięgiem” — napisał, zamykając tym samym dwudziestoletni rozdział swojej kariery.

Trzech zawodników obwodu z urazami tuż przed startem sezonu – co w takiej sytuacji robi klub koszykarski? Anwil Włocławek nie czekał z założonymi rękami i jeszcze przed pierwszą kolejką rozgrywek 2026/2027 ogłosił wzmocnienie.

Wybór padł na Deona Edwina, rocznik 1992, doświadczonego koszykarza z Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych. Ma za sobą występy w czterech europejskich ligach – fińskiej, ukraińskiej, macedońskiej i węgierskiej. Sezon 2025/2026 spędził w węgierskim klubie Atomerom, a rok wcześniej, w kampanii 2024/2025, grał w Macedonii dla MZT Skopje.

Edwin to combo guard – potrafi grać zarówno na pozycji rozgrywającego, jak i rzucającego obrońcy. I to właśnie ta wszechstronność miała przeważyć przy jego transferze do Włocławka.

Kadrowe kłopoty przed sezonem

Ten ruch nie wziął się znikąd. Szymon Wójcik i Jack Forrest z powodu problemów zdrowotnych opuścili większość meczów kontrolnych Anwilu, do tego kontuzji nabawił się Josiah Strong. Trener Vedran Bosnić układał więc taktykę sparingów bez trzech zawodników obwodu naraz.

„Mierzymy się z kilkoma kontuzjami w naszej drużynie, więc szukaliśmy gracza, który szybko będzie w stanie wzmocnić zespół. Deon wnosi cenne doświadczenie z europejskich parkietów, wszechstronność i mentalność, która pomoże nam w pierwszych miesiącach sezonu. Cieszymy się, że do nas dołącza i nie możemy się doczekać, aż zobaczymy go w naszej koszulce” – przekazał Leo De Rycke, dyrektor sportowy Anwilu.

„Niestety drużyna mierzy się problemami kontuzji, brakuje nam 2 i więcej graczy, co było problemem również w sparingach. Deon z pewnością pomoże i wzmocni drużynę na obwodzie. To bardzo wszechstronny zawodnik, który zagra na pozycji 1 i 2” – powiedział trener Vedran Bosnić.

We Włocławku liczy się teraz każdy dzień. Nowy zawodnik ma dać drużynie oddech na obwodzie, zanim do gry wrócą pozostali poszkodowani.

Instalacja aplikacji
Pobierz