Chris Billam-Smith i Cheavon Clarke ponownie staną twarzą w twarz 7 listopada. Miejsce starcia to gala Zuffa Boxing 12 w Londynie. Będzie to już ich trzecie spotkanie, a bilans poprzednich starć mówi sam za siebie — Billam-Smith dwukrotnie przegrał z Clarkiem w boksie olimpijskim.
Na papierze to Billam-Smith wypada lepiej. Brytyjczyk ma na koncie 22 wygrane i 2 porażki, w tym 14 zwycięstw przed czasem, a do tego tytuł byłego mistrza świata. Clarke notuje 12 wygranych i 2 porażki, z czego 9 skończył przed limitem. W jego CV jest też start olimpijski w Tokio w 2021 roku w barwach Wielkiej Brytanii.
Sam Clarke nie szczędzi rywalowi komplementów. „Billam-Smith to były mistrz świata i należy się mu ogromny szacunek” — powiedział. Dodał też, że od czasów amatorskich obaj zdążyli się zmienić. „Obaj mocno się zmieniliśmy i rozwinęliśmy jako pięściarze” — zaznaczył.
Clarke wraca po trudnej walce
Poprzedni występ nie był dla niego spacerkiem. Rywal o nazwisku Massey trafił go dobrym ciosem i powalił na deski — Brytyjczyk jednak wstał i dokończył walkę zwycięsko. „Wstałem jednak, dostosowałem się do warunków tej walki i wygrałem” — relacjonował Clarke.
Starcie z Billam-Smithem ma dla niego osobiste znaczenie. „Ta walka to dla mnie prawdziwy prezent i szansa” — przyznał. Zapowiada przy tym widowisko na poziomie dwóch wcześniejszych pojedynków. „Jeśli będzie podobnie jak w naszych dwóch wcześniejszych walkach, to czeka was niezła gratka” — stwierdził.
7 listopada w Londynie okaże się więc, czy Billam-Smith wreszcie przełamie passę przeciwnika, z którym dotąd nie wygrał żadnego starcia, czy to Clarke potwierdzi swoją przewagę już na zawodowym ringu.
28 października 2026 zakończyła się faza grupowa PGL Masters Bucharest 2026 w CS2. Ostatnie bilety do play-offów wywalczyły Nemiga, FURIA oraz Natus Vincere.
Nemiga przypieczętowała awans zwycięstwem 2:0 nad The MongolZ. Dla Mongołów to był ostatni mecz w turnieju – ta porażka zamknęła ich występ w Bukareszcie. Brazylijska FURIA uporała się z Liquid, wygrywając również 2:0, natomiast ukraińska Natus Vincere musiała się bardziej napracować – pokonała Spirit 2:1 po trzech mapach. Spirit i Liquid skończyły fazę grupową na miejscach 9-11.
Sama FURIA do play-offów szła z bilansem 3:2 w grupie – droga nie była więc łatwa, ale cel został zrealizowany.
YEKINDAR: „Zdecydowanie gramy lepiej po zwycięstwie”
Mareks „YEKINDAR” Gaļinskis, 27-letni gracz FURIA, wcześniej związany z VP, opowiedział HLTV o obecnej formie zespołu. „Zdecydowanie gramy lepiej po zwycięstwie. Przed Thunderpick graliśmy znacznie gorzej. Teraz nie możemy już narzekać na naszą formę czy występy. Wszyscy stali się nieco pewniejsi, ale zawsze są rzeczy, które chcemy poprawić. Nadal nad tym pracujemy” – powiedział Łotysz. Punktem zwrotnym było zwycięstwo w Thunderpick World Championship.
„Mamy konkretny cel — poprawić sposób, w jaki zaczynamy mecze. Na początku gramy cicho, niedbale i trochę niepewnie. Ten problem prześladuje nas już od jakiegoś czasu. Chcemy, aby każdy brał na siebie odpowiedzialność i wychodził na pierwszą mapę serii już gotowy do gry, z jasnymi planami, a nie używał jej do rozgrzewki”
YEKINDAR przyznał też, że przy takim tempie rywalizacji emocje bywają trudne do opanowania. „Staramy się maksymalnie odpowiedzialnie podchodzić do własnej kondycji fizycznej i nastroju. Czasami jest to trudne. Podczas EPL i na tym turnieju, na przykład w meczu przeciwko NAVI, ciężko było nam powstrzymać rozczarowanie. Biorąc pod uwagę, ile gramy, jest to całkowicie naturalne” – wyznał. Zdarza się, że FURIA rozgrywa trzy-cztery mecze treningowe jeszcze w dniu oficjalnego startu. „Po prostu nie mamy możliwości odpoczywać tyle, ile byśmy chcieli, ponieważ musimy naprawiać błędy i poprawiać grę. To bardzo napięty harmonogram” – dodał.
PGL Masters Bucharest 2026 trwa od 24 do 31 października, a na zwycięzców czeka pula nagród w wysokości 1 250 000 dolarów. FURIA zagra z BetBoom w ćwierćfinale 29 października o 19:00 – kolejny sprawdzian formy, o której mówił YEKINDAR.
28 listopada w Dusseldorfie Agit Kabayel po raz pierwszy obroni pas mistrza świata WBC w wadze ciężkiej. Naprzeciw niego stanie niepokonany Nelson Hysa.
Kabayel broni tytułu z bilansem 27 wygranych i 0 porażek, z czego 19 zakończył przed czasem. Hysa przyjeżdża do Niemiec z równie czystą kartoteką – 25 zwycięstw bez porażki, 23 z nich nokautem. Starcie dwóch niepokonanych o pas WBC to rzadkość. Tym razem obaj wchodzą do ringu z kompletem zwycięstw na koncie.
Tego wieczoru nie zabraknie innych walk o pasy. Labinot Xhoxhaj po trzeci raz obroni tytuł mistrza Europy EBU, mierząc się z Włochem Eduardo Giustinim. Xhoxhaj notuje bilans 22-0-1 z 17 nokautami, a Giustini – z pochodzenia Włoch – ma na koncie 20 wygranych i 4 porażki, w tym 7 przez nokaut.
Test dla Odiase i powrót Pereza
Uwagę może przyciągnąć również pojedynek Emanuela Odiase z Mikem Perezem – starcie określane jako najpoważniejszy test w karierze Nigeryjczyka. Odiase legitymuje się bilansem 12-0 z 10 nokautami. Po drugiej stronie ringu stanie Kubańczyk Mike Perez, który ostatnio startował głównie w kategorii cruiser; w zawodowym boksie zanotował 32 wygrane, 3 porażki i 1 remis, z 22 nokautami. Do tej walki podchodzi w dobrej formie – ma na koncie serię dziesięciu kolejnych zwycięstw.
Dusseldorf 28 listopada to więc trzy pojedynki o pasy i jedna walka weryfikacyjna, w której młody, niepokonany pięściarz zmierzy się z doświadczonym, odrodzonym rywalem.
King Szczecin pokonał u siebie Sluc Nancy Basket 90:87 w meczu FIBA Europe Cup. Francuzi przyjechali do Szczecina jako jedyny niepokonany zespół tegorocznej edycji rozgrywek.
O losach spotkania zdecydowały ostatnie sekundy. Przy wyniku 84:86 Mohammad Amini nie zdołał przeprowadzić skutecznej akcji, która mogła doprowadzić do remisu. Chwilę później sfaulowany Przemysław Żołnierewicz nie drżał przy linii rzutów wolnych i trafił oba, dając Kingowi bezpieczny dystans.
Reprezentant Polski był jednym z bohaterów wieczoru – skończył mecz z 13 punktami i sześcioma asystami na koncie. Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył jednak Tomasz Gielo. Jego 22 oczka i sześć zbiórek były nie mniej ważne niż skuteczność całej drużyny za trzy punkty – King trafił tam 11 z 27 rzutów, co w dużej mierze zdecydowało o końcowym wyniku.
To zwycięstwo nad niepokonanym dotąd rywalem ma też znaczenie tabelowe. Po tym meczu King ma bilans 3-1 w grupie – identyczny jak pokonane Nancy. Oba zespoły, razem z cypryjskim Keravnosem, zajmują miejsca na szczycie sześciodrużynowej grupy D. Awans do kolejnego etapu rozgrywek zapewnią sobie tylko dwa najlepsze zespoły tej grupy, więc każde takie zwycięstwo zyskuje dodatkową wartość.
Dziki Warszawa bez szans w Niemczech
Zupełnie inaczej wyglądał wieczór Dzików Warszawa, które wcześniej zanotowały trzy zwycięstwa w Pucharze Europy FIBA. Na wyjeździe w Niemczech zespół rozbił się o Fitness First Wurzburg Baskets, przegrywając 62:91. Różnica 29 punktów to najwyższa porażka Dzików w tej edycji rozgrywek.
Statystyki z Wurzburga same tłumaczą skalę pogromu. Warszawianie trafili tylko 18 z 58 rzutów za dwa punkty – skuteczność na poziomie 31 procent. Za kołem nie szło lepiej: 4 z 29 prób za trzy punkty. Przy tak słabej celności z obu zza i spod koszy Dziki praktycznie nie miały szans na nawiązanie walki.
5 grudnia w Wyszkowie zaboksuje Mateusz Tryc, czołowy polski zawodnik kategorii półciężkiej. Dla niego to będzie próba powrotu na zwycięską ścieżkę po dwóch kolejnych porażkach. W jego zawodowym rekordzie widać 16 wygranych, 4 porażki i 8 zwycięstw przez nokaut (16-4, 8 KO). Rywala na razie nie wskazano.
Z Wyszkowem boksera łączą silne związki — stąd to miasto nazywane jest przy tej dacie jego „swoim”. Mimo serii niepowodzeń organizatorzy postawili właśnie na niego jako główną atrakcję wieczoru.
Debiut Goińskiego w Szczecinie
Dzień wcześniej, 7 listopada, na gali Tomasza Babilońskiego w Szczecinie zawodowy debiut zaliczy Mateusz Goiński. Na pierwszego zawodowego przeciwnika trafi mu się Jakub Milota, bokser z rekordem 4 wygranych, 6 porażek i 4 zwycięstw przez nokaut (4-6, 4 KO). Milota ma więc już obycie w zawodowych ringach, a to dobra okazja, by sprawdzić formę debiutanta w praktyce.
5 grudnia, tego samego dnia co walka Tryca, Legnica przyjmie galę MB Boxing Night 30. Walkę wieczoru stoczy Karol Welter, zawodnik z bilansem 22 wygranych, 1 porażki i 10 zwycięstw przez nokaut (22-1, 10 KO). Wśród głównych pojedynków karty znów pojawi się czeski bokser.
Przed walką główną na ring wyjdzie Radosław Gorzelak, niepokonany zawodnik z rekordem 8 wygranych, 0 porażek, 2 remisów i 1 zwycięstwa przez nokaut (8-0-2, 1 KO). Na karcie znalazł się też Sebastian Wiktorzak, perspektywiczny zawodnik kategorii półciężkiej z bilansem 8 wygranych, 0 porażek i 4 zwycięstw przez nokaut (8-0, 4 KO).
Szczecin, Wyszków, Legnica — trzy gale w ciągu kilku tygodni. Polscy kibice boksu dostają gęsty kalendarz jesienno-zimowych starć, od debiutów po powroty weteranów szukających rehabilitacji.
Zastal Zielona Góra odniósł trzecie z rzędu ligowe zwycięstwo. Mimo to po meczu trener Arkadiusz Miłoszewski musiał tłumaczyć się z decyzji, przez którą jeden z liderów zespołu znów spędził na parkiecie niespełna 13 minut. „Zagraliśmy z super energią, prawie pięć tysięcy ludzi nam jej dodało” – mówił szkoleniowiec po spotkaniu.
Ograniczenie minut dotknęło amerykańskiego snajpera Trazariena White’a. Sprawa nie jest nowa – podobnie było już w poprzednim meczu w Gliwicach z Euvic GTK, gdzie Amerykanin także grał mniej, bo trener go ograniczył. Tym razem Miłoszewski nie szukał dyplomatycznych słów i powiedział rzecz prosto z mostu.
Bardzo niepodobała mi się jego mowa ciała. Szkoda, bo to zawodnik naprawdę utalentowany, ale myślę, że jak wszyscy zasuwają, to nie ma wyjątków dla nikogo
Trener nie zostawił tego bez rozwinięcia – zaznaczył, że problem nie leży w liczbach, jakie Amerykanin wykręca w ataku. „Zasuwać muszą wszyscy. Jak ktoś tego nie robi, to niestety… Nie byłem zadowolony z jego postawy, takiej ogólnej. I nie chodzi o atak, bo pomógł, wymuszał przewinienia. Może jest jakiś problem? Może on ma jakiś problem? Porozmawiamy, zobaczymy” – powiedział Miłoszewski. Napięcie to nie pojawiło się nagle. Już po wcześniejszym meczu z Legią Warszawa trener wspominał, że on i White „mogą się ścierać” w temacie defensywnych wymagań wobec zawodnika.
Kadrowe zagadki Zastalu
Miłoszewski przyznał, że klub ma obecnie ograniczony roster z różnych względów, w tym z powodu kontuzji. „Musimy na to zareagować. I to jak najszybciej” – zaznaczył trener. W składzie Zastalu jest pięciu zagranicznych zawodników, a w limicie wciąż zostało jedno wolne miejsce.
Szóstym Amerykaninem miał być Toyaz Solomon. Nie przekonał jednak Miłoszewskiego, a jego kontrakt rozwiązano jeszcze przed pierwszym meczem sezonu w Bydgoszczy z Enea Łaciate Astorią. „Nie sprawdził się. Może gdyby był lepiej przygotowany do gry w Europie, to może by się uratował” – ocenił trener. Od tamtej pory Miłoszewski szuka kogoś na to miejsce.
Kadrowe kłopoty nie przesłoniły trenerowi sportowej strony sezonu – wciąż podkreśla wartość kolejnych lig owych wygranych. „Mamy swoje bolączki, ale cieszą nas wygrane w PLK, bo to jest ważne, żeby je kolekcjonować. Szczególnie na samym początku, bo wierzę w to, że przyjdzie taki czas, że będziemy grać naprawdę super basket” – powiedział Miłoszewski. Na odpoczynek czasu jednak nie ma – już w środę zielonogórzan czeka mecz FIBA Europe Cup z belgijskim Coretec Oostende.
Arman Tsarukyan twierdzi, że Justin Gaethje nie chce zaakceptować walki z nim. Czołowy zawodnik kategorii lekkiej UFC wierzy, że jest następny w kolejce do pasa mistrzowskiego tej dywizji, a pas ten obecnie należy właśnie do Gaethjego.
Kłopot w tym, że Amerykanin sam nie wie, czy ma ochotę dalej rywalizować w oktagonie. Tsarukyan mówił o tym otwarcie w rozmowie z Helen Yee, bez owijania w bawełnę. „Teraz gada o emeryturze” – stwierdził, odnosząc się do mistrza. Zdaniem Ormianina cały impas powinno rozwiązać UFC – i zrobić to pieniędzmi. „UFC ma mu dużo zapłacić albo skończy karierę” – dodał.
Sam jednak nie czeka bezczynnie na ruch Gaethjego. Ma już zapewnienie od promocji co do terminu rozmowy o swojej przyszłości. „Powiedzieli mi, że dostanę od nich informację pod koniec listopada” – zdradził.
Volkanovski jako plan B
Gdyby starcie z mistrzem nie doszło do skutku, Tsarukyan ma już nazwisko w zanadrzu. Wskazał Alexandra Volkanovskiego jako potencjalnego innego rywala. „Zawalczyłbym z chęcią z Volkanovskim. To dla mnie dobra walka” – zadeklarował. Swoją argumentację oparł na wieku i rzekomej słabości byłego mistrza piórkowej dywizji, mówiąc bez ogródek: „Jest stary, ma słabą szczękę”. Zaraz jednak zaznaczył, że nie uważa go za łatwego przeciwnika. „Jest twardym gościem, twardym rywalem, ale jest już stary i dla mnie to świetna walka” – podsumował.
Tsarukyan ma 30 lat i zawodowy rekord 24-3. Sześć zwycięstw z rzędu i 2. miejsce w rankingu kategorii lekkiej UFC mówią samo za siebie. W ostatnim pojedynku pokonał Mauricio Ruffy’ego. Szesnaście z jego 24 wygranych walk zakończyło się przed czasem – decyzję sędziów Ormianin oddaje rzadko.
Rosjanin był już wcześniej pretendentem do tytułu w dywizji do 70 kilogramów, ale do walki z Islamem Makhachevem wtedy nie doszło – Tsarukyan wypadł z karty UFC 311 w 2025 roku z powodu kontuzji pleców. Teraz czeka na kolejną szansę i liczy, że listopad przyniesie konkretną odpowiedź od promocji.
Rafał Haratyk wraca do kategorii wagi średniej. Były mistrz wagi półciężkiej zmierzy się z Andim Vrtačiciem na gali XTB KSW 124. Gala odbędzie się 19 grudnia w Gliwicach, a sama walka zostanie stoczona w PreZero Arenie Gliwice.
Haratyk, znany jako „Polski Czołg”, dotąd każdą walkę w klatce KSW stoczył w wadze półciężkiej. To w niej wywalczył tytuł mistrzowski i dwukrotnie go obronił. Pas stracił w lipcu, przegrywając z Bartoszem Leśką — był to jego ostatni występ w organizacji. Po kilkumiesięcznej przerwie wraca więc do kategorii, w której spędził lata, jeszcze przed podpisaniem kontraktu z KSW.
Bilans zawodowy Haratyka to 21 wygranych, 6 porażek i 2 remisy, w tym 7 zwycięstw przez nokaut i 5 przez poddanie. W zawodowym MMA rywalizuje od 2010 roku i do dziś stoczył 29 pojedynków. Doświadczenie zbierał nie tylko w Polsce, ale też w RPA, Francji, Kazachstanie, Rosji i na Białorusi, walcząc między innymi w organizacjach EFC, Babilon MMA, ACA, FEN i Ares. W Ares był pretendentem do tytułu mistrzowskiego wagi średniej, więc powrót do tej kategorii trudno nazwać dla niego skokiem na głęboką wodę.
Vrtačić, numer cztery rankingu, na fali trzech zwycięstw
Rywalem Haratyka będzie Andi Vrtačić, zajmujący czwarte miejsce w rankingu wagi średniej KSW. Chorwat ma na koncie rekord 10 wygranych i 3 porażki. W zawodowym MMA stoczył łącznie trzynaście pojedynków, z których dziesięć wygrał — siedem przez nokaut. W KSW zanotował pięć walk, cztery z nich zakończone wygraną.
Ostatni raz w okrągłej klatce organizacji Vrtačić pojawił się w kwietniu, rozbijając przed czasem Alberta Odzimkowskiego. Potem zawalczył na gali organizacji Brave, gdzie dopisał do rekordu kolejny nokaut. Dziś jest więc na fali trzech zwycięstw z rzędu. Za występy w KSW zdobył już dwa wyróżnienia za najlepsze nokauty i dwa za najlepsze konfrontacje.
W profesjonalnej klatce MMA Vrtačić zadebiutował w 2020 roku, choć wcześniej z powodzeniem rywalizował w kickboxingu, gdzie wywalczył pas mistrzowski organizacji Final Fight Championship. 19 grudnia w Gliwicach stanie przed zawodnikiem o dużo większym stażu i bogatszym CV na najwyższym poziomie MMA. Zobaczymy, czy doświadczenie „Polskiego Czołgu” przełoży się na wynik w nowej dla niego w KSW kategorii.
Kacper Kłaczek zerwał ścięgno Achillesa. Do urazu doszło w sobotnim meczu z WKS Śląskiem Wrocław, rozegranym w Hali Orbita – młody skrzydłowy Enei Łaciate Astorii Bydgoszcz zjechał z parkietu na noszach.
Trener Astorii Anders Sommer już tuż po meczu nie krył obaw o powagę urazu. Wtorkowa konsultacja ortopedyczna potwierdziła najczarniejszy scenariusz. Teraz przed Kłaczkiem operacja i wielomiesięczna rehabilitacja, a klub do końca sezonu musi radzić sobie bez jednego z kluczowych zawodników.
O stanie zdrowia koszykarza Astoria poinformowała w mediach społecznościowych. „Kacper, cała Astoria jest z Tobą! Wrócisz silniejszy!” – napisano w klubowym komunikacie.
Furora w PGE Basket Lidze przerwana w połowie sezonu
Kłaczek był jedną z najjaśniejszych postaci młodej Astorii. W PGE Basket Lidze, gdzie występuje bydgoski klub, zdążył zabłysnąć dynamiką i waleczością. W czterech meczach tego sezonu notował średnio 10,8 punktu, 4,5 zbiórki i 2,0 asysty, trafiając 62,5 proc. rzutów za dwa punkty i 50 proc. za trzy.
Te liczby nie przeszły niezauważone – selekcjoner reprezentacji Polski Igor Milicić powołał Kłaczka do szerokiego składu kadry na listopadowe spotkania z Chorwacją i Niemcami. Z tego powołania koszykarz już nie skorzysta. Kontuzja, która kończy mu sezon, przekreśla na razie i jego marzenia o grze w kadrze narodowej.
Anthony Edwards musi przejść zabieg artroskopii prawego kolana. Operację zaplanowano na czwartek, a przerwa od gry może potrwać nawet dwa miesiące.
24-letni gwiazdor Minnesota Timberwolves traci formę właśnie wtedy, gdy jego zespół wystartował w sezonie 2026/2027 z bilansem 3-1 i wyglądał naprawdę solidnie. Pierwsze sygnały bólu kolana dały się zauważyć w niedzielnym meczu z Toronto Raptors. Dzień później, mimo dyskomfortu, Edwards wybiegł na parkiet przeciwko Cleveland Cavaliers — i zrobił to w wielkim stylu, zdobywając 47 punktów w ciągu rekordowych jak na ten sezon 41 minut gry. Timberwolves mimo to przegrali, 125:127 po dogrywce.
To był dla Edwardsa już drugi w tym sezonie mecz z ponad 45 punktami na koncie. Tym samym dołączył do wąskiego grona — jest czwartym zawodnikiem w historii NBA, który zdobył ponad 45 punktów w meczu przynajmniej dwukrotnie w pierwszych czterech spotkaniach swojej drużyny w sezonie. Przed kontuzją notował średnio 33,3 punktu, 4,8 zbiórki i 3,5 asysty na mecz, trafiając 48 proc. rzutów z gry.
Powrót starego problemu
Dla Edwardsa kolano to niestety temat znany. W poprzednim sezonie dawało mu się we znaki pod postępacią tzw. kolana biegacza — z tego powodu opuścił dziewięć z ostatnich 22 spotkań fazy zasadniczej. Łącznie zabrakło go w 21 meczach, najwięcej w jego karierze. Latem ograniczył aktywność, licząc na regenerację, a na obozie przygotowawczym nic nie wskazywało na problemy. Jak się okazuje, to nie wystarczyło.
Dwumiesięczna przerwa waży też poza parkietem. Jeśli Edwards nie rozegra wystarczającej liczby meczów, nie dobije do wymaganego minimum 65 występów, od którego zależy prawo do ubiegania się o nagrody MVP i All-NBA. A to oznaczałoby utratę szansy na podpisanie latem przyszłego roku czteroletniego przedłużenia kontraktu wartego 304 mln dolarów.
Otoczenie gwiazdora jednak nie robi z tego dramatu. Justin Holland, menedżer Edwardsa, ujął to krótko: „Nie chodzi o indywidualne wyróżnienia. Mamy jeden cel: zdobycie mistrzostwa”.