⚡ Aktualnie:
Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Michał Cieślak: Całe życie pracowałem na walkę taką jak ta! Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? MOUZ zmierzy się z FURIA o miejsce w wielkim finale PGL Masters Bucharest 2026 Vitality wraca z 1-13 na Cache i wyrzuca NAVI z PGL Masters Bucharest B1ad3: „Te porażki są dla nas bardzo przydatne” po wyjściu NAVI z PGL Masters Bucharest Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? B8 już poza grą Czy infekcja wirusowa powstrzyma Antonellego przed historycznym tytułem w Meksyku? Kubica blokował Vettela w BMW. Wtedy pojawił się Red Bull Prawie wszystkie zespoły wystawią młodych kierowców w 1. treningu przed GP Meksyku Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Michał Cieślak: Całe życie pracowałem na walkę taką jak ta! Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? MOUZ zmierzy się z FURIA o miejsce w wielkim finale PGL Masters Bucharest 2026 Vitality wraca z 1-13 na Cache i wyrzuca NAVI z PGL Masters Bucharest B1ad3: „Te porażki są dla nas bardzo przydatne” po wyjściu NAVI z PGL Masters Bucharest Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? B8 już poza grą Czy infekcja wirusowa powstrzyma Antonellego przed historycznym tytułem w Meksyku? Kubica blokował Vettela w BMW. Wtedy pojawił się Red Bull Prawie wszystkie zespoły wystawią młodych kierowców w 1. treningu przed GP Meksyku

„Po takim wyniku trudno cokolwiek powiedzieć, ciężko znaleźć jakiekolwiek pozytywy” – powiedział na konferencji prasowej po meczu trener Lechii Gdańsk Władysław Łupaszko. Ukrainiec komentował porażkę swojego zespołu 0:6 z Jagiellonią Białystok, po której Lechia odpadła z rozgrywek Pucharu Polski.

Wymówek nie szukał. Zwrócił jednak uwagę na okoliczności spotkania – jego zespół nie zagrał w optymalnym składzie, a jeden z zawodników, Szczepankiewicz, nie był fizycznie gotowy na ten mecz. Jagiellonia z kolei, choć przed tym starciem rotowała w lidze siedmiu czy ośmiu zawodników, i tak wystawiła skład, z którym Lechia sobie nie poradziła.

Słowa przed meczem wróciły jak bumerang

Jeszcze przed spotkaniem trener Lechii mówił, że poziom Jagiellonii „nie jest poziomem Lechii”. Po 0:6 musiał tę ocenę zrewidować. „Musimy przyznać, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na taki poziom” – przyznał Łupaszko. Dodał przy tym, że białostocka ekipa w tygodniu przed meczem z Lechią rozegrała trzy spotkania, a zastosowane rotacje w składzie były dla niej pierwszymi w tym sezonie.

Jak przypomniał trener, klub z Gdańska celowo szukał mocnego sparingpartnera. „Podczas przerwy reprezentacyjnej postawiliśmy sobie za cel znalezienie sparingpartnera z Ekstraklasy” – wyjaśnił Łupaszko, odnosząc się do decyzji o rozegraniu meczu z Jagiellonią.

Mimo wysokiej porażki szkoleniowiec próbował zachować dystans. „Lepiej raz przegrać w ten sposób niż sześć razy po 0:1” – powiedział, sugerując, że pojedyncza wysoka porażka w pucharze jest mniej szkodliwa niż seria minimalnych strat punktowych w lidze. Podkreślił też, że głównym celem zespołu pozostają mecze ligowe.

Na analizowanie porażki czasu jednak nie ma. Już w sobotę Lechia Gdańsk zagra w lidze z Unią Skierniewice.

„To starcie z rodzaju 50 na 50, nie mam w nim wyraźnego faworyta” — mówi Osleys Iglesias o sobotnim pojedynku Saula Alvareza z Christianem Mbillim. Kubański mistrz IBF wagi super średniej już teraz zapowiada, że chce stanąć w szranki ze zwycięzcą tej walki.

Sobotniej nocy Alvarez zmierzy się z Mbillim o pas WBC wagi super średniej. Tytuł ten obecnie należy do Mbilliego. Canelo wchodzi do tej walki z bilansem 63 wygranych, 3 porażek i 2 remisów, w tym 39 zwycięstw przez nokaut, a po drugiej stronie ringu stanie Mbilli z rekordem 29 wygranych, 0 porażek i 1 remisu, z czego 24 starcia skończył przed czasem.

Iglesias nie bez powodu obserwuje tę rywalizację z bliska — sam zasiada na tronie IBF w wadze super średniej, a jego niepokonany rekord to 16 wygranych i 0 porażek, z 15 nokautami. Wakujący pas IBF zdobył na granicy limitu wagowego 76,2 kilograma. Co ciekawe, zawodową karierę zaczynał w Polsce, gdzie przeszedł wtedy kompletnie niezauważony przez polskich kibiców.

Unifikacja na horyzoncie

Ambicji Iglesias nie skrywa. Jak sam przyznaje, po walce Alvarez-Mbilli chciałby zmierzyć się ze zwycięzcą właśnie o unifikację pasów. Najpierw musi jednak poczekać na rozstrzygnięcie sobotniego pojedynku, a jego wyniku — jak twierdzi — przewidzieć nie sposób.

„Canelo to wielkie doświadczenie i może zdominować tę walkę” — ocenia Iglesias siły meksykańskiej legendy, nie zapominając jednak o rywalu: „za Mbillim stoi agresja i głód zdobycia szczytu, na którym Alvarez jest już od dawna”.

Swoich osobistych preferencji co do wyniku mistrz IBF również nie kryje. „Gdyby mógł wybrać, wolałbym szczerze mówiąc, żeby wygrał Canelo. Byłby to po prostu najciekawszy scenariusz dla tej kategorii i ewentualnie dla mnie” — wyznał. Kto by jednak nie podniósł ręki w górę po walce, Iglesias zapewnia, że czeka na niego w pełnej gotowości. „Ale chętnie zawalczę i z jednym, i z drugim, w zależności od tego, kto okaże się lepszy. Jestem gotowy na każdego” — zapewnił Kubańczyk.

GKS Katowice pokonał STS Sanok Sokół 2:1 w spotkaniu rozgrywanym awansem w ramach 19. kolejki TAURON Hokej Ligi. Wynik otworzył w 12. minucie Krystian Lisowski, wykorzystując grę w przewadze. Już trzy minuty później Bartosz Fraszko doprowadził do wyrównania dla gości. O losach meczu zdecydował ostatecznie Brock Bremer – w drugiej tercji trafił do siatki po podaniu Grzegorza Pasiuta, ustalając wynik na 2:1.

Bez ostrych akcji się nie obyło. W 46. minucie na pięści i zapasy zdecydowali się Pontus Englund oraz Michał Starościak, za co obaj otrzymali kary meczu. Dla Katowiczan to kolejne zwycięstwo z rzędu – do meczu ze STS-em podchodzili już po serii wygranych, z chęcią potwierdzenia rosnącej formy.

Wynik był dobry, ale bramkarz GKS-u Michał Kieler nie krył niezadowolenia z poziomu gry zespołu.

„Mecz niezły, ale jak najszybciej do zapomnienia” – powiedział Kieler po spotkaniu.

Golkiper Katowic przyznał, że ekipa musi wrócić do formy prezentowanej w poprzednich starciach. „Musimy wrócić do naszej gry z ostatnich meczów” – zaznaczył. Zwrócił też uwagę na zmianę atmosfery wokół zespołu po trudnym okresie: „Myślę, że na pewno coś się w drużynie zmieniło, coś zaskoczyło. Czekaliśmy na to wszyscy – zarówno my, jak i kibice” – mówił Kieler. Nie krył też, że presja dawała się odczuć. „Wiem, że wokół naszej drużyny narastała frustracja, ale jakoś to przetrwaliśmy i przełamaliśmy się” – dodał.

Napięty terminarz przed reprezentacyjną przerwą

Kieler odniósł się również do gęstego kalendarza spotkań. „Nie jest łatwo grać co dwa dni, ale jesteśmy profesjonalistami, musimy być na to gotowi i sprostać temu” – powiedział, tłumacząc, że klub musi odrobić mecze przełożone wcześniej z powodu wyjazdu na Puchar Kontynentalny. Wicemistrzowie Polski przed przerwą reprezentacyjną zagrają jeszcze dwa razy: w czwartek z JKH GKS-em Jastrzębie, a w sobotę z KH Energą Toruń.

WKS Śląsk Wrocław przegrał na wyjeździe z Tofas Spor Bursa 74:90 w meczu EuroCup. O losach spotkania zdecydowała druga kwarta, w której turecka ekipa rozjechała rywali 33:14 – resztę meczu Śląsk grał już pod presją tego ciosu. Poszczególne kwarty wyglądały tak: 24:22, 14:33, 22:15, 14:20.

Statystyki rzutowe gospodarzy mówią same za siebie. Tofas trafił 30 z 36 rzutów za dwa punkty, co dało skuteczność na poziomie ponad 83 procent. Za trzy punkty Turcy radzili sobie już znacznie gorzej – tylko 5 z 22 prób – ale to, co działo się pod koszem, wystarczyło do spokojnego zwycięstwa.

Po stronie Śląska najwięcej punktów zdobył Devin Robinson – 14. Anthony Hickey dopisał do swojego konta 11 punktów i aż dziewięć asyst, a tyle samo punktów, również 11, zanotował Sternicki. Resztę składu rozpisali: Egbunu (9), Scruggs (8), Wrzeszcz (6), Moore (5), Parsons (4), Kulikowski (3) oraz Luc (3). Czerniewicz zszedł z parkietu bez punktu na koncie.

Franco: nie wiem, dlaczego tak się dzieje

Po meczu trener wrocławian Danny Franco nie krył frustracji z powodu wahań formy zespołu.

Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Musimy do tego dojść. W jednej z kwart zupełnie odstawaliśmy, a w trzech pozostałych graliśmy praktycznie na równi. Tak nie może być

Porażka w Bursie pogłębiła kryzys Śląska w tabeli. Wrocławianie mają bilans 1-4 po pięciu rozegranych meczach EuroCupu i zajmują ostatnie miejsce w grupie C. Jedna zła kwarta – tak jak ta druga z Tofasem – potrafi zdecydować o wyniku całego meczu, a klub wciąż nie znalazł sposobu, jak temu zapobiec.

Igor Włodarczyk rzucił wyzwanie Marianowi Ziółkowskiemu, byłemu mistrzowi kategorii lekkiej KSW. W odpowiedzi Ziółkowski zaproponował pojedynek w marcu lub kwietniu przyszłego roku – tyle że Włodarczyk nie ma ochoty czekać aż tak długo na kolejny występ. Rozważa też starcie z Mateuszem Makarowskim.

Między zawodnikami ostatnio zrobiło się naprawdę gorąco. Ziółkowski, były mistrz kategorii lekkiej federacji KSW, skomentował emocjonalny wywiad Włodarczyka nagrany po jednej z jego walk – tam ten wspominał o śmierci bliskiej osoby. Jego zdaniem przejście od tak osobistego wyznania do wyzywania rywali wypadło nienaturalnie, jakby było przygotowane wcześniej. Włodarczyk nie zostawił tego bez odpowiedzi – nazwał Ziółkowskiego skończonym człowiekiem i sportowcem i zadeklarował, że ręki mu nigdy nie poda.

Całą sytuację Włodarczyk rozłożył na części w programie „Octagon Live” na Kanale Sportowym. Jak zaznaczył, nie o to, że Ziółkowski rzekomo zaatakował pamięć zmarłej osoby.

Mnie właśnie nie chodziło o to, że Marian poruszył tam temat pewnej osoby, że jako zaatakował kogoś. Nie. W ogóle mi o to nie chodziło, bo tam nie było takiego przekazu.

Co naprawdę zabolało Włodarczyka

Chodziło o coś innego – o podważenie szczerości jego emocji. Włodarczyk przyznaje, że zawodnicy mogą się podpuszczać i wymieniać uszczypliwościami, ale ocenianie czyichś uczuć po osobistej tragedii to już przekroczenie granicy.

Bardziej mi chodziło o to, że jeżeli wyzywamy kogoś do walki, chcemy z kimś zawalczyć, to jest to po prostu nieeleganckie poruszać tematy kogoś uczuć, emocji związanych z daną sytuacją po prostu.

Padła też sugestia, że reakcja Włodarczyka mogła być nieszczera, a nawet „wygenerowana przez Chat GPT”. Na to zawodnik odpowiedział, że nikt nie był w jego sytuacji i nikt nie wie, czy te emocje były prawdziwe.

nikt nie był w mojej skórze i nikt o tym nie wie. To było moim zdaniem nieeleganckie i to jest moje zdanie.

Na grudniowej gali KSW 124 Mamed Khalidov nie stanie w klatce. A szkoda, bo właśnie na tym wydarzeniu kibice liczyli na jego powrót. Na razie nikt nie podał żadnego nowego terminu kolejnego pojedynku byłego mistrza federacji.

Dla KSW to temat szczególnie wrażliwy. Khalidov przez lata był jednym z najważniejszych zawodników organizacji i twarzą jej największych wydarzeń — a tytuł byłego mistrza KSW tylko dodaje wagi każdej informacji o jego ewentualnym powrocie.

O kolejnej walce Khalidova mówiono w programie Oktagon Live. Alberto Odzimkowski przedstawił tam własną wizję dalszej kariery zawodnika. Ekspertowi nie po drodze jest dobieranie mu rywali wyłącznie z czołówki kategorii średniej — wolałby zobaczyć go naprzeciwko kogoś z dużym nazwiskiem i uznaną pozycją w sportach walki.

„Ja jestem fanem takich starć Mameda z prawdziwymi legendami. Uważam, że to jest legenda absolutna sportów walki i ma ogromny wkład w rozwój MMA. Chciałbym takiego dużego nazwiska, a nie, żeby się mierzył z czołówką kategorii średniej” — powiedział Alberto Odzimkowski.

W rozmowach o potencjalnych rywalach Khalidova wciąż pojawia się nazwisko Rafała Haratyka. Ten na gali KSW 124 zmierzy się jednak z Vrtaticiem, co automatycznie wyklucza go z najbliższych planów dotyczących starcia z byłym mistrzem.

Czy Khalidov i KSW dojdą do porozumienia?

Maciej Turski w tym samym programie ocenił, że szanse na porozumienie między Khalidovem i KSW są niewielkie. Jako powody wskazał wysokie zarobki zawodnika oraz trudność ze znalezieniem dla niego odpowiedniego rywala.

Mimo tych wątpliwości o oficjalnym rozstaniu nie ma mowy — nikt nie ogłosił rozejścia dróg Khalidova z KSW. Nie pokazano też żadnego konkretnego scenariusza jego powrotu do klatki. Na odpowiedź, kiedy i z kim zawalczy, kibice będą więc musieli jeszcze poczekać.

Reprezentacja Polski U-15 przegrała z Kolumbią w fazie pucharowej turnieju FIFA U-15 World Cup & Festival. Mecz zakończył się wynikiem 5:3 dla rywali.

Do starcia z Kolumbią Polacy podchodzili jako zwycięzcy wszystkich meczów fazy grupowej. Dzień wcześniej biało-czerwoni rozbili Kenię 4:0 w pierwszym meczu fazy pucharowej, więc apetyt na dalszy marsz w turnieju był spory.

Z Kolumbią zaczęło się wręcz po myśli Polaków. Młodzi biało-czerwoni objęli prowadzenie 2:0. Ta przewaga nie przetrwała jednak napięcia drugiej połowy.

Kluczowy moment spotkania to bramka Esneidera Garcii – efektownym uderzeniem zza pola karnego dał on Kolumbii prowadzenie 3:2. Wcześniej dla Kolumbijczyków trafiali Eduardo Luquerna i Matias Castro, a ostateczny wynik 5:3 ustalili Juan de la Rosa oraz Juan Burbano.

Garcia – najskuteczniejszy z Kolumbii

Dla Esneidera Garcii gol z Polską był już dziewiątym trafieniem w tym turnieju. Samą fazę grupową zamknął z ośmioma bramkami na koncie, co uczyniło go jednym z najskuteczniejszych zawodników reprezentacji Kolumbii na tej imprezie.

FIFA U-15 World Cup & Festival rozgrywany jest w formacie dostosowanym do wieku uczestników. Drużyny występują w ośmioosobowych składach, a mecze trwają dwie części po 20 minut. Całość odbywa się w Azerbejdżanie.

Porażka z Kolumbią zamknęła Polakom drogę do ćwierćfinału najwyższej kategorii turnieju. To jednak nie koniec występów biało-czerwonych w Azerbejdżanie – młodzi reprezentanci Polski wciąż będą walczyć o pozostałe cele imprezy.

Iga Świątek nie zajęła miejsca w czołowej ósemce WTA Race w sezonie 2026. Efekt jest taki, że po raz pierwszy od 2020 roku Polka nie zagra w kończącym sezon turnieju WTA Finals.

W klasycznym rankingu WTA Świątek spadła na ósme miejsce, a w liczonym punktami z całego roku rankingu WTA Race zajęła dziewiątą pozycję. Do tego doszła wymuszona rezygnacja z turnieju rangi 500 w Ningbo, z którego Polka wycofała się z powodu kontuzji. Od 2020 roku Raszynianka za każdym razem znajdowała się wśród ośmiu najlepszych zawodniczek sezonu – do teraz.

A kontrast z niedawną przeszłością jest ogromny. Trzy lata wcześniej, w 2023 roku, Świątek triumfowała właśnie w WTA Finals, które wówczas rozgrywano w Cancun. W finale rozgromiła Jessicę Pegulę 6:1, 6:0.

Żarty w podkaście

Nieobecność Polki w elitarnym turnieju stała się tematem rozmowy w The Player’s Box Podcast, gdzie głos zabrały Jessica Pegula, Madison Keys i Jennifer Brady. Trio postanowiło nie przepuścić takiej okazji i pożartować z sytuacji Świątek.

„Wiedzieliśmy, że Iga kończy sezon z kontuzją. Wiemy również, że nie wystąpi na WTA Finals pierwszy raz od…” – zaczęła Pegula.

„Nie wiem, od dawna” – wtrąciła Madison Keys.

„Tak, dosłownie odkąd jest w tourze” – dodała Pegula. Najdalej poszła jednak Jennifer Brady, deblistka: „Chyba odkąd się urodziła”.

Żart nawiązuje do dotychczasowej dominacji Polki, która dwukrotnie zasiadała na szczycie rankingu WTA. Po raz pierwszy liderką była od kwietnia 2022 do września 2023 roku, a drugi raz – od listopada 2023 do października 2024 roku. To właśnie ta seria sukcesów sprawia, że sezon 2026 i nieobecność w WTA Finals odbijają się od reszty kariery Świątek tak mocno – i stały się gotowym materiałem na żart koleżanek z touru.

FIFA testuje nowy system wideoweryfikacji o nazwie Football Video Support (FVS), który ma być alternatywą dla pełnego VAR-u. Rozwiązanie jest przeznaczone dla rozgrywek, w których klasyczny system jest zbyt drogi lub zbyt skomplikowany organizacyjnie. Testom poddano je między innymi na młodzieżowych turniejach FIFA, a z systemu korzystają uczestniczki mistrzostw świata U-17 kobiet w Maroku, gdzie gra też reprezentacja Polski.

Różnica względem VAR-u znanego z Ligi Mistrzów czy mistrzostw świata jest fundamentalna. W klasycznym systemie dodatkowi sędziowie obserwują mecz non-stop i sami informują arbitra głównego o sytuacjach do sprawdzenia. W FVS takiego zespołu po prostu nie ma. Każda drużyna startuje w meczu z dwoma „życiami” – dwiema możliwościami zażądania wideoweryfikacji. Gdy trener uzna, że arbiter popełnił poważny błąd, może natychmiast po zdarzeniu zakręcić palcem w powietrzu i przekazać czwartemu sędziemu specjalną kartę. Zawodniczki mogą zasygnalizować sztabowi kontrowersyjną sytuację, ale ostateczną decyzję o challenge’u podejmuje trener, a w jego nieobecności najważniejsza osoba w strefie technicznej. Po zgłoszeniu sędzia główny sam podchodzi do monitora i ogląda powtórki – bez podszeptu kolegi od VAR-u. Jeśli decyzja zostanie zmieniona na korzyść zgłaszającej drużyny, ta zachowuje szansę na kolejną weryfikację; jeśli sędzia obstaje przy swoim, zespół traci jedną z prób.

Dokładnie tak było w meczu Polek z Brazylią. W 26. minucie reprezentantki Polski domagały się rzutu karnego, a selekcjonerka Paulina Kawalec zdecydowała się skorzystać z przysługującego jej prawa do wideoweryfikacji. Sędzia obejrzała powtórki na monitorze i nie zmieniła decyzji – analiza wykazała, że broniąca Brazylijka trafiła w piłkę, więc jedenastki nie było. Polki straciły pierwszy z dwóch challenge’y.

Jeszcze przed przerwą sztab Kawalec sięgnął po drugą kartę, znów w sprawie podejrzenia rzutu karnego. I znów bez skutku – sędziowie analizujący powtórkę uznali, że nie ma podstaw do jedenastki. Tę decyzję boleśnie odczuto dopiero w końcówce. Gdy Khaillany Ranifah wydawała się faulować wychodzącą na czystą pozycję Nikolę Gałuszkę, trenerka Polek nie mogła już zareagować – oba challenge’y zostały wykorzystane.

Dlaczego FVS jest tańszy od VAR-u

Kluczowa różnica leży w infrastrukturze. System FVS działa przy znacznie mniejszej liczbie kamer niż klasyczny VAR, co jest jednym z głównych powodów niższych kosztów. Pełny VAR wymaga odpowiedniej liczby kamer, kosztownej infrastruktury technicznej oraz dodatkowego zespołu sędziowskiego. FVS można wykorzystać tylko w czterech typach sytuacji: przy golu lub jego nieuznaniu, rzucie karnym, bezpośredniej czerwonej kartce oraz pomyłce w ukaraniu niewłaściwej zawodniczki. Nie zadziała, gdy trener po prostu nie zgadza się z decyzją o zwykłym faulu czy żółtej kartce.

Pierluigi Collina, przewodniczący Komisji Sędziowskiej FIFA, wyłożył ideę systemu bez ogródek. „FVS jest narzędziem wspierającym sędziów w rozgrywkach dysponujących mniejszymi środkami i mniejszą liczbą kamer. Nie należy postrzegać go jako VAR-u ani jego zmodyfikowanej wersji, ponieważ nie ma sędziów wideo monitorujących każde zdarzenie”, powiedział Collina.

Zgodnie z zamierzeniami FIFA z takiej formy wideoweryfikacji mogłyby skorzystać ligi kobiece, rozgrywki młodzieżowe i niższe poziomy ligowe, dla których pełny VAR pozostaje poza zasięgiem finansowym. Testy nie ograniczają się do turniejów samej federacji – system trafił już do włoskiej Serie C, hiszpańskiej Liga F i Primera Federación, a także do rozgrywek w Brazylii. FIFA zbiera teraz doświadczenia i dane z tych wdrożeń, a zainteresowanie FVS deklarują kolejne federacje narodowe.

Fabian Bzdyl ma 18 lat i gra w podstawowym składzie MSK Żilina. Słowaccy dziennikarze już zdążyli wymyślić mu przydomek. Piotr Słonka, ekspert od futbolu na Słowacji, przekazał WP SportoweFakty, że miejscowi mówią o Polaku „pan piłkarz”.

Bzdyl gra na pozycji pomocnika. W tym sezonie ma na koncie trzy bramki i asystę w słowackiej ekstraklasie, a w dziesięciu z dwunastu meczów swojej drużyny przebywał na boisku od pierwszej do ostatniej minuty – rzadkość u zawodnika w jego wieku. Statystyczna agencja Opta już wybierała go najlepszym zawodnikiem kolejki.

Najgłośniej zrobiło się o nim w lutym, gdy Żilina pokonała Liverpool 2:1 w młodzieżowej Lidze Mistrzów. Jedną z bramek zdobył właśnie Bzdyl. W końcówce meczu efektownie przyjął piłkę, a trybuny poderwały się z miejsc, nagradzając go owacją.

Droga z Cracovii przez Żylinę

Bzdyl jest wychowankiem Cracovii – trenował tam od piątego roku życia. W Ekstraklasie zadebiutował jako 16-latek, mając 16 lat i 70 dni. Po 14 występach w barwach krakowskiego klubu zdecydował się na wyjazd, bo chciał grać regularnie. Sądząc po liczbach, w Żilinie udało mu się to w pełni.

Jakub Popielarz, były dyrektor akademii Cracovii, nie szczędzi mu komplementów. W rozmowie z Jarosławem Kolińskim z WP SportoweFakty stwierdził, że Bzdyl „ma zadatki na nowego Piotra Zielińskiego”.

Ma zadatki na nowego Piotra Zielińskiego

Popielarz uzasadniał to porównanie dryblingami Bzdyla, jego umiejętnością uderzenia piłki i swobodą w grze. Te same cechy u Zielińskiego od lat podkreślają trenerzy reprezentacji Polski, więc takie odniesienie nie jest przypadkowe.

Żilina ma już w swojej historii ścieżkę prowadzącą na szczyt europejskiego futbolu – przez ten klub przebijał się Jakub Kiwior, zanim trafił do Arsenalu. Bzdyl zdążył już zagrać w europejskich pucharach, między innymi przeciwko GKS-owi Katowice w eliminacjach Ligi Konferencji. W Pucharze Słowacji trafił nawet bezpośrednio z rzutu rożnego.

Nie omija go też reprezentacja. We wrześniu strzelił gola w wygranym 2:0 meczu Polski U-20 z Czechami, a w kadrze U-19 ma na koncie siedem goli w 12 meczach. Liczby i owacje na trybunach w Żilinie mówią jedno: na tego pomocnika trzeba uważać.

Instalacja aplikacji
Pobierz