⚡ Aktualnie:
Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Michał Cieślak: Całe życie pracowałem na walkę taką jak ta! Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? MOUZ zmierzy się z FURIA o miejsce w wielkim finale PGL Masters Bucharest 2026 Vitality wraca z 1-13 na Cache i wyrzuca NAVI z PGL Masters Bucharest B1ad3: „Te porażki są dla nas bardzo przydatne” po wyjściu NAVI z PGL Masters Bucharest Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? B8 już poza grą Czy infekcja wirusowa powstrzyma Antonellego przed historycznym tytułem w Meksyku? Kubica blokował Vettela w BMW. Wtedy pojawił się Red Bull Prawie wszystkie zespoły wystawią młodych kierowców w 1. treningu przed GP Meksyku Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Michał Cieślak: Całe życie pracowałem na walkę taką jak ta! Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? MOUZ zmierzy się z FURIA o miejsce w wielkim finale PGL Masters Bucharest 2026 Vitality wraca z 1-13 na Cache i wyrzuca NAVI z PGL Masters Bucharest B1ad3: „Te porażki są dla nas bardzo przydatne” po wyjściu NAVI z PGL Masters Bucharest Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? B8 już poza grą Czy infekcja wirusowa powstrzyma Antonellego przed historycznym tytułem w Meksyku? Kubica blokował Vettela w BMW. Wtedy pojawił się Red Bull Prawie wszystkie zespoły wystawią młodych kierowców w 1. treningu przed GP Meksyku

„Jeszcze moment temu wyglądało to na pogrzeb Nemigi” – tak komentatorzy opisywali sytuację na mapie Nuke, gdy FUT prowadziło 3-9 na półmetku. A jednak ostatni śmiech należał do Nemigi, która pokonała FUT 2-0 i wywalczyła awans do półfinału PGL Masters Bucharest.

Do fazy pucharowej zespół doszedł w nie najłatwiejszy sposób – bilet wywalczył dzięki wygranej 2-2 w decydującym meczu grupowym. FUT z kolei wchodziło w to starcie bez jednej porażki w całej fazie grupowej, więc odwrócenie wyniku na Nuke smakowało jeszcze mocniej.

Nuke: od 3-9 do 13-11

Pierwsza mapa ruszyła zgodnie z planem Nemigi – runda pistoletowa padła jej łupem. Chwilę później FUT odpowiedziało skutecznym zakupem siłowym i na przerwie prowadziło już 3-9. robo z Nemigi przez pierwsze 12 rund zaliczył zaledwie jedno zabójstwo, tymczasem po stronie FUT rozkręcał się dziugss, który skończył mapę z 24 fragami i ADR na poziomie 112.6.

Przełom nadszedł za sprawą Xant3ra – wygrał kluczowe 1v2 w rundzie zakupowej, a mapę zamknął z 22 zabójstwami na koncie. Swoje dołożył też syph0, zabezpieczając stronę CT dwoma clutchami, w tym jednym 1v2. Nemiga domknęła Nuke dosłownie w ostatniej rundzie regulaminowego czasu, wygrywając 13-11.

Dust2: huśtawka do samego końca

Na drugiej mapie Nemiga wyskoczyła na prowadzenie 4-1, ale FUT szybko doprowadziło do wyrównania 6-6 na półmetku. Po zmianie stron Nemiga zgarnęła cztery kolejne rundy pistoletowe z rzędu i wyszła na 9-6 – FUT jednak się nie poddało i wyrównało na 9-9.

W tej fazie meczu błysnął SunPayus, który na półmetku prowadził z 19 zabójstwami i niemal zamienił sytuację 1v3 w katastrofę dla Nemigi. Wcześniej, w trzeciej rundzie pistoletowej serii, robo niespodziewanie zatańczył przed SunPayusem, podarowując mu darmowe zabójstwo. Końcówkę jednak zapisać trzeba na konto Nemigi: khaN i robo, obaj z 17 fragami, pomogli odebrać ostatnie cztery rundy i zamknąć mapę wynikiem 13-9.

Valve szykuje „Duże głowy” w CS2

Podczas gdy na turnieju iskrzyło, społeczność CS2 żyła własnym newsem – zmianami, które szykuje Valve. Firma zaktualizowała awatar i baner oficjalnego konta Counter-Strike na platformie X, choć szczegółów nadchodzącej zawartości wciąż nie ujawniła.

Wcześniej gracze trafili w plikach gry na poszlaki wskazujące na nowy tryb z dużymi głowami oraz model potencjalnie nowej broni. Teraz tryb „Duże głowy” rzeczywiście trafił do CS2 – rozmiar głowy postaci rośnie wraz z liczbą zabójstw danego gracza. W plikach znaleziono też zmienne serwerowe pozwalające ręcznie zmieniać rozmiar głów, przewidziano nawet modyfikację głosu w czacie w zależności od wielkości głowy – gracze z małymi głowami będą brzmieć piskliwie, ci z dużymi usłyszą niższy ton swojego głosu. Żeby funkcja zadziałała, trzeba aktywować odpowiednią zmienną serwerową.

Dataminerzy natrafili również na ikonę i model broni o nazwie LAR, wcześniej figurującej w plikach jako M14. Na razie LAR korzysta z modelu AWP, ale bez celownika optycznego. Czy broń trafi do gry jako pełnoprawny element arsenału, czy zostanie jedynie nieużywanym śladem w plikach CS2 – tego jeszcze nie wiadomo.

Kierowcy Mercedesa tak naprawdę wystarczy już mały krok

Kimi Antonelli, 20-letni kierowca Mercedesa, może przypieczętować tytuł mistrza świata sezonu 2026 już w Meksyku, i to zdobywając zaledwie 2 punkty. Pochodzący z Bolonii zawodnik miał już wcześniej podobną okazję w zasięgu ręki – pierwsza szansa na matematyczne zapewnienie sobie trofeum nadarzyła się podczas Grand Prix USA. Wtedy nie domknął tematu do końca, ale wynik rundy w Teksasie i tak znacznie ułatwił mu sytuację.

Po Austin realne szanse na odebranie mu tytułu zachowali tylko dwaj kierowcy – George Russell i Lewis Hamilton. Ich straty do Antonelliego są ogromne: odpowiednio 123 i 124 punkty. Żeby po wyścigu na torze im. Braci Rodriguez walka o mistrzostwo wciąż miała sens, ta różnica musiałaby zejść poniżej 100 oczek. Zakładając, że do końca sezonu kalendarz nie ulegnie zmianom.

Wystarczy dziewiąte miejsce

Dla Włocha scenariusz jest prosty: pierwsza dziewiątka w Grand Prix Meksyku i jest oficjalnie mistrzem świata sezonu 2026. Co więcej, tytuł może dać mu nawet słabszy wynik – w klasyfikacji ogólnej Antonelli ma przewagę wynikającą z liczby zwycięstw w tym sezonie, a ma ich na koncie dziewięć.

Jest też wariant, w którym Antonelli nie musiałby zdobyć ani jednego punktu. Wystarczyłoby, że w Meksyku wyścigu nie wygra ani Russell, ani Hamilton. Jedyna sytuacja wymagająca od niego realnego wysiłku to zwycięstwo jego zespołowego kolegi – wtedy sam musiałby skończyć na 10. miejscu, by zapewnić sobie tytuł.

W Meksyku chodzi jednak nie tylko o klasyfikację kierowców. Mercedes może sięgnąć po pierwszy od 2021 roku tytuł mistrzowski wśród konstruktorów. Zespół prowadzi nad Ferrari o 133 punkty, a po wyścigu na torze im. Braci Rodriguez do rozdania zostanie jeszcze 172 oczek. Żeby sprawę zamknąć już teraz, Mercedes musiałby pobić Ferrari różnicą 39 punktów – a przy remisie i tak lepszy byłby zespół z Brackley.

„Zrzekłbym się pasa wagi piórkowej i zawalczył z Armanem o mistrzostwo” — tak mistrz wagi piórkowej UFC Alexander Volkanovski opisał plan, który może przebudować całą lekką dywizję organizacji.

Australijczyk mówił o tym w rozmowie z Arielem Helwanim, zaraz po tym, jak po raz kolejny obronił tytuł. W ostatniej walce Volkanovski zmierzył się z niepokonanym wcześniej Movsarem Evloevem na gali UFC 333, która odbyła się 24 października 2026 roku w Abu Zabi. Evloev przed tym starciem nie znał smaku porażki w zawodowej karierze.

Kto dyktuje warunki, było jasne już po kilku minutach. Australijczyk od początku stawiał na stójkę, atakując rywala między innymi mocnymi kopnięciami na nogi i prawymi sierpowymi. Evloev próbował przenosić walkę do parteru — bez skutku. W drugiej rundzie Volkanovski trafił mocnym prawym ciosem, po którym ruszył na przeciwnika z serią kolejnych uderzeń. Sędzia przerwał pojedynek na sekundę przed końcem rundy.

Zwycięstwo przez techniczny nokaut dało Volkanovskiemu obronę pasa mistrzowskiego w wadze piórkowej UFC i zadało Evloevowi pierwszą porażkę w zawodowej karierze. Tym samym Australijczyk ustanowił rekord największej liczby zwycięstw w walkach o mistrzostwo tej kategorii wagowej.

Trzecia próba w innej kategorii

Mając za sobą kolejną udaną obronę, Volkanovski nie mówi jednak o kolejnym rywalu w wadze piórkowej. Zdradził, że chce po raz trzeci spróbować zdobyć mistrzowski tytuł UFC w drugiej kategorii wagowej — tym razem w wadze lekkiej, gdzie panuje aktualny mistrz Justin Gaethje.

Co do docelowego przeciwnika, Volkanovski nie ma wątpliwości. Jego zdaniem to Arman Tsarukyan zasługuje na taką walkę najbardziej spośród wszystkich pretendentów. Przypomniał przy tym, że Paddy Pimblett i Ilia Topuria niedawno walczyli o tytuł, co komplikuje układ kolejki do pasa.

„Oni mogliby zmierzyć się ze sobą, a ja w tym samym czasie walczyłbym z Armanem” — zaproponował Volkanovski.

Według tej koncepcji zwycięzca jednego pojedynku spotkałby się później ze zwycięzcą drugiego, co pozwoliłoby rozstrzygnąć, kto naprawdę zasługuje na pas wagi lekkiej. Sam Volkanovski nie kryje, że bardziej pociąga go właśnie ten scenariusz niż starcie z obecnym mistrzem. „Zaczynam być bardziej podekscytowany tym pomysłem niż walką z Gaethjem” — przyznał Australijczyk.

„Najmniej zabawna walka, jaką ktokolwiek widziałem” – tymi słowami prezydent UFC Dana White skomentował niegdyś pojedynek Movsara Evloeva z Arnoldem Allenem. W sobotę Rosjanin przegrał po raz pierwszy w karierze. Do domu wrócił jednak jak bohater.

Evloev zmierzył się z Alexandrem Volkanovskim w main evencie numerowanej gali UFC 333, a stawką był pas mistrzowski kategorii piórkowej. Przewagę Australijczyk zbudował w drugiej rundzie – po jego uderzeniu walka trafiła do parteru. Tam Volkanovski dopełnił dzieła, kończąc pojedynek przed czasem, zaledwie 6 sekund przed końcem drugiej rundy. To była pierwsza porażka w zawodowej karierze Evloeva.

Droga od M-1 Global do walki o pas

Reprezentant Rosji swój imponujący rekord zbudował jeszcze w organizacji M-1 Global, gdzie w latach 2017-2018 dzierżył pas mistrzowski w kategorii koguciej, skutecznie go przy tym obronił. Do UFC trafił w 2019 roku i od razu zanotował udany debiut, pokonując jednogłośną decyzją sędziów Koreańczyka Seung Woo Choia. Potem passa zwycięstw ciągnęła się w nieskończoność – przed walką o pas Evloev zaliczył dziewięć wygranych z rzędu w UFC. Na jego liście ofiar znaleźli się Diego Lopes, za pokonanie którego otrzymał dodatkowy bonus, a także Aljamain Sterling i Lerone Murphy.

Haczyk w tym, że wszystkie te dziewięć zwycięstw rozstrzygnęły się po całym dystansie – bez jednej wygranej przed czasem. I właśnie ten statystyczny szczegół podkręca krytykę stylu Rosjanina, który obala przeciwnika, trzyma pozycję i zbiera punkty, nie szukając wcześniejszego zakończenia walki.

Głos w tej sprawie zabrał legenda UFC, Brazylijczyk Jose Aldo. Zapewnił, że gdyby był na miejscu organizacji, zwolniłby Evloeva, bo jego styl po prostu nie sprzedaje walk. Sam Evloev odpowiada na taką krytykę bez kompleksów – twierdzi, że osoby oceniające go w ten sposób zwyczajnie nie rozumieją mieszanych sztuk walki, dlatego uważają go za nudnego.

Mimo porażki z Volkanovskim powrót do domu wyglądał jak powitanie czempiona. Na platformie X pojawiły się nagrania z Inguszetii, gdzie tłum przywitał Evloeva z entuzjazmem, jakby przyjeżdżał z pasem, nie bez niego.

„Wedle nieoficjalnych doniesień 'Gamer’ w klatce spotka się z Axelem Solą” – taka informacja krąży ostatnio w środowisku MMA na temat najbliższej przyszłości Mateusza Gamrota. 35-letni Polak, były podwójny mistrz KSW, wciąż czeka na okazję do rewanżu po ostatniej, bolesnej porażce.

Gamrot ostatni raz wyszedł do klatki na początku sierpnia w Las Vegas. Zmierzył się tam w walce wieczoru z Quillanem Salkilldem, nową gwiazdą kategorii lekkiej. Australijczyk nie dał Polakowi żadnych szans – poddał go duszeniem zza pleców już pod koniec pierwszej rundy. A do tej walki Gamrot podchodził mocno poobijany – trzy tygodnie wcześniej, podczas przygotowań, doznał kontuzji nosa.

Kłopot dał o sobie znać ponownie niedługo potem. Polak wystąpił na ADCC World Championship 2026 w Krakowie, gdzie w starciu z reprezentantem Stanów Zjednoczonych kontuzja nosa szybko odnowiła się.

Mimo tych przeciwności Gamrot nie zamierza robić sobie długiej przerwy. Wcześniej otrzymał już propozycję walki z Brianem Ortegą w 2026 roku, ale odmówił, uznając czas na przygotowania za zbyt krótki. Teraz na horyzoncie pojawia się nowe, konkretne nazwisko.

Kto jest Axel Sola?

Axel Sola, reprezentant Francji, to nazwisko, które niewiele mówi kibicom w Polsce – w oficjalnym rankingu TOP 15 UFC w wadze lekkiej go nie znajdziemy. Jego bilans w amerykańskiej organizacji mówi jednak sam za siebie. Francuz stoczył w UFC cztery walki i zdążył już zbudować sobie reputację zawodnika, z którym lepiej nie zaczynać.

Zadebiutował w 2025 roku, przed czasem odprawiając Rhysa McKee. W drugim pojedynku zgarnął dodatkowy bonus, choć wtedy właśnie zaliczył pierwszą porażkę w karierze – przegrał z Masonem Jonesem. Rehabilitacja przyszła szybko. W kolejnym starciu poddał pod koniec pierwszej rundy Ismaela Bonfima, reprezentanta Brazylii. W ostatniej walce był jeszcze bardziej brutalny – znokautował Faresa Ziama w niecałe dwie minuty.

Taki życiorys sugeruje, że UFC szykuje dla Gamrota kolejne trudne zadanie. Jeśli doniesienia się potwierdzą, Polaka czeka rywal w świetnej formie i głodny kolejnego dużego nazwiska na liście pokonanych.

„Na stole jest kilka opcji – Marcin Najman, słyszę, że Jacek Murański może zostać nam zaproponowany, jeśli pokona Najmana, myślimy też o Kasjuszu „Don Kasjo” Życińskim, ale na innych zasadach niż w ich pierwszym pojedynku” – powiedział Mateusz Borek, menadżer Tomasza Adamka.

W sieci coraz głośniej mówi się o pożegnalnej walce Adamka, którą miałby stoczyć na początku 2027 roku w klatce organizacji FAME. Nazwiska kandydatów Borek zdradził w rozmowie opublikowanej na portalu kanalsportowy.pl.

Pierwszy na liście to Marcin Najman. Drugi wariant jest bardziej warunkowy – Jacek Murański może zostać zaproponowany Adamkowi, ale tylko jeśli najpierw pokona Najmana. Trzecia opcja to powrót do rywalizacji z Kasjuszem „Don Kasjo” Życińskim, choć tym razem na innych zasadach niż w ich pierwszym pojedynku.

Borek nie ukrywa, że ma jeszcze jedną kartę w zanadrzu. „Mam też jeszcze jeden szalony pomysł, ale muszę o tym pogadać z szefami Fame” – zdradził. Szczegóły, jak dodał, są na razie drugorzędne. „Tak czy siak, gdy ustalimy termin, wybór rywala nie będzie problemem” – zapewnił.

Włodarczyk się nie liczy

Temat nabrał rozgłosu po ostatniej gali Babilon MMA, gdzie Krzysztof Włodarczyk po wygranej walce zaapelował o pojedynek z Adamkiem. Borek szybko ucięł spekulacje. „Patrzę na to pragmatycznie. Nie interesuje mnie to, czego chce Krzysztof Włodarczyk” – powiedział wprost.

Menadżer Adamka przypomniał przy tym starą historię. Jak twierdzi, kilkanaście lat temu Ziggy Rozalski kilkukrotnie składał Andrzejowi Wasilewskiemu propozycje walki „Diablo” z Adamkiem, ale wtedy nie było zainteresowania z ich strony. „Z tego co wiem, kilkanaście lat temu Ziggy Rozalski kilkukrotnie składał Andrzejowi Wasilewskiemu propozycje walki „Diablo” z Adamkiem. Wtedy nie było zainteresowania z ich strony” – zacytował Borek.

Droga od mistrza świata do klatki FAME

Kariera Adamka w boksie zawodowym to przede wszystkim kronika mistrzowskich pasów. W maju 2005 roku pokonał na punkty Paula Briggsa, zdobywając tytuł mistrza świata WBC w wadze półciężkiej, a tytuł obronił w rewanżu, znów wygrywając na punkty. Pas WBC stracił w lutym 2007 roku po porażce z Chadem Dawsonem. Jeszcze w tym samym roku odbudował się, pokonując Luisa Pinedę i sięgając po pas IBO w wadze junior ciężkiej. W grudniu 2008 roku pokonał Steve’a Cunninghama, zdobywając mistrzostwo świata IBF oraz pas magazynu „The Ring”.

W 2009 roku Adamek przeniósł się do wagi ciężkiej. Tam pokonał Andrzeja Gołotę przez techniczny nokaut w piątej rundzie podczas gali w Łodzi oraz Chrisa Arreolę. We wrześniu 2011 roku przyszła szansa życia – walka z Witalijem Klitschką o pas WBC na stadionie we Wrocławiu. Klitschko okazał się górą, wygrywając przez techniczny nokaut w dziesiątej rundzie. W kolejnych latach Adamek mierzył się między innymi z Arturem Szpilką i Erikiem Moliną, a zawodową karierę bokserską zakończył po porażce z Jarrellem Millerem w 2018 roku.

Powrót przyszedł w 2024 roku, gdy Adamek znów zaczął stawać do pojedynków bokserskich toczonych poza zawodowym boksem. W klatce KSW pokonał Mameda Khalidova, a w FAME zanotował decyzje nad Patrykiem „Bandurą” Bandurskim i Kasjuszem „Don Kasjo” Życińskim. W ostatniej walce przegrał jednak z Roberto Soldiciem – i właśnie po tej porażce coraz głośniej mówi się o tym, kto stanie przed nim po raz ostatni.

„Lubię BSD, ale Quillan go zdemoluje” – takimi słowami Alexander Volkanovski skomentował zbliżający się pojedynek Quillana Salkillda z Benoit Saint-Denisem. To nie byle opinia. Volkanovski jest rodakiem Salkillda i od miesięcy śledzi jego karierę, więc jego ocena ma wagę.

Salkilld zyskał rozgłos w sierpniu 2026 roku, gdy pokonał Mateusza Gamrota na gali UFC Fight Night w Las Vegas. Australijczyk poddał Polaka duszeniem zza pleców już w pierwszej rundzie. Gamrot wchodził do oktagonu z urazem nosa, który wymagał założenia kilkunastu szwów, a po walce sam przyznał, że nie docenił umiejętności rywala.

Teraz czeka go kolejne wielkie wyzwanie. UFC ogłosiło, że 7 lutego 2027 roku Salkilld zmierzy się z Benoit Saint-Denisem w walce wieczoru gali w Sydney. 26-letni Australijczyk notuje w karierze bilans 13 zwycięstw i jednej porażki, a w UFC jest wciąż niepokonany – sześć walk, sześć wygranych.

Francuz, z którym zmierzy się Salkilld, słynie z agresywnego stylu. Saint-Denis ma na koncie 17 wygranych i cztery przegrane, choć ostatnio musiał uznać wyższość Paddy’ego Pimbletta, który poddał go już w pierwszej rundzie.

Volkanovski widzi w Salkilldzie przyszłego mistrza

Legendarny Australijczyk nie ukrywa, że wierzy w sukces swojego rodaka. 38-letni Volkanovski, aktualny mistrz UFC kategorii piórkowej, nie zatrzymał się na jednej walce w swojej prognozie – poszedł dalej. Jego zdaniem, jeśli Salkilld pokona BSD, powinien zmierzyć się z zawodnikami takimi jak Ilia Topuria czy Paddy Pimblett, a dopiero później powalczyć o mistrzowski pas.

To nie głos przypadkowego komentatora. 38-latek po raz kolejny potwierdził swoją klasę podczas UFC 333 w Abu Zabi, gdzie obronił mistrzowski tytuł kategorii piórkowej. Pokonał tam przez techniczny nokaut w drugiej rundzie niepokonanego wcześniej Movsara Evloeva.

Dla Gamrota starcie z Salkilldem pozostaje bolesną lekcją. Dla Australijczyka – punktem zwrotnym w karierze. A luty 2027 roku pokaże, czy prognoza mistrza kategorii piórkowej się sprawdzi.

„Jeśli Conor mówi, że wróci do oktagonu w 2027 roku, to ja nie mam żadnego powodu, by mu nie wierzyć” – stwierdził John Kavanagh, wieloletni trener Conora McGregora, pytany o przyszłość Irlandczyka. Kavanagh prowadzi McGregora od ponad dwóch dekad, a te słowa padły w programie Ariela Helwaniego.

Trener wypowiedział się kilka miesięcy po kolejnej bolesnej lekcji, jaką 38-letni McGregor otrzymał w oktagonie. W walce wieczoru UFC 329 przegrał z Maxem Hollowayem – i stało się to w zaledwie 69 sekund. Zaczął od kopnięcia z wyskoku, po czym od razu zaczął kuśtykać. Sędzia ringowy, widząc, że zawodnik nie jest w stanie kontynuować walki, przerwał starcie. To była pierwsza walka McGregora w UFC od 2021 roku.

Diagnoza nie pozostawiała wątpliwości: zerwane więzadło krzyżowe przednie. Na początku sierpnia McGregor przeszedł operację, która zakończyła się pomyślnie. Teraz trwa rehabilitacja.

Co dalej z karierą McGregora?

Mimo serii niepowodzeń McGregor nie kryje, że chce wrócić do oktagonu UFC, gdy pozwoli mu na to zdrowie. Formalnie ma do tego prawo – jego kontrakt z UFC opiewa jeszcze na jedną walkę. Sam zawodnik wspominał, że powrót mógłby nastąpić już latem przyszłego roku, choć żaden termin nie został oficjalnie potwierdzony.

W rozmowie z Helwanim Kavanagh przyznał, że w przyszłym roku jego podopieczny będzie mógł zacząć normalnie trenować MMA. Zaznaczył jednak, że wszystko zależy od samego McGregora – to on, a nie sztab, zadecyduje, kiedy i czy w ogóle znów stanie w ośmiokącie.

Warto pamiętać, że McGregor, pochodzący z Dublina, jest byłym mistrzem UFC w dwóch kategoriach wagowych. I właśnie ten dorobek sprawia, że każda jego deklaracja powrotu wciąż elektryzuje środowisko MMA.

„Sianos? A kto to jest? (…) Tacy są najlepsi do boksowania, bo można ich obić jak chłopców” – tak Tomasz Adamek skomentował pytanie o Marcina Sianosa. Były pretendent do mistrzostwa świata w wadze ciężkiej nie owijał w bawełnę, gdy Artur Mazur z Sportowych Faktów zapytał go o potencjalne starcie z zawodnikiem, którego nazwiska na początku rozmowy nawet nie rozpoznał.

A pytanie nie padło bez powodu. Krzysztof Włodarczyk wygrał niejednogłośną decyzją sędziów po pełnym dystansie z Marcinem Sianosem na gali Babilon MMA, a po walce sam wskazał dwóch kandydatów do kolejnego starcia – Adamka albo Sianosa. Odpowiedź Adamka była bez cienia wątpliwości: na Włodarczyka nie czeka. „Nie jestem zainteresowany tym starciem” – zagwarantował, dodając, że nie zamierza wdawać się z nim w słowne przepychanki.

Dlaczego tacy rywale „są najlepsi do boksowania”

Nie obyło się też bez uszczypliwości w stronę samego stylu Włodarczyka. „Bo Krzysiek jest statyczny na nogach, nie chodzi, jak trzeba. Ja zawsze uwielbiałem walczyć z wielkimi rywalami, bo – jak miałem swój dzień i byłem szybki – robiłem z nimi, co chciałem. Możesz ich obijać z każdej strony, a oni nie mogą cię złapać” – wyjaśnił Adamek.

Dla samego Adamka to już ostatnia prosta kariery. Były mistrz zapewnia, że nadchodzący występ będzie jego pożegnalnym pojedynkiem. Odbędzie się on w przyszłym roku, na zasadach boksu, w organizacji FAME MMA, z którą 48-latek ma podpisany kontrakt.

Droga do tego momentu nie była prosta. W ostatniej walce Adamek przegrał z Roberto Soldiciem, byłą gwiazdą KSW – pojedynek zakończył się przed czasem. Wcześniej jednak Polak notował dwa zwycięstwa z rzędu, pokonując na punkty Patryka Bandurskiego i Kasjusza Życińskiego. Warto przypomnieć, że swoją poważną karierę w boksie Adamek formalnie zakończył już w 2018 roku – wszystko, co robi od tamtej pory, ma już inny, bardziej widowiskowy charakter.

„Chcę stworzyć miejsce, które będzie najlepszą drużyną MMA w Stanach Zjednoczonych” – z taką myślą Dan Lambert, prawnik i biznesmen z Miami, zakładał w 2001 roku klub, który dziś znają kibice sportów walki na całym świecie. Klub, nazwany American Top Team, powstał na południu Florydy i od tamtej pory urósł do rangi jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek w MMA.

Lambert nie działał sam. Impuls do założenia klubu dał mu kontakt z Conanem Silveirą, instruktorem MMA, który przekonał biznesmena, że projekt ma sens. Do zespołu dołączył również Ricardo Liborio, Brazylijczyk posiadający czarny pas BJJ nadany przez samego Carlsona Gracie – nazwisko, które w jiu-jitsu nie wymaga dodatkowych rekomendacji.

Od Coconut Creek po ponad 40 filii na świecie

Główna siedziba klubu znajduje się w Coconut Creek, mieście leżącym około godziny jazdy od Miami. Na terenie kilku budynków z licznymi salkami treningowymi i pokojami mieszkalnymi dla części zawodników trenują tam zarówno lokalni sportowcy, jak i przyjezdni mistrzowie z innych krajów. Z czasem marka ATT rozrosła się daleko poza Florydę. Dziś klub ma ponad 40 filii na świecie, w tym w Brazylii, Włoszech i Chorwacji.

Za przygotowanie zawodników odpowiada sztab trenerski z Mike’em Brownem na czele. Sam Brown był zawodnikiem MMA i zakończył karierę z rekordem 25-9, w tym sześcioma pojedynkami w UFC. Wspierają go inni szkoleniowcy – Thiago Alves, Artem Levin i Anderson Franca. Efekty tej pracy widzą nie tylko kibice: American Top Team wielokrotnie zdobywał tytuł najlepszego klubu roku w plebiscycie World MMA Awards.

Przez lata barwy ATT reprezentowali zawodnicy, których nazwiska na stałe weszły do historii MMA – Dustin Poirier, Tyron Woodley, Glover Teixeira, Yoel Romero i Kayla Harrison to tylko kilka z nich. Harrison stoczyła nawet pojedynek o pas mistrzowski z innym reprezentantem klubu, Movsarem Evloevem – rzadki przypadek, gdy o tytuł rywalizują zawodnicy tej samej ekipy.

Polacy w American Top Team

Największym polskim nazwiskiem związanym z klubem jest obecnie Mateusz Gamrot, uważany za najlepszego polskiego zawodnika wagi lekkiej. Gamrot, rodem z Kudowy-Zdrój, zanim trafił do ATT, zdążył stać się podwójnym mistrzem KSW. Dziś to jeden z czołowych zawodników UFC w kategorii lekkiej, z wygranymi nad Armanem Tsarukyanem, Rafaelem Fizievem i Diego Ferreirą na koncie.

Pierwsze obozy treningowe Gamrota w American Top Team odbyły się około 2017 roku. Regularna współpraca z klubem i Mike’em Brownem zaczęła się jednak dopiero po przenosinach Polaka do UFC. Co ciekawe, menedżerem Gamrota jest sam Dan Lambert – założyciel klubu osobiście pilnuje kariery Polaka.

Walka z Tsarukyanem miała dla Gamrota szczególny wymiar z dwóch powodów: była to jego pierwsza walka wieczoru w UFC, a do tego starcie dwóch reprezentantów tej samej drużyny. Po wyrównanym pojedynku na pełnym dystansie Polak wygrał i awansował o kilka pozycji w rankingu wagi lekkiej.

W październiku 2025 roku Gamrot zmierzył się z Charlesem Oliveirą, byłym mistrzem kategorii lekkiej UFC, w walce wieczoru gali w Rio de Janeiro. Do pojedynku wszedł z dwutygodniowym przygotowaniem, zastępując kontuzjowanego Fizieva, i ostatecznie przegrał.

Równie mocno kojarzona z ATT jest Joanna Jędrzejczyk, była mistrzyni UFC w kategorii słomkowej i najbardziej renomowana polska reprezentantka w organizacji. Jędrzejczyk kilkukrotnie obroniła pas, pokonując po drodze Jessicę Andrade, Jessicę Penne i Claudię Gadelhę, a później mierząc się z Rose Namajunas i Weili Zhang.

Jedną z jej najbardziej symbolicznych walk był pojedynek z Karoliną Kowalkiewicz, pretendentką do pasa słomkowego, na gali UFC 205 w Nowym Jorku w listopadzie 2016 roku. Na szali było mistrzostwo Jędrzejczyk, a samo starcie było trzecim najważniejszym pojedynkiem karty, na której Conor McGregor walczył o pas w innej kategorii. To pozostaje jedyne starcie w historii UFC pomiędzy dwoma reprezentantami Polski.

Ciekawe, że w momencie tej walki tylko Jędrzejczyk trenowała już w American Top Team – Kowalkiewicz przeniosła się do klubu kilka miesięcy później. Sama Kowalkiewicz stoczyła w UFC prawie 20 walk, pokonując między innymi Rose Namajunas i Heather Clark.

Lista Polaków trenujących w American Top Team nie kończy się na trójce najbardziej znanych nazwisk. Przez klub przewinęli się także Robert Ruchała, Arkadiusz Wrzosek, Mateusz Rębecki, Jakub Wikłacz i Krzysztof Jotko. Widać więc, że floryda­jska akademia od lat jest naturalnym punktem odniesienia dla polskich zawodników chcących rywalizować na najwyższym poziomie światowego MMA.

Instalacja aplikacji
Pobierz