Tablica wyników po drugiej mapie nie pozostawiała miejsca na interpretacje: 0:2 z BetBoom. To pierwsza stracona przez NAVI szansa na awans do fazy play-off na PGL Masters Bucharest — i tym bardziej bolesna, że przyszła zaraz po dwóch solidnych zwycięstwach. Najpierw padło G2, potem FURIA, które do Bukaresztu przyjechało w świetnej formie po serii wygranych na Malcie.
Kapitan NAVI nie szukał wymówek. „Myślę, że zagrali lepiej niż nasi dwaj poprzedni przeciwnicy, i tak, naprawdę zasłużyli dziś na 2:0” — ocenił grę BetBoom Aleksib. Przyznał przy tym, że ostatni okres nie był dla jego zespołu łaskawy — zbyt wiele złych dni, jak to ujął.
Droga do play-offów, mimo przegranej, wciąż stoi otworem. „Musimy zdobyć trzecie zwycięstwo, dostać się do play-offów i stamtąd ruszyć dalej” — podsumował. Jak dodał, wygrane z G2 i FURIA dały zespołowi solidny punkt wyjścia po miesiącach, w których miejsce NAVI na Majorze wisiało w powietrzu.
Bez świętowania, z presją na karku
Dwa zwycięstwa z rzędu, a w szatni żadnej ulgi. „To nie było jak świętowanie czegokolwiek związanego z Majorem. Ogólnie rzecz biorąc, każdy z nas oczekuje, że zagra na Majorze, wiesz?” — tak Aleksib opisał nastroje w grupie.
A co realnie zmieniło się w grze zespołu? Kapitan NAVI nie mówi o żadnej rewolucji taktycznej — chodzi o detale. „Wszystkie małe szczegóły, jak pamiętanie wszystkiego, co mamy w playbooku. Robiliśmy to całkiem dobrze jak dotąd w tym turnieju” — powiedział.
Przed NAVI jeszcze jeden mecz. Od niego zależy miejsce w fazie play-off turnieju. Aleksib zapowiedział, że zespół skupi się na własnej grze, nie na wyniku: „Musimy po prostu dać z siebie wszystko, aby nie przegrać z samymi sobą, nie frustrować się i trzymać głowy wysoko, grając najlepsze CS, jakie możemy zagrać” — zakończył.
25 września klub informował o długoterminowych kontraktach zawodników. Miesiąc później zarząd zdecydował o upadłości. Po 13 latach działalności fiński klub żegna się z esportem – decyzję o złożeniu wniosku o upadłość ENCE ogłosiło oficjalnie.
Jeszcze tej jesieni organizacja próbowała odbudować drużynę, stawiając na młodych zawodników. Problem był jednak znacznie głębszy niż skład na mapach. W 2023 roku ENCE osiągnęło 6,31 mln euro przychodów, dwa lata później ta liczba skurczyła się do 1,32 mln euro. Sam 2025 rok zamknęła strata operacyjna wynosząca 993 tysiące euro. Sprzedaż zawodników i ograniczanie kosztów nie wystarczyły, by zatrzymać tę zapadkę.
Polski ślad w historii klubu
ENCE od lat kojarzyło się z polskimi zawodnikami w swoim międzynarodowym składzie. Paweł „dycha” Dycha i Aleksander „hades” Miśkiewicz przez lata byli częścią tego projektu. Z organizacją Dycha sięgnął po triumf na IEM Dallas 2023. Polski trzon wrócił też przy przebudowie składu przed IEM Katowice 2024 – w barwach ENCE grali wtedy Goofy i Kylar.
Największym osiągnięciem klubu w historii CS pozostaje jednak finał Majora w Katowicach w 2019 roku, przegrany z Astralis. ENCE zapisało się też w historii innej dyscypliny – sukcesy Serrala dały klubowi mocną pozycję na scenie StarCrafta II.
Teraz, gdy organizacja kończy działalność, niejasny jest los obecnego składu prowadzonego przez allu. Sam allu na wiadomość o zamknięciu klubu zareagował krótkim wpisem o złamanym sercu. Nie wiadomo też, co stanie się z kontraktami pozostałych zawodników ani jak formalnie zakończy się postępowanie upadłościowe.
25 października licznik Steama pokazał 187 215 osób grających jednocześnie w Cyberpunk 2077. To najwyższy wynik liczby jednoczesnych graczy tej gry na Steamie od października 2023 roku, kiedy o powrót do Night City dbała premiera dodatku Widmo wolności.
Tym razem za skokiem stoją dwa wydarzenia, które zbiegły się w czasie niemal do dnia. 20 października na Netflixie zadebiutował drugi sezon anime Cyberpunk: Edgerunners, a dwa dni później, 22 października, CD Projekt RED udostępnił aktualizację 2.5 do samej gry. Patch wprowadził nowe zadanie fabularne, dodatkową stację radiową oraz możliwość walki z dwoma pistoletami naraz. Jakby tego było mało, gra pojawiła się na Steamie z 70-procentową przeceną — dla wielu był to ostatni argument, by wrócić do Night City albo sprawdzić tytuł po latach.
Skala zmiany rzuca się w oczy przy porównaniu z wrześniem, kiedy maksymalna liczba jednocześnie aktywnych użytkowników na Steamie wynosiła 55 099. Październikowy wynik jest ponad trzykrotnie wyższy.
Reakcja studia
Do sukcesu gry odniósł się Paweł Sasko, przedstawiciel CD Projekt RED, który podziękował społeczności i poprosił graczy o opinie na temat najnowszej aktualizacji.
Cyberpunk 2077 miał premierę prawie sześć lat przed publikacją tych danych i wciąż jest produkcją tego samego studia. Trzeba przy tym pamiętać, że przytoczone liczby dotyczą wyłącznie Steama — nie obejmują GOG, Epic Games Store ani konsol. Realna skala powrotu gry jest więc najpewniej jeszcze większa.
Linia mety Grand Prix USA, Antonelli przecina ją jako pierwszy. I to właśnie ten moment przewrócił cały finansowy bilans 20-letniego Włocha na sezon 2026. Kierowca Mercedesa, który do Formuły 1 wchodził bez doświadczenia na najwyższym poziomie, dziś liczy się w walce o tytuł mistrza świata.
Podstawowa pensja Antonellego na ten sezon szacowana była na około 2 mln dolarów. Niewiele, zwłaszcza na tle kontraktu zespołowego kolegi, George’a Russella, który Mercedes wycenia na 34 mln dolarów rocznie. Różnica wynikała z pozycji obu kierowców w zespole — umowa młodego Włocha miała jednak jeden istotny haczyk: premie za wyniki.
Zwycięstwo, które zmieniło wszystko
Kontrakt Antonellego przewiduje bonusy za zwycięstwa, wysokie miejsca na podium i udział w walce o mistrzostwo świata. Po triumfie w Austin i miejscu w czołowej grupie kandydatów do tytułu te klauzule zaczęły działać na jego korzyść. Według niemieckiego dziennika „Bild” całkowite zarobki Włocha w tym sezonie, po doliczeniu premii, mogą przekroczyć 11 mln dolarów.
To oznacza wzrost o ponad 9 mln dolarów względem bazowej pensji. Kierowca, który dwa lata wcześniej nie miał za sobą żadnego startu w wyścigu najwyższej klasy, notuje skok wynagrodzenia, jaki w paddocku widuje się rzadko.
20 milionów dolarów inwestycji, które się spłacają
„Bild” podaje też drugą liczbę — ona tłumaczy, czemu Mercedes jest gotów płacić Antonellemu takie premie. Niemiecki zespół zainwestował w rozwój Włocha ponad 20 mln dolarów, finansując przygotowania do startów w F1 oraz testy starszych bolidów. Chodziło o wychowanie następcy Lewisa Hamiltona, który po sezonie 2024 opuścił Mercedesa i przeniósł się do Ferrari.
Dziś, gdy Antonelli walczy o mistrzostwo i może zostać najmłodszym czempionem w historii Formuły 1, ta inwestycja zaczyna wyglądać jak jedna z najlepszych decyzji kadrowych Mercedesa ostatnich lat.
Włoski talent może zostać najmłodszym mistrzem świata w dziejach Formuły 1.
Paryż, kilka dni po tym, jak PSG rozgromiło FC Barcelonę 4:2 w meczu, który miał być pokazem siły mistrzów Europy. Radość z wygranej nie trwała długo – Chwicza Kwaracchelia zerwał więzadło krzyżowe, a zejście z boiska oznaczało dla Gruzina koniec sezonu, jeszcze zanim ten się na dobre rozkręcił.
Dwukrotni triumfatorzy Ligi Mistrzów z ostatnich lat nie mogą sobie pozwolić na kilkumiesięczną dziurę w ataku, więc w klubie z Parc des Princes ruszyły już poszukiwania zastępstwa. Serwis sportowefakty.wp.pl donosi, że PSG wytypowało konkretnego kandydata na następcę Gruzina.
Tym kandydatem jest Abde Ezzalzouli, skrzydłowy Realu Betis. Nazwisko nie jest przypadkowe. Marokańczyk kilka lat temu nosił barwy Barcelony, choć nie zdołał się wtedy przebić do wyjściowego składu katalońskiej ekipy.
Gwiazda z Sewilli na celowniku kilku gigantów
Dziś role się odwróciły. W Realu Betis, klubie z Sewilli, Ezzalzouli jest już gwiazdą, nie rezerwowym. Latem temat jego transferu do mocniejszego klubu wrócił na agendę, a wśród rozważanych scenariuszy pojawił się nawet powrót do Barcelony.
Do żadnego ruchu wtedy nie doszło. „Verdiblancos” nie zamierzają teraz robić ustępstw – za Marokańczyka oczekują około 60 milionów euro. Jest przy tym dodatkowy haczyk dla kupującego: Barcelona zachowała prawo do 20 procent kwoty z ewentualnej sprzedaży skrzydłowego, co wynika z warunków jego wcześniejszego odejścia z Camp Nou.
Kontrakt piłkarza z Betisem obowiązuje do czerwca 2029 roku, więc Sewilla nie jest pod presją czasu i może dyktować warunki. W obecnej kampanii Ezzalzouli rozegrał dziewięć meczów i strzelił cztery gole – forma, która nie umknęła skautom w całej Europie.
PSG nie jest bowiem jedynym zainteresowanym. Na liście tropiących transfer skrzydłowego znalazły się także Newcastle United, Borussia Dortmund, Galatasaray SK, Aston Villa i Crystal Palace. Paryżanom pozostaje więc nie tylko przekonać Betis do sprzedaży, ale i wygrać wyścig z kilkoma klubami gotowymi płacić podobne pieniądze.
Poniedziałkowy wieczór w Londynie, scena Złotej Piłki i na niej Ewa Pajor – wywołana jako wicemistrzyni świata w tym prestiżowym plebiscycie. Kapitan reprezentacji Polski zajęła drugie miejsce, ustępując jedynie Alexii Putellas. Trzecia była Khadija Shaw. To największe indywidualne osiągnięcie w historii polskiej piłki kobiecej, a wraz z nim od razu wróciło pytanie, które krąży wokół reprezentantki od miesięcy: ile ona właściwie zarabia w Barcelonie?
Klub oficjalnej odpowiedzi nie dał – FC Barcelona nigdy nie ujawniła szczegółów finansowych kontraktu Pajor. Wiadomo tylko, że Polka podpisała trzyletnią umowę, obowiązującą do 30 czerwca 2027 roku, po transferze z VfL Wolfsburg. Reszta to już wyłącznie szacunki zagranicznych mediów i wyspecjalizowanych serwisów.
Niemiecki 90min pisał, że roczna pensja Pajor miała odpowiadać kwocie, jaką Barcelona wydała na jej transfer z Wolfsburga. Inne zagraniczne źródła mówią raczej o około 500 tysiącach euro za sezon. Dalej poszedł serwis Salary Sport, podając liczbę z dokładnością do euro: 504 972 euro rocznie, czyli 9711 euro tygodniowo. Po przeliczeniu według średniego kursu NBP z 26 października – 4,4026 zł za euro – wychodzi około 2,2 mln zł rocznie.
Trzecia w klubie, ale wciąż daleko od szczytu światowych zarobków
Według klasyfikacji Salary Sport Pajor jest trzecią najlepiej opłacaną zawodniczką Barcelony – wyżej są tylko Aitana Bonmatí i Alexia Putellas. Mimo to jej pensja ma być wyższa niż u większości pozostałych piłkarek klubu. Warto jednak pamiętać, że to tylko szacunki, nie liczby potwierdzone przez klub czy samą zawodniczkę. Nie wiadomo nawet, czy podawane 500 tysięcy euro to czysta podstawa, czy suma uwzględniająca część bonusów – premii za gole, występy, trofea i osiągnięcia indywidualne Pajor po prostu nie znamy.
Na tle świata Polka wciąż nie jest najlepiej zarabiającą piłkarką. Ten tytuł, przynajmniej według przedstawicieli samej zawodniczki, przypada Trinity Rodman. Amerykanka w styczniu 2026 roku podpisała nowy kontrakt z Washington Spirit, którego wartość z bonusami ma przekraczać dwa miliony dolarów rocznie – to uczyniło ją najlepiej opłacaną zawodniczką w historii NWSL. W Europie punktem odniesienia jest z kolei Aitana Bonmatí, której roczna pensja w Barcelonie szacowana jest na około miliona euro. To przedłużenie kontraktu Bonmatí do 2028 roku uczyniło ją najlepiej opłacaną zawodniczką klubu.
Srebro w Złotej Piłce i miejsce w trójce najlepiej płacących piłkarek Barcelony – taki jest dziś bilans Ewy Pajor. Pytanie o jej realne zarobki zostaje otwarte, bo ani klub, ani zawodniczka nie wyglądają na chętnych, by je zamykać.
W doliczonym czasie meczu z Wisłą Kraków Raków Częstochowa stracił gola, który przypieczętował porażkę 1:2. To był debiut Dawida Szwargi na ławce trenerskiej po powrocie do klubu niemal po dwóch latach. Teraz, we wtorek 27 października 2026 roku o 17:30, częstochowianie wracają na boisko w zupełnie innych okolicznościach: w 1/16 finału STS Pucharu Polski zagrają na wyjeździe z Motorem Lublin.
Transmisję ze stadionu w Lublinie przeprowadzi TVP Sport. Kto nie zasiądzie przed telewizorem, spotkanie może śledzić na stronie sport.tvp.pl, w aplikacji mobilnej TVP Sport i na telewizorach Smart TV.
Dla Rakowa to będzie pierwszy występ w tegorocznej edycji Pucharu Polski – klub rozpoczął zmagania dopiero od 1/16 finału z racji gry w europejskich pucharach. Trudno jednak mówić o dobrym momencie na taki debiut. Zespół z Częstochowy zajmuje ostatnie miejsce w tabeli Ekstraklasy i ma na koncie zaledwie dwa ligowe zwycięstwa w tym sezonie. Jedno z nich przyszło w starciu z Wieczystą Kraków, pokonaną 2:1. I właśnie ta fatalna sytuacja w lidze kosztowała pracę Tomasza Kaczmarka, którego na stanowisku trenera zastąpił wspomniany Dawid Szwarga.
Motor Lublin wchodzi w ten mecz w zupełnie innej formie. Zespół nie przegrał w czterech ostatnich spotkaniach. Zremisował 0:0 z Górnikiem Zabrze, pokonał Radomiaka Radom 3:2 i Śląsk Wrocław tym samym wynikiem 3:2, a w piątek podzielił się punktami z Zagłębiem Lubin, remisując 2:2. W poprzedniej rundzie Pucharu Polski lublinianie i tak zrobili najwięcej szumu w kraju, rozbijając Legię Warszawa 3:0.
Bilans wyraźnie na korzyść Rakowa
Statystyka head-to-head nie sprzyja gospodarzom. Obie drużyny grały dotychczas sześć razy, a Motor nie wygrał w żadnym z tych meczów. Cztery starcia zakończyły się zwycięstwem Rakowa, a dwa remisem. Do tego najświeższy argument: we wrześniu Raków pokonał Motor w lidze. Stawką wtorkowego spotkania jest awans do 1/8 finału STS Pucharu Polski – a forma ligowa tym razem może znaczyć mniej niż historia bezpośrednich pojedynków.
Gdy w Londynie padło nazwisko zdobywcy Trofeum Kopa, na scenę po trzeci raz z rzędu wyszedł Lamine Yamal. Wcześniej nie zdarzyło się to żadnemu piłkarzowi – nikt przed nim nie sięgnął po tę nagrodę więcej niż jeden raz. Trofeum, przyznawane od 2018 roku najlepszemu młodemu zawodnikowi, stało się w ten sposób prywatną kolekcją 19-letniego Katalończyka. „19-latek dokonał czegoś, czego nie zrobił wcześniej żaden piłkarz w historii”.
Na samą Złotą Piłkę Yamal musiał jednak popatrzeć z trzeciego miejsca podium. Tuż za nim, na czwartej pozycji, uplasował się Rodri – inny zawodnik Barcelony. To dało katalońskiemu klubowi dwóch przedstawicieli w czołowej czwórce męskiego plebiscytu. Samą nagrodę dla najlepszego zawodnika świata odebrał jednak Harry Kane.
Po stronie kobiecej piłki obraz był zupełnie inny. Złotą Piłkę zdobyła Alexia Putellas – jedna z największych legend w historii Barcelony. Nagroda dotyczyła sezonu 2025/26, który hiszpańska pomocniczka rozegrała jeszcze w barwach katalońskiego klubu. Drugie miejsce w tym samym głosowaniu zajęła Ewa Pajor – reprezentantka Polski. Oznacza to, że dwie pierwsze zawodniczki rankingu w ocenianym sezonie grały w jednym klubie – FC Barcelonie.
Dubel w każdej kategorii
Na tym lista barcelońskich trofeów się nie zamknęła. Cata Coll została wybrana najlepszą bramkarką świata, a Pere Romeu odebrał nagrodę dla najlepszego trenera kobiecej piłki. Sama drużyna Barcelony uznana została za najlepszy kobiecy zespół. Do kompletu dołożyła jeszcze nagrodę dla najlepszej młodej piłkarki świata, którą otrzymała Vicky Lopez.
Brakło tylko jednego – Złotej Piłki dla samego Yamala. Prezes Barcelony Joan Laporta odniósł się do tego wprost, komentując występ wychowanka klubu. „Nie wiem, kiedy zdobędzie Złotą Piłkę, ale moim zdaniem zrobił wystarczająco dużo, żeby ją wygrać. Głosujący zdecydowali, że powinien dostać ją ktoś inny i przyjmujemy to z szacunkiem” – powiedział.
„Spojrzałbym na to pozytywnie. Lamine jest już najlepszym młodym piłkarzem świata i jestem przekonany, że zdobędzie Złotą Piłkę”
Dla Laporty porażka Yamala w głównym plebiscycie to kwestia czasu, nie talentu – i nie kryje tego. „Trzeba dać mu dużo wsparcia. To wspaniały zawodnik, jesteśmy z niego bardzo dumni i wszyscy będziemy go motywować, żeby dalej podążał tą drogą i zdobył tę nagrodę” – dodał prezes Barcelony. Podsumowując wieczór w Londynie, nie szczędził słów uznania dla swojego klubu. „To był wieczór, podczas którego można było być dumnym z bycia częścią Barcelony” – zakończył.
Przy stole stanęli dwaj leworęczni zawodnicy, którzy przez lata siadali na tej samej ławce. Damian Węderlich wygrał 3:1 z Konradem Kulpą w meczu Orlicza 1924 Suchedniów z Energą Manekinem Toruń. Starcie dwóch leworęcznych tenisistów stołowych, którzy znają się jak mało kto — tak określił to spotkanie sam zawodnik.
Węderlich i Kulpa przez wiele lat byli kolegami z drużyny. We wcześniejszych pojedynkach górą bywał zwykle Kulpa. „Rzadko trafialiśmy na siebie w turniejach, ale jak już graliśmy to zawsze 'Kulpi’ wychodził zwycięsko, więc na pewno cieszy mnie to przełamanie w LOTTO Superlidze” — powiedział Węderlich po spotkaniu rozegranym w ramach LOTTO Superligi. 28-letni zawodnik, urodzony 5 lutego 1998 roku, nie kryje sentymentu do rywalizacji z byłym kolegą z zespołu.
Jeszcze w Toruniu Węderlich walczył o miejsce w składzie z Tomkiem Kotowskim i Konradem Kulpą. „Mimo rywalizacji o skład z Tomkiem Kotowskim i Konradem, raczej nigdy nie dochodziło do żadnych spięć między nami” — wspomina zawodnik Orlicza. To właśnie ten okres, jak sam podkreśla, ukształtował go sportowo. „Był to na pewno czas, w którym bardzo się rozwinąłem jako zawodnik, właśnie ze względu na ciągłą rywalizację o skład i próby stawania się lepszym każdego dnia” — dodał.
Droga z Torunia do Suchedniowa
Węderlich urodził się w Toruniu i z krótkimi przerwami tam mieszkał. Dwa lata spędził w Gdańsku, w ośrodku szkolenia OSSM — zanim wrócił na superligowy parkiet w rodzinnym mieście, gdzie grał łącznie pięć sezonów: 2016-17 oraz 2019-23. Potem był Białystok, sezon 2023-24, a teraz trwa już drugi sezon w barwach Orlicza 1924 Suchedniów, gdzie Węderlich jest jednym z mocniejszych punktów zespołu. Na stałe, od około czterech lat, mieszka w Grodzisku Mazowieckim, ale do Torunia, gdzie wciąż ma rodzinę, zagląda jak najczęściej może.
Przed Węderlichem kolejne ważne zadanie. We wtorek w LOTTO Superlidze zmierzy się z Olimpią Grudziądz. W składzie przeciwnika gra Vladislaw Ursu, który sezon po sezonie udowadnia, że jest jednym z najlepszych zawodników superligi. Obok niego występuje leworęczny Rafał Formela — ten niedawno pokonał 2:1 Marka Badowskiego z Bogorii Grodzisk Mazowiecki.
Z Formelą Węderlich ma za sobą bilans, który może działać na jego korzyść. „Z tego co pamiętam, to z Rafałem spotkałem się 3-krotnie i za każdym razem odszedłem jako zwycięzca” — przyznał zawodnik Orlicza. Łatwo jednak nie było. „Jeden mecz w Grudziądzu był naprawdę wymagający i nawet broniłem piłek meczowych” — wspomina Węderlich jedno z tych starć.
Minął ledwie weekend od finału Letniego Grand Prix w Klingenthal, a na liście startowej znów nie było żadnego Rosjanina. To nie przypadek. FIS formalnie dopuściła rosyjskich skoczków do rywalizacji międzynarodowej, ale na skoczniach Pucharu Świata wciąż ich nie widać. Teraz wychodzi na jaw, że część z nich czeka na coś innego – ponowną weryfikację statusu neutralności.
Jak informuje Skijumping.pl, FIS zdecydowała się jeszcze raz przyjrzeć kilkunastu zawodnikom i zawodniczkom z Rosji, którym wcześniej przyznano status neutralnego sportowca (AIN), umożliwiający starty w zawodach międzynarodowych. Decyzję skomentował Sandro Pertile, dyrektor Pucharu Świata w skokach narciarskich – to on wyjaśnił, dlaczego neutralność niektórych zawodników trzeba sprawdzić jeszcze raz.
Przypadek Klimowa
Najwięcej pytań wzbudza sprawa Jewgienija Klimowa. W marcu 2022 roku, krótko po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, rosyjski skoczek wziął udział w propagandowym wiecu na moskiewskich Łużnikach. Na jego kurtce widać było literę „Z” – symbol poparcia dla rosyjskiej agresji. Mimo to Klimow dostał zgodę na występy jako neutralny sportowiec.
Zasady FIS, obowiązujące formalnie od sezonu 2026/27, nie pozostawiają wątpliwości: Rosjanie i Białorusini mogą startować wyłącznie indywidualnie, bez symboli narodowych. Zanim staną na skoczni pod flagą FIS, muszą podpisać deklarację neutralności. Federacja zastrzegła sobie też prawo do stałego monitorowania przestrzegania tych zasad i nakładania sankcji w razie naruszeń – i właśnie ten mechanizm uruchomiono teraz wobec części rosyjskich zawodników.
Nie wszyscy wierzą, że to wystarczy. Jakub Janda, Czech i były zdobywca Kryształowej Kuli, wskazywał, że rosyjski sport pozostaje narzędziem propagandy, a państwo prowadzące wojnę przeciwko Ukrainie powinno być nadal izolowane.
Na razie cały spór o zasady i nazwiska ma wymiar czysto teoretyczny – Rosjanie i tak nie pojawiają się na skoczniach Pucharu Świata. Przeszkodą są kwestie wizowe oraz obowiązkowe pomiary kombinezonów skanerem 3D. Rosyjska federacja proponowała, by takie pomiary odbyły się w Chinach lub Kazachstanie, FIS się jednak nie zgodziła. Dopóki ten impas trwa, dyskusja o neutralności Klimowa i innych zawodników toczy się bez ich fizycznej obecności na zawodach.