⚡ Aktualnie:
Hamilton czuje się wyjątkowy? „Nigdy nie było nikogo takiego jak ja” Kto zagra w finale PGL Masters Bucharest? FURIA kontra Nemiga, Eternal Fire triumfuje w Stake Ranked 5 George Groves: Fury pierwszym czystym ciosem może skończyć walkę z Joshuą Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Michał Cieślak: Całe życie pracowałem na walkę taką jak ta! Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? MOUZ zmierzy się z FURIA o miejsce w wielkim finale PGL Masters Bucharest 2026 Vitality wraca z 1-13 na Cache i wyrzuca NAVI z PGL Masters Bucharest B1ad3: „Te porażki są dla nas bardzo przydatne” po wyjściu NAVI z PGL Masters Bucharest Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? B8 już poza grą Hamilton czuje się wyjątkowy? „Nigdy nie było nikogo takiego jak ja” Kto zagra w finale PGL Masters Bucharest? FURIA kontra Nemiga, Eternal Fire triumfuje w Stake Ranked 5 George Groves: Fury pierwszym czystym ciosem może skończyć walkę z Joshuą Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Michał Cieślak: Całe życie pracowałem na walkę taką jak ta! Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? MOUZ zmierzy się z FURIA o miejsce w wielkim finale PGL Masters Bucharest 2026 Vitality wraca z 1-13 na Cache i wyrzuca NAVI z PGL Masters Bucharest B1ad3: „Te porażki są dla nas bardzo przydatne” po wyjściu NAVI z PGL Masters Bucharest Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? B8 już poza grą

W piątek reprezentacja Polski rozpoczyna zmagania w dywizji B Ligi Narodów – rywalem będzie Bośnia i Hercegowina. Spotkanie odbędzie się na PGE Narodowym w Warszawie, gdzie piłkarze wybiegną na boisko o godzinie 20.45.

Selekcjoner Jan Urban nie krył, że w wyjściowej jedenastce znajdzie się kilka niespodzianek. „Wydaje mi się, że będziecie zaskoczeni jednym czy drugim zawodnikiem. Będzie o czym rozmawiać” – przyznał trener.

„Wydaje mi się, że będziecie zaskoczeni jednym czy drugim zawodnikiem. Będzie o czym rozmawiać”

Bułka faworytem, ale sprawa nie jest zamknięta

Najwięcej pytań przed zgrupowaniem budzi obsada bramki. Na pozycję numer jeden typowany jest Marcin Bułka – dobrze spisuje się ostatnio w saudyjskim NEOM SC.

Urban zastrzegł jednak, że nie on sam podejmuje tu ostateczną decyzję. Sztab szkoleniowy bramkarzy ma w tej kwestii sporo do powiedzenia, a selekcjoner – jak sam przyznał – rzadko wtrąca się w ich ustalenia. Chodzi o to, by wreszcie wskazać „jedynkę” – bramkarza pierwszego wyboru, o którym mówi się w kontekście kadry od dłuższego czasu. Właśnie temu ma służyć najbliższy cykl gier w Lidze Narodów.

Jedno selekcjoner wykluczył od razu. Ciągłe rotowanie bramkarzami mecz po meczu, jego zdaniem, niczego nie rozwiąże – wręcz przeciwnie, odsunie sztab od konkretnej decyzji. Plan działania podobno już powstał. Szczegółów jednak Urban na razie nie zdradza.

Jest jeszcze jeden element tej układanki. Żaden z powołanych bramkarzy nie ma za sobą dużego stażu reprezentacyjnego – i, jak zauważył Urban, sami zawodnicy doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Klub hokejowy STS Sanok Sokół musiał wydać oficjalne sprostowanie. Powód? Fala komentarzy, jaka spadła na nową wersję klubowego logotypu. W materiałach związanych z zespołem, który w tym sezonie występuje pod nazwą STS Sanok–Sokół, pojawiła się zmieniona kolorystycznie wersja znaku. Kibice zareagowali natychmiast – pod klubowymi publikacjami zaroiło się od negatywnych komentarzy.

Sympatycy zespołu nie kryli rozczarowania odejściem od dotychczasowej identyfikacji wizualnej klubu. Zarzucali też władzom, że o planowanych zmianach nikt wcześniej nie poinformował. Presja szybko zrobiła swoje – klub wydał oświadczenie, w którym podkreślił: herb i barwy pozostają bez zmian, a do dotychczasowego znaku dodano jedynie człon „Sokół”.

Głos w sprawie zabrał prezes klubu Marek Pieniążek. Przekonywał, że oficjalny herb STS-u w ogóle nie został naruszony.

„Logo STS Sanok jest takie samo jak było. Komunikowaliśmy o nazwie marketingowej zespołu STS Sanok Sokół i pod taką nazwą marketingową gra nasz zespół w tym sezonie. Grafiki zostały dostosowane. Ale logo / herb klubu – nie został zmieniony / dalej jest taki sam”

Klub przyznaje się do błędu i wraca do starego znaku

Tłumaczenia prezesa nie ostudziły emocji. Fala krytyki nie ustawała, więc klub w kolejnym komunikacie przyznał wprost: zastosowane rozwiązanie wywołało mnóstwo nieporozumień i zostało odebrane zupełnie inaczej, niż zakładano.

„Widzimy jednak, że rozwiązanie to wywołało wiele nieporozumień i zostało odebrane inaczej, niż było to naszym zamiarem. Nie spodziewaliśmy się również tak dużej fali negatywnych komentarzy”

Zarząd nie czekał długo. Podjął decyzję o powrocie do wcześniejszej wersji herbu. Klub oficjalnie ogłosił powrót do dotychczasowego logotypu i przeprosił kibiców za zamieszanie. Jedno zostaje jednak bez zmian – nazwa marketingowa drużyny. Zespół nadal będzie występować jako STS Sanok–Sokół.

Administracja klubu zaznaczyła też, że temat powinien zostać ostatecznie zamknięty.

„Mamy nadzieję, że tym samym zamykamy wszelkie wątpliwości. Herb, barwy i historia STS Sanok pozostają niezmienne”

Azerbejdżan pokonał 1:0 Tadżykistan w meczu towarzyskim, tyle że z wygranej niewiele wyszło – uwagę wszystkich przykuła kontuzja napastnika Rakowa Częstochowa. Mahir Emreli wszedł na boisko na początku drugiej połowy, w 46. minucie, a w końcówce spotkania osunął się na murawę, łapiąc się za kolano.

Rzecznik Rakowa Damian Markowski potwierdził sprawę zaraz po końcowym gwizdku. „Rzeczywiście, ma problem z kolanem po wczorajszym meczu, choć nie są to więzadła. Później powinienem wiedzieć więcej, to dam znać” – przekazał. Klub czeka teraz na wyniki dalszych badań. Na razie jedyną pociechą jest to, że więzadła wyglądają na bezpieczne.

Dla reprezentacji Azerbejdżanu Emreli to zawodnik nie do przecenienia. W kadrze narodowej rozegrał już 62 mecze i strzelił sześć bramek. Teraz jednak liczy się co innego – to, co usłyszy od klubowych lekarzy zaraz po powrocie do Częstochowy.

Uraz przychodzi w wyjątkowo złym momencie. Raków zajmuje ostatnie miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy, a dłuższa nieobecność kluczowego napastnika może tylko utrudnić i tak trudną walkę o utrzymanie.

Emreli miał być wzmocnieniem ataku

Do Rakowa dołączył 18 lipca na wypożyczenie z niemieckiego 1.FC Kaiserslautern. W tym sezonie zdążył rozegrać dla nowych barw 15 meczów – sześć goli, jedna asysta. Liczby, które szybko uczyniły go jednym z filarów ataku częstochowian.

To zresztą nie pierwsza przygoda Emrelego z polską piłką. Wcześniej przez pół roku grał w Legii Warszawa, zanim wyjechał do Niemiec – a stamtąd, tymczasowo, wrócił nad Wartę.

Organizacja FAME szykuje kolejną galę – FAME 33: Grand Freaks. Termin już znamy: 17 października, miejsce też – warszawskie ATM Studio, hala, która gościła imprezy tej federacji już dwa razy. Gwoździem programu ma być turniej w formule K-1 na małe rękawice.

FAME nieraz już stawiało na turnieje z dużą stawką, więc to nie jest eksperyment. Kilka miesięcy temu organizacja rozegrała Fight Club Tournament, w którym do wygrania było luksusowe BMW M5 warte ponad 500 tysięcy złotych. Wygrał wtedy Alan Kwieciński – w finale pokonał Josefa Bratana niejednogłośną decyzją sędziów. A wcześniej stawka była jeszcze bardziej surrealistyczna: zwycięzca innego turnieju zabierał do domu walizkę ze sztabkami złota wartą milion złotych.

Debiuty i powroty na karcie walk

Na FAME 33: Grand Freaks zadebiutuje Sebastian „Scarface” Skiermański, znany z walk na gołych pięściach i związany z klubem GROMDA Fight Club. Barwy FAME po raz pierwszy założy też Erko Jun – Bośniak, który w Polsce zyskał rozpoznawalność dzięki występom w KSW. Kontrakt z tą organizacją podpisał w 2018 roku, a już w debiucie znokautował Tomasza Oświecińskiego. Na koncie ma również nokauty „Popka” oraz Akopa Szostaka. Serię przerwał dopiero Mariusz Pudzianowski, który rozbił go w drugiej rundzie. Po tamtej porażce Erko Jun rozstał się z KSW i przeszedł na wolny rynek. W 2024 roku wrócił do Polski i pokonał „Trybsona” na gali PRIME SHOW MMA 7. Ma też na koncie pas mistrzowski BRAVE CF.

Do oktagonu wracają również dwaj weterani: Alberto oraz Dawid „Crazy” Załęcki. Ten pierwszy w marcu zdetronizował Maksymiliana Wiewiórkę i sięgnął po pas mistrza FAME w kategorii półciężkiej. Załęcki, ojciec Denisa Zaleckiego, na gali FAME 31 przegrał z Michałem „Matrixem” Królikiem – teraz będzie chciał się za to odegrać.

Stało się – walka Tysona Fury’ego z Anthonym Joshuą jest już oficjalnie potwierdzona. Do starcia dwóch byłych mistrzów świata wagi ciężkiej dojdzie 11 grudnia 2026 roku w Cardiff, stolicy Walii, na Principality Stadium.

Wiadomość o podpisanym kontrakcie ogłosił na platformie X Turki Alalshikh. „For 15 years no one has been able to make this fight. Back in April, I said that any announcement would come from me. I can now confirm that Fury Vs Joshua will be coming to the UK, as I promised British boxing fans. The time for talking is over ……..?” – napisał.

Pierwotnie walkę chciano zorganizować na Wembley. Ostatecznie padło jednak na Cardiff – obiekt mieszczący około 74 tysięcy widzów. Principality Stadium ma nad Wembley jedną istotną przewagę: w pełni zamykany dach. To daje organizatorom pole manewru, niezależnie od tego, co pokaże grudniowa pogoda.

Spór o lokalizację i kompromis godzinowy

Wybór miejsca nie był prostą sprawą. Obóz Tysona Fury’ego, wspólnie z Arabią Saudyjską, chciał przenieść walkę do Nowego Jorku. Ekipa Anthony’ego Joshuy nie odpuszczała jednak Wielkiej Brytanii – a stał za tym Eddie Hearn, promotor Joshuy, który od dawna naciskał na brytyjski wariant.

Kompromisem okazała się także godzina startu. Z medialnych doniesień wynika, że gala dla europejskich kibiców ruszy wcześnie rano – tak, by trafić do widzów w Stanach Zjednoczonych o dogodnej dla nich porze.

Obaj pięściarze zdążyli już sprawdzić formę przed grudniowym starciem. Fury w lipcu 2026 roku stoczył walkę rozgrzewkową z 46-letnim Mariuszem Wachem i znokautował go w 7. rundzie. Joshua zmierzył się z kolei z Albańczykiem Kristianem Prengą – i tu bez dramatu się nie obyło. Prenga posłał go na deski dwukrotnie, jeszcze w pierwszej rundzie. Brytyjczyk odpowiedział w kolejnej, kończąc sprawę nokautem.

Bilans zawodowy Fury’ego to 36 wygranych, 2 porażki i 1 remis. Joshua legitymuje się rekordem 30-4. Do tego dochodzi złoty medal olimpijski z Londynu – wciąż jeden z mocniejszych punktów w jego karierze.

Po latach spekulacji, przekładanych rozmów i sprzecznych doniesień kibice mają wreszcie konkretną datę w kalendarzu. 11 grudnia 2026 roku Cardiff stanie się centrum światowego boksu.

Bilety na Majorkę są już rozdane. Sześcioro młodych tenisistów z Polski poleci tam na Międzynarodowy Finał KINDER Joy of moving Tennis Trophy, który odbędzie się w Rafa Nadal Academy. Zwycięzcami polskiej edycji zostali Hanna Brzoza, Mikołaj Śliwiński, Lena Sominka, Dominik Rusin, Sofia Antosikowa oraz Leon Szostecki. Do grona wyjeżdżających dołączy jeszcze dwoje zawodników wyłonionych w losowaniu – w sumie na Majorkę poleci ośmioro zawodników.

Krajowe zmagania rozegrano w dwóch etapach. Najpierw 2-5 lipca na kortach Politechniki Śląskiej w Gliwicach, a później, 19-21 września, na obiekcie Akademii Tenisowej Tenis Kozerki. Do turnieju w Kozerkach, po powiększeniu drabinek najmłodszej kategorii wiekowej, przystąpiło blisko dwustu młodych tenisistek i tenisistów. Impreza była współfinansowana ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki.

W kategorii U10 najlepsi w grze pojedynczej okazali się Hanna Brzoza i Mikołaj Śliwiński. Wśród roczników U11 triumfowali Lena Sominka i Dominik Rusin, a w najstarszej grupie U12 tytuły powędrowały do Sofii Antosikowej i Leona Szosteckiego.

Leon Szostecki nie krył emocji na myśl o podróży na Majorkę. „Bardzo się cieszę, że polecę na Majorkę, gdzie będę mógł zobaczyć Akademię Nadala. Może nawet spotkam go osobiście” – powiedział.

Po powrocie będę miał dużo pamiątek i wspomnień – zapowiedział Mikołaj Śliwiński.

Lena Sominka, która rok temu wygrała na Majorce turniej mikstów w parze z Chorwatem Antonio Staniciem, też liczy na udany powrót do Akademii Nadala. „Jestem z siebie dumna. Fajnie, jakby w tym roku znowu byli na Majorce Francuzi i Chorwaci” – mówiła.

Międzynarodowy Finał odbędzie się w dniach 2-5 listopada, a Polacy spotkają tam rówieśników z dwunastu innych krajów. To już siódma edycja finału rozgrywanego w Rafa Nadal Academy. Rok wcześniej w Hiszpanii błysnęła Hanna Cyronek – w kategorii U12 wygrała zarówno turniej gry pojedynczej, jak i mikst w parze z Francuzem Sandro Mabille.

Program bez sędziów i z dziesięcioletnią historią

KINDER Joy of moving Tennis Trophy to ogólnopolski cykl turniejów dla dziewcząt i chłopców w kategoriach U10, U11 oraz U12. Rywalizacja toczy się systemem pucharowym. Jedną z charakterystycznych cech turnieju jest brak sędziów na korcie – dzieci same podejmują decyzje zgodnie z Kodeksem Fair Play. Tegoroczna edycja jest jubileuszowa – to już dziesiąty rok programu KINDER Joy of moving, który wystartował w 2016 roku. Rozgrywki toczą się równolegle we Włoszech, Francji, Polsce, Hiszpanii, Luksemburgu, Austrii, Chorwacji, Rumunii, Bułgarii, Szwajcarii, Grecji, na Węgrzech i na Wyspach Zielonego Przylądka.

Sam program KINDER Joy of moving to inicjatywa społecznej odpowiedzialności biznesu prowadzona przez Grupę Ferrero w ponad 20 krajach; w Polsce obecna jest od 2007 roku. „W Ferrero wierzymy, że aktywność fizyczna odgrywa kluczową rolę w wszechstronnym rozwoju dzieci. Dlatego poprzez program KINDER Joy of moving wspieramy nie tylko rozwój sportowych umiejętności, ale również budowanie pewności siebie, odpowiedzialności, współpracy i szacunku do innych. Cieszymy się, że wraz z partnerami jak Polski Związek Tenisowy możemy tworzyć przestrzeń dla najmłodszych do nauki poprzez ruch i pozytywne doświadczenia” – powiedziała Magdalena Szozda, Brands Partnership & KINDER Joy of moving Manager w Ferrero.

Prezes Polskiego Związku Tenisowego Dariusz Łukaszewski podkreślił, co ta współpraca daje najmłodszym. „Jesteśmy szczęśliwi, że wspólnie z Grupą Ferrero prowadzimy projekt, który pozwala dzieciom stawiać kolejne kroki na ich tenisowej drodze” – powiedział.

Czwartek zapowiada się pracowicie dla kibiców polskiego tenisa. Na kortach w Chengdu i Hangzhou rozegrane zostaną dwa mecze z udziałem naszych reprezentantów. Hubert Hurkacz zmierzy się z Aleksandrem Szewczenką, a Kamil Majchrzak stanie naprzeciw Mattii Belluccimu.

W turnieju ATP 250 w Chengdu Hurkacz gra z piątką rozstawienia. Jego przeciwnik, 25-letni Aleksander Szewczenko, zajmuje obecnie 109. miejsce w rankingu ATP – choć w najlepszym momencie kariery był notowany aż na 45. pozycji. Rosjanin ma na koncie jeden finał w cyklu ATP, rozegrany w 2023 roku w Metz, natomiast w Wielkim Szlemie nigdy nie przeszedł dalej niż II rundę. A bilans bezpośrednich starć? Zdecydowanie na korzyść Polaka. Hurkacz grał z Szewczenką czterokrotnie i za każdym razem schodził z kortu zwycięsko. Ich pojedynek na korcie centralnym ruszy w czwartek jako trzeci mecz dnia, od godziny 7:00 czasu polskiego.

W tym samym czasie w Hangzhou o awans powalczy Kamil Majchrzak, rozstawiony w miejscowym turnieju ATP 250 z numerem ósmym. Na drugiej stronie siatki stanie 25-letni Mattia Bellucci, obecnie 88. rakieta świata, który w przeszłości sięgał nawet po 63. miejsce rankingu. Włoch wciąż czeka na pierwszy finał rangi ATP Tour, a jego najlepszym osiągnięciem wielkoszlemowym pozostaje III runda tegorocznego Wimbledonu. To dopiero drugi mecz tej dwójki – dwa lata temu skrzyżowali rakiety w kwalifikacjach US Open, gdzie lepszy okazał się Bellucci. Starcie Majchrzaka z Włochem odbędzie się na korcie nr 1, również jako trzecie w kolejności, od godziny 7:00 czasu polskiego.

Gdzie oglądać mecze Polaków?

Obie transmisje – i z Chengdu, i z Hangzhou – zobaczymy na sportowych antenach Polsatu.

StarLadder StarSeries Fall 2026 w Barcelonie zakończyło się tak, jak wielu się spodziewało – triumfem Team Vitality. W niedzielę, w dniu finału, Francuzi musieli przejść przez dwa spotkania, zanim mogli ogłosić się mistrzami. Statystyki turnieju nie pozostawiają wątpliwości: skład Vitality dominował niemal na każdym froncie – od indywidualnego ratingu MVP po samą liczbę rozegranych map.

ZywOo najlepszy, ale KSCERATO i w0nderful depczą mu po piętach

MVP turnieju został Mathieu „ZywOo” Herbaut z Team Vitality. Francuz skończył zmagania z ratingiem 1,50 – najwyższym wśród wszystkich uczestników StarSeries Fall. Tuż za nim, na drugim miejscu klasyfikacji indywidualnej, uplasował się Kaiko „KSCERATO” Cerato z FURII z ratingiem 1,26. Podium zamknął Ihor „w0nderful” Zhdanov z Natus Vincere, notując 1,22.

W klasyfikacji drużynowej obraz jest ten sam. Vitality znów najskuteczniejsze – zespołowy rating 1,15 to najlepszy wynik całej stawki. Francuzi rozegrali też najwięcej map spośród wszystkich uczestników: trzynaście. Tuż za plecami lidera uplasowały się MIBR i FURIA z identycznym ratingiem 1,03 – różnicę zrobiła dopiero liczba rozegranych map: MIBR zaliczyło ich 10, FURIA aż 12.

AK-47 i Mirage rządziły turniejem

Jeśli chodzi o arsenał, żadnej konkurencji nie miał AK-47 – odpowiadał za 32,3% wszystkich zakupów broni podczas turnieju. Drugie miejsce zajęło M4A1-S z wynikiem 16,4%, a podium zamknął AWP z udziałem 10,9%.

Wśród map bezkonkurencyjne było Mirage – na serwerach gościło aż dziewięć razy. Cache uzbierała osiem rozgrywek i drugie miejsce, a Inferno z siedmioma pojawieniami zajęła trzecią pozycję. Nuke wybrano pięć razy, Dust2 i Anubis – po trzy każda. Najrzadziej sięgano po Ancient – padło na niej zaledwie raz.

Spektakularnych akcji jednego zawodnika przeciwko całej piątce przeciwnika nie było wiele – w całym turnieju padły tylko trzy ace’y. Dwa z nich zapisali na koncie zawodnicy Team Vitality: Robin „ropz” Kool oraz Mathieu „ZywOo” Herbaut. Pierwszy ace turnieju należał jednak do kogoś innego – zdobył go Felipe „insani” Yuji z MIBR.

Mateusz Urban odpadł w półfinale mistrzostw Europy w boksie olimpijskim w Sofii i tym samym stracił szansę na medal w kategorii do 75 kilogramów. Gospodarz Rami Kiwan rozprawił się z Polakiem jednogłośnie, 5:0 – wszyscy pięciu sędziów wystawili identyczny wynik, 30:26.

Trwające w Bułgarii mistrzostwa Europy zbliżają się do rozstrzygnięć. Walka Urbana była zarazem ostatnią szansą na medal dla Polski w rywalizacji mężczyzn na tym czempionacie.

Do półfinału Polak dotarł w dobrym stylu. W 1/8 finału bez trudu poradził sobie z Irlandczykiem Gavinem Raffertym – wygrał jednogłośnie na punkty 5:0, a wszyscy sędziowie dawali mu przewagę 29:27.

Tym razem jednak naprzeciw niego stanął rywal zupełnie innej klasy. Rami Kiwan dwa lata wcześniej sięgnął po mistrzostwo Europy w Belgradzie, a rok później wywalczył tytuł wicemistrza świata w Liverpoolu.

Bułgar narzucił swój rytm od pierwszych sekund. Już po pierwszej rundzie wszyscy pięciu sędziów jednogłośnie wskazywali na jego zwycięstwo – 10:9.

W drugiej rundzie sytuacja Polaka się pogorszyła. Po dwóch rundach Urban wyraźnie przegrywał na kartach punktowych u wszystkich sędziów, 17:20, a na dodatek dostał ostrzeżenie.

Trzecia runda niczego już nie odmieniła. Werdykt był jednoznaczny – 30:26 dla gospodarza, który awansował do finału.

Cztery brązowe medale reprezentacji

Mężczyźni wracają z Sofii bez krążka, za to dorobek Polek wygląda znacznie okazalej. Angelika Krysztoforska i Elżbieta Wójcik przegrały swoje półfinały w środę po południu, co od razu dało im brązowe medale.

Był to już trzeci i czwarty medal polskich zawodniczek na tym czempionacie. Ostatecznie reprezentacja Polski zakończyła turniej kobiet z czterema brązowymi krążkami – wywalczyły je Angelika Krysztoforska, Elżbieta Wójcik, Kinga Krówka oraz Natalia Kuczewska.

Uczestnicy rozmów o przyszłości Formuły 1 doszli do porozumienia w sprawie najważniejszych elementów przyszłego układu napędowego – informuje dziennikarz Roberto Chinchero z włoskiego „Motorsportu”. Plan zakłada powrót do F1 3-litrowego silnika V8 z turbodoładowaniem, a nie jednostki wolnossącej, jak wcześniej sugerowano.

Prezydent FIA Mohammed ben Sulayem od początku mocno naciskał na powrót silników V8 bez turbosprężarek. Argumentował, że taka jednostka byłaby prostsza, lżejsza i przywróciłaby charakterystyczny dźwięk, którego kibicom brakuje od zakończenia ery V8 w 2013 roku. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana, niż zakładano.

Jak ustalił „Motorsport”, wolnossący 3-litrowy silnik V8 generowałby poziom hałasu przekraczający dopuszczalne normy na części współczesnych torów F1. Problem dotyczyłby m.in. obiektów w Melbourne, Miami, Madrycie, Singapurze, Baku i Las Vegas. Innymi słowy – powrót do „starej” F1 w czystej formie zderzył się z lokalnymi przepisami o emisji hałasu.

Kompromisem ma być 3-litrowy silnik V8 z turbodoładowaniem, wyposażony w mniejszą turbosprężarkę. Ta pozwoli zachować część charakterystycznego brzmienia, a jednocześnie ograniczy hałas do akceptowalnego poziomu. Według obecnego projektu jednostka otrzyma też silnik elektryczny o mocy około 100 kW.

To wyraźny spadek względem obecnych i nadchodzących regulacji. W 2026 roku MGU-K będzie mógł generować maksymalnie 350 kW, a od 2027 roku limit ten spadnie do 300 kW. Przepisy wprowadzone w 2026 roku zakładają niemal równy podział mocy między silnikiem spalinowym a elektrycznym, natomiast w 2028 roku proporcje mają się zmienić na 60:40 na korzyść jednostki spalinowej. Kierunek jest więc jasny: spalinowy rdzeń wraca na pierwszy plan, a elektryka staje się dodatkiem, nie równorzędnym partnerem.

Cały nowy układ napędowy ma być przy tym co najmniej o 50 kg lżejszy od obecnych konstrukcji – tak wynika z ustaleń „Motorsportu”. Rozważane jest również wprowadzenie systemu push-to-pass, dającego kierowcy możliwość czasowego wykorzystania dodatkowej mocy jednostki napędowej w wybranych momentach wyścigu. FIA zastrzega jednak, że to nie jest powrót do formuły DRS.

2030 zamiast 2031?

Pierwotnie kolejną dużą rewolucję silnikową wiązano z sezonem 2031. Teraz coraz poważniej mówi się o starcie nowej ery już rok wcześniej. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła – rozmowy między FIA a producentami silników F1 mają być kontynuowane.

Jeśli ten plan się ziści, Formuła 1 po raz pierwszy od 2013 roku sięgnie ponownie po silniki V8. Po dekadzie hybrydowych V6 dyskusja wraca więc niemal do punktu wyjścia. Niemal – bo jak pokazują ustalenia „Motorsportu”, nie w takiej formie, jaką na początku forsował prezydent FIA.

Instalacja aplikacji
Pobierz