⚡ Aktualnie:
Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Michał Cieślak: Całe życie pracowałem na walkę taką jak ta! Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? MOUZ zmierzy się z FURIA o miejsce w wielkim finale PGL Masters Bucharest 2026 Vitality wraca z 1-13 na Cache i wyrzuca NAVI z PGL Masters Bucharest B1ad3: „Te porażki są dla nas bardzo przydatne” po wyjściu NAVI z PGL Masters Bucharest Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? B8 już poza grą Czy infekcja wirusowa powstrzyma Antonellego przed historycznym tytułem w Meksyku? Kubica blokował Vettela w BMW. Wtedy pojawił się Red Bull Prawie wszystkie zespoły wystawią młodych kierowców w 1. treningu przed GP Meksyku Kto zmierzy się z Jake’em Paulem w Wigilię? Youtuber ogłasza powrót na ring w Dubaju Michał Cieślak: Całe życie pracowałem na walkę taką jak ta! Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? MOUZ zmierzy się z FURIA o miejsce w wielkim finale PGL Masters Bucharest 2026 Vitality wraca z 1-13 na Cache i wyrzuca NAVI z PGL Masters Bucharest B1ad3: „Te porażki są dla nas bardzo przydatne” po wyjściu NAVI z PGL Masters Bucharest Kto zajmie ostatnie dwa europejskie miejsca na Singapore Major 2026? B8 już poza grą Czy infekcja wirusowa powstrzyma Antonellego przed historycznym tytułem w Meksyku? Kubica blokował Vettela w BMW. Wtedy pojawił się Red Bull Prawie wszystkie zespoły wystawią młodych kierowców w 1. treningu przed GP Meksyku

Ferrari wciąż zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, ale strata do prowadzącego Mercedesa robi się poważna – to już 145 punktów. Gorzej, że McLaren depcze po piętach, tracąc zaledwie 52. Włoski zespół zapowiada jednak, że nie odpuści do ostatniego wyścigu sezonu i szykuje kolejne aktualizacje bolidu SF-26.

Głównym problemem konstrukcji z Maranello pozostaje moc jednostki napędowej – po prostu za mała. Aerodynamika i podwozie wypadają za to konkurencyjnie. I właśnie tam, gdzie już działa dobrze, inżynierowie próbują wycisnąć dodatkowe sekundy, bo silnika w tak krótkim czasie radykalnie nie poprawią.

Presja rośnie, bo McLaren nie zwalnia. Zespół z Woking wprowadził istotne zmiany aerodynamiczne w obszarze podłogi bolidu MCL40 już od Grand Prix Węgier. Efekty widać na torze: Lando Norris wygrał zarówno na Węgrzech, jak i w Holandii, a McLaren zdobył trzy pole position w ostatnich czterech sesjach kwalifikacyjnych.

Ferrari czeka na duży pakiet

Na Grand Prix Holandii w Zandvoort Ferrari przywiozło jedynie częściowy pakiet aktualizacji – sygnał, że najważniejsze zmiany dopiero nadejdą. Według serwisu „The Race” nadchodzące poprawki w SF-26 mają być duże i skoncentrowane na podłodze oraz elementach z nią powiązanych.

Prace nad nimi trwają w Maranello nieprzerwanie od Grand Prix w Barcelonie, gdzie Ferrari odniosło swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. W tunelu aerodynamicznym testowane są zarówno stare, jak i nowe elementy – te, które nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, są na bieżąco modyfikowane.

Czasu zostaje coraz mniej. Do Grand Prix USA w Austin są już tylko trzy wyścigi, a to właśnie tam – jak wynika z doniesień – ma zadebiutować kluczowy pakiet zmian. Od tego, jak szybko Ferrari wdroży nowości i jak odpowie na to McLaren, zależy, czy Scuderia dowiezie drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów do mety sezonu.

Kamil Majchrzak w II rundzie turnieju AITO Hangzhou Open zmierzy się z Yunchaokete Bu z Chin. Co ciekawe, rywal Polaka zaledwie chwilę wcześniej zdążył odegrać się za porażkę sprzed kilku tygodni na US Open 2026.

Majchrzak zadebiutował w Hangzhou w czwartek 24 września. Od razu poradził sobie z Włochem Mattią Belluccim, wygrywając 6:3, 6:4. Spotkanie trwało 80 minut, a Polak przez cały mecz ani razu nie musiał bronić się przed przełamaniem – to szczegół, który mówi o jego formie więcej niż sam wynik.

Jego kolejny przeciwnik, notowany na 111. miejscu w rankingu ATP Yunchaokete Bu, w I rundzie rozprawił się z Amerykaninem Michaelem Zhengiem 6:4, 6:3. Zheng dostał się do turnieju w Hangzhou dzięki dzikiej karcie, co jednak nie zmienia faktu, że to on wcześniej wyeliminował Bu na US Open. Teraz role się odwróciły. Mecz trwał 87 minut, a bilans bezpośrednich starć obu zawodników w cyklu ATP wyrównał się po nim na 1-1.

Premierowe starcie bez historii

Majchrzak i Bu nigdy wcześniej nie grali przeciwko sobie w zawodowym tourze – sobotni pojedynek będzie więc ich pierwszym starciem w karierze. Mecz II rundy zaplanowano na sobotę 26 września, choć dokładną godzinę poznamy dopiero w piątek, gdy organizatorzy opublikują szczegółowy plan gier.

Turniej AITO Hangzhou Open toczy się na kortach twardych w Chinach, w kategorii ATP 250, z pulą nagród sięgającą 1,039 mln dolarów. Potrwa do wtorku 29 września. Stawka dla zwycięzcy singla jest jasna: 250 punktów do rankingu ATP i czek na 158 tys. dolarów.

Joe Mazzulla spotkał się latem 2026 roku z Michaelem Jordanem i Philem Jacksonem. Chciał posłuchać, co mają do powiedzenia o utrzymywaniu wysokiego poziomu i głodu sukcesu. O kulisach tego spotkania opowiedział Brian Scalabrine, były zawodnik, a dziś ekspert związany z Celtics.

Jordan przekazał trenerowi Celtics jedną, bardzo konkretną myśl. „Powodem, dla którego cały czas wygrywałem, było to, że zachowywałem się tak, jakbym nigdy wcześniej niczego nie wygrał” – powiedział Mazzulli sześciokrotny mistrz NBA.

Scalabrine rozwinął tę myśl i wyjaśnił, o co dokładnie chodziło Jordanowi. „Jeśli zachowujesz się tak, jakbyś nigdy niczego nie osiągnął, pozostajesz głodny kolejnych sukcesów. I właśnie taki był Jordan. To było jego przesłanie dla Joe” – dodał.

Trudne lato w Bostonie

Rada spadła na Mazzullę w momencie, gdy Celtics przechodzą wyraźną przebudowę. Latem 2026 roku klub stracił Jaylena Browna, jednego z filarów drużyny ostatnich sezonów. W zamian Boston sięgnął po Paula George’a, co zmienia układ sił w składzie trenera.

Zespół wchodzi w nowy sezon po solidnej kampanii 2025/26 – wtedy zakończył rozgrywki na drugim miejscu w konferencji wschodniej, z bilansem 56 zwycięstw i 26 porażek. Największym znakiem zapytania pozostaje jednak zdrowie Jaysona Tatuma. Gwiazdor wraca do gry po poważnej kontuzji ścięgna Achillesa, przez którą stracił większość poprzedniego sezonu.

I właśnie w tym kontekście słowa Jordana nabierają wagi. Mazzulla musi teraz poskładać drużynę od nowa – bez Browna, z powracającym po urazie liderem i świeżo pozyskanym George’em – nie tracąc przy tym mentalności, która nie pozwala osiąść na laurach po wcześniejszych sukcesach.

Pierwszy trening przed Grand Prix Azerbejdżanu odbył się w czwartek, nie w piątek, jak to zwykle bywa w kalendarzu F1. Powód jest prozaiczny: w najbliższą niedzielę w kraju wypada święto narodowe. F1 przystała więc na wniosek strony azerskiej, by przesunąć cały weekend wyścigowy do przodu i rozegrać wyścig główny już w sobotę.

Na torze w Baku najszybszy w porannej sesji okazał się George Russell – 1:45.387. Max Verstappen dojechał drugi, tracąc do Brytyjczyka 0,400 s. Tuż za nim uplasował się Charles Leclerc, 0,404 s w tyle. Czwarty był Lewis Hamilton, 0,437 s wolniej niż Russell.

Płomienie z bolidu lidera klasyfikacji

Najwięcej emocji dostarczył jednak Andrea Kimi Antonelli. Aktualny lider klasyfikacji generalnej F1 w połowie sesji zjechał na pobocze – zawiodła hydraulika. „Nie działa mi hydraulika” – zameldował przez radio 20-letni Włoch. Inżynier zareagował od razu, każąc mu natychmiast wyłączyć maszynę. Chwilę później z bolidu Mercedesa buchnęły płomienie, które ugasili funkcyjni z gaśnicami w rękach. Incydent wymusił wirtualną neutralizację. Mimo kłopotów Antonelli skończył sesję piąty, ze stratą 0,878 s do najszybszego Russella.

A to i tak nie wszystko. Verstappen już na początku sesji zgłosił, że jego bolid ściąga w jedną stronę podczas hamowania. Podobny problem zameldował Alexander Albon. U Carlosa Sainza zapaliły się hamulce – kierowca Williamsa musiał zjechać do alei serwisowej. Lando Norris i Oscar Piastri z kolei utknęli na dłużej w garażu, gdzie mechanicy walczyli z usterkami ich bolidów. Nico Hulkenberg treningu w ogóle nie ukończył – zawiodła awaria samochodu. Do tego doszły zgłoszenia Arvida Lindblada i Estebana Ocona, którzy meldowali kłopoty na torze, co oznaczało kolejne żółte flagi i kolejną wirtualną neutralizację.

Kalendarz Formuły 1 na 2027 rok zostawił kierowcom okienka na starty w trzech najważniejszych wyścigach długodystansowych sezonu: 24h Nurburgring, 24h Le Mans i 24h Spa-Francorchamps. Wszystkie trzy zaplanowano w terminach wolnych od zmagań królowej motorsportu. Organizator wyścigu w Spa, SRO, celowo zachował elastyczność przy ustalaniu daty, by uniknąć kolizji z F1 i zwiększyć szanse na udział takich kierowców jak Max Verstappen czy Lando Norris. Sama możliwość startu to jednak nie to samo co pewność, że obaj mistrzowie faktycznie staną na starcie.

Najbardziej wymowny jest przypadek Le Mans. Przyszłoroczna edycja odbędzie się 12 i 13 czerwca, czyli pomiędzy rundami F1 w Monako i Portugalii. Na papierze termin pasuje. Problem w tym, że obowiązkowy dzień testowy przed wyścigiem koliduje z GP Monako, a organizatorzy Le Mans zapowiadają, że udział w tym dniu będzie wymagany od debiutantów. Dla kierowcy bez doświadczenia w 24-godzinnym klasyku, takiego jak Verstappen, oznacza to praktyczną blokadę. I to on sam zdecydował się odsunąć ewentualny debiut w Le Mans na później.

Holender nie zostawił wątpliwości co do swoich planów. „Nurburgring i Spa, prawdopodobnie tak. Le Mans nie. Na razie nie ma go na mojej liście” – powiedział w środę w Baku, cytowany przez motorsport.com. Innymi słowy, w przyszłym roku próżno szukać go w stawce obok Roberta Kubicy, który od lat startuje w klasyku na Sarthe.

Sam pomysł startu Verstappena w Le Mans wypłynął wcześniej za sprawą Fernando Alonso, dwukrotnego zwycięzcy tego wyścigu z Toyotą, który rozważał wspólny występ z Holendrem. Hiszpan studzi jednak oczekiwania. „Nie sądzę, żeby doszło do tego w przyszłym roku, ale być może w przyszłości. Byłoby miło. Max potrzebuje nieco większej swobody w kalendarzu. Wyścigów jest bardzo dużo” – ocenił Alonso.

Norris testował Hypercara, ale priorytet ma F1

Podobnie ostrożny w deklaracjach pozostaje Lando Norris, aktualny mistrz świata F1. Brytyjczyk przyznaje, że start w Le Mans go interesuje, ale gdzieś w dalszej, nieokreślonej przyszłości – konkretnych planów na razie brak. W ubiegłym tygodniu testował za to w Portimao nowy samochód McLarena w klasie Hypercar, co wiąże się ze zbliżającym się debiutem zespołu w WEC.

„Dobrze było pojechać na test i zrobić coś innego. Jednak cała moja uwaga wciąż skupia się na Formule 1 i tak już pozostanie. Nigdy nie poświęcę czegoś w F1 dla innej serii” – zastrzegł Norris. Startu w przyszłości nie wyklucza, ale terminu podać nie potrafi. „Jeśli pojawi się możliwość i wszystko da się dobrze zorganizować, być może wystartuję. Nie wiem jednak, czy stanie się to w przyszłym roku, za dwa lata, za trzy czy za cztery. Nie mam pojęcia. W ogóle o tym nie myślałem, ale chciałbym zrobić to w przyszłości” – powiedział mistrz świata.

Inaczej wygląda sytuacja z 24h Spa-Francorchamps. SRO wyznaczyło oficjalne, dwudniowe testy przed tym wyścigiem na 15 i 16 czerwca, a termin ten nie pokrywa się z żadnym wydarzeniem Formuły 1. To zostawia realną furtkę dla startu Verstappena.

Holender wprost mówi też o powrocie na Nordschleife w ramach mistrzostw Nurburgring Langstrecken Serie. W tegorocznym 24-godzinnym wyścigu na tym torze jego samochód stracił prowadzenie przez problemy mechaniczne – i, jak widać, apetyt na rewanż mu z tego powodu tylko wzrósł. „Już po wyścigu na Nordschleife powiedziałem, że chcę tam wrócić. Jeśli będę mógł dobrze się przygotować i wszystko uda się zorganizować, wystartuję” – zapowiedział Verstappen. I dodał, odnosząc się do całego kalendarza wyścigów długodystansowych: „Wiem, że nie ma bezpośredniej kolizji, ale wszystko musi pasować do mojego harmonogramu. Jeśli tak będzie, wystartuję na Nurburgringu. Spa to również interesująca możliwość”.

NBA sprawdza, czy czteroletni kontrakt Gary’ego Trenta Jr. z Milwaukee Bucks, opiewający na 64 mln dolarów, nie był po prostu spełnieniem wcześniejszej, niedozwolonej obietnicy. Śledztwo toczy się od lipca.

Jako pierwszy o dochodzeniu napisał Joe Vardon z The Athletic. Z jego ustaleń wynika, że sprawę prowadzi kancelaria Hecker Fink. Rzecznik ligi potwierdził jedynie, że postępowanie wciąż trwa — bez żadnych dodatkowych szczegółów. Zarówno Milwaukee Bucks, jak i reprezentująca zawodnika agencja Klutch Sports Group deklarują współpracę ze śledczymi. Warto dodać, że Klutch Sports Group to firma Richa Paula, znanego przede wszystkim jako agent LeBrona Jamesa.

Klub trzyma się swojej wersji. Bucks twierdzą, że koszykarza wyceniali na około 15 mln dolarów rocznie od dłuższego czasu — niezależnie od tego, w jakich okolicznościach doszło do podpisania nowej umowy.

Droga od minimalnej stawki do 16 mln rocznie

Żeby zrozumieć, czym w ogóle zainteresowała się liga, warto spojrzeć na finansową ścieżkę Trenta w Milwaukee. W 2024 roku trafił do klubu za minimalne wynagrodzenie przewidziane dla weterana. Rok później zarabiał już około 3,7 mln dolarów. A tego lata podpisał czteroletni kontrakt wart 64 mln dolarów — średnio 16 mln rocznie. Skok, który niejednego obserwatora zwyczajnie zaskoczył.

Sedno sprawy tkwi w mechanizmie, który w ogóle umożliwił taki kontrakt. Po dwóch sezonach klub zdobył wobec zawodnika prawa Early Bird — pozwalają one podpisać nową umowę z własnym wolnym agentem mimo przekroczenia podstawowego limitu płac. To właśnie ten instrument jest teraz pod lupą: czy poprzedziła go nieformalna, wcześniejsza obietnica kontraktu, zanim ruszyły oficjalne negocjacje.

Liga ma już w tym temacie pewne doświadczenie. Przypomnijmy sprawę Kawhiego Leonarda: Los Angeles Clippers stracili wtedy pięć wyborów pierwszej rundy draftu, dostali karę finansową, a sankcjami objęto również kierownictwo klubu. Tamta afera dotyczyła jednak dodatkowych korzyści i powiązań biznesowych z partnerami klubu. Sprawa Trenta jest inna — chodzi tu o możliwą wcześniejszą obietnicę przyszłego kontraktu, czyli zupełnie inną kategorię zarzutu.

Ligowe przepisy dotyczące zakazanych porozumień dają spory wachlarz możliwych sankcji: kary finansowe, odebranie wyborów draftowych, zawieszenia osób odpowiedzialnych, a w skrajnym przypadku nawet unieważnienie kontraktu zawodnika. Co istotne, układ zbiorowy CBA dopuszcza dowody poszlakowe — w tym ocenę, czy warunki umowy w ogóle da się racjonalnie wytłumaczyć bez założenia, że istniało zakazane porozumienie.

Jak na razie nikt nie przedstawił publicznie dowodów na istnienie takiego porozumienia, a liga nie podała terminu zakończenia dochodzenia. Sprawa Trenta wisi więc w powietrzu. Pytanie pozostaje otwarte: czy Bucks i Klutch Sports Group przekonają śledczych, że kontrakt wart 64 mln dolarów to czysta wycena rynkowa — a nie spełnienie obietnicy złożonej dużo wcześniej.

Justin Gaethje wciąż jest mistrzem UFC wagi lekkiej. Pas przypieczętował na gali w Białym Domu, zatrzymując tam Ilię Topurię – i to była pierwsza porażka Hiszpana w zawodowej karierze MMA.

Po tej walce Topuria zaczął mówić, że Gaethje manipulował rękawicami przed starciem. Amerykanin odniósł się do tego w podcaście FLAGRANT i odrzucił oskarżenia bez cienia wątpliwości. Rewanżu jednak Hiszpanowi nie da. Zamiast tego wskazał zupełnie innego kandydata do pasa.

Nie owija w bawełnę, gdy pytają go o przyszłość Topurii w wadze lekkiej. Uważa po prostu, że Hiszpan jest za mały na tę kategorię. „On naprawdę musi wierzyć, że oszukiwałem, bo jeśli nie, to jak mógłbym zrobić to ponownie? Zniszczyłem mu twarz. W ogóle to nie sądzę, żeby był zawodnikiem wagi lekkiej. Uważam, że powinien zejść niżej” – powiedział mistrz.

Wagą piórkową, nie lekką

Miejsce Topurii, zdaniem Gaethje, jest w piórkowej – tam mógłby powalczyć o pas z Alexandrem Volkanovskim. „Myślę, że może pokonać Alexandra Volkanovskiego i zostać mistrzem wagi piórkowej. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek został mistrzem wagi lekkiej” – ocenił Amerykanin.

Poszedł nawet o krok dalej i wymienił z nazwiska zawodników wagi lekkiej, z którymi Hiszpan miałby po prostu problem. „Nie pokona Armana Tsarukyana. Będzie miał trudną przeprawę z Paddym Pimblettem. Jest tu mnóstwo świetnych zawodników” – stwierdził mistrz.

Bo to Tsarukyan, nie Topuria, ma być kolejnym rywalem Gaethje w walce o pas. „To nie jest tak, że nie chcę walczyć z Armanem. Naprawdę nie. On jest następny w kolejce. Jeśli i kiedy będę bronił tego mistrzostwa, to właśnie z nim zawalczę” – zadeklarował Amerykanin.

Gaethje nie ukrywa też, że lata w klatce robią swoje – i to tłumaczy jego podejście do wyboru rywali. „Mam jednak 37 lat” – zaznaczył. Karierę zawodową zaczynał w 2008 roku, a licząc razem z walkami amatorskimi, ma ich na koncie już 40.

12. kolejka Betclic I ligi potrwa cztery dni – od piątku do poniedziałku, czyli 23-26 października 2026 roku. Kibice mają więc o czym marzyć: w terminarzu znalazło się aż osiem spotkań rozłożonych na ten właśnie weekend.

Kolejkę otworzy piątkowe starcie Polonii Warszawa z Miedzią Legnica o godzinie 18.00. Sobota to już prawdziwy nawał futbolu – aż cztery mecze. O 15.30 ruszą jednocześnie trzy z nich: Arka Gdynia zagra z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza, Stal Mielec przyjmie Chrobrego Głogów, a Unia Skierniewice zmierzy się z Polonią Bytom. Sobotni program zamknie o 17.45 pojedynek Puszczy Niepołomice z Lechią Gdańsk.

Niedziela zapowiada się równie gęsto od meczów. Odra Opole zmierzy się z Pogonią Siedlce już o 12.00. Dwie i pół godziny później, o 14.30, na boisku spotkają się Ruch Chorzów i prowadząca w tabeli Pogoń Grodzisk Mazowiecki. Dzień zwieńczy wieczorny mecz Podbeskidzia Bielsko-Biała ze Stalą Rzeszów, zaplanowany na 17.00.

Prawdziwym hitem tej kolejki będzie jednak poniedziałkowe spotkanie – Warta Poznań kontra ŁKS Łódź, godzina 18.00. To starcie dwóch drużyn z górnej części tabeli, które dzieli obecnie zaledwie punkt.

Pogoń Grodzisk Mazowiecki liderem przed kolejką

Na czele tabeli przed 12. kolejką znajduje się Pogoń Grodzisk Mazowiecki – 18 punktów po dziewięciu meczach, pięć wygranych, trzy remisy, jedna porażka, bilans bramkowy 15-8. Tuż za nią plasuje się Bruk-Bet Termalica Nieciecza z 16 punktami – również pięć zwycięstw, ale przy jednym remisie i trzech porażkach oraz bilansie 14-12.

Podium zamyka Warta Poznań z 15 punktami zdobytymi w pięciu wygranych i czterech przegranych meczach, bez remisu, przy bilansie bramkowym 17-13. Tuż za nią, na czwartym miejscu, czeka jej poniedziałkowy rywal – ŁKS Łódź, także z 15 punktami, ale wypracowanymi inaczej: cztery zwycięstwa, trzy remisy, dwie porażki, bilans 13-9.

Na przeciwległym biegunie tabeli utknęła Puszcza Niepołomice. Ostatnie, 18. miejsce i zaledwie sześć punktów po ośmiu rozegranych meczach – dwa zwycięstwa, sześć porażek, żadnego remisu, bilans bramkowy 8-12. To właśnie ten zespół w sobotę podejmie Lechię Gdańsk, próbując wreszcie odwrócić niekorzystną passę.

Harry Kane ma w głowie nie tylko przeprowadzkę do MLS. Rozważa też coś znacznie bardziej egzotycznego — karierę kopacza w futbolu amerykańskim, w NFL. Napastnik Bayernu Monachium przyznał wprost, że to pomysł, któremu chce się przyjrzeć poważniej.

To coś, co chcę dokładniej przeanalizować

O swoich planach opowiedział podczas zgrupowania reprezentacji Anglii w St George’s Park, gdzie pełni funkcję kapitana drużyny. Na razie to raczej myślenie głośne niż konkret — żadne rozmowy w sprawie transferu do futbolu amerykańskiego się nie toczą, a sam zawodnik nie kontaktował się z przedstawicielami NFL.

Nie jest to jednak pomysł wyssany z palca. Kane od dawna pasjonuje się golfem, a teraz zaczyna kalkulować, ile jeszcze zostało mu w nogach — może pięć, może sześć lat kariery. I dzieje się to akurat wtedy, gdy napastnik najprawdopodobniej przedłuży umowę z Bayernem Monachium. Żadnej rewolucji w najbliższym czasie więc nie będzie.

MLS jako most do NFL?

Ostateczna decyzja, jak zaznaczył Kane, zależeć będzie od tego, jak potoczy się jego kariera, jaką znajdzie w sobie motywację i jakie cele wyznaczy sobie na kolejne lata. Jedno wykluczył od razu: gry w NFL w trakcie regularnych zmagań na najwyższym piłkarskim poziomie.

Inaczej wygląda to po ewentualnym przejściu do MLS.

Być może po przejściu do MLS dałoby się połączyć te dwie aktywności

Napastnik widzi tu konkretne podobieństwo między obiema dyscyplinami. Rzuty karne w piłce nożnej i kopnięcia w futbolu amerykańskim, jego zdaniem, łączy zbliżona technika oraz ta sama presja chwili. Zastrzegł jednak, że start w NFL byłby poważnym wyzwaniem — telewizja lubi sprawiać wrażenie, że rola kopacza jest prostsza, niż jest naprawdę.

Taki eksperyment już się zresztą kiedyś udał. Jesus Angoy, były bramkarz FC Barcelony, spędził siedem lat w NFL Europa jako kopacz Barcelony Dragons. W 1997 roku zdobył z tą drużyną World Bowl.

Grupa Północna 2. Ligi hokeja na lodzie w sezonie 2026/2027 będzie liczyć siedem zespołów. Do stawki dołączają dwie nowe ekipy: Legion Warszawa i LHT Lublin.

Kto zagra w grupie? Mad Dogs Sopot, PTH Poznań, BKS Bydgoszcz, ŁKH Łódź, Warsaw Capitals, Legion Warszawa oraz LHT Lublin.

Legion awansował zasłużenie. Warszawska drużyna wygrała miniony sezon 3. ligi i tym samym wywalczyła promocję o szczebel wyżej.

Historyczne derby na horyzoncie

Właśnie ten awans sprawia, że kibiców czeka coś, czego jeszcze nie widzieli. Odkąd Legion trafił do Grupy Północnej, po raz pierwszy w historii rozgrywek dojdzie na tym szczeblu do warszawskich derbów — Legion zagra z Warsaw Capitals.

Na konkretną datę pierwszego starcia trzeba będzie jeszcze poczekać. Warsaw Capitals informują, że sezon najprawdopodobniej ruszy na początku listopada. Oficjalnego terminarza rozgrywek na sezon 2026/2027 wciąż jednak nie ma.

Instalacja aplikacji
Pobierz