Co zrobił Jakub Słomka, gdy dotarła do niego wiadomość, że Mariusz Grabowski szykuje wobec niego kroki prawne? Nie wycofał się. „Góral” uderzył jeszcze mocniej.
Konflikt między GROMDĄ i FIGHT MODE ciągnie się już kilka miesięcy. Zaczęło się od rywalizacji biznesowej, ale dawno przestało być tylko o biznesie — dziś to osobisty spór między szefem GROMDY Mariuszem Grabowskim a Łukaszem „Jurasem” Jurkowskim, człowiekiem stojącym za FIGHT MODE. Jurkowski nie robi z tego tajemnicy: jego organizacja ma być realną konkurencją dla GROMDY.
Pomiędzy tymi dwoma stronami znalazł się Jakub Słomka, przez lata jedna z twarzy GROMDY. To on wygrał turniej tej organizacji i walczył z Mateuszem „Don Diego” Kubiszynem o mistrzowski pas. Ostatecznie jednak przeszedł do FIGHT MODE, nowego projektu Jurkowskiego.
Zmiana barw nie odbyła się bez echa. Słomka udzielił krytycznego wywiadu „Szalonemu Reporterowi”, w którym rozliczył się ze współpracą z GROMDĄ i samym Grabowskim. Efekt, jak twierdzi zawodnik, przyszedł szybko — wezwanie przedsądowe.
Dostałem właśnie pozew od Mariusza Grabowskiego. Przedsądowy, odnośnie mojego ostatniego wywiadu u „Szalonego Reportera”.
Zamiast się wycofać, Słomka zapowiedział publicznie, że nie zmieni ani słowa ze swojej wypowiedzi. Na Instagramie poszedł jeszcze dalej i ochrzcił Grabowskiego „Don Mariem z Pionek”.
Słynny Don Mario z Pionek, Mariusz Grabowski, wieli zasadowiec, osoba, która w każdym wywiadzie, na każdej gali mówi o zasadach, o charakterności, o lojalności… Cała Twoja otoczka sztywnego gościa, Mariuszku, w tym momencie pękła. To kim, ty jesteś to od dawna wiedziałem, ale wiele osób jeszcze nie, ale się dowie. Także wszyscy zawodnicy niech się dowiedzą, z kim współpracują, jaka to jest osoba.
Na Słomce sprawa może się jednak nie skończyć. Z informacji, które się pojawiają, wynika, że działania prawne Grabowskiego mają objąć również Łukasza Jurkowskiego.
FIGHT MODE 2 z Lombardem w Legionowie
Spór prawny nie wstrzymuje planów FIGHT MODE. Kolejna gala organizacji, FIGHT MODE 2, odbędzie się w Legionowie. W walce wieczoru zmierzą się Hector Lombard, były mistrz Bellatora i weteran UFC, oraz Gracjan Szadziński.
Na karcie znalazły się też starcia Wojciecha Sobierajskiego z Normanem Parke, Vasyla Halycha z Łukaszem Parobcem oraz Wiktorii Czyżewskiej z Jessicą Kusz.
Jedna z ciekawszych brazylijskich marek na scenie Counter-Strike’a 2 nagle wypada z rywalizacji. Co się stało? ODDIK ogłosiło za pośrednictwem mediów społecznościowych wstrzymanie działań na scenie CS2. Brazylijska organizacja poinformowała, że pauza obejmuje czas nieokreślony i nie dotyczy wyłącznie Counter-Strike’a — obejmuje całą działalność esportową klubu.
Decyzję ODDIK ogłosiło na Twitterze/X 23 września 2026 roku. W komunikacie napisano, że organizacja „ogłasza pauzę na czas nieokreślony w swoich działaniach na scenie rywalizacyjnej”. Przypomniano też o ponad pięciu latach turniejów, zwycięstw, porażek, LAN-ów, wielkich scen, różnych zespołów i niezliczonych momentów, które budowały historię klubu.
Historia ODDIK w Counter-Strike 2 zaczęła się 28 czerwca 2022 roku. Od tego czasu organizacja zbudowała portfolio trofeów solidne, choć niekoniecznie spektakularne na światową skalę. Na koncie ma mistrzostwo MEG 2022, triumf w 5. sezonie CBC, zwycięstwo w KaBuM! Legends 2024, tytuł w Circuito Estadualas FERJEE, mistrzostwo KaBuM! Prime League, zwycięstwo w 3. sezonie CCT South American Series #7 oraz triumf w Aorus League Brazil 2026.
Zespół zaznaczył swoją obecność też na większych imprezach. ODDIK zajęło 9-11. miejsce na PGL Astana, a do tego dwukrotnie docierało do finału bez zdobycia tytułu — w CBCS Invitational 2024 i w Circuito FERJEE 2025. Najwyższą lokatą w historii organizacji w światowym rankingu HLTV było 28. miejsce. Właśnie z tą pozycją ODDIK otarło się o awans do fazy play-off PGL Astana 2025.
Co czeka zawodników?
Pauza organizacji rozdzieliła los graczy na dwie grupy. Diogo „diozera” Oliveira Nunes pozostaje pod kontraktem z ODDIK, ale trafił na ławkę rezerwowych. Podobny status zachował Gustavo „nardes” Henrique — również związany kontraktem, również odesłany do rezerwy.
Czterej inni członkowie sztabu stracili miejsce w organizacji na dobre. Sebastian „righi” Righi został zwolniony i stał się wolnym agentem, podobnie jak Guilhermo „PremiuM” Popov i Vitor „Ceruttera” Cerutti. Zwolniony został także trener Joaquin „lokomotioN” Abasolo — on, tak jak koledzy z zespołu, może teraz szukać nowego pracodawcy na rynku transferowym.
Kto może namieszać już w pierwszej walce turnieju FAME 33: Grand Freaks? Michał „Wampir” Pasternak, jeden z uczestników rywalizacji, nie miał wątpliwości i wskazał konkretne nazwiska.
Głównym punktem gali FAME 33: Grand Freaks, zaplanowanej na 17 października w warszawskim ATM Studio, będzie turniej czołowych zawodników organizacji rozgrywany na zasadach K-1 w małych rękawicach. Ćwierćfinały i półfinały potrwają dwie runmdy po trzy minuty. Jeśli po tym czasie sędziowie nie wskażą zwycięzcy, zawodnicy przejdą do dodatkowej, dwuminutowej rundy. Finał rozegrany zostanie na innych zasadach — trzy runmdy po trzy minuty, a przy remisie także dwuminutowa dogrywka.
Obsada turnieju rośnie w kilku turach. Najpierw organizacja ogłosiła Sebastiana „Scarface” Skiermańskiego, Dawida „Crazy” Załęckiego, Erko Juna oraz Alberto Simao. Potem do grona dołączyli Michał „Wampir” Pasternak i Paweł Tyburski. FAME zapowiada, że lista wciąż się wydłuża i kolejne nazwiska mają się pojawić.
Pasternak, oceniając potencjalnych rywali w rozmowie na kanale „MMA-Bądź na bieżąco”, przekonywał, że siła zawodników rośnie wraz z kolejnymi rundami turnieju.
„Większość zawodników, których wymieniasz, to nie są dobrzy zawodnicy na pierwszą rundę. Czym dalej, tym lepiej. Patrząc na potencjał tych zawodników, to tu większość zawodników będzie groźna w pierwszych walkach – nie biorę pod uwagę tego Scarface’a, bo on jest pewnie obyty i on gdzieś to będzie rozkładał bardziej, ale patrząc już na Tyburskiego, to mega groźny będzie w pierwszej walce. Uważam, że Erko Jun może zaskoczyć i że Crazy też nie jest łatwym zawodnikiem na pierwszą walkę”.
Debiutant z doświadczeniem z innej organizacji
Dla Pasternaka udział w FAME 33 to nowe wyzwanie. To będzie jego pierwszy turniej organizowany przez tę federację. Wcześniej doświadczenie turniejowe zdobywał w organizacji WOTORE.
Wśród rywali, których wymienił, sportowego zaplecza nie brakuje. Skiermański przez lata budował twardość w walkach na gołe pięści w GROMDZIE. Erko Jun wywodzi się ze sportów stójkowych, a w karierze MMA zdążył już zdobyć mistrzowski pas organizacji BRAVE CF.
„Marcin Szulc pozostanie – przynajmniej na razie – szefem Kolegium Sędziów PZPN”. Na to wyszło piątkowe posiedzenie zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej, choć wielu spodziewało się jego dymisji.
Obrady zajęły około dwóch godzin. Na stole leżały dwie sprawy: ewentualne odwołanie szefa Kolegium Sędziów oraz rzekome nagranie telefonem prezesa Cezarego Kuleszy przez sekretarza generalnego Łukasza Wachowskiego. Skończyło się na tym, że „żadna głowa dziś nie spadła”. Co ciekawe, wątku Wachowskiego w ogóle nie poruszono podczas posiedzenia.
Sam Szulc, zapytany po zarządzie o swoją sytuację, nie krył emocji i rzucił krótko: „Co będzie, to będzie”. W mediach jako jego potencjalny następca przewijało się nazwisko Roberta Małka, ale do zmiany na stanowisku jednak nie doszło.
Nadzór przejmuje Garbowski
Zarząd nie zostawił jednak Kolegium Sędziów samopas. Zdecydowano, że tymczasowy nadzór nad tym gremium obejmie wiceprezes PZPN Tomasz Garbowski. Do kolejnego posiedzenia zarządu ma przyjrzeć się funkcjonowaniu Kolegium i zaproponować rozwiązania, które poprawią pracę sędziów. W środowisku sędziowskim krąży już nazwisko możliwego kandydata na szefa Kolegium – jako faworyta Garbowskiego wymienia się Jarosława Przybyła.
Sprawa Szulca trafiła pod obrady zarządu za sprawą publikacji WP SportoweFakty. 10 września redakcja ujawniła, że trener Jagiellonii Adrian Siemieniec wysyłał SMS-y do sędziego Kamila Wójcika – a to jest surowo zabronione. Zarzut wobec szefa sędziów brzmiał poważnie: miał wiedzieć o aferze SMS-owej i rzekomo ukryć całą sprawę przed władzami związku.
Druga sprawa, dotycząca Wachowskiego, jest nie mniej kontrowersyjna, choć dziś nie doczekała się dyskusji na forum zarządu. Sekretarz generalny PZPN miał rzekomo nagrać telefonem prezesa Cezarego Kuleszę w stanie wskazującym na spożycie alkoholu. Obaj – i Kulesza, i Wachowski – stanowczo zaprzeczyli, jakoby taka sytuacja w ogóle miała miejsce.
Na razie oba wątki pozostają otwarte. Los Szulca rozstrzygnie się dopiero po analizie Garbowskiego, a sprawa Wachowskiego czeka na swoją kolej na kolejnym posiedzeniu zarządu.
„Dajcie mi dojechać do alei serwisowej” — te słowa Andrei Kimiego Antonellego przez radio zespołowe zabrzmiały jak przyznanie się do klęski. Chwilę wcześniej lider klasyfikacji generalnej Formuły 1 uderzył w ścianę i uszkodził bolid podczas kwalifikacji do GP Azerbejdżanu. W jego samochodzie doszło do poważnego uszkodzenia zawieszenia.
Dwudziestoletni Włoch awansował do Q2. Na tor w drugiej fazie kwalifikacji już jednak nie wyjechał. Zamiast tego w kokpicie toczyła się gorączkowa wymiana zdań z inżynierem wyścigowym. „Dlaczego nie możemy tego naprawić?” — dopytywał Antonelli. Inżynier musiał go przekonywać, by zamiast próbować dojechać do alei serwisowej, zaparkował uszkodzony samochód na poboczu. Skutek tej kraksy jest bolesny: lider mistrzostw świata wystartuje w niedzielnym wyścigu dopiero z szesnastej pozycji.
Podczas gdy w garażu Mercedesa trwał dramat, na torze rozgrywał się popisowy występ George’a Russella. Brytyjczyk był najszybszy zarówno w Q1, jak i w Q2. W decydującej części kwalifikacji nie zostawił rywalom żadnych złudzeń. Na otwarcie Q3 zanotował czas 1:53.262, po czym poprawił tempo i ostatecznie zdobył pole position wynikiem 1:42.526. Jego finalne okrążenie, 1:43.037, było lepsze o ponad pół sekundy od czasu Oscara Piastriego, który wcześniej uzyskał 1:43.571.
Za plecami Russella uformowała się stawka goniąca w rozstrzale niecałej sekundy. Charles Leclerc uplasował się na drugim miejscu, tracąc do Brytyjczyka 0,837 s. Tuż za nim, ze stratą 0,838 s, sklasyfikowano wspomnianego Piastriego. Czwarty był Isack Hadjar z Red Bull Racing, 0,974 s wolniejszy, a piąte miejsce zajął Lando Norris ze stratą 1,146 s.
Sam Norris przeżył w trakcie Q1 chwilę grozy. „Coś się chyba zepsuło” — zameldował przez radio, co wywołało nerwowe inspekcje w garażu McLarena. Na szczęście dla Brytyjczyka awaria nie okazała się na tyle poważna, by wyeliminować go z walki o czołowe pozycje.
Verstappen narzeka na balans, choć w piątek był najszybszy
Max Verstappen, w piątkowym treningu najszybszy na torze, w kwalifikacjach musiał zadowolić się ósmą pozycją ze stratą 1,555 s do Russella. Na zakończenie Q2 dzieliło go od Brytyjczyka już tylko 0,244 s, a w rozmowie z inżynierami nie krył frustracji balansem bolidu. „Przód bolidu dobija jak szalony. Nie potrafię hamować” — relacjonował Holender.
Niedzielny wyścig w Baku zapowiada się więc na starcie zupełnie inaczej, niż sugerowałaby tabela mistrzostw. Russell wyruszy z pole position, a lider klasyfikacji generalnej będzie musiał przebijać się przez stawkę od szesnastego miejsca — konsekwencja jednego z najbardziej kosztownych błędów tego sezonu.
„Myślę, że po prostu doszło do momentu, w którym nikt nie chciał się odwrócić” — tak Darren Till opisał staredown, który zamienił się w viralowy pokaz siły przed jego starciem z Yoelem Romero.
W najbliższą sobotę Manchester zamieni się w scenę gali BKFC 94. Walką wieczoru będzie pojedynek dwóch byłych zawodników UFC – Darrena Tilla i Yoela Romero.
Po konferencji prasowej poświęconej walce obaj zawodnicy stanęli naprzeciw siebie na niemal cztery minuty. Pomiędzy nimi prezes BKFC David Feldman, który z bliska obserwował, jak narasta napięcie. Nagranie z tej konfrontacji rozeszło się po sieci błyskawicznie.
Till nie krył satysfakcji z tego, jak przebiegła wymiana spojrzeń. „Nie kieruję się energią podczas staredownów i tego typu rzeczami, ale to on pierwszy złamał swoją pozę. Zaczął do mnie mówić i mocno przeżuwać gumę. Ja po prostu robiłem swoje” — relacjonował. Cofnąć się nie zamierzał. „Pokażę ci dokładnie, co zamierzam ci zrobić, tak samo jak ty zamierzasz zrobić to mnie. Wszystkie te teksty: Boję się ciebie. No to spójrz teraz. Kto się boi? Dobrze się przy tym bawiłem. To naprawdę przerażający gość” — mówił Brytyjczyk.
Druga odsłona napięcia
Kilka dni później, tuż przed samą galą, Till i Romero spotkali się znowu i powtórzyli staredown. I znów zrobiło to wrażenie na obserwatorach.
Transmisję z BKFC 94 obejrzeć będzie można w Canal+ oraz Canal+ Sport HD. Start zaplanowano na sobotę, godzina 18:00.
„29-28, 29-28, 29-28” – taki werdykt usłyszała Bella Mir po walce, która mogła się dla niej skończyć tylko gorzej. 23-letnia córka byłego mistrza UFC Franka Mira wchodziła do klatki Dana White’s Contender Series jako zdecydowana faworytka. Niektórzy bukmacherzy w ogóle nie przyjmowali na nią zakładów. A jednak przegrała jednogłośnie z Alex Apodacą w kategorii koguciej.
Bolało tym bardziej, że do tej pory Bella Mir nie znała smaku porażki na zawodowym poziomie. Program Dana White’a miał otworzyć jej drzwi do UFC – organizacji, w której jej ojciec zdobywał mistrzowskie pasy. Zamiast kontraktu dostała lekcję pokory, zapisaną czarno na białym w kartach sędziowskich.
Zawodniczka nie zamierza jednak siedzieć z założonymi rękami. W czwartek organizacja RAF ogłosiła, że Mir zmierzy się z Hope Chase. To będzie jej pierwszy występ od porażki w Contender Series – tyle że tym razem nie w klatce MMA, a na macie zapaśniczej.
Gala RAF 14 z gwiazdorską obsadą
Starcie Mir – Chase odbędzie się podczas gali RAF 14, zaplanowanej na 23 października w Fontainebleau w Las Vegas. Transmisję zapewni serwis Fox Nation.
Na karcie walk nie zabraknie nazwisk dobrze znanych fanom MMA i zapasów. Zobaczymy między innymi Armana Tsarukyana kontra Dillona Danisa oraz Khamzata Chimaeva przeciwko Robbiemu Lawlerowi. Do tego starcia Sarah Hildebrandt z Lucią Yepez, Ridge’a Lovetta z Jordanem Oliverem, Brendana Allena z Alexandrem Shlemenko, Romana Bravo-Younga z Nathanem Tomasello, Dylana Ragusina z Nickiem Suriano i Jordana Burroughsa z Michaelem Caliendo.
Dla Belli Mir powrót na matę to okazja, by szybko odbudować pewność siebie po pierwszej porażce w karierze. Czy uda się to na oczach publiczności w Las Vegas? Przekonamy się 23 października.
„Potem opady deszczu nie ustępowały, dlatego wszystkie mecze zostały przełożone” — tak organizatorzy Korea Open podsumowali piątkowy dzień w Seulu. Deszcz nad koreańską stolicą nie odpuszczał i w efekcie wywrócił do góry nogami cały harmonogram turnieju WTA 250.
Najbardziej ucierpiała na tym Kimberly Birrell. Australijka prowadziła już 6:2, 2:6, 4:2 w starciu z Katie Volynets, gdy obie zawodniczki musiały zejść do szatni. Na dokończenie meczu trzeba będzie poczekać do soboty.
Do przełożenia trafiły też trzy ćwierćfinały. Taylah Preston i Alina Korniejewa w ogóle nie zdążyły wyjść na kort — ich pojedynek przesunięto na sobotę. Podobnie potoczyły się losy starcia Lanlany Tararudee, rozstawionej z numerem trzecim, z Mayą Joint, notowaną jako piąta w stawce. Na sobotę przełożono również mecz Anny Bondar, szóstej rakietki turnieju, z czwartą rozstawioną Eleną-Gabrielą Ruse.
Napięty plan na kolejne dni
Organizatorzy liczą, że aura poprawi się już w sobotę. Tego dnia w Seulu mają zostać rozegrane wszystkie zaległe ćwierćfinały, a zaraz po nich — oba półfinały. Dla zawodniczek oznacza to prawdziwy maraton skompresowany w jeden dzień.
Cała rywalizacja w głównej drabince Korea Open ma zakończyć się w niedzielę 27 września. Turniej rozgrywany jest na twardych kortach w Seulu i zalicza się do kategorii WTA 250, a jego łączna pula nagród wynosi 283,3 tys. dolarów.
Stawka dla zwyciężczyni jest jasno określona: triumfatorka rywalizacji singlowej zainkasuje czek na 37,3 tys. dolarów i zgarnie 250 punktów do rankingu WTA. Teraz wszystko zależy już tylko od tego, czy pogoda w Seulu wreszcie okaże się łaskawsza dla organizatorów.
„Musisz poczekać ponad godzinę” – ten komunikat w czwartek oglądały tysiące kibiców, którzy próbowali kupić bilety na pożegnalny mecz Lionela Messiego z reprezentacją Argentyny.
Messi zgodził się rozegrać ostatni mecz w narodowych barwach. Spotkanie odbędzie się 6 października w Buenos Aires, a rywalem Argentyny będzie Benin. Areną wydarzenia będzie Monumental Stadium, a mecz zaplanowano na okres przerwy reprezentacyjnej.
Sprzedaż ruszyła w czwartek o godz. 18 czasu lokalnego, a biletami zarządzała firma Deportick. Już w pierwszych sekundach na stronę rzuciły się miliony kibiców. Efekt? Platforma ugięła się pod takim obciążeniem, a wielu użytkowników zamiast formularza zakupu zobaczyło tylko komunikat o konieczności czekania ponad godzinę.
Argentyńska gazeta „Ole” opisywała, że po 70 minutach oczekiwania część kibiców wciąż tkwiła w wirtualnej kolejce – nie mogli przejść nawet do wyboru miejsc na trybunach. A frustracja rosła, bo pula dostępnych biletów była ograniczona od samego początku.
Monumental Stadium mieści około 85 tysięcy widzów, jednak organizatorzy nie wystawili do sprzedaży wszystkich sektorów obiektu. Część wejściówek argentyńska federacja piłkarska (AFA) zarezerwowała dla sponsorów i partnerów – to jeszcze bardziej zawęziło pulę miejsc dla zwykłych kibiców.
Mimo całego chaosu części osób udało się przebrnąć przez kolejkę. Jak relacjonował „Ole”, około godziny 19:15 jeden z kibiców pochwalił się w serwisie X, że zdobył bilet. W tym momencie w sprzedaży zostały już tylko pojedyncze miejsca na górnych trybunach. Trzynaście minut później padła kolejna wiadomość: bilety wyprzedane całkowicie.
Cała sprzedaż zamknęła się więc w niewiele ponad półtorej godziny. Dla wielu kibiców pożegnanie z Messim zostanie więc tylko transmisją telewizyjną – nie wspomnieniem z trybun Monumentalu.
„Chciałem na początku wyrazić wdzięczność za erę LeBrona. Jako organizacja nadal jesteśmy wdzięczni za wszystko, co przeżyliśmy z nim w Lakers” — powiedział Rob Pelinka, generalny menedżer Los Angeles Lakers.
To pierwsze tak obszerne słowa Pelinki na temat odejścia LeBrona Jamesa z klubu. Po ośmiu latach James pożegnał się z Los Angeles Lakers i trafił do Philadelphia 76ers. Nową umowę — dwuletnią, wartą 8 mln dolarów — podpisał dwa miesiące wcześniej.
Generalny menedżer nie ukrywał emocji, relacjonując przebieg rozmów z gwiazdą, która przez osiem sezonów grała w koszulce Lakers. „Rozmowy z nim tego lata były prowadzone dyplomatycznie, profesjonalnie i szczerze. Jestem bardzo wdzięczny za naszą współpracę, która trwała aż do momentu, gdy podjęto decyzję, że zagra w innym zespole. Wszystko odbyło się polubownie, profesjonalnie i z klasą” — dodał Pelinka.
Jeszcze w maju sam Pelinka mówił otwarcie, że Lakers chcieliby zatrzymać Jamesa przy klubie. Wyszło inaczej. O planach zmiany barw klubowych zarząd dowiedział się od agenta zawodnika, Richa Paula, zaledwie kilka godzin przed startem wolnej agentury.
James ma dziś 41 lat i zostawia w Los Angeles pokaźny dorobek. W barwach Lakers sięgnął z zespołem po mistrzostwo NBA, doszedł też do finału Konferencji Zachodniej — a w całej karierze uzbierał już cztery pierścienie mistrzowskie NBA.
Lakers patrzą w przyszłość
Klub nie zamierza siedzieć bezczynnie — budowa zespołu na nową erę już trwa. Optymizmu nie brakuje też trenerowi J.J. Redickowi: „Myślę, że po raz pierwszy w ciągu moich trzech lat tutaj czuję, że elementy tej grupy naprawdę do siebie pasują” — ocenił szkoleniowiec.