⚡ Aktualnie:
Jee wraca do TYLOO przed IEM Beijing 2026, m0NESY broni formy kyousuke m0NESY o kryzysie kyousuke, Cache w puli map i kontrakcie z Falcons do 2030 roku Piastri poza Q3 po raz pierwszy od dwóch sezonów przed GP Meksyku Kierowcy Williamsa nie mają złudzeń: wejście do strefy punktowej będzie niezwykle trudnym wyzwaniem Mocny występ kierowców Racing Bulls przyćmiła dyskwalifikacja Lawsona Co nowego zespoły przywiozły do Meksyku? 2. trening: Leclerc znowu najszybszy, awaria Hamiltona, kolizja Verstappena z Lawsonem Wielki mecz Wembanyamy w NBA. Francuz pomógł wygrać hitowe starcie ze Timberwolves Ogromna szansa przed Soldiciem. Może zmierzyć się z gwiazdą TOP 15 UFC Stolica jest Dzika! Mistrz Polski przegrał derby Warszawy 77:92 Jee wraca do TYLOO przed IEM Beijing 2026, m0NESY broni formy kyousuke m0NESY o kryzysie kyousuke, Cache w puli map i kontrakcie z Falcons do 2030 roku Piastri poza Q3 po raz pierwszy od dwóch sezonów przed GP Meksyku Kierowcy Williamsa nie mają złudzeń: wejście do strefy punktowej będzie niezwykle trudnym wyzwaniem Mocny występ kierowców Racing Bulls przyćmiła dyskwalifikacja Lawsona Co nowego zespoły przywiozły do Meksyku? 2. trening: Leclerc znowu najszybszy, awaria Hamiltona, kolizja Verstappena z Lawsonem Wielki mecz Wembanyamy w NBA. Francuz pomógł wygrać hitowe starcie ze Timberwolves Ogromna szansa przed Soldiciem. Może zmierzyć się z gwiazdą TOP 15 UFC Stolica jest Dzika! Mistrz Polski przegrał derby Warszawy 77:92

BC Wiedeń wygrał na własnym parkiecie z Kingiem Szczecin 96:93 w meczu FIBA Europe Cup. O wszystkim zadecydował rzut za trzy punkty oddany już po syrenie – miał wysłać spotkanie na dogrywkę, ale piłka nie wpadła do kosza.

Mecz był wyrównany praktycznie od pierwszej do ostatniej akcji. Prowadzenie zmieniało się osiem razy, a remis padał aż trzynaście razy. Same wyniki poszczególnych kwart – 23:27, 24:21, 23:20 i 26:25 – pokazują, jak blisko siebie obie drużyny trzymały się przez całe 40 minut.

Najwięcej działo się w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry. Siedem sekund przed końcem gospodarze prowadzili 96:91, a Przemysław Żołnierewicz został sfaulowany przy próbie rzutu za trzy punkty. Z przyznanych trzech rzutów wolnych polski skrzydłowy trafił dwa pierwsze, trzeci spudłował. Sędziowie po analizie wideo przyznali jednak piłkę Kingowi – szczecinianie dostali więc jeszcze jedną szansę na wyrównanie. Nie wykorzystał jej Zahir Porter. Jego rzut za trzy na dogrywkę poszedł obok kosza.

W tej kluczowej końcówce zabrakło na parkiecie Ondreja Sehnala – wcześniej przekroczył limit fauli. A to właśnie on był jednym z liderów BC Wiedeń tego wieczoru: 16 punktów, sześć asyst. Sehnal dołożył też pięć z piętnastu strat, jakie King popełnił w całym meczu – rywale zamienili je łącznie na 19 punktów.

Trzech zawodników z szesnastoma punktami

W Kingu najskuteczniejszy był duet Noah Reynolds (16 punktów) i Tomasz Gielo, również z 16 na koncie, w tym trzema trafionymi trójkami. Dalej punktowali: Przemysław Żołnierewicz i Mikołaj Witliński – po 11, Zahir Porter – 9, Patrick McCaffery – 7, Alexandre Chassang – 6 oraz Mateusz Kostrzewski, który dorzucił 1 punkt.

Zespół prowadzony przez trenera Macieja Majcherka wraca teraz do treningów przed kolejnym występem w europejskich pucharach. Następnym rywalem Kinga w FIBA Europe Cup będzie cypryjski Keravnos B.C. Mecz w Nikozji zaplanowano na środę, 21 października, na godzinę 18:00.

NBC odzyskało prawa do transmisji meczów NBA. Jeszcze przed startem sezonu 2025/2026 stacja ogłosiła, że Michael Jordan dołączy do niej jako specjalny współpracownik. Fani od razu zaczęli liczyć na jego stałą obecność na antenie.

Rzeczywistość okazała się jednak dużo skromniejsza. Jordan wziął udział w jednej, dłuższej rozmowie z Mike’em Tirico, głównym komentatorem NBC. Materiał z tego spotkania otrzymał tytuł „MJ: Insights to Excellence” i trafił na antenę w kilku krótkich odcinkach emitowanych w trakcie sezonu. Rozmowa dotyczyła głównie zarządzania obciążeniem zawodników oraz osobistych doświadczeń i spojrzenia Jordana na sport. O bieżącym komentowaniu wydarzeń ligowych nie było mowy.

Dla sześciokrotnego mistrza NBA taki format pasował jak ulał. Tirico, zapytany o tę sprawę podczas spotkania Front Office Sports Tuned In Summit w Nowym Jorku, nie zostawił wątpliwości co do intencji swojego rozmówcy. „Myślę, że Michael Jordan przez długi czas nie pojawiał się w telewizji nie bez powodu. Lubi być Michaelem Jordanem” – wyjaśnił komentator. Dodał, że Jordan po prostu nie ma ochoty na codzienne komentowanie wydarzeń w NBA.

Jeden wywiad, który wciąż żyje własnym życiem

Mimo skromnej skali przedsięwzięcia efekt przerósł oczekiwania stacji. „Uwielbiam to, że przeprowadziliśmy jeden wywiad. Można mówić, że został wyemitowany raz albo podzielony na części pokazywane w naszych programach przedmeczowych w ciągu sezonu. Minął rok, a ludzie wciąż o tym rozmawiają i wciąż o to pytają” – powiedział Tirico. Dla NBC to najlepszy dowód, że nawet jedna, starannie przygotowana rozmowa z Jordanem potrafi żyć własnym życiem długo po emisji.

GKS Tychy przegrał z Tapparą Tampere 3:6. Był to ostatni mecz obu drużyn w fazie ligowej Hokejowej Ligi Mistrzów.

Bilans Tyszan przed tym starciem wyglądał fatalnie — pięć porażek w pięciu dotychczasowych meczach fazy ligowej, w tym jedna po rzutach karnych, a w dorobku zaledwie jeden punkt. Tappara Tampere przyjechała do Tychów z innym bilansem: dwa zwycięstwa i trzy porażki, z czego dwie przegrane zapadły dopiero w dogrywce.

Początek dał kibicom w Tychach powód do optymizmu. Już w 3. minucie Szymon Kucharski otworzył wynik, dając GKS-owi niespodziewane prowadzenie. Gol padł dokładnie o 2:03, a asystowali przy nim Lukas Kovar i Mateusz Gościński.

Finowie odpowiedzieli w 14. minucie — Niclas Almari pokonał bramkarza Tomasa Fucika i wyrównał na 1:1. Trafienie padło w 13:59, a do siatki asystowali Benjamin Rautiainen i Aapeli Rasanen. GKS nie dał się jednak zepchnąć do defensywy. Jeszcze przed końcem pierwszej tercji prowadzenie odzyskał Henri Knuutinen, który trafił w 19:25 po podaniach Mateusza Bryka i Alana Łyszczarczyka. Po pierwszej odsłonie na tablicy świecił wynik 2:1 dla gospodarzy.

Druga tercja zmieniła wszystko

Druga odsłona meczu należała wyłącznie do Tappary — fińska drużyna strzeliła w niej aż cztery gole. Straty odrabiał najpierw Benjamin Rautiainen, a po nim do siatki trafiali kolejno Vilho Vanhatalo, Aapeli Rasanen i Dylan Fabre. Z 2:1 zrobiło się 2:5. Rautiainen wyrównał na 2:2 w 23:02 po asystach Michaela Lindqvista i Aapeliego Rasanena. Vanhatalo podwyższył na 2:3 w 31:28, zapisując asysty na konto Kaspera Kulonummiego i Henrika Haapali. Minutę później, w 32:32, Rasanen ustalił wynik na 2:4 po podaniach Lindqvista i Jyrkiego Jokipakki. Jeszcze przed syreną kończącą tercję, w 37:26, Dylan Fabre trafił na 2:5 — asystowali mu Julius Mattila i Jonne Tammela. Po dwóch tercjach tablica pokazywała 2:5 dla fińskiej ekipy.

W trzeciej tercji Finowie dołożyli jeszcze jeden cios. Aapeli Rasanen skompletował dublet, podwyższając wynik na 2:6 w 44:19 po asystach Lindqvista i Rautiainena. GKS zdobył się jeszcze na gola honorowego, który tylko nieznacznie zmniejszył rozmiary porażki — Lauri Sertti trafił w 48:25, asystowani przez Bartłomieja Jeziorskiego i Mateusza Bryka, ustalając końcowy wynik na 3:6.

Tak GKS Tychy pożegnał się z Hokejową Ligą Mistrzów — po porażce 3:6 (2:1, 0:4, 1:1).

Tymoteusz Kucharczyk, trzeci zawodnik sezonu Indy NXT 2026, okazał się najszybszy spośród wszystkich debiutantów podczas niedzielnych testów European Le Mans Series, rozegranych dzień po finałowej rundzie sezonu. Polak po raz pierwszy w karierze usiadł za kierownicą prototypu klasy Le Mans, a jego występ zdążyły już odnotować zagraniczne serwisy sportscar365.com i Italian-Endurance.com.

Test doszedł do skutku dzięki wsparciu porównywarki ubezpieczeń Mubi.pl, głównego partnera kierowcy. Pierwotnie Kucharczyk miał jechać samochodem TDS Racing z numerem 14 – problem w tym, że po prostu nie zmieścił się w jego fotelu. Ten sam zespół przygotowuje jednak również prototyp numer 29 i błyskawicznie dostosował go do potrzeb Polaka. Mowa o ORECA 07 startującej pod szyldem Forestier Racing by Panis – ekipy firmowanej przez Oliviera Panisa, zwycięzcę GP Monako w Formule 1 z 1996 roku. Ten konkretny egzemplarz zdobył w minionym sezonie wicemistrzostwo ELMS w kategorii LMP2.

Sekunda poprawy i 300 km/h

W porannej sesji Kucharczyk uzyskał czas 1:34.450 i przy okazji zanotował najwyższą prędkość maksymalną wśród wszystkich kierowców LMP2 – równe 300 km/h. Po południu poszedł jeszcze o niemal sekundę w dół, kończąc na 1:33.522. Szybsza od niego w całych testach była tylko jedna osoba: Doriane Pin, która przez cały sezon ścigała się własnym samochodem w barwach Duqueine Team.

Samochód numer 29 Polak dzielił z 22-letnim Francuzem Hadrienem Davidem – kierowcą z CV, które robi wrażenie: mistrz francuskiej Formuły 4 w wieku zaledwie 15 lat, w 2019 roku, wicemistrz FREC w 2021, mistrz Michelin Le Mans Cup w 2025. David w tym sezonie startuje w WEC Lexusem RC F zespołu Akkodis ASP, w czerwcu stanął na podium 24h Le Mans w klasie LMGT3, a wcześniej wywalczył pole position na torze Spa-Francorchamps. A mimo to w tym samym aucie to Kucharczyk był szybszy.

Równie ważna jak same czasy okrążeń była jednak stabilność Polaka. Jego ostatni przejazd – jedenaście okrążeń z rzędu – zamknął się w wąskim przedziale 1:34.2-1:35.7. Łącznie w ciągu dnia pokonał 61 okrążeń, co dało ponad 280 kilometrów za kierownicą prototypu.

Wiedziałem, że na początku muszę być cierpliwy. LMP2 to zupełnie inne auto niż to, czym jeździłem do tej pory: więcej docisku, inne hamowanie, inny sposób pracy z oponami. Z każdym przejazdem czułem się pewniej, a po południu mogłem już naprawdę zaatakować. Najlepszy czas wśród debiutantów i równe tempo na dłuższym przejeździe to więcej, niż zakładałem przed testem. Dzień zaczął się nietypowo, bo w fotelu samochodu numer 14 po prostu się nie zmieściłem, ale zespół TDS Racing stanął na wysokości zadania. Dziękuję im za świetnie przygotowany samochód i zaufanie.

Kucharczyk nie zapomniał też o sponsorze, bez którego cały test w ogóle by się nie odbył.

Ogromne podziękowania należą się Mubi, bez którego ten test by się nie odbył. Kiedy pojawiła się szansa, zareagowali od razu. Mam nadzieję, że ten wynik to dla nich także powód do dumy.

Głos zabrał też Michał Laskowski, prezes zarządu Mubi.

Pierwszy raz w prototypie i od razu najszybszy wśród debiutantów – to wynik, który zauważył cały świat wyścigów długodystansowych.

Co dalej z 20-letnim Kucharczykiem? Jego plany na sezon 2027 wciąż pozostają otwarte. Pewne jest za to jedno: w ostatnich pięciu latach czterokrotnie kończył sezon na podium mistrzostw, w których startował. A droga do wyścigów długodystansowych, którą właśnie uchylił sobie testami ELMS, ma w polskim sporcie motorowym już swój wzór – w 2025 roku Robert Kubica wygrał 24h Le Mans, a zespół Inter Europol Competition od lat należy do światowej czołówki LMP2.

Inter Mediolan przegrał we wtorek z Club Brugge 3:4 w Lidze Mistrzów i trudno o lepsze określenie niż sensacja. Włoskie media nie miały litości – winą za porażkę obarczyły między innymi Piotra Zielińskiego.

Dla zespołu Cristiana Chivu to już druga z rzędu przegrana w tej edycji rozgrywek. Wcześniej Inter uległ Realowi Madryt 1:2. Tym boleśniej smakuje teraz porażka z Belgami, bo przecież zaraz po przerwie reprezentacyjnej Inter rozgromił u siebie Parmę 3:0, a w tabeli Serie A wciąż zajmuje fotel lidera.

„Irytujący” i „horror” – takie słowa padły pod adresem Polaka

Portal SportMediaset już w tytule nazwał Zielińskiego piłkarzem „irytującym”. Dziennikarze nie zostawili suchej nitki na jego grze i wskazali konkretny moment meczu, który miał zaważyć na całym spotkaniu.

Mylił się niemal we wszystkim. W ofensywie, gdy przy stanie 0:0 zmarnował znakomite podanie Lautaro Martineza, dał się uprzedzić Hugo Vetlesenowi. Później oddawał piłki przeciwnikom. Jedynym przebłyskiem było wejście, którego koledzy nie potrafili odpowiednio wykorzystać

SportMediaset wystawiło Polakowi notę 4,5. Tyle samo przyznał mu dziennik „Corriere della Sera”. „Tuttosport” poszedł jeszcze dalej i nie owijał w bawełnę – tytuł brzmiał wprost: „Zieliński horror, defensywny bałagan”.

Nie wszyscy byli aż tak surowi. Calciomercato.com dało pomocnikowi notę 5, choć i tam nie zabrakło krytycznych uwag. Dziennikarze zwrócili uwagę na akcję, w której to właśnie Zieliński uruchomił kontratak Forbsa – zakończony rzutem karnym dla Club Brugge.

Próbuje łączyć grę i częściej od kolegów wychodzić do przodu, ocierając się również o gola. Jego występ staje się jednak niewystarczający, gdy uruchamia kontratak Forbsa, po którym Club Brugge otrzymuje rzut karny. Od tej chwili już się nie podnosi

Zieliński zresztą nie był jedynym piłkarzem Interu, który oberwał po tym meczu. Wśród słabszych postaci wieczoru włoscy dziennikarze wymieniali też Nicolo Barellę i Federico Dimarco.

Mateusz Makarowski, przed walką trzeci zawodnik rankingu kategorii lekkiej KSW, po raz pierwszy w karierze pod szyldem tej organizacji przegrał. Stało się to na gali XTB KSW 122 w Rzeszowie, 10 października – w pierwszej rundzie znokautował go Adam Soldajew, debiutujący wówczas w tej kategorii wagowej. Wystarczył jeden cios – potężny prawy prosty, który zakończył sprawę od razu.

To była dla Makarowskiego nie tylko pierwsza porażka pod szyldem KSW. To był w ogóle pierwszy nokaut w jego karierze. Przerwał tym samym passę trzech wygranych z rzędu, którą zbudował wcześniej. Zawodowo boksuje – a właściwie walczy w MMA – od 2017 roku, a przed starciem w Rzeszowie miał na koncie 23 pojedynki, z czego osiemnaście zakończył zwycięstwem.

Niedługo po walce zabrał głos w mediach społecznościowych. Zacytował znane przysłowie: „Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”. A potem przyznał wprost, bez owijania w bawełnę, że tym razem to on musiał poznać smak porażki. „Tym razem to ja musiałem poczuć smak porażki. Pierwszy nokaut w karierze, trudna lekcja i moment, który na długo zostanie w mojej pamięci” – napisał.

„Nie tak wyobrażałem sobie ten wieczór, ale taki jest sport”

W swoim oświadczeniu Makarowski nie uciekał od refleksji nad tym, czym właściwie jest sport walki. „Możesz dać z siebie wszystko, przepracować setki godzin na sali, a mimo to jednego dnia coś nie pójdzie po Twojej myśli. Dziś wyciągam wnioski. Jutro wracam do pracy. To nie koniec. To część tej drogi. Wrócę silniejszy” – zadeklarował.

Starcie dawnych kolegów z sali

Ten pojedynek miał w sobie coś więcej niż zwykłą rywalizację sportową. Makarowski i Soldajew trenowali kiedyś razem, w Warszawskim Centrum Atletyki, gdzie przez lata byli sparingpartnerami. Gala KSW 122 dała im pierwszą okazję, żeby zmierzyć się naprawdę, w klatce.

Soldajew po zwycięstwie przyznał, że walka przebiegała dokładnie tak, jak pamiętał ze wspólnych sparingów. „W walce było jak w WCA. Pamiętam nasze sparingi właśnie tak. On zadawał, ja oddawałem. Jedyna różnica polegała na tym, że na sparingach zazwyczaj szedłem do tytuł, a tu próbowałem go stopować, żeby nie miał wolnej ręki i żeby nie wbiegał ze swoimi ciosami. To udało mi się zrobić” – relacjonował.

We wtorek w Stambule Bahcesehir Koleji Spor Kulubu rozprawił się z Kids&Us Manresa 100:88 w meczu EuroCup – a na parkiecie, po przeciwnych stronach, stanęli dwaj Polacy: Mateusz Ponitka i Łukasz Kolenda.

Gospodarze nie zostawili złudzeń od pierwszych minut. Pierwszą kwartę wygrali 32:20 i tym samym narzucili tempo całego spotkania. To już trzecie zwycięstwo zespołu Saszy Djordjevicia w tej edycji rozgrywek – i trzecie z trzech rozegranych meczów.

Ponitka z ławki, Kolenda w pierwszym składzie Manresy

Kapitan polskiej kadry tym razem zaczynał na ławce. Na parkiecie spędził 18 minut i w tym czasie zdobył 12 punktów – trzy rzuty za dwa, jeden za trzy oraz trójka z linii wolnych rzutów. Do tego doszły cztery zbiórki, asysta i przechwyt, a straty – żadnej.

Po drugiej stronie parkietu grał Łukasz Kolenda, dla którego to pierwszy sezon w barwach Manresy. Zaczął w pierwszej piątce i zagrał niespełna 17 minut. Na koncie zapisał 11 punktów – dwie trafione trójki z pięciu prób oraz trzy z czterech wolnych – a do tego dwie zbiórki i asystę.

Najwięcej punktów w całym meczu zdobył Reed – 22 dla Bahcesehir, tuż za nim Flynn z szesnastoma. Po stronie gości najskuteczniejszy był Allen, autor 21 punktów, a blisko niego uplasował się Oriola z trzynastoma.

Droga obu Polaków może się jeszcze skrzyżować w tej samej fazie EuroCupu – ich kluby trafiły do wspólnej grupy. Na razie jednak czekają ich ligowe obowiązki: Ponitkę w Turcji, Kolendę w Hiszpanii.

Payton Pritchard ma za sobą rozmowy, które zakończyły się przedłużeniem kontraktu z Boston Celtics o dwa lata. Nowa umowa opiewa na 44,2 mln dolarów, w całości gwarantowane.

Z ustaleń wynika, że w sezonie 2028/29 Pritchard zarobi ponad 21 mln dolarów. Do tego dochodzi specjalna opcja na sezon 2029/30 warta blisko 23 mln dolarów — zapis, który da obu stronom czas na decyzję, czy współpraca ma trwać dalej. W praktyce 28-letni rozgrywający zostanie w Bostonie co najmniej do dziewiątego sezonu w barwach Celtics, z opcją przedłużenia o kolejny rok.

Za nowym kontraktem stoi najlepszy sezon w karierze Pritcharda. Średnio notował w nim 17 punktów, 5,2 asysty i 3,9 zbiórki na mecz — osobiste rekordy we wszystkich trzech kategoriach. W 50 spotkaniach wychodził w pierwszej piątce Celtics. A kiedy Jayson Tatum pauzował przez dłuższy czas, to on przejął ciężar ofensywy zespołu.

Liczby mówią same za siebie. Pritchard jest jednym z zaledwie czterech koszykarzy w historii Boston Celtics, którzy w więcej niż jednym sezonie trafili co najmniej 200 rzutów za trzy punkty. Obok niego w tym gronie są Jayson Tatum, Derrick White i Antoine Walker. Dochodzi do tego regularność, która w NBA bywa na wagę złota: w ostatnich trzech sezonach rozegrał 241 meczów, co daje trzeci wynik w całej lidze ex aequo.

Od 26. numeru draftu do mistrzostwa

Droga Pritcharda do Bostonu nie zaczęła się od fanfar — do Celtics trafił z 26. numerem draftu w 2020 roku, czyli niemal z końca pierwszej rundy. W 2024 roku sięgnął z klubem po mistrzostwo NBA. Rok później, w 2025 roku, otrzymał nagrodę dla najlepszego rezerwowego ligi. Teraz przyszła nagroda finansowa. I to spora.

Portland Trail Blazers pokonali we wtorek Sacramento Kings 110:98 w meczu przedsezonowym. Dla Jeremy’ego Sochana to spotkanie oznaczało zaledwie siedem minut na parkiecie — najmniej z trzech dotychczasowych sparingów. 23-letni skrzydłowy wszedł do gry dopiero w czwartej kwarcie, kiedy Portland prowadziło już 102:79.

Zmienił Vita Krejciego i został na boisku aż do końcowej syreny. Punktów jednak nie zdobył. Spudłował swoją jedyną próbę za trzy punkty. W statystykach zostały po nim dwie zbiórki, dwie asysty i dwa faule, po których rywale szli na linię rzutów wolnych.

W pierwszej piątce Portland znaleźli się Damian Lillard i Scoot Henderson. Ja Morant zaczynał na ławce, ale i tak zapisał solidny bilans — 14 punktów i 6 asyst w 23 minuty. Najlepszy na boisku był jednak Deni Avdija: 26 punktów, 9 zbiórek.

Bilans przedsezonu i wcześniejsze występy Sochana

Po zwycięstwie nad Kings Trail Blazers mają komplet — trzy wygrane w trzech sparingach. W pierwszym, z Golden State Warriors, Sochan spędził na parkiecie niespełna 10 minut. Więcej grał przeciwko London Lions — 21 minut. Tym razem jego czas znów się skurczył, co nieuchronnie rodzi pytanie: jaką rolę Polak odegra w rotacji, gdy zacznie się właściwy sezon.

Ostatni sprawdzian Portland rozegra 17 października, znów z Golden State Warriors. Mecz z Kings układał się po kwartach tak: 22:33, 17:33, 27:27, 32:17 — ostatecznie 110:98 dla Portland. U Sacramento punktowali Mogbo (15), Newton (15), Achiuwa (12) i Sharp (12). Po stronie Trail Blazers, oprócz Avdiji, dobrze zaprezentowali się Lillard (14), Morant (14) oraz Camara (11).

Drugie miejsce w Grand Prix Singapuru – tyle wywalczył Charles Leclerc. Wygrał Max Verstappen, który wcześniej zapewnił sobie pole position. Monakijczyk ruszał z pierwszego rzędu, tuż obok 29-letniego Holendra, a w trakcie wyścigu zdołał jeszcze wyprzedzić 20-letniego Andreę Kimiego Antonellego – lidera klasyfikacji generalnej kierowców.

Gdy emocje opadły, Leclerc na antenie Sky Sports tłumaczył, co przesądziło o porażce z Verstappenem. Wskazał na dwie rzeczy: większe zużycie opon i inną strategię przyjętą podczas interwencji samochodu bezpieczeństwa. „Na początku wyścigu byliśmy dość mocni, ale w pierwszym przejeździe zaczęliśmy nieco bardziej zużywać opony. Później, przy samochodzie bezpieczeństwa, wybraliśmy trochę inną strategię niż Max” – przyznał kierowca Ferrari.

Po wznowieniu wyścigu Leclerc się nie poddawał. Od razu ruszył do ataku na Verstappena, choć ten moment kosztował go sporo gumy. „Wierzyłem w ten plan do samego końca, ale na początku ostatniego przejazdu mocno naciskałem. Przez to zużyłem opony bardziej niż pozostali. Dałem z siebie wszystko i niczego nie żałuję. Nie sądzę, żebyśmy mogli zrobić znacznie więcej, może poza nieco bardziej agresywnym początkiem. Taki jest wyścig” – podsumował.

Dla Ferrari to drugie miejsce miało znaczenie nie tylko sportowe. Wynik dał zespołowi z Maranello przewagę nad Mercedesem i McLarenem w klasyfikacji z Singapuru. Szerszej diagnozy samego kierowcy to jednak nie zmienia.

Postęp jest, ale za mały

Leclerc nie krył, że dystans do czołówki wciąż daje się we znaki. Ferrari – jak twierdzi – nadal traci tempo do Red Bulla i Mercedesa. Do Singapuru zespół przywiózł kilka drobnych nowości, ale zdaniem kierowcy to za mało, żeby domknąć sezon na własnych warunkach. „Nadal uważam, że tracimy do nich pod względem tempa. Przywieźliśmy do samochodu kilka małych nowych elementów, które być może pomogły nam zrobić kolejny krok naprzód, ale to nie jest wystarczający postęp do końca sezonu. Wciąż musimy wprowadzić kolejne rozwiązania, żeby osiągnąć ich poziom. Mimo to mieliśmy ogólnie dobre tempo” – ocenił.

Czasu na poprawki zostaje coraz mniej. Do końca sezonu 2026 pozostało sześć rund po Grand Prix Singapuru, a rywalizacja przenosi się teraz za ocean – na Circuit of the Americas w Austin.

Instalacja aplikacji
Pobierz