Dwie Polki grają dalej w Wuhan. Iga Świątek i Maja Chwalińska są już w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000. Magdalena Fręch odpadła w środę rano – przegrała ze Świątek 2:6, 1:6.
Chwalińska za to pokazała charakter. Przegrywała pierwszego seta z Marie Bouzkovą 1:6, ale odwróciła losy meczu i wygrała kolejne dwie partie 6:1, 6:1, pieczętując awans do trzeciej rundy. To kolejny dowód na to, że forma, która w tym sezonie zaprowadziła ją aż do finału Roland Garros, wciąż jest z nią.
O miejsce w kolejnej rundzie Świątek zagra ze zwyciężczynią pojedynku Ashlyn Krueger – Lanlana Tararudee. Z żadną z nich Polka wcześniej na korcie się nie mierzyła, więc to będzie mecz bez jakiejkolwiek historii head-to-head.
Chwalińska trafiła z kolei na Ivę Jović, która poprzednią rundę przeszła bez większego wysiłku, bijąc Dajanę Jastremską 6:4, 6:1. To będzie pierwsze w karierze starcie Polki z Amerykanką. Jović zajmuje obecnie 11. miejsce w rankingu światowym i to właśnie ona będzie w tym starciu faworytką.
Kiedy grają Polki?
Mecze ćwierćfinałowej stawki w Wuhan rozegrane zostaną w czwartek, 15 października. Jako drugi od godziny 5:00 czasu polskiego, nie wcześniej jednak niż o 6:00, zacznie się mecz Chwalińskiej. Świątek wejdzie na kort później, dopiero po południu – nie przed godziną 13:00 czasu polskiego.
Mateusz Gamrot ogłosił, że do klatki UFC wróci po nowym roku. Polski zawodnik zdążył już wskoczyć w pełny rytm treningowy i, jak sam mówi, plan odbudowy formy jest gotowy.
We wrześniu Gamrot wystartował w grapplingowych Mistrzostwach Świata ADCC 2026. Dla niego turniej skończył się błyskawicznie – rywal poddał go już w pierwszej rundzie. To był zresztą jeden z kilku trudnych momentów ostatnich miesięcy. W sierpniu Polak przegrał w UFC przez poddanie z Quillanem Salkilldem, a jeszcze przed tą walką rozstał się z klubem Czerwony Smok Poznań, z którym pracował przez lata.
Wróciłem już do rytmu treningowego. Plan zbudowany, także działamy, odbudowujemy się na nowo. Myślę, że po nowym roku powrót do klatki, więc jest czas na wszystko.
Nowe miejsce treningowe w Polsce
Mimo zakończenia współpracy z poznańskim klubem, Gamrot wciąż ma dostęp do bazy American Top Team na Florydzie – to właśnie ten klub reprezentuje w oficjalnych walkach. Brakowało mu jednak dodatkowego miejsca do treningów w kraju. Teraz, jak sam przyznaje, sprawa się „wyklarowała”.
Nie zdradził na razie, gdzie dokładnie i z kim trenuje obecnie nad Wisłą. Za to chętnie opowiedział o samej intensywności pracy. Tego dnia miał za sobą kickboxing i przygotowanie motoryczne – dwie jednostki treningowe jednego dnia.
Dzisiaj już zrobiłem kickboxing, później zrobiłem przygotowanie motoryczne, więc dwie jednostki za mną. Wszystko się wyklarowało, jest duża sala, jest całe zaplecze, także wszystko dobrze.
Konkretnej daty powrotu do oktagonu Gamrot jeszcze nie podaje, ale cel jest jasny – start po nowym roku. Po porażce z Salkilldem w UFC i szybkim pożegnaniu z turniejem ADCC Polak postawił na treningowy restart i nowe zaplecze, które ma pomóc mu wrócić na szczyt wagi lekkiej.
Znamy rywalkę Mai Chwalińskiej w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Wuhan – będzie nią Iva Jović. Amerykanka wywalczyła awans po zwycięstwie nad Dajaną Jastremską 6:4, 6:1.
To był ich pierwszy mecz w karierze. W rankingu WTA dzieli je przepaść – Jović zajmuje 11. miejsce, Jastremska dopiero 103. Na korcie wygrał papierowy faworyt, choć bez dramaturgii się nie obyło.
Już pierwszy set obfitował w zwroty akcji – aż pięć przełamań serwisu. Jastremska trzykrotnie gubiła się przy własnym podaniu, serwując podwójne błędy. W dziesiątym gemie miała trzy piłki setowe na przełamanie, ale nie wykorzystała żadnej. Seta ostatecznie zgarnęła Jović, 6:4.
W drugiej partii Amerykanka ruszyła z kopyta. Przełamanie w pierwszym gemie przyszło jej z trudem – potrzebowała aż pięciu break pointów. Przy stanie 0:3 dla Jović gra stanęła – Jastremska poprosiła o przerwę medyczną. Skarżyła się wtedy na ból nogi i biodra. Interwencja fizjoterapeuty niewiele zmieniła – Jović panowała nad przebiegiem spotkania do samego końca, które zamknęło się w 103 minutach.
Chwalińska odrabia straty i gra dalej
Polka zapewniła sobie starcie z Jović, przechodząc do trzeciej rundy turnieju w Wuhan kosztem Marie Bouzkovej. Łatwo nie było – pierwszego seta przegrała aż 1:6. Potem jednak odwróciła losy meczu i wygrała dwie kolejne partie 6:1, 6:1. W pewnym momencie nałożyła rywalce osiem gemów z rzędu, kompletnie ją demolując.
Pojedynek Chwalińskiej z Jović wyznaczono na czwartek, choć dokładnej godziny jeszcze nie podano. To będzie pierwsze starcie obu zawodniczek w karierze – żadna nie zagra więc z rywalką, której styl już zna z wcześniejszego spotkania.
Maja Chwalińska jest już w trzeciej rundzie singla turnieju WTA 1000 w Wuhan. Polka rozbiła Marie Bouzkovą 1:6, 6:1, 6:1. Chwilę po tym meczu zrobiło się jednak zamieszanie wokół jej gry deblowej.
W deblu Chwalińska gra w parze z Czeszką Nikolą Bartunkovą. Pierwotnie w otwierającym meczu miały na nie czekać Elise Mertens i Diana Sznajder. Do tego starcia jednak nie dojdzie — Belgijka i Sznajder wycofały się z deblowej rywalizacji przez kontuzję prawego ramienia Mertens.
Na miejsce wycofanej pary wskoczyły Ingrid Neel i Giuliana Olmos. To one zmierzą się teraz z Chwalińską i Bartunkovą. Mecz rozpocznie się około godziny 9:00 czasu polskiego.
Błyskawiczny awans w rankingu
Forma Chwalińskiej ostatnio po prostu rzuca na kolana. Kilka tygodni temu Polka doszła do półfinału turnieju WTA 500 w Singapurze, a w Wuhan ma już pewny udział w 1/8 finału. Za same te dwa występy zainkasuje minimum 315 punktów do rankingu WTA.
Jeszcze kilka miesięcy temu Chwalińska plasowała się poza czołową setką zestawienia — tym bardziej imponuje to, co dzieje się teraz. 25-letnia zawodniczka ma przed sobą szansę na debiut w TOP 20 rankingu WTA. Warto pamiętać, że Polka była już wcześniej finalistką Rolanda Garrosa w grze pojedynczej — jej obecna passa nie bierze się więc znikąd.
Karolina Muchova pokonała Caty McNally 4:6, 7:6(1), 7:6(4) i jest już w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Wuhan. Ten wynik ma bezpośrednie przełożenie na sytuację Igi Świątek w walce o awans do WTA Finals.
Był to trzeci bezpośredni pojedynek między tenisistkami, a bilans przed meczem wynosił 1-1. Pierwszy set należał do McNally, która wykorzystała trzy z pięciu przełamań w tej partii i wygrała go 6:3. W drugim secie Czeszka przegrywała już 0:2, ale otrząsnęła się i wygrała tie-breaka aż 7-1. W decydującej partii nie doszło do żadnego przełamania, a o awansie zadecydował kolejny tie-break, który Muchova wygrała 7-4.
Dzięki zwycięstwu Muchova dopisała do swojego konta w rankingu WTA Race na żywo 110 punktów i umocniła się na siódmej pozycji. Z punktu widzenia Świątek to informacja o sporej wadze, bo awans do prestiżowego turnieju kończącego sezon zależy właśnie od miejsca w tym zestawieniu.
W WTA Finals zagra siedem najlepszych zawodniczek rankingu WTA Race oraz najlepsza mistrzyni wielkoszlemowa z miejsc od 8. do 20.. Polka zajmuje obecnie 10. miejsce w tym rankingu, a strata do siódmej Muchovej przekracza 800 punktów. Żeby wyprzedzić Czeszkę jeszcze w Wuhan, Świątek musiałaby wygrać cały turniej. I to nie wszystko – jednocześnie Muchova musiałaby przegrać na kolejnym etapie rywalizacji.
Stawkę namieszały też wpadki innych zawodniczek. Z turnieju w Wuhan odpadła Marta Kostiuk, a Elina Switolina po porażce rezerwuje już loty do USA na kolejny turniej.
Ranking WTA Race na dzień 14.10.2026
Czołówkę zestawienia otwiera Jelena Rybakina z dorobkiem 7502 punktów, co zapewnia jej miejsce w WTA Finals. Za nią plasuje się Aryna Sabalenka z 6560 punktami, a podium zamyka Mirra Andriejewa z 6371 punktami – obie panie też mają już zagwarantowany udział w turnieju finałowym. Czwarte miejsce zajmuje Jessica Pegula z 5835 punktami, piąte Coco Gauff z 5774 punktami, a szóste Elina Switolina z dorobkiem 5036 punktów. Cała trójka ma awans już w kieszeni.
Siódme miejsce zajmuje Karolina Muchova z 4735 punktami. Ósma jest Linda Noskova z 4354 punktami, triumfatorka Wimbledonu 2026, która dzięki statusowi mistrzyni wielkoszlemowej również ma zapewniony udział w WTA Finals. Dziewiąte miejsce zajmuje Marta Kostiuk z 3920 punktami, a dziesiąte Iga Świątek z 3919 punktami. Różnica między nimi? Zaledwie jeden punkt.
Iga Świątek pokonała Magdalenę Fręch 2:0 (6:2, 6:1) w drugiej rundzie turnieju WTA w Wuhan. Polski pojedynek, a lepsza okazała się rozpędzona liderka rankingu.
Początek wcale nie zapowiadał łatwego popołudnia dla Świątek. Fręch miała aż pięć break pointów na starcie spotkania i wykorzystała ostatni z nich po 12 minutach gry, obejmując prowadzenie 2:0 w pierwszym secie. Przez moment wyglądało na to, że łodzianka narzuci rywalce swój rytm.
Świątek jednak krok po kroku odrabiała straty. Pierwszy set, mimo trudnego otwarcia, ciągnął się 64 minuty – dopiero wtedy Polka numer jeden dopięła swego. Ostatecznie wygrała go 6:2, ale musiała zapracować na cztery piłki setowe w ósmym gemie, zanim zamknęła partię.
Drugi set to już był czysty pokaz siły. Świątek wygrała trzy pierwsze gemy z rzędu i w mgnieniu oka prowadziła 4:0. Fręch zdołała przełamać jej serwis i przy własnym podaniu prowadziła 30:15 w szóstym gemie – ale tej szansy nie wykorzystała. Świątek odpowiedziała natychmiast, wychodząc na prowadzenie 5:1 po czterech break pointach, po czym domknęła mecz, wygrywając seta 6:1.
Co dalej dla Świątek w Wuhan?
W kolejnej rundzie rywalką Polki będzie zwyciężczyni meczu pary Krueger/Tararudee. Dla Świątek cały start w Wuhan znaczy jednak więcej niż samą walkę o tytuł – liderka rankingu wciąż zabiega o awans do WTA Finals.
Bayern Monachium zremisował we wtorek 13 października 3:3 z Vikingiem Stavanger w Lidze Mistrzów. Norwegowie zaczęli fatalnie dla faworyta i po chwili prowadzili już 2:0. Mistrzowie Niemiec nie złożyli jednak broni – trzy gole z rzędu dały im prowadzenie 3:2, zanim Viking w końcówce doprowadził do wyrównania.
Prawdziwym problemem Bayernu okazała się jednak nie gra rywala, a czerwona kartka Michaela Olise. Francuz w krótkim odstępie czasu zebrał dwie żółte kartki i zostawił drużynę w dziesiątkę. Pierwszą zobaczył za faul w środkowej strefie boiska, po prawej stronie. Chwilę później doszło do spięcia z kapitanem Vikinga, Zlatko Tripiciem – Olise rzucił w niego piłką, trafiając prosto w twarz. Sędzia Georgi Kabakow nie miał wątpliwości: najpierw druga żółta, zaraz potem czerwona. Od 74. minuty Bawarczycy musieli grać w osłabieniu.
Kompany: „Wyjątkowo głupie”
Po meczu zachowanie Olise ocenił trener Bayernu Vincent Kompany w rozmowie z Prime Video. Irytacji nie krył.
Czerwona kartka była oczywiście wyjątkowo głupia. Rozmawialiśmy o tym i w takich kwestiach jesteśmy bardzo stanowczy. Nie chodzi o brak energii. Drużyna pracuje, ale coś takiego nie może się wydarzyć
Belgijski szkoleniowiec dodał, że piłkarz doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji.
On o tym wie. W takich sytuacjach jesteśmy bardzo konkretni. Widzę po jego oczach, że żałuje tego, co zrobił
To już drugi z rzędu podzielony wynik Bayernu. Wcześniej Monachijczycy zremisowali na wyjeździe z Augsburgiem w Bundeslidze.
Manchester United przegrał we wtorek 13 października na wyjeździe z Atletico Madryt 0:2 w meczu Ligi Mistrzów. Piąty z rzędu mecz bez wygranej we wszystkich rozgrywkach — tak wygląda dziś bilans drużyny Michaela Carricka.
Hiszpanie nie czekali długo. Już w 1. minucie na tablicy wyników pojawiło się nazwisko Pabla Barriosa. United próbowali odpowiedzieć, lecz druga połowa przyniosła kolejny cios — w 74. minucie czerwoną kartkę obejrzał Leny Yoro i goście musieli grać resztę spotkania w dziesiątkę. Pięć minut później, w 79. minucie, Ademola Lookman podwyższył na 2:0.
Ekipę od pewnego czasu prowadzi Michael Carrick. Po ostatnich wynikach presja na szkoleniowca wyraźnie rośnie — i trudno się dziwić.
Wściekłość w szatni
Emocji po meczu w Madrycie nikt nawet nie próbował maskować. Przed kamerami w złość wpadł Lisandro Martinez. Jeszcze dosadniej całą sytuację skomentował na Snapchacie Amad Diallo — jego słowa przytoczył dziennikarz Fabrizio Romano.
Hańba, k***a. Nie mam słów
Krótko, dosadnie i bez ogródek. Chyba nic lepiej nie oddaje nastrojów w klubie po kolejnym rozczarowującym występie.
Wystarczy spojrzeć na tabelę Premier League, by zrozumieć, w jakiej formie obie drużyny podejdą do najbliższego starcia. Manchester United zajmuje obecnie dopiero 13. miejsce, Leeds plasuje się znacznie wyżej — na 7. pozycji. To właśnie z Leeds, na wyjeździe, United zmierzą się w niedzielę 18 października. Będzie to pierwszy sprawdzian dla Carricka po fatalnym występie w Madrycie — i realna szansa, by wreszcie przerwać serię bez zwycięstwa.
Mariusz Pudzianowski wieczorem wrzucił na Instagram wpis podsumowujący miniony dzień. „Dobry wieczór Polsko! Zaplanowane zadania w robocie zrobione, a na sali treningowej standardowy schemat odhaczony – samo się nie zrobi!” – napisał.
Do wpisu dołączył zdjęcia z siłowni – widać na nich, jak pracuje ze sztangą. Sam trening, jak podkreślił, poszedł zgodnie z planem.
Kłopot wyszedł na jaw dopiero później. Po treningu Pudzianowski stanął na wagę, a ta pokazała wynik przekraczający 140. „Ale wieczorem… no panowie i panie, dramat! Trzeba chyba zacząć lodówkę na noc kłódką zamykać, bo licznik pokazał ponad 140…” – napisał, nawiązując do swojej wagi.
Nieeee!!! Przerzuciło normę!
I tyle – jednym zdaniem zamknął temat. To zresztą w jego stylu: o diecie i treningach opowiada zwykle z przymrużeniem oka.
Jakub Moder od początku 2025 roku gra w Feyenoordzie, tylko że jego rotterdamska przygoda od pierwszych tygodni idzie pod znakiem problemów zdrowotnych. Odkąd trafił do holenderskiego klubu, Polak już dwa razy wypadał z gry na dłużej — najpierw uraz pleców, teraz kłopoty z kolanem. To kolejny cios dla pomocnika, który wcześniej, jeszcze jako zawodnik Brighton, przechodził zerwanie więzadła krzyżowego.
Bilans Modera w barwach Feyenoordu trudno nazwać imponującym, choć oceniać go w oderwaniu od zdrowia po prostu się nie da. We wszystkich rozgrywkach Polak zagrał 30 razy, strzelił pięć goli i dołożył trzy asysty. 13 października trener Giovanni van Bronckhorst, pytany na konferencji przed meczem Ligi Mistrzów z Como, zapowiedział za to, że Moder może wrócić do kadry meczowej w ciągu dwóch tygodni.
Mimo tych zapowiedzi w mediach zaczęły krążyć spekulacje o możliwym powrocie Modera do Lecha Poznań — klubu, z którego kiedyś odszedł. Temat skomentował Aron Kattenpoel, dziennikarz portalu sportnieuws.nl, w rozmowie z WP SportoweFakty.
Nie sądzę, żeby miał grać w Feyenoordzie. Ma bardzo dobrych pomocników jako konkurentów, a jeden z nich to reprezentant Holandii
Zdaniem Kattenpoela Lech Poznań może naprawdę poważnie rozważać sprowadzenie Modera z powrotem. Taki ruch zamknąłby krótki, ale mocno pogmatwany rozdział w Rotterdamie i oznaczał powrót na Bułgarską — tam, skąd pomocnik wyruszał w swoją europejską podróż.
Reprezentacyjna kariera w tle
Niezależnie od tego, jak potoczy się jego klubowa przyszłość, Moder wciąż jest rozpoznawalną twarzą reprezentacji Polski. Ma na koncie 36 meczów w kadrze narodowej i dwie zdobyte bramki. To forma klubowa — a nie tylko zdrowie — zadecyduje teraz, czy selekcjoner zechce na niego liczyć przy najbliższych powołaniach.