„18:45” i „21:00” – te dwie godziny warto zapisać w kalendarzu, jeśli kibicujecie polskim zespołom w Lidze Europy. Właśnie w tych terminach, w czwartek 22 października 2026 roku, Lech Poznań i Jagiellonia Białystok rozegrają swoje spotkania 3. kolejki.
Na boisko pierwszy wybiegnie Lech. „Kolejorz” zmierzy się z Sunderlandem AFC, a pierwszy gwizdek sędziego zabrzmi o 18:45. Na drugie polskie starcie trzeba zaczekać dwie godziny i kwadrans dłużej – Jagiellonia Białystok podejmie wtedy RSC Anderlecht, początek o 21:00.
Transmisje telewizyjne i stream online
Kibice Lecha mają do wyboru trzy kanały – spotkanie z Sunderlandem pokażą TV6, Polsat Sport 1 oraz Polsat Sport Premium 1. Mecz Jagiellonii z Anderlechtem obejrzymy z kolei na antenie Super Polsat, a także, podobnie jak starcie poznaniaków, na Polsat Sport 1 i Polsat Sport Premium 1.
Ci, którzy wolą ekran komputera, tabletu czy smartfona od telewizora, znajdą obie transmisje w streamingu na platformie Polsat Box Go – pod warunkiem wykupienia odpowiedniego pakietu. Jest też opcja dla fanów relacji pisanych: tekstowe LIVE z obu meczów poprowadzi portal WP SportoweFakty.
„U 28-latka rozpoznano zakrzepicę żył głębokich oraz obustronną zatorowość płucną” — przekazali 19 października Philadelphia Eagles i agentka zawodnika Nicole Lynn.
Chodzi o Jalena Hurtsa, rozgrywającego Eagles i jedną z największych gwiazd współczesnej NFL. Diagnoza wyszła na jaw w połowie października i kończy sezon 28-latka, ale to nie koniec sprawy — otworzyła się też wojna między ligą a związkiem zawodników o to, czy medyczny personel klubu postąpił właściwie, dopuszczając go do gry z już wykrytym zakrzepem.
Wszystko zaczęło się 4 października, w meczu z Los Angeles Rams. Hurts dostał wtedy korkiem w łydkę. Bolało, ale trenował dalej, a przed kolejnym spotkaniem przeszedł USG. Wynik, który lekarze dostali 10 października w Londynie, nie napawał optymizmem — wykryto powierzchowny zakrzep. Mimo to medycy po analizie uznali, że może zagrać w najbliższym meczu z Jacksonville Jaguars.
I zagrał. 11 października Hurts wystąpił na Tottenham Hotspur Stadium bez żadnych ograniczeń, a Eagles przegrali to spotkanie 17:19. Po meczu miał przejść kolejne badanie kontrolne — i właśnie ono zmieniło wszystko. 14 października lekarze stwierdzili, że zakrzep się przemieścił. Dalsza diagnostyka wykazała znacznie poważniejszy problem, a Hurts od razu został wykluczony z gry.
Pięć dni później klub i agentka zawodnika ogłosili pełną diagnozę: zakrzepica żył głębokich i obustronna zatorowość płucna. To drugie powikłanie bywa śmiertelnie groźne. Eagles zapewniają jednak, że Hurts jest obecnie w stabilnym stanie, a rokowania są bardzo dobre. Czeka go terapia lekami przeciwkrzepliwymi, a przez co najmniej trzy miesiące nie będzie mógł uczestniczyć w jakichkolwiek aktywnościach kontaktowych — w praktyce to koniec sezonu. W obecnych rozgrywkach zdążył zagrać pięć meczów.
Liga odpiera zarzuty
Sprawa szybko przestała być tylko medyczna. Związek zawodowy zawodników NFLPA zażądał dochodzenia w sprawie decyzji o dopuszczeniu Hurtsa do gry w Londynie i podkreślił, że trzeba dokładnie ustalić przebieg wydarzeń. Kluczowe pytanie: jakie informacje mieli lekarze przed meczem z Jaguars i na jakiej podstawie zdecydowali, że zawodnik może wystąpić.
Liga odpowiedziała bez wahania — kar dla Philadelphia Eagles nie będzie, a procedura dopuszczenia zawodnika do meczu w Londynie została przeprowadzona prawidłowo. Główny lekarz NFL Allen Sills odrzucił sugestie, że personel medyczny mógł kierować się interesem sportowym, nazywając takie przypuszczenia po prostu „nonsensem”. Jak dodał, lekarze mają obowiązek dbać o zdrowie pacjenta, nie o wynik meczu. „New York Post” zwraca z kolei uwagę, że samo wystąpienie powikłań nie przesądza jeszcze o błędzie medycznym.
Dla Eagles strata Hurtsa to cios, który wykracza daleko poza jeden sezon. 28-latek gra w NFL od 2020 roku i w tym czasie zbudował jeden z najbardziej imponujących dorobków wśród aktywnych rozgrywających. W sezonie 2024/2025 poprowadził Philadelphię do zwycięstwa 40:22 nad Kansas City Chiefs w Super Bowl LIX i został MVP finału. Dwa lata wcześniej Eagles z Hurtsem w składzie przegrali Super Bowl z tymi samymi Chiefs 35:38. Był wybierany do Pro Bowl po sezonach 2022 i 2023, w 2022 roku trafił do drugiej drużyny All-Pro Associated Press, a rok później zdobył 15 przyłożeń biegiem, wyrównując rekord ligi dla rozgrywającego. Teraz, zamiast na boisku, spędzi najbliższe miesiące na leczeniu — a NFLPA wciąż czeka na odpowiedź, czy dało się tego uniknąć.
„Skrzydłowy PSG nie był w stanie samodzielnie opuścić murawy” — tak zakończył się dla Chwiczy Kwaracchelii wtorkowy wieczór. Paryżanie pokonali FC Barcelonę, tyle że radość ze zwycięstwa szybko przygasła. Falę kontuzji, która uderzyła w sam środek składu Luisa Enrique, trudno było przykryć czymkolwiek.
Kłopoty zaczęły się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem — Nuno Mendes wypadł z gry, zanim mecz się w ogóle rozpoczął. Potem, w samej rywalizacji, boisko musieli opuszczać po kolei Ousmane Dembele, Marquinhos i Chwicza Kwaracchelia. Nazajutrz klub opublikował szczegółowy raport medyczny, w którym opisano skalę zniszczeń.
Najgorzej wygląda sytuacja Gruzina
„Najgorzej sytuacja wygląda w przypadku Gruzina”. Kwaracchelia doznał zerwania więzadła krzyżowego przedniego w prawym kolanie. Do urazu doszło w drugiej połowie meczu, w walce fizycznej z Xavim Espartem — pojedynek, który skrzydłowy PSG przegrał. Przy upadku na murawę jego kolano wygięło się w nienaturalny sposób, a zawodnik nie był w stanie zejść z boiska o własnych siłach.
Kwaracchelię w najbliższych dniach czeka operacja kolana. Potem zacznie się długa rehabilitacja — Gruzin przez bardzo długi czas nie zagra w barwach PSG.
Diagnozy pozostałych kontuzjowanych brzmią nieco mniej dramatycznie, choć żaden z nich nie wybiegnie na boisko w najbliższych tygodniach. Ousmane Dembele doznał urazu lewego uda i zostanie objęty opieką medyczną przez kolejne tygodnie. Marquinhos z kolei uszkodził prawe udo — „Brazylijczyk najbliższe parę tygodni również spędzi na odpoczynku i rehabilitacji”.
Dla Luisa Enrique to ogromny test głębi kadry. Cztery nazwiska wypadające praktycznie jednocześnie — Mendes, Dembele, Marquinhos i Kwaracchelia — to problem, którego nie rozwiąże żadna taktyczna sztuczka.
„Drużyna trenera Mikela Artety” – tak dziś najczęściej mówi się o Arsenalu, który w środę 21 października 2026 roku o godzinie 21:00 zmierzy się z Bayernem Monachium w fazie ligowej Ligi Mistrzów. To starcie dwóch klubów, które od lat regularnie krzyżują drogi na europejskiej arenie. Tym razem jednak oba zespoły wchodzą w ten mecz w zupełnie innej formie.
Bayern ostatnio nie zachwyca w lidze krajowej. Z Schalke 04 Gelsenkirchen zremisował 0:0, a z Augsburgiem 2:2. Spokoju nie było też w Lidze Mistrzów – w meczu z Viking FK Norwegowie po pierwszej połowie prowadzili 2:0. Bawarczycy odwrócili losy spotkania dzięki dwóm golom Harry’ego Kane’a i trafieniu Luisa Diaza, Viking jednak wyrównał w 90. minucie i mecz zakończył się remisem. Forma wróciła w miniony weekend – Bayern rozbił wtedy RB Lipsk 6:1.
Arsenal przyjeżdża do Monachium z zupełnie innym bagażem. Drużyna Mikela Artety broni tytułu mistrza Anglii zdobytego w minionym sezonie. W obecnej kampanii Premier League Arsenal przegrał tylko raz – z Brighton & Hove Albion 0:3. W Lidze Mistrzów Londyńczycy mają komplet zwycięstw w fazie ligowej. Najpierw pokonali na wyjeździe SSC Napoli 1:0, później rozprawili się z Lille, wygrywając 3:0.
Historia starć sprzyja Arsenalowi
Oba zespoły już wcześniej mierzyły się w Lidze Mistrzów, i te wcześniejsze konfrontacje nadają środowemu meczowi dodatkowy kontekst. Rok wcześniej Arsenal pokonał Bayern Monachium 3:1 w Londynie, będąc gospodarzem. Dwa lata wcześniej obie ekipy zmierzyły się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów – tamten dwumecz zakończył się awansem Bayernu, który wygrał 3:2. Teraz, przy pełnym komplecie punktów Arsenalu i niestabilnej formie Bayernu w lidze krajowej, środowe starcie w Monachium zapowiada się na jedno z najważniejszych spotkań tej fazy rozgrywek.
„Kontrolował Kvaratskhelię jak weteran” — tak „Mundo Deportivo” podsumowała występ 19-letniego Xaviego Esparta w meczu Ligi Mistrzów z PSG. Barcelona przegrała na Parc des Princes 2:4. Mimo to nie wynik był głównym tematem po końcowym gwizdku, a właśnie debiutant z prawej obrony.
Hansi Flick, trener Barcelony, musiał mocno przebudować defensywę jeszcze przed starciem z mistrzami Francji. Jules Kounde doznał skręcenia lewego stawu skokowego, a Eric Garcia naderwał mięsień prawego uda i wypadł z gry na trzy-cztery tygodnie. Żaden z nich nie mógł wyjść na start meczu. W tej sytuacji Flick postawił na Esparta w podstawowym składzie. Środek obrony objęli Pau Cubarsi i Gerard Martin, lewą stronę obsadził Joao Cancelo, a po prawej zagrał właśnie 19-letni Espart.
Jego zadaniem było upilnowanie Chwiczy Kwaracchelii — skrzydłowego, którego media opisują jako jednego z najlepszych na świecie. Gruzin słynie z dryblingu i przyspieszenia, które potrafią rozmontować każdą defensywę. Espart grał z nim bezpośrednio przez większą część swojego czasu na boisku. Z tym zadaniem poradził sobie lepiej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać po debiutancie w meczu tej wagi.
Gol, który zmienił wymowę meczu
W 55. minucie Espart ruszył z piłką z głębi własnej połowy. Zagrał na jeden kontakt z Ferminem Lopezem, odebrał podanie zwrotne i popędził w kierunku bramki PSG. Uderzył prawą nogą przy bliższym słupku, zaskakując bramkarza Matwieja Safonowa. To był jego pierwszy gol w Lidze Mistrzów, który doprowadził do wyrównania 1:1.
Chwilę później wrócił do defensywnych obowiązków — zablokował kolejne uderzenie Kwaracchelii. Po drugiej stronie boiska stworzył też Raphinii sytuację, po której Barcelona mogła wyjść na prowadzenie. Zanim zszedł z boiska w 74. minucie, zdążył jeszcze zatrzymać groźny strzał Desire Doue. „Mundo Deportivo” miało dla takiego występu tylko jedno słowo: „spektakularny”.
Espart urodził się 21 maja 2007 roku i należy do tego samego rocznika La Masii co Lamine Yamal, Pau Cubarsi i Marc Bernal. Wszyscy czworo grali wspólnie w zespołach Barcelony U-14 w sezonach 2019/20 i 2020/21. Już wtedy role w ekipie były dość wyraźnie podzielone: Cubarsi dowodził defensywą, Bernal odpowiadał za środek pola, Espart był wykorzystywany na różnych pozycjach, a Yamal zajmował się strzelaniem goli.
To właśnie Yamal pierwszy z tej grupy przebił się do seniorskiej piłki Barcelony. Po nim do pierwszego zespołu trafili najpierw Cubarsi, a później Bernal. Espart przez długi czas był wychowywany jako środkowy pomocnik — defensywny lub „ósemka”. W La Masii zaczął jednak z czasem być przesuwany na obie strony obrony, a w tym sezonie Flick korzystał z niego między innymi na lewej flance. Mecz z PSG dowiódł, że równie dobrze radzi sobie i po prawej — nawet przeciwko jednemu z najgroźniejszych skrzydłowych Europy.
„Na spotkanie na Lubelszczyźnie udaliśmy się w składzie: Jakub Dyjas, Kim Taehyun, Benedek Olah” – mówi Bartosz Gajek, trener-menedżer gdańskiej drużyny. Lider LOTTO Superligi tenisa stołowego nie kryje, że na wyjazdowy mecz wystawia swoją najsilniejszą trójkę.
Sezon Balty AZS AWFiS zaczął się od czterech zwycięstw z rzędu. Najpierw 3:0 z Polonią Bytom, potem wyjazd do Grudziądza i pokonanie obrońcy tytułu, Bud-n ElectriCon Olimpii, 3:2. Dalej poszło w podobnym tempie – 3:2 z Dojlidami Białystok, a następnie 3:1 z beniaminkiem ligi, Energą Morliny Ostródzianką Ostróda.
Liczby potwierdzają dobrą formę zespołu. Jakub Dyjas, nowy zawodnik klubu, ma na koncie 5 wygranych i 1 porażkę, a identyczny bilans – 5-1 – notuje Koreańczyk Kim Taehyun. Skromniej wypada na razie Fin Benedek Olah, z wynikiem 2-1. Szymon Malicki zagrał dwa razy i wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo.
Z Zamościem gdańszczanie mają już swoją historię. W poprzednim sezonie Balta AZS AWFiS dwukrotnie wygrała z Treflem – najpierw 3:1 u siebie, potem 3:2 na wyjeździe.
Co dalej w kalendarzu
Po Zamościu na drużynę czeka trudniejszy rywal. 25 października Balta AZS AWFiS zmierzy się na wyjeździe z wicemistrzem Polski, KS Bogoria Grodzisk Mazowiecki. Pięć dni później, 30 października, przyjdzie czas na mecz z KS Energia TTCup w Wąchocku.
W tabeli gdańszczanie prowadzą z przewagą 1 punktu nad ekipą z Grudziądza i 2 punktów nad zespołem z Podlasia. Bogoria – mimo wicemistrzowskiego tytułu – zajmuje na razie piąte miejsce, ze stratą 4 punktów do lidera. Trzeba jednak pamiętać, że w minionym miesiącu zespół z Grodziska rozegrał tylko dwa mecze, zdobywając w nich 6 punktów.
Nie minęły nawet dwie minuty, a Chwicza Kwaracchelia już trafił w słupek strzałem zza pola karnego. To uderzenie od razu dało sygnał: w Parku Książąt nudy nie będzie. Mecz 3. kolejki Ligi Mistrzów między PSG i FC Barceloną, rozegrany w Paryżu, zakończył się wynikiem 4:2 dla gospodarzy i to właśnie on okazał się hitem tej kolejki rozgrywek.
Liczby mówią same za siebie. W trzech ostatnich bezpośrednich meczach PSG i Barcelony w Lidze Mistrzów padło łącznie 13 bramek. Paryżanie w dwóch pierwszych meczach tegorocznej edycji strzelili aż 10 goli – wcześniej rozbili na wyjeździe Manchester City 4:2, ekipę uważaną za jedną z faworytek do końcowego triumfu w tych rozgrywkach. Barcelona też nie zwalniała tempa: w swoich dwóch pierwszych meczach zdobyła 9 goli, czyli tylko jeden mniej niż PSG, a w La Lidze prowadzi w tabeli.
Dla gości początek był nerwowy. Już po pięciu minutach PSG oddało trzy strzały, a każdy z nich po kolei zatrzymał Joan Garcia, bramkarz Barcelony. W 20. minucie z boiska zszedł Ousmane Dembele, dotąd lider ofensywy gospodarzy – poczuł uraz nogi. Zastąpił go Ferran Torres, piłkarz, który jeszcze w minionym sezonie grał w barwach Barcelony i który strzałem w dogrywce dał Hiszpanii mistrzostwo świata w finale z Argentyną. Debiut w nowym klubie wyszedł mu jednak bez blasku: po sześciu minutach na boisku Torres trafił z dziewięciu metrów prosto w Joana Garcię, a cztery minuty później zmarnował kolejną okazję, uderzając z bliska również w bramkarza. Chwilę wcześniej dobitkę Achrafa Hakimiego z siedmiu metrów zablokował Pedri, a Raphinha nie wykorzystał stuprocentowej szansy, trafiając z czterech metrów w Safonowa.
Gole jednak nie padały – aż do 38. minuty, gdy Desire Doue uderzeniem z 18 metrów wyprowadził PSG na prowadzenie 1:0. Barcelona mogła odpowiedzieć właściwie natychmiast: na boisko wszedł Fermin Lopez w miejsce kontuzjowanego Daniego Olmo, ale w kontrze przegrał sam na sam z bramkarzem.
Szalona końcówka z trzema kontuzjami
Druga połowa zaczęła się tak samo, jak skończyła się pierwsza – od interwencji Joana Garcii, który w szóstej minucie obronił strzał Hakimiego z siedmiu metrów po efektownej akcji PSG. Wyrównanie przyszło w 55. minucie: po akcji Fermina Lopeza z Esparguerem padł gol na 1:1, mocne uderzenie z ośmiu metrów pokonało Matwieja Safonowa, bramkarza PSG. Cztery minuty później mecz przerwały kolejne urazy – boisko opuścili Marquinhos i Chwicza Kwaracchelia, temu drugiemu, niemogącemu samodzielnie chodzić, zejście ułatwili fizjoterapeuci. Ostatecznie Luis Enrique, trener PSG, musiał w tym meczu dokonać trzech zmian wynikających z kontuzji.
Mimo tych strat paryżanie wrócili na prowadzenie w 72. minucie. Lucas Hernandez wyskoczył wyżej niż Gordon i głową z dziesięciu metrów wykorzystał dośrodkowanie Desire Doue z rzutu rożnego, ustalając wynik na 2:1. Barcelona odpowiedziała szybko, a odpowiedź była w pełni indywidualna – Lamine Yamal strzałem z ostrego kąta pod poprzeczkę doprowadził do wyrównania na 2:2.
O losach meczu zdecydowały ostatnie dziesięć minut. W 81. minucie Vitinha uderzeniem z woleja z 20 metrów dał PSG prowadzenie 3:2, a pięć minut później zupełnie nieobstawiony na drugim metrze Fabian Ruiz dobił wynik do 4:2. Tym samym paryżanie potwierdzili, że w tej edycji Ligi Mistrzów są siłą, z którą trzeba się liczyć – nawet grając z liderem La Ligi.
„On jest naprawdę gotowy na tę walkę i powiedział mi, że tuż po niej chce raz jeszcze walczyć z Usykiem. A jeśli Usyk nie będzie już w grze, to chce walczyć z którymś z tych gości” – mówił w rozmowie z IFL TV Frank Warren, promotor Tysona Fury’ego.
Mowa o starciu z Anthonym Joshuą, zaplanowanym na 11 grudnia 2026 roku na Principality Stadium w Cardiff. Długo nie było wiadomo, czy ta walka w ogóle dojdzie do skutku – wokół niej krążyło sporo wątpliwości – ale obaj bokserzy ostatecznie potwierdzili udział. Dla Fury’ego to jednak tylko przystanek w drodze do czegoś większego. Jak twierdzi Warren, „Gypsy King” już teraz ma w głowie rewanż z Ołeksandrem Usykiem.
Byłby to ich trzeci pojedynek. Fury i Usyk mierzyli się już dwukrotnie w 2024 roku, i obie te walki Brytyjczyk przegrał na punkty. Problem w tym, że sam Usyk skomplikował sprawę – zwakował wszystkie mistrzowskie pasy i ogłosił, że w przyszłym roku stoczy ostatnią walkę w karierze, po czym zakończy przygodę z boksem.
Plan B: trzej posiadacze pasów
Warren nie udaje, że liczy się tylko wariant z Usykiem. Scenariusz bez niego jest równie realny. Jeśli Fury pokona Joshuę w grudniu, od razu wejdzie w posiadanie pasa WBA. Na niego czekałyby wówczas kolejne tytuły – WBC trzyma obecnie Agit Kabayel, a WBO Daniel Dubois. I tu pojawia się istotny szczegół: obaj, tak jak Fury, są pod skrzydłami Warrena, co znacznie ułatwiłoby dogranie takich starć.
W rozmowie dla Sky Sports promotor nie przekreślił żadnego z możliwych rywali swojego zawodnika. „Każdy z nich wchodzi w grę. Możemy doprowadzić do świetnych pojedynków i tak właśnie zrobimy. Usyk może robić, co chce. Jeśli jednak chce zmierzyć się z którymś z tych zawodników, niech się do nas zgłosi. To dla nas żaden problem. Współpracowaliśmy już kilkakrotnie, świetnie się dogadujemy i zawsze dotrzymujemy słowa” – powiedział Warren.
Na razie jednak wszystko kręci się wokół grudnia 2026 roku i starcia w Cardiff. Dalszy scenariusz – trzecia walka z Usykiem albo bitwa o zjednoczenie pasów z Kabayelem czy Duboisem – rozstrzygnie się dopiero po tym pojedynku, a sporo zależy też od decyzji samego Ukraińca.
„Doktor Nokaut” wrócił do swojego dawnego zwyczaju. Yuniel Dorticos pokonał Juana Camilo Novoę przed czasem w nocy podczas gali w Hollywood – stało się to w noc z 18 na 19 października 2026 roku.
Kubańczyk nie dał rywalowi czasu na rozkręcenie się. Już na początku drugiej rundy zakończył sprawę prawym krzyżowym, który przebił się przez gardę Novoi, a następnie dobił Kolumbijczyka prawym sierpem bitym z góry.
Na karku ma już czterdziestkę, ale pięści działają wciąż jak za młodych lat. Były dwukrotny mistrz świata kategorii cruiser poprawił swój rekord zawodowy na 30 wygranych i 3 porażki, z czego 28 zwycięstw przez nokaut – przed walką bilans wynosił 29-3 z 27 nokautami. To już drugie zwycięstwo przed czasem w jego karierze w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.
Novoa bez szans w Hollywood
Juan Camilo Novoa przyjechał do Hollywood z solidnym, choć nierównym bilansem – 35 wygranych, 16 porażek i 1 remis, w tym 32 nokauty na koncie. Tej nocy doświadczenie i moc uderzenia Kubańczyka okazały się jednak zbyt wiele.
Pseudonim „Doktor Nokaut” po raz kolejny znalazł potwierdzenie w ringu. Dla czterdziestoletniego Dorticosa to kolejny dowód, że mimo wieku wciąż jest jednym z najbardziej skutecznych pięściarzy w swojej wadze.
„Cloud9 rozstanie się z APA i Zvenem po Mistrzostwach Świata” — taką wiadomość jako pierwszy podał Brieuc „LEC_Wooloo” Seeger, informator serwisu Sheep Esports. Jak twierdzą jego źródła, organizacja pożegna się ze środkowym Eainem „APA” Stearnsem oraz AD Carry Jesperem „Zven” Svenningsenem zaraz po zakończeniu tegorocznego mundialu League of Legends.
Na formalności obaj zawodnicy nie czekają. Rozmowy z innymi organizacjami przed zbliżającym się sezonem turniejowym APA i Zven zaczęli już wcześniej — Cloud9 dało im zielone światło na szukanie ofert z zewnątrz.
Powód jest prosty: słaby występ na Mistrzostwach Świata 2026. Cloud9 odpadło z turnieju przedwcześnie, kończąc zmagania na 19. miejscu po porażce 1:3 z drużyną FURIA.
Od bohaterów Lock-In do ławki rezerwowych
Jeszcze kilka miesięcy temu obaj byli kluczowi dla sukcesów zespołu. APA grał dla Cloud9 na podstawie kontraktu podpisanego w listopadzie 2025 roku, Zven związał się z organizacją rok wcześniej, w listopadzie 2024. To właśnie ten duet stał za dobrymi wynikami ekipy w sezonie zasadniczym LCS 2026 Lock-In oraz Spring Split.
Potem przyszły dwie kolejne porażki w walce o kwalifikację do First Stand i MSI, i wszystko się zmieniło. Po tych niepowodzeniach Cloud9 przebudowało aktywny skład, odsuwając APA i Zvena na ławkę rezerwowych. Na pozycję środkowego wrócił Lee „Loki” Sang-min, a miejsce AD Carry zajął Edward „Tactical” Ra.
Formalnie jednak nic się nie zmieniło. Cloud9 utrzymywało siedmioosobowy skład przez cały letni split, choć APA i Zven na główną scenę już nie wracali. Po rozczarowującym występie na Mistrzostwach Świata rozstanie wygląda już tylko na kwestię czasu.