⚡ Aktualnie:
Niespodzianka od O’Sullivana. Zagra w Derby na British Seniors Open Bezkrólewie na tronie WBO wagi średniej: Bentley bez pasa LaCouvée zdradził sekret zwycięskiej serii GKS Katowice. „Nie zdejmuję szczęśliwych skarpet” Fatalne wieści. Energa Trefl stracił kolejnego zawodnika Pimblett chce rewanżu z Gaethje. „W 10 sekund poszedłbym po sprowadzenie” Pierwsza porażka Houston Rockets w sezonie. I ten mecz LeBrona Jamesa Krzysztof Włodarczyk nie bez problemów pokonał Marcina Sianosa na Babilon MMA 61 Prates kontra Morales: walka o tymczasowy pas wagi półśredniej na UFC 336 Cracovia przegrała z Motorem Lublin 1:2 w widowiskowym meczu Ekstraklasy Navratilova wskazała Świątek jako kandydatkę do rzucenia wyzwania Rybakinie Niespodzianka od O’Sullivana. Zagra w Derby na British Seniors Open Bezkrólewie na tronie WBO wagi średniej: Bentley bez pasa LaCouvée zdradził sekret zwycięskiej serii GKS Katowice. „Nie zdejmuję szczęśliwych skarpet” Fatalne wieści. Energa Trefl stracił kolejnego zawodnika Pimblett chce rewanżu z Gaethje. „W 10 sekund poszedłbym po sprowadzenie” Pierwsza porażka Houston Rockets w sezonie. I ten mecz LeBrona Jamesa Krzysztof Włodarczyk nie bez problemów pokonał Marcina Sianosa na Babilon MMA 61 Prates kontra Morales: walka o tymczasowy pas wagi półśredniej na UFC 336 Cracovia przegrała z Motorem Lublin 1:2 w widowiskowym meczu Ekstraklasy Navratilova wskazała Świątek jako kandydatkę do rzucenia wyzwania Rybakinie

Czy gala PRIME SHOW MMA 19, zaplanowana na 7 listopada w Ostrowie Wielkopolskim, w ogóle się odbędzie? To pytanie zadają sobie teraz kibice freak fightów. Powód? Robert Biedroń opublikował w mediach społecznościowych nagranie dotyczące organizatorów pewnej gali.

Europosłanek i polityk Lewicy nie wymienił w swoim materiale nazwy organizacji PRIME bezpośrednio. Internautów to jednak nie zmyliło – Biedroń już wcześniej wchodził w konflikt z tą organizacją, więc skojarzenie przyszło natychmiast.

„Dotarły do mnie bardzo ciekawe wiadomości. Chodzi o pewną galę… Wygląda na to, że ktoś tam myśli, że jak się ma ban na YouTube i zakazy, to ludzie przymkną na to oko. Widzowie może i tak, ale organy i skarbówka – zobaczymy, życzę miłej gali”.

Wzmianka o „banie na YouTube i zakazach” nie wzięła się z niczego. PRIID od dłuższego czasu uchodzi za jedną z najbardziej kontrowersyjnych organizacji na polskim rynku freak fightowym. Jej konferencje prasowe niejednokrotnie kończyły się awanturami.

Co stawką 7 listopada?

Walką wieczoru najbliższej gali ma być rewanżowy pojedynek Marcina Najmana z Jackiem Murańskim. Starcie już wcześniej budziło emocje, a teraz zyskało dodatkowy kontekst – pytanie, czy gala w ogóle dojdzie do skutku w zaplanowanym terminie.

Na razie brak jednak jakiegokolwiek potwierdzenia, że organizacja PRIME 19 jest realnie zagrożona. Warto przy tym pamiętać, że gale freak fightowe formalnie nie są w Polsce zakazane – choć w ostatnich miesiącach toczyły się dyskusje nad przepisami wymierzonymi w patostreaming.

Nagranie Biedronia rozpaliło więc dyskusję bardziej przez niedopowiedzenie niż przez konkretną informację. Zapowiedź realnych problemów organizacyjnych PRIME czy kolejna odsłona osobistego spięcia polityka z galą? Odpowiedź poznamy najwcześniej 7 listopada.

Katarzyna Kawa zmierzy się z Jeleną Rybakiną w turnieju w Ningbo. Pytanie, czy Polka znajdzie sposób na liderkę rankingu WTA, bo bilans sportowy między zawodniczkami wydaje się jasny już przed pierwszym serwisem.

Rybakina to numer jeden światowego rankingu WTA. Reprezentantka Kazachstanu słynie z mocnego serwisu i agresywnej gry — to właśnie te atuty od lat sprawiają kłopoty rywalkom na każdej nawierzchni.

Formę potwierdza bilans sezonu. W 2026 roku Rybakina zdążyła już wygrać Australian Open i US Open, do tego może się pochwalić tytułem mistrzyni Wimbledonu.

Po drugiej stronie siatki stanie Katarzyna Kawa, reprezentantka Polski. Dla niej spotkanie z zawodniczką tego kalibru to przede wszystkim okazja do sprawdzenia się na najwyższym poziomie — różnica w dorobku między rywalkami jest ogromna.

Starcie rankingowego giganta z polską outsiderką

Mecz w Ningbo zapowiada się jako typowe starcie faworytki z outsiderką. Rybakina, broniąc pozycji liderki rankingu, wchodzi na kort jako zdecydowana kandydatka do zwycięstwa. Kawa z kolei będzie musiała szukać sposobu na przełamanie jej serwisu.

W drugiej rundzie turnieju WTA 250 w Osace Magda Linette ponownie zmierzyła się z Kateriną Siniakovą – i ponownie zeszła z kortu pokonana. Czeszka wygrała 4:6, 1:6.

To był już drugi pojedynek obu zawodniczek w tym sezonie. Pierwszy odbył się w Pekinie, w pierwszej rundzie, gdzie Siniakova również okazała się lepsza, wynikiem 6:4, 6:3. Tym razem w Osace Czeszka nie dała Polce żadnych szans na rewanż.

A sezon Linette zaczynał się naprawdę obiecująco. Na Australian Open Polka dotarła do trzeciej rundy, co podniosło ją na 39. miejsce w rankingu WTA. Podobną formę pokazała na Roland Garros, gdzie znów zagrała w trzeciej rundzie, a w połowie czerwca doszła do półfinału turnieju w s’Hertogenbosch.

Potem jednak coś się posypało. Od tamtego półfinału w s’Hertogenbosch do turnieju w Osace Linette wygrała tylko dwa z dwunastu rozegranych meczów. Paradoksalnie, przegrana w Japonii i tak da jej niewielki awans w rankingu – z 77. na 70. miejsce.

Głos po meczu zabrała Siniakova, liderka rankingu WTA w deblu, mówiąc o swojej przeciwniczce.

Magda jest bardzo dobrą, wspaniałą zawodniczką, jest bardzo waleczna, nigdy nie odpuszcza.

Wynik może sugerować łatwe zwycięstwo, ale sama Czeszka twierdzi inaczej.

To był bardzo trudny mecz, nawet jeśli wynik tego nie pokazał. Bardzo ciężko grało się przy tym wietrze, ale jestem bardzo szczęśliwa z tego, jak grałam, jestem dumna że mogę tu zagrać jeszcze jeden mecz.

Siniakova zdradziła też, co przesądziło o jej przewadze na korcie.

Grałyśmy kilka tygodni temu, ale dzisiaj były inne warunki, grało się szybciej. Zdecydowanie musiałam skupić się na sobie i swojej grze, starałam się grać agresywnie.

Co dalej dla obu zawodniczek

W ćwierćfinale w Osace na Siniakovą czeka Amerykanka Mary Stoiana – ta w poprzedniej rundzie pokonała Japonkę Moyukę Uchijimę 6:2, 2:6, 6:3. Dla Czeszki to okazja na pierwszy singlowy tytuł od października 2023 roku, kiedy triumfowała w Nanchang, pokonując w finale Marie Bouzkovą 1:6, 7:6 (5), 7:6 (4).

Linette musi z kolei szukać formy gdzie indziej. Polka jest już zapisana na turniej WTA 250 w Guangzhou, zaplanowany na 26 października – 1 listopada, a potem na turniej w Chennai, który odbędzie się 2-8 listopada.

Co łączy medalistę indywidualnych mistrzostw świata, drugiego lidera drużyny z Ostrowa Wielkopolskiego i byłego mistrza świata z Australii? Na razie jedno: żaden z nich nie ma klubu na sezon 2027. Chris Holder i Niels Kristian Iversen mogą się pochwalić medalami indywidualnych mistrzostw świata na żużlu – tyle że ten dorobek z przeszłości coraz mniej znaczy, gdy przychodzi do rozmów o ofertach z Metalkas 2. Ekstraligi.

Przypadek Iversena jest może najbardziej wymowny. Jeszcze w grudniu 44-letni Duńczyk zapowiadał w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet, że celuje w średnią biegopunktową na poziomie co najmniej 2,000. Sezon okazał się brutalnie inny – skończył z wynikiem zaledwie 1,547 pkt/bieg. W play-offach radził sobie wyraźnie lepiej niż w rundzie regularnej, ale klubu z Poznania to nie przekonało i kontraktu nie przedłużono. Teraz 44-latek rozważa powrót do Krajowej Ligi Żużlowej, bo na poziomie Metalkas 2. Ekstraligi po prostu nie ma dla niego ofert.

Szansa na kontynuację kariery w lidze się jednak pojawiła – Polonia Piła sondowała Iversena. Klub ostatecznie postawił na Andreasa Lyagera i Olivera Berntzona, a Duńczykowi podziękował za przeprowadzone rozmowy.

Seifert-Salk: od drugiego lidera do bezrobotnego

Historia Jonasa Seiferta-Salka jeszcze trzy lata temu wyglądała zupełnie inaczej. Duńczyka przymierzano wtedy nawet do PGE Ekstraligi. Po dołączeniu do Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski wyrósł na drugiego lidera zespołu obok Frederika Jakobsena i w pierwszych sześciu meczach sezonu jeździł ze średnią 2,250 pkt/bieg. A potem coś się posypało. 26-latek zaliczył fatalną drugą część sezonu, kończąc ją ze średnią zaledwie 1,143 pkt/bieg. Klub z Ostrowa podziękował mu za współpracę, a na jego miejsce wziął Matiasa Nielsena.

Skutek? Seifert-Salk na razie pozostaje bez klubu na sezon 2027. Jedyną realną szansą na utrzymanie się na zapleczu PGE Ekstraligi jest dla niego miejsce dla obcokrajowca w składzie Wybrzeża Gdańsk. Kłopot w tym, że beniaminek z Trójmiasta będzie chciał przede wszystkim zatrzymać Timo Lahtiego i Jacoba Thorssella. Jeśli gdańszczanie nie zdecydują się na dodatkowego zawodnika zagranicznego, Iversena i Seiferta-Salka może czekać powrót do Krajowej Ligi Żużlowej po zaledwie rocznej przerwie.

Trzecim nazwiskiem w tej układance jest Chris Holder. Australijczyk ma za sobą zdecydowanie najsłabszy sezon w karierze – ze średnią 1,435 pkt/bieg zajął 38. miejsce w klasyfikacji Metalkas 2. Ekstraligi. Jeśli mistrz świata z 2012 roku wciąż chce jeździć na polskich torach, realną opcją dla niego pozostaje Krajowa Liga Żużlowa.

Co właściwie zastał na polskich trybunach reprezentant Polski, który po latach gry za granicą wrócił do krajowej ligi? Tomasz Fornal, 29-letni przyjmujący, nie owijał w bawełnę – odpowiedział tuż po meczu, w którym jego nowy klub, mistrz Polski Aluron CMC Warta Zawiercie, pokonał ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:1.

„Fantastycznie jest wrócić” – powiedział bez wahania. I dodał, że powrót do Polski, do klubu, z którym identyfikuje się całe miasto, to „coś pięknego”.

Droga do tego zwycięstwa nie była prosta. Tydzień wcześniej Zawiercie przegrało 0:3 z GKS-em Katowice, a w meczu z ZAKSĄ zespół musiał przełamać się aż w czwartym secie, który skończył się wynikiem 32:30. Dla Fornala to jednak nie był problem – to był fundament.

„Cieszę się, że mieliśmy problemy”

Przyjmujący nie kryje, że trudności po porażce z GKS-em mogą jeszcze wyjść zespołowi na dobre. „Tak się buduje charakter i osobowość zespołu. Może to głupio zabrzmi, że cieszę się, że mieliśmy problemy, ale to na pewno nam pomoże w przeciwieństwo do łatwo wygranego spotkania w stosunku 3:0” – ocenił. Jak zaznaczył, mecz z ZAKSĄ wygrano „wolą walki, drużynowością”, a sama drużyna po pierwszej kolejce była „podrażniona” – i to zaangażowanie widać było już na treningach.

Samą atmosferę meczową Fornal nazwał fantastyczną. „Wygrywamy trudny mecz na przewagi. To będzie nam tylko pomagać” – stwierdził, wracając do walki w czwartym secie.

Żyjemy w złotej erze siatkówki klubowej i reprezentacyjnej. Widać to w halach.

Po powrocie z zagranicznych lig reprezentant Polski zwrócił uwagę właśnie na to, co zobaczył na trybunach – pełne hale i atmosferę, która według niego odzwierciedla dzisiejszy poziom polskiej siatkówki. Wyraził też przekonanie, że kibice będą przy zespole niezależnie od tego, gdzie rozegrane zostaną mecze. „Jestem święcie przekonany, że nasi drodzy kibice będą z nami zarówno w Zawierciu, jak i w Sosnowcu. Wspierajcie nas” – zaapelował.

Na koniec Fornal nie unikał trzeźwej oceny sezonu, który tak naprawdę dopiero się zaczął. „Na pewno będą cięższe momenty i chwile, w których będziemy musieli cierpieć, bo taki jest sport. Mam nadzieję, że tego cierpienia będzie mało, a dużo więcej będziemy świętować i się cieszyć” – podsumował przyjmujący mistrzów Polski.

Ile można zarobić na grze, którą skończono robić kilkanaście lat temu? W przypadku Call of Duty: Black Ops i Black Ops 2 odpowiedź brzmi: setki milionów dolarów w ciągu jednego miesiąca. Ludzie, którzy te gry stworzyli, nie zobaczyli z tego ani centa.

Obie produkcje trafiły 9 lipca na PlayStation 4 i 5. Nie było tu ani pełnoprawnych remake’ów, ani gruntownie odświeżonej grafiki — studio Iron Galaxy po prostu przeniosło starsze wersje na nowsze konsole, zachowując kampanie, multiplayer i tryby Zombies. Innymi słowy: ta sama gra, tylko w nowym sklepie.

Efekt tej operacji widać w liczbach. Według szacunków firmy Alinea Analytics łącznie sprzedano ponad 11 milionów egzemplarzy, z czego Black Ops 2 odpowiadało w lipcu za 8,2 miliona sztuk, a pierwsza część za trzy miliony. Szacowany przychód w tym samym okresie sięgnął około 435 milionów dolarów. To nie oficjalne sprawozdanie finansowe Microsoftu, a niezależna kalkulacja Alinei — mimo to skala i tak rzuca się w oczy. Z tej sumy około 130 milionów dolarów trafiło do Sony jako prowizja platformy.

Głos ze środka Treyarch

Gavin Goslin, wieloletni pracownik studia Treyarch, pracował jako projektant poziomów przy obu odsłonach Black Ops. Na LinkedIn opisał wielogodzinne nadgodziny i presję, które towarzyszyły ich produkcji. Jego zarzut sprowadza się do jednego: wydawca ponownie sprzedaje wieloletnią pracę zespołu, nie wypłacając jej autorom dodatkowego wynagrodzenia. W kolejnym wpisie wspomniał też o zwolnieniach w branży, które dotknęły również jego.

Warto jednak doprecyzować, czego Goslin nie mówi. Deweloperzy zatrudnieni na etatach zazwyczaj otrzymują pensje, a nie automatyczny udział w każdej przyszłej sprzedaży gry — to standard w całej branży, nie jakiś wyjątek przy Black Ops. Bez wglądu w konkretne kontrakty nie można więc zarzucać Activision złamania prawa. Goslinowi chodzi o coś innego: o zmianę samych zasad wynagradzania, nie o interwencję prawną.

Ze strony Activision padła odpowiedź, choć nie na zarzut Goslina, a na pytanie o skalę sukcesu. Szef marketingu firmy Tyler Bahl przyznał, że powodzenie klasycznych Black Ops przerosło oczekiwania firmy. Na tym wydawca nie zamierza kończyć — tę samą nostalgię chce wykorzystać przy premierze Call of Duty: Modern Warfare 4, zaplanowanej na 23 października.

Które pięć europejskich zespołów poleci na Singapore Major, a które w ostatniej chwili zostaną za burtą? Tego jeszcze nikt nie wie. O pozostałe miejsca wciąż bije się około jedenastu drużyn, a analityk VRS Mischief na bieżąco przelicza ich szanse. We wtorek prognozy wyeliminowały z poważnej rywalizacji Alliance, Luminosity i Envy — i to właśnie te nazwiska najlepiej pokazują, jak szybko w tym wyścigu można stracić grunt pod nogami.

Obecnie pięć miejsc kwalifikacyjnych trzymają Nemiga, FaZe, NAVI, B8 i 100 Thieves. Najbezpieczniej czuje się Nemiga — 76,5% szans na awans — której prawdopodobnie wystarczy jedno zwycięstwo na PGL Masters Bucharest, by zapieczętować bilet. Tuż za nimi plasuje się FaZe z 74,2% szans. Najbliższym testem dla tej drużyny będzie mecz z JiJieHao, który dla obu stron jest w zasadzie własnym RMR. JiJieHao w tym starciu ma tylko 10,9% szans na kwalifikację, choć FaZe wie, że łatwo nie będzie — w poprzednim meczu trzecią mapę wygrali dopiero w dogrywce.

NAVI notuje 68,5% szans, ale nad drużyną wisi konkretny scenariusz: wynik 1-3 lub 0-3 w Bukareszcie zmusiłby ich do pominięcia IEM Beijing i szukania punktów gdzie indziej. B8 z 58,7% szans musi skończyć w pierwszej trójce RLG Tesla Cup, by poczuć się bezpiecznie. Piątkę kwalifikacyjną zamyka 100 Thieves z 51,1% szans — i część tej pozycji zawdzięcza nieobecności NiP na FiRe Last Chance.

Poza strefą kwalifikacyjną najwięcej do powiedzenia ma BIG. Dla tej drużyny zbliżający się mecz z PARIVISION może zdecydować o losie całego sezonu — przy 37,9% szans na awans miejsca na błąd po prostu nie ma. magic, z 34,5% szans, również staje przed meczem o wszystko: starcie z The MongolZ ma łączne wahanie szans na poziomie 55,9 punktu dla obu drużyn, co samo mówi o skali ryzyka. Dalej w kolejce czekają IC Esports z 25,3% szans, dla których pierwsza dwójka na ostatnim wydarzeniu oznaczałaby przepustkę, oraz fnatic z 24,8%. Luminosity po słabym wtorku spadło do zaledwie 11,2% szans — nawet tytuł Tesla Cup dałby im awans tylko w około 57,9% scenariuszy. Ostateczny werdykt padnie na czterech imprezach: Tesla Cup, PGL Masters Bucharest, FiRe Last Chance i ostatnim wydarzeniu Stake.

shalfey przejmuje kapitańską opaskę w GamerLegion

Podczas gdy europejska tabela kwalifikacyjna się trzęsie, GamerLegion ogłosił podpisanie kontraktu z Aleksandrem „shalfey” Marenovem, który zostanie nowym kapitanem drużyny w CS2. 24-letni Rosjanin zastąpi na tej pozycji Janusza „Snax” Pogorzelskiego, przeniesionego do rezerwy 21 października.

Dla shalfey będzie to debiut w międzynarodowym składzie. Przez ostatnie dwa miesiące grał w barwach ex-RUSTEC, startując w różnych turniejach online, a w trakcie 2026 roku przewinął się przez kilka rosyjskich zespołów, notując średni rating 6.3. Teraz trafia do drużyny, w której skład wchodzą przedstawiciele Szwecji, Danii, Rosji i Polski.

Ta zmiana nie dzieje się w próżni. GamerLegion zajęło ostatnie miejsce w zamkniętych kwalifikacjach do PGL Bucharest 2027, co znacznie skomplikowało drużynie drogę do Majora w Singapurze poprzez ranking Valve. Pierwszym turniejem shalfey w nowych barwach będzie RLG Tesla Cup 2026, ale najpierw czeka go prawdziwy test ogniowy — debiut z GamerLegion zaplanowano na 27 października o 22:00 przeciwko Envy.

Aktualny skład GamerLegion to Fredrik „REZ” Sterner, Sebastian „Tauson” Tauson Lindelof, Timur „FL4MUS” Marev, Milan „hypex” Polowiec oraz nowy kapitan Aleksandr „shalfey” Marenov, a za sterami szkoleniowymi stoi Adrian „imd” Pieper.

Co robi miliarder, który wpompował w zespół F1 ponad 500 milionów dolarów, a w zamian dostaje dziesiąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów? Lawrence Stroll, kanadyjski biznesmen i właściciel Aston Martina, coraz poważniej myśli o rozstaniu z Hondą, dostawcą jednostek napędowych jego zespołu.

Zespół z Silverstone miał w sezonie 2026 walczyć o tytuł mistrzowski. Rzeczywistość jest inna. Aston Martin ma na koncie tylko 7 punktów i zajmuje dopiero dziesiąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Za taki wynik nikt nie płaci setek milionów dolarów.

Problem tkwi w osiągach samochodu — zespół po prostu nie jest w stanie regularnie mieszać się w walkę z czołówką. Honda modyfikowała silnik spalinowy i turbosprężarkę, ale te zmiany nie przyniosły oczekiwanego postępu. Frustruje to tym bardziej, że japoński producent zbudował sobie renomę dzięki sukcesom z Red Bull Racing w ostatnich latach. Wygląda więc na to, że sama Honda nie jest tu winowajcą — problem leży w tym, jak jej jednostka współgra z resztą projektu Aston Martina.

Co dalej z silnikiem?

Jak pisze hiszpański dziennik „AS”, Aston Martin nie wyklucza poszukiwania alternatywy dla Hondy. Stroll ma być gotów zerwać porozumienie i ponieść kolejne koszty, jeśli to przybliżyłoby zespół do triumfów. Dla człowieka, który już wydał pół miliarda dolarów bez żadnego realnego zwrotu w wynikach, kolejna duża inwestycja to nie przeszkoda — liczy się tylko efekt.

Sam zespół oficjalnie śpiewa inną piosenkę. Z fabryki w Silverstone płynie przekaz, że Aston Martin wciąż wierzy w japońskiego partnera. Honda obiecuje kolejny etap prac, który ma przynieść bardziej kompleksowe zmiany przed sezonem 2027. To może być ostatnia szansa, by udowodnić, że ta współpraca ma jeszcze sens.

Przed Grand Prix USA obie strony czeka moment pełen symboliki — i napięcia, i wspólnej historii naraz. Przedstawiciele Aston Martina i Hondy mają wziąć udział we wspólnej sesji zdjęciowej z okazji 500. wyścigu japońskiego producenta w Formule 1. Uśmiechy do obiektywu, a w tle od miesięcy toczy się rozmowa o rozwodzie — trudno wymyślić lepszy obraz tego, co dzieje się między tymi dwoma firmami.

Jak oddzielić zespół Formuły 1 od firmy, która pod tym samym dachem projektuje coś zupełnie innego? FIA zdecydowała się odpowiedzieć na to pytanie przepisami, które od 2027 roku mają fizycznie i cyfrowo rozciąć dwa światy, dotąd funkcjonujące blisko siebie.

Limit budżetowy obowiązuje w Formule 1 od 2021 roku. Ma ograniczać wydatki na rozwój samochodów, wyrównywać szanse w stawce i zmniejszać przepaść między najbogatszymi zespołami a tymi, które muszą liczyć każdą złotówkę. Spod tego pułapu wyłączono jednak wynagrodzenia kierowców oraz trzech najlepiej opłacanych członków kadry kierowniczej. I właśnie na styku tego, co jest, a co nie jest „działalnością F1”, zaczęły się schody.

Kilka zespołów prowadzi równolegle jednostki zajmujące się projektami niezwiązanymi bezpośrednio z bolidami. Red Bull Racing ma Advanced Technologies, Aston Martin rozwija Performance Technologies, a Mercedes prowadzi Applied Sciences. FIA nie stwierdziła naruszeń przepisów w żadnym z tych trzech przypadków. Ale samo istnienie takich struktur tuż obok zespołów startujących w mistrzostwach świata okazało się wystarczającym sygnałem, by federacja usiadła do pisania nowych reguł.

Artykuł F6 i mur między dwoma działalnościami

Efektem jest nowy artykuł F6 w regulaminie operacyjnym F1, zatytułowany „Physical and IT Segregation Between F1 Activities and Non-F1 Activities”. Nazwa nie pozostawia wątpliwości co do intencji — chodzi o fizyczne i cyfrowe rozdzielenie działalności związanej z F1 od pozostałych projektów zespołów.

W praktyce zespoły będą musiały kontrolować, kto ma dostęp do konkretnych pomieszczeń, systemów informatycznych i danych technicznych. Symulatory, tunele aerodynamiczne czy stanowiska testowe nadal będą mogły służyć różnym działom firmy, ale zasadniczo nie w tym samym czasie. Każde użycie takich zasobów ma być odnotowane — zespoły będą prowadzić ewidencję uprawnień dostępu, by w razie potrzeby sprawdzić, kto i kiedy korzystał z danego sprzętu lub danych.

FIA nie zostawia sobie w tej sprawie jedynie roli widza z trybun. Federacja otrzyma uprawnienia do przeprowadzania kontroli na miejscu oraz szczegółowych audytów informatycznych. Przepisy mają też zatkać oczywiste furtki — zespoły nie będą mogły obchodzić ograniczeń, przesyłając dane przez komunikatory, zewnętrzne nośniki pamięci, podwykonawców czy pośredników. Od 1 stycznia 2027 roku obowiązkowe stanie się przechowywanie rejestrów uprawnień i cyfrowych śladów aktywności — to ma dać FIA realny materiał do ewentualnego śledztwa, a nie tylko deklaracje zespołów.

Nowe reguły precyzują też, w którą stronę informacja może, a w którą nie może płynąć. Przekazanie danych z zespołu F1 do jednostki zajmującej się innymi projektami będzie możliwe wyłącznie na warunkach określonych w przepisach — z wymaganymi zgodami i pełną dokumentacją. Odwrotny kierunek, czyli przepływ informacji z jednostki niezwiązanej z F1 do zespołu wyścigowego, nie będzie dozwolony w żadnej formie. FIA zamierza też regulować sytuacje, gdy pracownik przechodzi między jednym a drugim światem — ustali okresy, w których taka osoba nie będzie mogła wykonywać określonych zadań ani mieć dostępu do systemów i danych dawnego miejsca pracy.

To oznacza koniec swobodnego przepływu wiedzy, inżynierów i sprzętu między garażem F1 a resztą firmy — przynajmniej na papierze. Czy w praktyce federacja zdoła to wszystko realnie skontrolować? Odpowiedź przyniesie pierwszy sezon działania artykułu F6.

Ten sam rodzaj gola raz się liczy, raz nie – i za każdym razem stoi za tym ten sam arbiter? Takie pytanie zadaje po ostatnim meczu trener Polonii Bytom Andriej Gusow, a punktem wyjścia jest porażka jego zespołu z KH Energą Toruń 3:4.

Kluczowy moment spotkania rozegrał się w 17. minucie. Po dwójkowej akcji krążek do bramki skierował Michał Zając. Gol nie trafił jednak do protokołu – sędziowie po analizie wideo uznali, że zawodnik Polonii skierował krążek do siatki łyżwą, i trafienia nie zaliczyli. Jak relacjonował Gusow, po tej decyzji wynik zmienił się na 2:2, a na ławkach zrobiło się nerwowo – sprawa skończyła się karą meczu.

Trenera Polonii irytuje nie tylko sama decyzja, ale i jej kontekst historyczny. W 19. kolejce minionego sezonu THL jego zespół przegrał na wyjeździe z GKS-em Katowice 2:4. W tamtym meczu identyczną bramkę – krążek skierowany łyżwą – zdobył Michał Kosmęda, a sędziowie wtedy ją uznali. Co istotne, funkcję sędziego głównego w obu spotkaniach pełnił Krzysztof Kozłowski: w meczu z GKS-em sędziował wspólnie z Rafałem Noworytą, a w starciu z Toruniem – z Wojciechem Czechem.

„Ten sam człowiek zabrał nam sześć punktów”

Gusow nie owijał w bawełnę i wprost wskazał na powtarzalność sytuacji z udziałem tego samego arbitra. „Ten sam człowiek zabrał nam łącznie sześć punktów w dwóch meczach. Ten arbiter, który nam sędziował wczoraj” – powiedział trener Polonii. Jego zdaniem to nie kwestia pojedynczego błędu, a wzorca, który przekłada się bezpośrednio na tabelę. „Po prostu decyzje tych ludzi wpływają na wyniki spotkań” – dodał.

Gusow zastrzegł, że sam nie jest sędzią. Mimo to nie miał wątpliwości co do oceny konkretnej sytuacji z meczu z Toruniem. „Ja nie jestem sędzią, ale moim zdaniem to błąd arbitra” – stwierdził. Teraz czeka go niewygodne zadanie w szatni. „Ja muszę wytłumaczyć chłopakom jutro na zebraniu, dlaczego ta bramka nie była uznana” – podsumował szkoleniowiec Polonii.

Instalacja aplikacji
Pobierz