„0:2 w finale dolnej drabinki” – tak, przegrywając z JiJieHao, BC.Game zakończyło przygodę z turniejem DraculaN Season 7. Zespół, który jeszcze niedawno prowadził azjatycką klasyfikację, musiał zadowolić się czwartym miejscem.
Porażka smakowała gorzko, bo chwilę wcześniej BC.Game prezentowało się znakomicie, rozbijając FaZe 2:0. Ze starciem z JiJieHao poszło zupełnie inaczej. Pierwsza mapa, Dust2, nie dała żadnych szans – 13:5 dla rywala. Na Ancient było już bliżej, walka trwała do dogrywki, ale i tam BC.Game musiało uznać wyższość przeciwnika, 14:16. Za czwarte miejsce w turnieju ekipa wróciła do domu z 3500 dolarami.
Tam, gdzie BC.Game traciło, The MongolZ zbierali żniwo. Mongolska drużyna wywalczyła tytuł w turnieju 1win Private Club Season 2, rozbijając w finale PARIVISION 3:0. To zwycięstwo miało realną wagę punktową – dzięki niemu The MongolZ wyszli na pierwsze miejsce wśród azjatyckich zespołów w klasyfikacji VRS, wyprzedzając właśnie BC.Game. W praktyce oznacza to zapewnione miejsce na PGL Major Singapore 2026. Co ciekawe, mimo spadku na drugą pozycję w tabeli, BC.Game również zdążyło wywalczyć awans na ten Major.
Samo DraculaN Season 7 toczy się w Bukareszcie, w Mołdawii, z udziałem dwudziestu czterech zespołów. Pula nagród wynosi 35 000 dolarów, a zwycięzca zabierze 14 000. Turniej wystartował 19 października, a mistrza poznamy 23 października.
Drugi runda grupowa PGL Masters Bucharest 2026 już ustalona
Podczas gdy BC.Game przeżywało swój dramat, równolegle rozstrzygały się losy dużo większej imprezy. Po meczach otwarcia fazy grupowej PGL Masters Bucharest 2026 wyłoniono pary drugiej rundy. Uwagę przykuwają zwłaszcza trzy starcia: FUT zagra z Liquid, Vitality zmierzy się z The MongolZ, a FURIA stanie przeciwko NAVI. Wszystkie osiem meczów tej rundy zaplanowano na 25 października.
Mechanizm turnieju nie wybacza błędów. Po meczach z 24 października szesnaście uczestniczących drużyn podzielono równo na grupy z bilansem 1-0 i 0-1. Do fazy play-off awansują tylko ci, którzy zbiorą trzy zwycięstwa – trzy porażki oznaczają koniec turnieju.
25 października czeka napięty harmonogram. O 9:00 CET równolegle ruszą Spirit vs TYLOO oraz FUT vs Liquid. O 12:00 CET na mapę wyjdą Vitality vs The MongolZ oraz BETBOOM Team vs Nemiga. O 15:00 CET przyjdzie czas na G2 vs Aurora i MOUZ vs 9z, a dzień zamkną o 18:00 CET pojedynki FURIA vs NAVI oraz Legacy vs DENDELE.
Cały turniej PGL Masters Bucharest 2026 trwa od 24 do 31 października w Bukareszcie, w Rumunii, z udziałem szesnastu drużyn walczących o pulę nagród w wysokości 1 250 000 dolarów. Do fazy play-off przejdzie ostatecznie osiem najlepszych zespołów ze szwajcarskiego etapu.
„Robin 'ropz’ Kool miał najwyższą ocenę wśród zwycięzców na poziomie 6.1″ — tak statystyki podsumowały występ Vitality w jednym z ośmiu meczów otwierających fazę grupową PGL Masters Bucharest 2026. Dzień okazał się pełen niespodzianek. Cztery uznane ekipy — Spirit, MOUZ, Aurora i Legacy — straciły punkty już w pierwszej rundzie.
Turniej odbywa się w Bukareszcie od 24 do 31 października 2026 roku, a o pulę nagród w wysokości 1 250 000 dolarów walczy szesnaście drużyn. Format etapu szwajcarskiego nie wybacza błędów: trzy zwycięstwa oznaczają awans do play-off, trzy porażki — eliminację. Do fazy pucharowej przejdzie tylko osiem najlepszych zespołów.
Największym zaskoczeniem pierwszej rundy była porażka Spirit z BetBoom Team 1-2. Spirit otworzyło serię zwycięstwem na Anubis 13-10, ale BetBoom odpowiedziało dominującym Ancient 13-3 i domknęło triumf na Mirage, wygrywając w dogrywce 16-14.
MOUZ też nie uniknęło strat. Niemiecka organizacja przegrała z Liquid 1-2, mimo że wygrała otwierającą mapę Ancient w dogrywce 16-13. Liquid wyrównało na Inferno 16-12, po czym przechyliło szalę na swoją stronę na Mirage, kończąc mecz wynikiem 13-11.
Podobny scenariusz powtórzył się w meczu Aurora – The MongolZ, zakończonym 1-2 na korzyść mongolskiej ekipy. Aurora zaczęła obiecująco, biorąc Inferno w dogrywce 16-12. The MongolZ odpowiedzieli jednak brutalnie na Nuke, wygrywając 13-2, a decydującą mapę, Dust2, zamknęli wynikiem 13-9.
Legacy przegrało z Nemiga 0-2. Walka na Ancient była przy tym wyrównana do samego końca — mapa trwała aż 48 rund, a Nemiga wygrała dopiero 25-23. Drugą mapę, Dust2, białoruska drużyna zamknęła już bez większych problemów, 13-8.
Pewniej zaprezentowały się FUT, Vitality, FURIA i NAVI — każda z nich wygrała swój mecz 2-0. FUT rozprawiło się z TYLOO, najpierw wygrywając Nuke 13-9, a następnie Ancient 13-6. Vitality ograło 9z na Mirage 13-10 i na Cache 13-10. W tym meczu ropz zanotował 30 zabójstw, 29 zgonów i 72 ADR, choć najwięcej fragów w zespole zebrał flameZ — 37.
FURIA pokonała DENDELE, wygrywając Ancient 13-8 i Inferno 13-11. Najwięcej emocji dostarczył jednak mecz NAVI przeciwko G2 Esports. Obie drużyny zagrały na mapach Nuke i Dust2 — mapach, które obie traktują jako stałe bany, co samo w sobie było niespodzianką. NAVI wygrało Nuke 13-11, a Dust2 rozstrzygnęło się dopiero w trzeciej dogrywce wynikiem 22-19, dając ukraińskiej organizacji komplet 2-0.
Harmonogram drugiej rundy
Druga runda fazy grupowej odbędzie się 25 października. Dzień otworzą mecze o 09:00 CET: Spirit zmierzy się z TYLOO, a FUT zagra z Liquid. O 12:00 CET na boisku staną Vitality i The MongolZ oraz BetBoom Team i Nemiga. Slot 15:00 CET przyniesie starcia G2 z Aurorą oraz MOUZ z 9z. Dzień zamkną o 18:00 CET mecze FURIA – NAVI oraz Legacy – DENDELE.
Poprzeczkę rywalom ustawił tam, gdzie liczyło się to najbardziej – w ostatniej sesji kwalifikacyjnej przed Grand Prix USA. Andrea Kimi Antonelli, mający dopiero 20 lat, wywalczył pole position, choć przez cały weekend treningowy to Ferrari wydawało się nie do zatrzymania.
Przez trzy sesje treningowe włoska stajnia była najszybsza na torze. Wszystko wskazywało więc na to, że o pole position rozegra się walka między jej kierowcami. Problem w tym, że Ferrari od początku sezonu wciąż czeka na pierwsze pole position – a kwalifikacje w USA miały to zmienić.
W Q1 długo dyktował tempo Charles Leclerc, zapisując na liczniku 1:35.200. Dopiero w ostatnich minutach sesji zepchnął go na drugie miejsce Lando Norris, przejeżdżając okrążenie w 1:35.029.
Druga część kwalifikacji zaczęła się od pokazu siły Maxa Verstappena – ten od razu wjechał na czas 1:34.471. Kierowca Red Bull Racing miał wówczas aż 0,362 s przewagi nad Lewisem Hamiltonem. Inicjatywę szybko przejęło jednak Ferrari: Leclerc w drugich przejazdach Q2 zanotował 1:34.18 i wysunął się na prowadzenie. Tuż za nim, ze stratą jedynie 0,080 s, uplasował się Antonelli, a trzeci był George Russell, słabszy od Monakijczyka o 0,107 s.
Antonelli odpowiada w Q3
Decydująca sesja należała jednak do kierowcy Mercedesa. Już w pierwszym przejeździe Q3 Antonelli zjechał z czasem 1:34.035, wyprzedzając Verstappena o 0,179 s. W końcówce sesji niemal nikt z czołówki nie zdołał poprawić swojego wyniku, co przypieczętowało pole position Włocha.
Ten rezultat znaczy więcej niż tylko dobrą pozycję startową. Antonelli może matematycznie zapewnić sobie tytuł mistrzowski już w trakcie weekendu w USA. Scenariusz wymaga jednak konkretnego układu wyników – 20-latek musi wygrać wyścig, a jednocześnie Hamilton i Russell muszą spisać się słabiej niż on. Sytuację ułatwia fakt, że obaj kierowcy Ferrari i Mercedesa, z którymi Antonelli rywalizuje w klasyfikacji, wystartują w niedzielę z dalekich pozycji na starcie.
„Matematyczne szanse na tytuł zachowało jeszcze czterech kierowców, ale to Antonelli ma je w swoich rękach” – tak sytuację przed Grand Prix USA podsumowują statystycy Formuły 1, patrząc na tabelę mistrzostw przed wyścigiem w Austin. FORMULA 1® MSC CRUISES UNITED STATES GRAND PRIX 2026 odbędzie się w niedzielę, 25 października, a ten wyścig może zakończyć tegoroczną walkę o tytuł, zanim sezon wejdzie w swoją najbardziej napiętą fazę.
Gdzie i kiedy obejrzeć wyścig
Start zaplanowano na 21:00 czasu polskiego. Transmisja na antenie Eleven Sports 1 rozpocznie się pięć minut wcześniej, o 20:55. Nie zdążysz usiąść przed telewizorem? Wyścig można śledzić też w streamie – kanał Eleven Sports 1 jest dostępny w Pilocie WP, a ta platforma umożliwia oglądanie zawodów na komputerze, smartfonie, tablecie czy telewizorze.
Przed wyjazdem do Austin liderem klasyfikacji generalnej jest Andrea Kimi Antonelli, Włoch jeżdżący dla Mercedesa. Na koncie ma 340 punktów i wyprzedza swojego zespołowego kolegę George’a Russella o 102 oczka. Trzecią pozycję zajmuje Lewis Hamilton z 229 punktami. Choć matematycznie w grze są jeszcze Max Verstappen, Charles Leclerc i Lando Norris, realną szansę na zamknięcie tematu tytułu już w Teksasie ma właśnie Antonelli.
Droga do najszybszego możliwego mistrzostwa wymaga jednak konkretnego wyniku, nie samej obecności na podium. W najprostszym wariancie Antonelli musi wygrać wyścig i zdobyć przynajmniej 23 punkty więcej niż Russell, 14 więcej niż Hamilton oraz sześć więcej niż Verstappen. Formalnością to nie jest – zwłaszcza że Holender jedzie do Austin w świetnej formie.
Verstappen wygrał dwa ostatnie wyścigi przed Grand Prix USA. Najpierw triumfował w Grand Prix Bahrajnu, które – nietypowo – rozegrano w Malezji. Potem, na ulicznym torze Marina Bay w Singapurze, sięgnął po pierwsze w karierze zwycięstwo na tym obiekcie, wyprzedzając Leclerca i Antonellego. Do tego Holender dobrze pamięta Circuit of The Americas – wygrał tam także w 2025 roku.
Sam tor w Austin to jeden z bardziej wymagających punktów kalendarza. Liczy 5,513 kilometra i składa się z 20 zakrętów. Charakterystyczna, szybka sekwencja od trzeciego do szóstego zakrętu przypomina sekcje Maggotts i Becketts znane z Silverstone oraz esowate zakręty Suzuki, a wolniejszy fragment między 12. a 15. zakrętem nawiązuje do stadionowej części dawnego Hockenheimringu. Wyścig obejmie 56 okrążeń, co w sumie daje 308,405 kilometra.
Grand Prix Stanów Zjednoczonych otwiera też ostatni etap sezonu – to pierwsza z sześciu końcowych rund mistrzostw 2026. Jeśli Antonelli spełni warunki zwycięstwa z odpowiednią przewagą punktową, resztę kalendarza F1 pojedzie już bez presji walki o tytuł. Jeśli nie, Russell, Hamilton i Verstappen będą mieć jeszcze pięć okazji, by odwrócić losy mistrzostw.
„Włoch wyszedł zwycięsko z wyrównanej walki z kierowcami Red Bulla i Ferrari” – tak przebieg sobotniej sesji w Austin podsumowują obserwatorzy kwalifikacji do Grand Prix Stanów Zjednoczonych. Andrea Kimi Antonelli wywalczył pole position, wyprzedzając w walce o pierwsze miejsce rywali z Red Bulla i Ferrari. Kwalifikacje odbyły się w sobotę na torze w Austin. 20-letni Włoch okazał się najszybszy, a jego zespołowy partner, George Russell, musiał tymczasem zadowolić się dopiero szóstym miejscem.
Pierwsza część kwalifikacji długo nie przynosiła żadnych rekordowych czasów. Dopiero okrążenie Charlesa Leclerca – 1:35,200 – ustawiło realną stawkę. Max Verstappen był najbliżej, tracąc do Monakijczyka zaledwie 0,015 sekundy. Ciekawie zachowała się trójka Antonelli, Russell i Piastri – jako jedyni w stawce zdecydowali się rozpocząć Q1 na mieszance pośredniej. Pierre Gasly stracił swoje jedyne pomiarowe okrążenie – zostało anulowane za przekroczenie limitów toru w dziewiątym zakręcie. Na koniec sesji najlepszy czas – 1:35,029 – zanotował Lando Norris. Do Q2 awansowali Gasly i Colapinto, a także Lindblad, Bearman i Alonso, natomiast sesję zakończyli Ocon, Stroll, Sainz, Albon, Perez i Bottas.
W drugiej części kwalifikacji tempo wyraźnie wzrosło. Max Verstappen wykręcił 1:34,471 – najlepszy czas weekendu do tego momentu – wyprzedzając Lewisa Hamiltona o 0,362 sekundy. Trzeci był Leclerc, tracący do Holendra ponad pół sekundy, a Norris przegrywał z liderem Red Bulla różnicą jedynie 0,068 sekundy. George Russell wyprzedził Verstappena o 0,166 sekundy, ale ostatnie słowo miał Antonelli, który poprawił czas swojego zespołowego partnera o osiem setnych sekundy. Mimo to na koniec Q2 górą był Leclerc – czasem 1:34,198 zapewnił sobie pierwsze miejsce tej części sesji. Oscar Piastri awansował na szóste miejsce dosłownie w ostatnich sekundach, a dwa miejsca dla midfieldu w TOP 10 zajęli kierowcy Racing Bulls – Isack Hadjar i Liam Lawson.
Antonelli bez rywala w decydującym momencie
W Q3 Antonelli wyruszył na tor jako pierwszy i od razu ustawił czas trudny do pobicia – 1:34,035. Drugi Max Verstappen, lider klasyfikacji mistrzostw świata, stracił do niego 0,179 sekundy. Trzecie miejsce w pierwszej serii przejazdów zajął Isack Hadjar, tracąc do Verstappena minimalnie. W finałowej serii Russell nie zdołał poprawić swojego czasu, a sam Antonelli porzucił próbę w ostatnim sektorze – jego pozycja wydawała się już bezpieczna, więc nie było sensu ryzykować. Jedynymi kierowcami, którym w finałowej serii udało się poprawić czas, byli Hamilton i Norris – awansowali tym samym na piątą i szóstą lokatę.
Dla Antonellego to już siódme pole position w karierze. W pierwszej linii startowej obok Włocha stanie Max Verstappen, a tuż za nimi plasują się Hadjar, Leclerc i Hamilton. Po sesji skomplikowała się sytuacja Norrisa – jego wynik został anulowany, co zepchnęło Brytyjczyka na ósmą pozycję, za Piastriego. Russell, mimo porzuconej ostatniej próby poprawy, ostatecznie uplasował się na szóstym miejscu właśnie dzięki tej anulacji. Czołową dziesiątkę kwalifikacji uzupełnili Lindblad i Lawson.
„Kimi Antonelli sprawił małą niespodziankę i wygrał kwalifikacje do GP USA 2026, pokonując dwóch zawodników Red Bulla” – tak kwalifikacje na Circuit of the Americas podsumowuje serwis cyrkf1.pl. W boju o pole position młody Włoch miał za plecami aż dwóch kierowców Red Bulla, a w niedzielę gra o stawkę, wyżej której już nie ma.
Wygrana w niedzielnym wyścigu może dać mu mistrzowski tytuł jeszcze w tym sezonie. Włoch najszybsze okrążenie pojechał już w pierwszej próbie Q3. W drugiej był szybszy po dwóch sektorach, lecz w trzecim złapał duży uślizg i odpuścił resztę okrążenia. To nie zaszkodziło – czasy z pierwszego przejazdu wystarczyły, bo Antonelli ustanowił ogólne rekordy sesji w drugim i trzecim sektorze, tracąc odczuwalnie do rywali tylko w pierwszym.
Sesja minęła gładko, bez żadnych przerw. Kierowcy rzadko zjeżdżali poza limity toru, więc skasowanych czasów było niewiele. Warunki jak to w Teksasie – 29 stopni w powietrzu, a nawierzchnia rozgrzana do 40 stopni, która pod koniec sesji ostygła do 37.
Red Bull mocny, Hadjar zaskakuje
Max Verstappen zajął drugie miejsce – tak jak Antonelli, najlepszy czas ustawił już w pierwszym przejeździe Q3, bo w drugim był wolniejszy. Holender w trzecim sektorze zanotował nawet nieco lepszy czas w Q2 niż w finałowym segmencie. Trzecie miejsce Isacka Hadjara to za to spora niespodzianka. Francuz w treningach ganiał się z serią problemów, ale w Q3 pojechał znakomicie i mógł skończyć nawet wyżej. Dwóch kierowców Red Bulla w czołowej trójce – ten bilans mówi sam za siebie o formie zespołu przed wyścigiem.
Ferrari tym razem wylądowało na typowych dla siebie pozycjach czwartej i piątej. Charles Leclerc w Q3 był wolniejszy niż w Q2, a po sesji Monakijczyk narzekał na zmianę warunków pogodowych i zachowanie opon. Lewis Hamilton tempem nie dorównywał partnerowi z zespołu, ale poprawiał się z segmentu na segment i finalnie uplasował się tuż za Leclercem. Brytyjczyk zajął piątą pozycję.
George Russell był dopiero szósty – w Q3 jechał wolniej niż w Q2, co na tle występu Antonellego wypada słabo jak na Brytyjczyka. Kłopoty ma też McLaren: od przebudowy bolidu na GP Azerbejdżanu zespół systematycznie traci formę, a samochód stał się trudniejszy w prowadzeniu. Ekipa z Woking jest obecnie dopiero czwartą siłą stawki.
Pole position w Austin niczego jeszcze nie gwarantuje – w siedmiu z ostatnich dziesięciu Grand Prix USA kierowca startujący z pierwszego pola tracił prowadzenie już na pierwszym okrążeniu. Matematyka mistrzostwa dla Antonellego jest przy tym prosta: tytuł zapewni sobie już w niedzielę, jeśli wygra wyścig, Hamilton skończy maksymalnie na piątym miejscu, a Russell maksymalnie na dziewiątym.
„Nowy członek władz klubu ma wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu oraz działalności w strukturach piłkarskich i sportowych” – w ten sposób klub przedstawia Tomasza Kulczyckiego, którego Rada Nadzorcza GKS GieKSa Katowice S.A. powołała na stanowisko wiceprezesa zarządu.
Uchwała weszła w życie 23 października 2026 roku. Od tego momentu zarząd katowickiej spółki tworzą trzy osoby: prezes Sławomir Witek oraz wiceprezesi Tomasz Kulczycki i Artur Jankowski. Na czele klubu stoi Witek. Jankowski z kolei pełnił funkcję wiceprezesa jeszcze przed tą zmianą.
W zarządzaniu organizacjami sportowymi Kulczycki nie jest przypadkowym nazwiskiem. Od 2012 roku jest wiceprezesem Podokręgu Zabrze, a od 2016 roku zasiada w zarządzie Śląskiego Związku Piłki Nożnej, gdzie odpowiada między innymi za rozwój, sponsoring i marketing. Miał też za sobą epizod jako przewodniczący rady nadzorczej Górnika Zabrze Piłka Ręczna S.A., a wcześniej pełnił funkcję wiceprezesa klubu futsalowego P.A. Nova Gliwice.
Na co dzień Kulczycki jest przedsiębiorcą, menedżerem i wykładowcą akademickim. Specjalizuje się między innymi w zarządzaniu zasobami ludzkimi, budowaniu strategii biznesowych i społecznej odpowiedzialności biznesu. Za działalność społeczną otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi, a także Srebrny i Złoty Medal za zasługi dla Województwa Śląskiego.
Odpowiedzialność za cały klub, nie tylko za piłkę
Warto pamiętać, że zarząd GKS GieKSa Katowice S.A. odpowiada za funkcjonowanie wszystkich sekcji klubu, nie tylko drużyny piłkarskiej. Chodzi więc także o hokejową GieKSę, która rywalizuje w TAURON Hokej Lidze. Wejście Kulczyckiego do władz spółki to zatem wzmocnienie kadry zarządzającej całą wielosekcyjną strukturą katowickiego klubu – nie tylko jego najbardziej medialnej części.
„Monakijczyk ostatecznie przypomniał o sobie, wykręcając najlepszy czas weekendu (1:35,127) i zdecydowanie objął prowadzenie” – tak trzecią sesję treningową przed Grand Prix Stanów Zjednoczonych podsumował przebieg walki o pole position Charles Leclerc. Finalnie jednak najlepszy czas szybkiego kółka w ostatnim treningu przed wyścigiem w Austin padł z pod kół Lewisa Hamiltona. Tuż za kierowcą Ferrari uplasowali się Max Verstappen i Charles Leclerc – drugi i trzeci na liście czasowej.
Zaczęło się spokojnie. Na tor jako pierwsi wyjechali Sergio Perez, Franco Colapinto i Gabriel Bortoleto, przy czym Brazylijczyk szybko zjechał z powrotem do boksów. Perez ustanowił pierwszy czas dnia – 1:39,880 – a chwilę później poprawił go o prawie pół sekundy. Meksykanina na czele tabeli zmienił dopiero po ośmiu minutach Pierre Gasly, który uzyskał czas 1:37,592.
Potem stawka zaczęła się zacieśniać. Hamilton wyprzedził Gasly’ego czasem 1:36,716, po czym prowadzenie objął Liam Lawson z wynikiem 1:36,420. Lando Norris uzyskał 1:36,066, ale ten czas został później anulowany, a Oscar Piastri zanotował 1:36,243. Max Verstappen zjechał pod 1:35,702, po czym Hamilton na miękkim ogumieniu poprawił czas Holendra o 0,141 sekundy i wrócił na prowadzenie.
Leclerc traci czasy, Antonelli błyska formą
Charles Leclercowi anulowano dwie próby czasowe z powodu przekroczenia limitów toru, co nie ułatwiało mu budowania rytmu. Mimo to Monakijczyk w końcu wykręcił najlepszy czas weekendu – 1:35,127 – i zdecydowanie objął prowadzenie. Kimi Antonelli awansował na trzecią pozycję, tracąc do Leclerca nieco ponad trzy dziesiąte sekundy. W drugiej połowie sesji czwarty był Verstappen, przed Norrisem, Piastrim, Russellem i Hadjarem.
Antonelli miał jeszcze szybszy przejazd w zasięgu ręki. Osiemnaście minut przed końcem sesji Włoch uzyskał czas 1:35,015, ale został on anulowany za przekroczenie limitów toru w zakręcie numer 9. Chwilę później prowadzenie przejął Verstappen z czasem 1:35,061.
Odpowiedź Hamiltona nie dała na siebie długo czekać. Brytyjczyk jako pierwszy w ten weekend złamał granicę minuty i 35 sekund, zatrzymując zegar na 1:34,893. Leclerc odpowiedział jeszcze szybciej – 1:34,810 – ale i ten czas został skasowany.
Finisz sesji nie obył się bez nerwowych momentów. Gabriel Bortoleto, jadąc wolno, przyblokował Hamiltona w 12. zakręcie, a Verstappen popełnił nietypowy błąd w zakręcie numer 15. Doszło też do bliskiego spotkania Isacka Hadjara z wolno jadącym Alexandrem Albonem w pierwszym zakręcie, co szczególnie rozzłościło kierowcę Red Bulla.
Trzecią sesję treningową w Austin zakończyli w pierwszej piątce Hamilton, Verstappen, Leclerc, Antonelli i Russell. W pierwszej dziesiątce znaleźli się również Piastri, Hulkenberg, Norris, Gasly i Hadjar.
„Wydaje mi się, że był to mój najlepszy mecz, odkąd tutaj jestem” — powiedział Eero Niemi po tym, jak KH Energa Toruń rozbiła Comarch Cracovię 7:1. Fiński napastnik zapisał na swoim koncie dwa gole i asystę i to on był bohaterem spotkania 13. kolejki TAURON Hokej Ligi.
Toruń od pierwszych minut nie dawała rywalkom żadnych szans. Po pierwszej tercji na tablicy widniało już 2:0 dla gospodarzy, a drugie trafienie zapisał na swoim koncie właśnie Niemi. Dla Fina był to pierwszy gol w TAURON Hokej Lidze. Jak się szybko okazało — tylko rozgrzewka przed resztą popołudnia.
Drugiego gola dołożył w 45. minucie, dobijając uderzenie Santeriego Peltoli. Pięć minut później znów to on rozstrzygał akcję — odebrał krążek w forecheckingu i podał do Roberta Arraka, który bez trudu wykończył sytuację. Czwarte trafienie Toruń w tym meczu.
Forma rośnie z tygodnia na tydzień
Te liczby nie spadły z nieba. W czterech ostatnich meczach Niemi zgromadził cztery punkty, a spotkanie z Cracovią było jego najbardziej efektownym występem w barwach Toruń jak dotąd. Sam zawodnik wiąże to z adaptacją do nowej drużyny. „Przyzwyczaiłem się do tego, jakim stylem gramy. Poznałem się z kolegami z drużyny, więc jest coraz lepiej” — mówił po meczu.
„Podoba mi się Toruń. Kilka razy byłem z Peltolą i Tapio na mieście, był też z nami Chiki. Uważam, że to fajne miasto. Lubię stare kamienice i ładne widoki”
Poza lodowiskiem Fin czuje się równie dobrze, co na nim — sam to przyznaje. Po mieście wychodził w towarzystwie Santeriego Peltoli, Mikaela Tapio oraz Chikary Hanzawy, kolegów z zespołu, z którymi — jak mówi — relacje zacieśniają się z meczu na mecz.
„Miejscówek jest już bardzo mało” – alarmuje kataloński dziennik Sport przed niedzielnym El Clasico. Trudno się temu dziwić – w tym meczu, oprócz prestiżu, chodzi o coś więcej niż trzy punkty.
FC Barcelona przed starciem z Realem Madryt prowadzi w tabeli La Liga z 27 punktami. Real zajmuje drugie miejsce z 21 punktami, tracąc jeden punkt do lokalnego rywala, Atletico Madryt. Spotkanie rozpocznie się w niedzielę o 21:00 na stadionie w Katalonii.
Dla Barcelony stawką jest coś więcej niż powiększenie przewagi w lidze. Jak pisze Mundo Deportivo, katalońska ekipa ma szansę pobić rekord liczby wygranych meczów na starcie sezonu, który od dekad należał do Realu Madryt. W poprzedniej kolejce La Liga Barcelona już go wyrównała. Ustanowił go Real Madryt w 1968 roku, wygrywając dziewięć pierwszych spotkań ligowych w sezonie. Wygrana w niedzielę oznaczałaby dla Barcelony dziesiąte takie zwycięstwo w tym sezonie i nowy rekord w historii rozgrywek.
Rekordowe wpływy i kłopoty kadrowe Flicka
El Clasico to też pieniądze, i to duże. Dziennik Sport spodziewa się, że nadchodzący mecz przyniesie Barcelonie największe w historii wpływy ze sprzedaży biletów na jeden mecz. Szacunki mówią o kwocie przekraczającej 16,4 mln euro – tyle klub zarobił podczas ostatniego, majowego El Clasico.
Trener Barcelony Hansi Flick musi się jednak liczyć ze stratą w środku pola. Pomocnik Dani Olmo doznał kontuzji we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów przeciwko PSG, w którym Barcelona przegrała w Paryżu 2:4. Jak donosi radiostacja Onda Cero, jego miejsce w wyjściowym składzie najpewniej zajmie Fermin Lopez. Na ławce rezerwowych czeka Wojciech Szczęsny.
Na boisku starcie gwiazd wydaje się nieuniknione. Liderem klasyfikacji strzelców La Liga jest obecnie Brazylijczyk Raphinha z Barcelony z 12 golami na koncie. Drugie miejsce zajmuje Kylian Mbappe z Realu Madryt – dziewięć celnych trafień. W barwach Barcelony błyszczy też 19-letni skrzydłowy Lamine Yamal, autor ośmiu goli w tym sezonie. To będzie jego pierwsze El Clasico na zmodernizowanym stadionie Spotify Camp Nou.
Nad przebiegiem meczu czuwać będzie sędzia Juan Martinez Munuera z Kordoby. To funkcjonariusz policji, który od 2015 roku jest piłkarskim arbitrem międzynarodowym.