⚡ Aktualnie:
Jee wraca do TYLOO przed IEM Beijing 2026, m0NESY broni formy kyousuke m0NESY o kryzysie kyousuke, Cache w puli map i kontrakcie z Falcons do 2030 roku Piastri poza Q3 po raz pierwszy od dwóch sezonów przed GP Meksyku Kierowcy Williamsa nie mają złudzeń: wejście do strefy punktowej będzie niezwykle trudnym wyzwaniem Mocny występ kierowców Racing Bulls przyćmiła dyskwalifikacja Lawsona Co nowego zespoły przywiozły do Meksyku? 2. trening: Leclerc znowu najszybszy, awaria Hamiltona, kolizja Verstappena z Lawsonem Wielki mecz Wembanyamy w NBA. Francuz pomógł wygrać hitowe starcie ze Timberwolves Ogromna szansa przed Soldiciem. Może zmierzyć się z gwiazdą TOP 15 UFC Stolica jest Dzika! Mistrz Polski przegrał derby Warszawy 77:92 Jee wraca do TYLOO przed IEM Beijing 2026, m0NESY broni formy kyousuke m0NESY o kryzysie kyousuke, Cache w puli map i kontrakcie z Falcons do 2030 roku Piastri poza Q3 po raz pierwszy od dwóch sezonów przed GP Meksyku Kierowcy Williamsa nie mają złudzeń: wejście do strefy punktowej będzie niezwykle trudnym wyzwaniem Mocny występ kierowców Racing Bulls przyćmiła dyskwalifikacja Lawsona Co nowego zespoły przywiozły do Meksyku? 2. trening: Leclerc znowu najszybszy, awaria Hamiltona, kolizja Verstappena z Lawsonem Wielki mecz Wembanyamy w NBA. Francuz pomógł wygrać hitowe starcie ze Timberwolves Ogromna szansa przed Soldiciem. Może zmierzyć się z gwiazdą TOP 15 UFC Stolica jest Dzika! Mistrz Polski przegrał derby Warszawy 77:92

Lech Poznań zagra w IV rundzie eliminacji Ligi Europy przeciwko szwajcarskiemu FC Thun 1898. Stawka tego dwumeczu jest spora – zwycięzca awansuje do fazy ligowej Ligi Europy, przegrany zaś nie odpada z pucharów, tylko trafia do fazy ligowej Ligi Konferencji Europy.

Pierwsze starcie odbędzie się w Poznaniu w czwartek 20 sierpnia o godzinie 19:00. Rewanż w Szwajcarii zaplanowano tydzień później, 27 sierpnia, na godzinę 20:00.

Transmisja obu spotkań

Oba mecze Lecha Poznań z FC Thun 1898 zobaczymy w TVP2. Kto woli internet, ten obejrzy je na sport.tvp.pl albo w aplikacji TVP Sport.

Trener Niels Frederiksen w IV rundzie eliminacji obejdzie się bez Mikaela Ishaka. Wszystko jednak wskazuje na to, że do gry wrócą Yannick Agnero i Terry Yegbe.

Yannick Agnero i Terry Yegbe wracają wreszcie z Afryki do Polski – i to po naprawdę nerwowym okresie. Poinformował o tym Aleksander Rachwał.

Obaj piłkarze Lecha Poznań od dłuższego czasu nie mogli dołączyć do zespołu z powodu problemów wizowych. Sprawa odbiła się szerokim echem – w mediach społecznościowych temat komentował Marcin Bosacki, przypominając, że decyzje w takich sprawach należą do konsulów, nie ministrów, i zapadają zgodnie z prawem RP, obowiązującymi procedurami oraz na podstawie dokumentów.

Brak Agnero i Yegbe dał się poznańskiemu klubowi mocno we znaki w europejskich pucharach. W rewanżowym meczu z KI Klaksvik na Wyspach Owczych Lech musiał grać bez obu zawodników. Mimo to „Kolejorz” poradził sobie znakomicie – wygrał na wyspach aż 5:0 i wyeliminował rywala z rozgrywek.

Koniec oczekiwania

Teraz kibice Lecha mogą wreszcie odetchnąć z ulgą. Po tygodniach niepewności Agnero i Yegbe w końcu pojawią się w Polsce, a to oznacza, że trener będzie mógł liczyć na pełniejszy skład w kolejnych meczach sezonu.

Przed czwartkowym starciem z FC Thun 1898 w IV rundzie eliminacji Ligi Europy Lech Poznań ma spory problem – zabraknie dwóch kluczowych zawodników. Największa strata to nieobecność kapitana, Mikaela Ishaka.

Szwedzki napastnik nabawił się urazu w rewanżowym meczu poprzedniej fazy eliminacji z farerskim KI Klaksvik – tym samym, który Lech wygrał aż 5:0. Paradoksalnie więc pewny triumf kosztował mistrza Polski zdrowie lidera drużyny.

Na tym kłopoty trenera Nielsa Frederiksena się nie kończą. Duńczyk nie może też liczyć na Joao Moutinho – pomocnik od kilku dni opuszcza treningi z powodu kontuzji stopy.

Brak dwóch tak istotnych piłkarzy to poważny cios przed europejskim wyzwaniem. Mistrzowie Polski w czwartkowym meczu z FC Thun 1898 zagrają zarówno bez kapitana, jak i bez jednego z kluczowych pomocników.

Polski klub może dostać bezpośredni bilet do Ligi Mistrzów, jeśli tylko Polska utrzyma się w TOP 10 rankingu UEFA. Serwis FootballMeetsData policzył, że szanse na to wynoszą obecnie 23,6 proc.

Na dziś Polska zajmuje 10. miejsce w rankingu UEFA z dorobkiem 44,325 pkt. To pozycja graniczna, ale wciąż premiowana — jeśli utrzyma się do końca sezonu, mistrz kraju trafi bezpośrednio do fazy ligowej Ligi Mistrzów w sezonie 2027/28. Bez kwalifikacji, które od lat bywają zmorą polskich klubów.

Walka o to miejsce jest wyrównana do bólu. Tuż za Polską czyhają Czechy z dorobkiem 44,225 pkt — strata to zaledwie 0,100 pkt. Dalej w tabeli plasują się Grecja z wynikiem 41,512 pkt oraz Dania z 36,931 pkt. Przed Polską jest z kolei Turcja z dorobkiem 47,975 pkt — dogonienie jej w tym sezonie graniczy z cudem, ale liczy się przecież miejsce dziesiąte, nie ósme czy dziewiąte. To ono decyduje o być albo nie być bezpośredniego awansu.

Kto zdobywa punkty w tym sezonie

W sezonie 2026/27 Polska zdobyła dotychczas 2,200 pkt do rankingu. To mniej niż główni rywale z pogoni o TOP 10. Czechy zgromadziły w tym czasie 2,400 pkt, Dania 2,625 pkt, a Turcja aż 2,800 pkt. Gorzej od Polski radzi sobie tylko Grecja, mając na koncie 1,100 pkt. Ten rozdźwięk w bieżącej formie klubów pokazuje jedno: przewaga Polski nad Czechami jest krucha i może zniknąć jeszcze w tej kampanii.

Kluczowy będzie najbliższy etap eliminacji europejskich pucharów. W ostatniej rundzie kwalifikacji przedstawiciele Ekstraklasy zmierzą się odpowiednio z Iberią 1999 i Thunem. Każdy zdobyty punkt, każdy awans w tych dwumeczach — to wszystko realnie przełoży się na dorobek w rankingu UEFA, a tym samym na szansę utrzymania dziesiątej lokaty.

Ostateczny układ tabeli rankingowej poznamy dopiero za jakieś 10 miesięcy. Do tego czasu każda kolejka europejskich pucharów będzie mieć znaczenie nie tylko dla poszczególnych klubów, ale dla całego polskiego futbolu — który po raz pierwszy od lat realnie liczy na bezpośredni bilet do fazy ligowej Ligi Mistrzów.

Fenerbahce SK zremisowało z Olympique Lyon 1:1 w pierwszym meczu IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Francuzi objęli prowadzenie już w 40. minucie za sprawą Loisa Opendy. Tureckiej ekipie na wyrównanie wystarczyły zaledwie dwie minuty po przerwie – w 47. minucie do siatki trafił Mason Greenwood.

Chwilę po golu na 1:1 to znów Openda mógł dać Lyonowi prowadzenie. Belgijski napastnik huknął po ziemi zza pola karnego, ale piłka trafiła tylko w słupek. Na tabeli został więc remis, a Fenerbahce – klub, który w poprzedniej rundzie wyeliminował Górnik Zabrze – poleci na rewanż do Francji bez żadnej zaliczki.

Dinamo traci prowadzenie 2:0, Lewski bez goli

Jeszcze bardziej nerwowo zrobiło się w Zagrzebiu, gdzie Dinamo zremisowało z Vikingiem Stavanger 2:2. Chorwaci ruszyli od pierwszego gwizdka: już w 6. minucie trafił Dion Drena Beljo, a cztery minuty później Mateo Lisica podwyższył na 2:0. Nie minęło dziesięć minut gry, a Dinamo miało już komfortowy zapas.

Norwegowie się jednak nie poddali. W 26. minucie kontaktowego gola strzelił Peter Christiansen, a tuż przed przerwą, w 39. minucie, Zlatko Tripić ustalił wynik na 2:2. Dwubramkowa przewaga zdobyta w kwadrans stopniała, zanim piłkarze Dinama zdążyli zejść do szatni.

Znacznie spokojniej przebiegł pojedynek Lewskiego Sofia z AEK Ateny – zakończył się bezbramkowo, 0:0. Żadna z drużyn nie zdołała przełamać rywala, więc o awansie zadecyduje dopiero rewanż w stolicy Grecji.

W tym sezonie żaden klub PKO Ekstraklasy nie przebił się do fazy ligowej Ligi Mistrzów, choć w eliminacjach Polskę reprezentowały dwie drużyny. Teraz o miejsce w elitarnej fazie walczą zespoły z innych lig – a wśród nich Lewski Sofia, w którego barwach gra Tymoteusz Puchacz.

Bułgarski klub może wrócić do Ligi Mistrzów po 20 latach przerwy. Dwie dekady czekania na powrót do europejskiej elity – i teraz jest szansa, by je zakończyć.

Rywalem Lewskiego w ostatniej rundzie eliminacji jest Slovan Bratysława, a historia tej pary sięga znacznie dalej, niż można by się spodziewać. Kluby grały ze sobą po raz ostatni w Pucharze Bałkanów w 1961 roku, po czym na kolejne oficjalne spotkanie czekały aż 65 lat – mimo że oba kraje leżą tuż obok siebie. Mecz Slovan Bratysława – NK Celje odbędzie się 19 sierpnia 2026 roku o godz. 21:00.

Słowacki zespół ma powody do optymizmu. Slovan Bratysława spróbuje powtórzyć sukces sprzed dwóch lat, kiedy rozbił NK Celje 6:1 w dwumeczu.

Pełny terminarz ostatniej rundy

Runda decydująca o awansie do fazy ligowej rozpocznie się 18 sierpnia 2026 roku. O 21:00 zmierzą się Dinamo Zagrzeb i Viking Stavanger. O tej samej porze na boisku pojawią się Fenerbahce SK i Olympique Lyon, a także Celtic FC i LASK.

Dzień później, 19 sierpnia 2026 roku, kibiców czekają kolejne trzy spotkania – wszystkie o godz. 21:00. Oprócz starcia Lewskiego ze Slovanem, na boisko wyjdą Hapoel Beer Szewa i Sabah FK oraz NEC Nijmegen i FK Bodo/Glimt.

Stawka jest wysoka. Tylko zwycięzcy dwumeczów zapewnią sobie miejsce w fazie ligowej Ligi Mistrzów 2026/27, a dla Lewskiego Sofia i Tymoteusza Puchacza może to być bilet do powrotu na europejską scenę po dwóch dekadach nieobecności.

Dinamo Zagrzeb podejmowało Viking Stavanger w meczu kwalifikacji do Ligi Mistrzów i już pierwsze minuty zapowiadały, że nudy nie będzie. Wystarczyło 10 minut, by gospodarze prowadzili 2:0.

Zespół prowadzony przez trenera Mario Kovacevicia ruszył do przodu błyskawicznie, zaskakując rywala tempem. Jedną z bramek dla Chorwatów zdobył Dion Beljo.

Viking Stavanger się jednak nie poddał. W 26. minucie Norwegowie zdobyli gola kontaktowego, schodząc na 1:2. Chwilę później padł wyrównujący gol na 2:2 – strzelcem był Zlatko Tripić.

Remis do przerwy

Pierwsza połowa w Zagrzebiu zakończyła się więc wynikiem 2:2. Dwubramkowa przewaga, jaką gospodarze zbudowali w pierwszych dziesięciu minutach, do przerwy stopniała do zera – goście zdołali ją odrobić w całości.

Kort centralny w Toronto, ostatni gem finału. Polka załatwia sprawę w dwóch setach, 6:2, 6:3, i podnosi w górę kolejny puchar WTA 1000. Po tym triumfie kibicowskie nastroje wokół Świątek wyraźnie się poprawiły.

A przeciwniczka nie była byle jaka. Rybakina to ścisła czołówka światowego tenisa, a mimo to w finale nie znalazła żadnego sposobu na grę Polki. Świątek, mając już 31 lat, zagrała niezwykle ofensywnie i narzuciła rywalce swoje tempo od pierwszej piłki.

Kontuzje i skurcze rywalek

Droga Polki przez ten turniej przypomina, jak wymagający fizycznie potrafi być tenis na najwyższym poziomie. W czwartej rundzie Rolanda Garrosa 2022 o losach meczu przesądziły skurcze Zheng, która przegrała wtedy 7:6(5), 0:6, 2:6. Podobny scenariusz powtórzył się w meczu Świątek z Greczynką. Po stracie pierwszego seta Polka odpowiedziała serią gemów i wygrała ostatecznie 4:6, 6:1, 6:1.

Triumf w Toronto to jednak dopiero połowa drogi. Już w kolejnym turnieju WTA 1000, w Cincinnati, Świątek stanie przed zadaniem obrony tytułu wywalczonego przed rokiem. Presja będzie inna niż ta znana z Toronto — tam broniła renomy, tu będzie bronić konkretnego trofeum.

Po wygranym turnieju w Toronto nasze kibicowskie nastroje wyraźnie się poprawiły.

Cincinnati pokaże, czy forma z Toronto to był chwilowy błysk, czy sygnał, że stara, dobra Iga wraca na dobre.

Poniedziałek, 17 sierpnia, minął w Cincinnati pod znakiem polskich nazwisk. Zanim jednak wieczorem Iga Świątek odwróciła losy pojedynku z Marią Sakkari, wygrywając 4:6, 6:1, 6:1, dwie inne reprezentantki Polski musiały już pożegnać się z turniejem rangi WTA 1000.

Maja Chwalińska i Magdalena Fręch odpadły w trzeciej rundzie. Chwalińska uległa Dianie Sznajder, przegrywając 2:6, 6:7(2). Fręch z kolei nieźle postraszyła faworyzowaną Jelenę Rybakinę, ale i ona ostatecznie zeszła z kortu pokonana, 4:6, 6:7(2).

Zupełnie inaczej wyglądał wieczór Świątek. Jej mecz z Sakkari, w przeciwieństwie do wielu innych spotkań tego dnia, ani razu nie został przerwany przez deszcz. Dzięki temu Polka mogła w spokoju odrobić straty po przegranym pierwszym secie.

Kolejny przystanek: Monterrey

Dla Chwalińskiej i Fręch szybkie pożegnanie z Cincinnati ma jednak swoją dobrą stronę – zostaje więcej czasu na przygotowania do kolejnego turnieju. Obie zawodniczki wystąpią w zawodach WTA 500 w Monterrey, zaplanowanych na dni 24-30 sierpnia.

Wszystko wskazuje na to, że w meksykańskim turnieju Chwalińska zostanie rozstawiona z numerem czwartym. To powinno dać jej korzystniejszy los w drabince i realną szansę na odrobienie strat po rozczarowującym występie w Cincinnati.

Kort centralny w Cincinnati, poniedziałek, 17 sierpnia. Rafael Jodar, 19-letni Hiszpan, potrzebował zaledwie 75 minut, żeby rozprawić się z rozstawionym z numerem 22 Alejandro Tabilo, tego dnia oznaczonym numerem 12. Wynik 6:2, 6:1 mówi sam za siebie.

To był jeden z tych wieczorów, kiedy ATP Masters 1000 przypomina wszystkim, że młode pokolenie tenisa nie zamierza czekać na swoją kolej. Jodar zagra teraz w 1/8 finału z Flavio Cobollim, siódmym rozstawionym i finalistą Rolanda Garrosa. „Może z wyniku da się wywnioskować, że za mną łatwe spotkanie, ale z pewnością takie nie było” – mówił.

Nie mniej efektowny wieczór miał Jakub Mensik. 20-letni Czech, rozstawiony z numerem 14, pokonał grającego z dziką kartą Rinky’ego Hijikatę 6:3, 6:4. Zrobił to bez straty seta, a co bardziej wymowne – bez straty własnego podania przez cały mecz. W kolejnej rundzie czeka na niego Thiago Agustin Tirante, jedno z odkryć tegorocznego turnieju.

De Minaur przechodzi próbę deszczu

Trzecim bohaterem wieczoru został Alex de Minaur. Australijczyk, rozstawiony z numerem 5, mierzył się z Brytyjczykiem Arthurem Fery’m, numerem 32 turnieju, i wygrał 7:5, 7:6(3). Mecz dwukrotnie przerywano z powodu deszczu – żaden z zawodników nie mógł złapać rytmu. Fery, niedawny, zaskakujący półfinalista Wimbledonu, sprawił faworytowi sporo kłopotów, zanim uległ w drugim tie-breaku.

Cincinnati Open to jeden z dziewięciu turniejów rangi ATP Masters 1000, rozgrywany na kortach twardych, z pulą nagród sięgającą 9 415 700 dolarów. Trzecia runda pokazała jasno: o trofeum powalczą nie tylko utytułowani weterani. Nadchodzi pokolenie, które dopiero wspina się na szczyt rankingu.

Instalacja aplikacji
Pobierz