Zuzanna Pawlikowska (KS Górnik Bytom), rozstawiona z numerem siódmym, zaczęła turniej LOTTO PZT Polish Tour w Krakowie od zwycięstwa. Polka pokonała Bułgarkę Daryę Velikovą 6:1, 6:4.
Łatwo jednak nie było. Sama zawodniczka przyznała, że w drugim secie na chwilę straciła koncentrację – poziom gry spadł, błędów przybyło. Od trzeciego, czwartego gema wróciła jednak na właściwe tory i końcówkę dogrywała już solidnie, bez wahań.
„W drugim secie troszkę straciłam koncentrację i mój poziom gry spadł, przez co zaczęłam popełniać więcej błędów, ale gdzieś tam od trzeciego, czwartego gema znowu wróciłam na dobre tory i końcówkę zagrałam po prostu solidnie i konsekwentnie do końca”.
W kolejnej rundzie Pawlikowską czeka Amerykanka Megan Heuser, która do turnieju głównego przebiła się przez eliminacje. Heuser w pierwszym meczu ograła Darię Kuczer (BKT Advantage Bielsko-Biała) 1:6, 6:4, 6:1.
Trzej Polacy w głównej drabince
W turnieju mężczyzn ITF M15 do głównej drabinki przebili się trzej Polacy: Jan Wygona (Grzegórzecki Kraków), Wojciech Marek (KS Górnik Bytom) i Juliusz Bienkiewicz (UKS Sport Klub Wrocław). Marek wygrał z Oskarem Grzegorzewskim (WKT Mera Warszawa) 6:4, 6:2. Jeszcze bardziej zdecydowanie zaprezentował się Wygona – Piotrowi Galusowi (SKT Szczecin) oddał zaledwie po trzy gemy w każdym secie.
Wygona nie krył zadowolenia z gry przed krakowską publicznością. Na trybunach dopingowało go sporo znajomych twarzy, a samo przejście przez eliminacje traktuje jako dodatkowy zastrzyk pewności siebie przed drabinką główną, nie jako presję.
„Bardzo podoba mi się gra przy krakowskiej publiczności, było wiele znajomych osób, które mi kibicowało, także było bardzo fajnie i wydaje mi się, że takie przejście eliminacji dodaje tylko powera, a nie robi presji w drabince głównej”.
Turniej w Krakowie wspiera spore grono partnerów – wśród nich Miasto Kraków, Województwo Małopolskie, OSHEE, Kinga Pienińska, BNP Paribas, Love Kraków, TVP3 Kraków oraz Radio Kraków.
Taylor Fritz przeszedł przez III rundę turnieju ATP Masters 1000 w Cincinnati bez większych problemów, pokonując Daniela Meridę 6:3, 6:4. Dzięki temu Amerykanin zameldował się w IV rundzie zawodów rozgrywanych na kortach twardych, gdzie do zgarnięcia jest pula nagród w wysokości 9 415,7 mln dolarów.
28-letni Fritz, rodowity Kalifornijczyk, gra w Cincinnati przed własną publicznością i wyraźnie na tym korzysta. Przeciwko Meridzie posłał osiem asów i dwukrotnie przełamał serwis rywala. Przy własnym podaniu zdobył aż 46 z 64 rozegranych punktów – liczby, które same mówią o tym, jak pewnie prezentował się na twardej nawierzchni. Cały mecz zamknął się w 83 minuty.
W kolejnej rundzie na Amerykanina czeka Christopher O’Connell, który już w pierwszej rundzie turnieju wyeliminował Kamila Majchrzaka. Australijczyk miał też sporo szczęścia – skorzystał z walkoweru rozstawionego z numerem 23 Joao Fonseki, który wycofał się z powodu kontuzji mięśni brzucha.
Borges pokonał swoją zmorę
Najgłośniejszym wynikiem dnia było jednak zwycięstwo Nuno Borgesa nad Andriejem Rublowem 6:3, 6:4. Rosjanin, rozstawiony z numerem 13, w 2021 roku doszedł w Cincinnati aż do finału. Tym razem jednak nie znalazł sposobu na Portugalczyka. Trzykrotnie tracił własne podanie, do tego popełnił 24 niewymuszone błędy – i to właśnie te liczby przesądziły o jego odpadnięciu.
Był w Cincinnati jeszcze jeden zwrot akcji. Ben Shelton, świeżo po triumfie w Montrealu, niespodziewanie odpadł już na tym etapie turnieju.
Elina Switolina nie zagra w III rundzie Cincinnati Open 2026. Ukrainka wycofała się tuż przed wtorkowym meczem z Xiyu Wang – zawiniła kontuzja prawej kostki.
Do urazu doszło jeszcze w Toronto. Mimo bólu Switolina zdążyła rozegrać w Cincinnati przynajmniej jedno spotkanie i to udane – w II rundzie odrobiła stratę seta i ograła Czeszkę Terezę Valentovą 3:6, 7:6(5), 6:0.
Rezygnacja z walki o 1/8 finału ma jednak swój paradoksalny skutek: mimo kontuzji Switolina i tak awansuje dalej. To dopiero drugi taki przypadek w jej karierze na turniejach WTA 1000.
Rywalką w kolejnej rundzie miała być rozstawiona z numerem 20. Xiyu Wang, mistrzyni Australian Open 2025. Chinka wcześniej nie dała żadnych szans Kateřinie Siniakovej, wygrywając 6:1, 6:3.
Mirra Andriejewa jest już w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati. W trzeciej pokonała Janice Tjen 6:1, 7:6(5) – choć patrząc na przebieg spotkania, a nie tylko na końcowy wynik, łatwo nie było.
Pierwszy set nie zostawiał złudzeń. Kłopoty zaczęły się w drugim, który Rosjanka domknęła dopiero w tie-breaku. W ósmym gemie zmarnowała break pointy, a w dziesiątym miała na rakiecie dwie piłki setowe – i również ich nie wykorzystała. Dopiero przy serwisie Indonezyjki złapała rytm: przy stanie 6-4 wypracowała sobie piłki meczowe. Tym razem się nie potknęła.
To zupełnie inny obraz niż w pierwszym meczu turnieju, gdy Andriejewa rozbiła Oleksandrę Olijnikową 6:1, 6:0. Tjen pokazała jednak, że z rozstawioną z numerem piątym Rosjanką da się grać punkt za punkt.
Keys bez litości dla Siniakovej
Madison Keys miała dużo łatwiejsze popołudnie. Mistrzyni Australian Open 2024 pokonała Katerinę Siniakovą 6:1, 6:3 i oddała Czeszce zaledwie cztery gemy w całym meczu. Rywalka nie zdążyła się nawet obudzić.
Cincinnati Open to impreza rangi WTA 1000 rozgrywana na twardym korcie, z pulą nagród sięgającą 7,433 mln dolarów. Zarówno Andriejewa, jak i Keys mają przed sobą kolejne rundy – a wraz z nimi rosnącą stawkę, sportową i finansową.
Iga Świątek zagra w środę 19 sierpnia mecz IV rundy turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 17:00 czasu polskiego.
Polka dotarła do tej fazy rywalizacji po dwóch zwycięstwach odniesionych w Cincinnati Open 2026. Na środę organizatorzy zaplanowali komplet meczów 1/8 finału singla – zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jako obrończyni tytułu Świątek zagra na drugim co do ważności korcie kompleksu Lindner Family Tennis Center.
Naprzeciw Polki stanie Francuzka Parry. To nie ich pierwsze starcie – w 2024 roku Świątek rozprawiła się z rywalką bez większych problemów, wygrywając 6:1, 6:1 w II rundzie turnieju olimpijskiego w Paryżu.
Gdzie oglądać mecz Świątek – Parry?
Mecz zobaczymy na antenie Canal+ Sport 2 oraz w serwisie Canal+ Online.
Alexander Albon zostanie w Williamsie także w sezonie 2027 – strony uzgodniły krótkoterminowe przedłużenie umowy. Dotychczasowy kontrakt wygasał z końcem 2026 roku, więc przez wiele miesięcy trwały spekulacje o przyszłości Tajlandczyka w stawce.
30-letni kierowca trafił do zespołu z Grove przed sezonem 2022. Nowe porozumienie obejmuje jednak wyłącznie sezon 2027 – Albon zachowuje więc otwarte opcje na dalszą przyszłość.
Podczas ostatniego Grand Prix Węgier Albon przekroczył granicę 100 wyścigów w barwach Williamsa. Symboliczny moment w relacji, która – jak sam przyznaje – odmieniła jego karierę.
Od kiedy dołączyłem do Williamsa w 2022 roku, przemiana, jaką przeszedł ten zespół, jest trudna do opisania.
Piąte miejsce mimo problemów
Williams zamknął ubiegły sezon na piątej pozycji w klasyfikacji konstruktorów. Szef zespołu James Vowles nie krył zadowolenia z decyzji Albona o pozostaniu w ekipie – mimo trudności, z jakimi Williams mierzył się w sezonie 2026.
Decyzja 30-letniego kierowcy oznacza, że na razie związał swoją przyszłość z brytyjską ekipą. Krótki horyzont nowej umowy zostawia jednak otwartą furtkę do kolejnych negocjacji jeszcze przed następnym sezonem.
Kijów wystosował do Międzynarodowej Federacji Samochodowej oficjalny wniosek o cofnięcie decyzji znoszącej zakaz udziału Rosjan i Białorusinów w międzynarodowych zawodach. Chodzi o uchwałę przyjętą niedawno przez FIA, która wywołała ostrą reakcję ukraińskich władz.
Decyzję o poluzowaniu sankcji wobec rosyjskich zawodników podjęto 3 sierpnia, na tajnym posiedzeniu Światowej Rady Sportów Motorowych FIA. Strona ukraińska nie kryje oburzenia i domaga się jej natychmiastowego unieważnienia.
W oświadczeniu rządu Ukrainy podano, że wśród ofiar śmiertelnych wojny jest ponad 650 ukraińskich sportowców i trenerów – w tym przedstawiciele sportów motorowych, którzy nigdy nie będą mogli ponownie rywalizować.
Wśród ofiar śmiertelnych jest ponad 650 ukraińskich sportowców i trenerów, w tym przedstawiciele sportów motorowych, którzy nigdy nie będą mogli ponownie rywalizować
Od zakazu z 2022 roku do złagodzenia sankcji
Pierwotny zakaz wprowadzono 1 marca 2022 roku. Wtedy Rosjanie i Białorusini stracili prawo do startów na międzynarodowej arenie pod własną flagą – bezpośredni skutek pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.
W 2023 roku przepisy dotyczące rosyjskich zawodników zmieniano wielokrotnie, a każdą zmianę publikowano w formie komunikatu na stronie FIA. Teraz Ukraina twierdzi, że kolejne złagodzenie zasad wykracza poza rozsądną miarę.
Strona ukraińska przypomina też o postawie części rosyjskich sportowców wobec wojny. Jedna z rosyjskich zawodniczek wzięła w marcu 2022 roku udział w moskiewskim wiecu z okazji ósmej rocznicy aneksji Krymu, na którym wyrażano poparcie dla rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Wniosek ukraińskiego rządu trafił już do FIA. Teraz to władze federacji zdecydują, czy sprawa zostanie ponownie rozpatrzona.
FIA i Formuła 1 ruszyły z inicjatywą „United Against Online Abuse”, która ma ukrócić falę internetowego hejtu wymierzonego w kierowców i innych uczestników mistrzostw świata. W ramach programu obie organizacje ogłosiły 7 lipca globalnym dniem akcji przeciwko nienawiści w sieci.
Techniczna strona przedsięwzięcia opiera się na sztucznej inteligencji. FIA i F1 zapowiedziały, że algorytmy AI będą wykrywać i filtrować nienawistne komentarze na ich własnych platformach.
Głos w sprawie zabrał Franco Colapinto, 23-letni kierowca Formuły 1. Apeluje do kibiców, by trzymali emocje na wodzy – bez względu na to, co dzieje się na torze.
Granice, których nie wolno przekraczać
Przekaz Argentyńczyka jest prosty. Wynik wyścigu, błąd na starcie czy kolizja w zakręcie nie usprawiedliwiają fali obelg kierowanych do zawodników w mediach społecznościowych. Colapinto – jeden z młodszych kierowców stawki – wpisuje się tym samym w szerszą kampanię FIA i F1, która ma nie tylko monitorować sieć od strony technologicznej, ale też zmienić nastawienie samych kibiców.
FIA otworzyła rosyjskim kierowcom drogę powrotu do rywalizacji na arenie międzynarodowej. Jednocześnie federacja nie cofnęła zakazu organizacji zawodów rangi mistrzostw świata oraz imprez regionalnych na terenie Rosji. Wychodzi więc rozwiązanie połowiczne – furtka dla zawodników, ale nie dla samej Rosji jako gospodarza.
Grand Prix Rosji do kalendarza Formuły 1 nie wróci. Sama seria zresztą nie ma ochoty na wznowienie współpracy z tym krajem. Decyzja FIA niczego więc nie zmienia na najwyższym szczeblu – dotyczy wyłącznie kierowców, nie organizacji wyścigów.
Głos w tej sprawie zabrał Aleksiej Titow, były promotor rosyjskiego Grand Prix F1 i dyrektor generalny toru Igora Drive. Jego słowa dobrze oddają, jak skomplikowana wciąż pozostaje sytuacja Rosjan w międzynarodowym sporcie motorowym – nawet po częściowym otwarciu ze strony FIA.
Cała sprawa ma swój początek w marcu 2022 roku. Wtedy to rosyjska kierowczyni wzięła udział w moskiewskim wiecu z okazji ósmej rocznicy aneksji Krymu, na którym padały deklaracje poparcia dla rosyjskiej inwazji na Ukrainę. To wydarzenie stało się jednym z symboli, które po 2022 roku przypieczętowały izolację rosyjskiego sportu motorowego.
Pieniądze, które zniknęły z kalendarza
Rosyjskie Grand Prix F1 kosztowało organizatorów 50-55 mln dolarów rocznie. Płaciły za to państwowe spółki – Lukoil i Bank VTB. Skoro wyścig nie ma szans na powrót do kalendarza, a sama F1 nie jest zainteresowana, te pieniądze bezpowrotnie zniknęły z budżetu serii. Decyzja FIA w sprawie kierowców niczego tu nie zmieni.
Reprezentacja Polski koszykarzy zremisowała 93:93 z Bułgarią w meczu kontrolnym rozegranym w Krakowie. To pierwszy sprawdzian przed kwalifikacjami do mistrzostw świata 2027, w których Biało-Czerwoni zmierzą się z Izraelem i Niemcami.
O wszystkim zadecydowała ostatnia akcja. Polacy mieli zwycięstwo w zasięgu ręki, ale stracili je w ostatnich sekundach, gdy Umoja Gibson przechwycił piłkę po nieudanym podaniu Kamila Łączyńskiego. Bułgar nie wahał się ani chwili – trafił trójkę, która dała jego drużynie remis tuż przed końcową syreną. Chwilę wcześniej to Emil Stoilov akcją 2+1 trzymał Bułgarów w grze.
Mecz płynął nierówno, falami. Po kolejnych kwartach padało 26:19, 26:26, 15:27 i 26:21 – Polska wygrała trzy z czterech odsłon, choć wyniki te pokazują, jak mocno wahała się forma obu zespołów w trakcie spotkania.
Najskuteczniejszym zawodnikiem Polaków był Mateusz Ponitka – 21 punktów. Tuż za nim uplasował się Aleksander Balcerowski z dorobkiem 16 punktów. Pod koszem błysnął Dominik Olejniczak, który zanotował 14 punktów przy imponującej skuteczności 12 z 15 rzutów z gry. Do tego dołożyli: Kuba Piśla – 13 punktów, Michał Sokołowski i Kamil Łączyński – po 9, Igor Milicić – 8, a Jarosław Zyskowski dorzucił 3.
Debiut Milicicia i plan na sierpień
Spotkanie przyniosło też seniorski debiut 20-letniego Zorana Milicicia w reprezentacji Polski. W ciągu 11 minut na parkiecie młody koszykarz zaliczył trzy asysty, jedną zbiórkę i trzy straty – bilans, jakiego można się spodziewać po pierwszym występie na tym poziomie.
Kadra prowadzona przez Igora Milicicia nie ma teraz czasu na długie rozpamiętywanie tego wyniku. Kolejny sprawdzian czeka reprezentację już 20 sierpnia w Sarajewie, gdzie rywalem będzie Bośnia i Hercegowina. Dwa dni później Polacy polecą do Aten na mecz z Grecją.