⚡ Aktualnie:
Czekali 73 lata. Antonelli mistrzem F1, choć nie ma nawet prawa jazdy 100 mln dolarów. Perez przedłużył kontrakt z Cadillacem i może trafić do elity zarobkowej F1 Lawson zdyskwalifikowany z kwalifikacji do GP Meksyku. FIA wykryła usterkę MGU-K Gasly: nie mam sobie nic do zarzucenia po kwalifikacjach Wyniki finansowe działu silnikowego Red Bulla w 2025 roku Bortoleto wystąpił w kwalifikacjach z niemal zerowym przebiegiem w treningach Ale forma! To już pięć wygranych z rzędu Kinga Szczecin Trzymały się do siódmej kolejki. Nie ma już drużyny bez porażki Hickey rozstrzygnął mecz w czwartej kwarcie. Śląsk Wrocław wygrywa w Gliwicach 96:84 16 trójek ich nie złamało. MKS Dąbrowa Górnicza z najlepszym otwarciem w historii Czekali 73 lata. Antonelli mistrzem F1, choć nie ma nawet prawa jazdy 100 mln dolarów. Perez przedłużył kontrakt z Cadillacem i może trafić do elity zarobkowej F1 Lawson zdyskwalifikowany z kwalifikacji do GP Meksyku. FIA wykryła usterkę MGU-K Gasly: nie mam sobie nic do zarzucenia po kwalifikacjach Wyniki finansowe działu silnikowego Red Bulla w 2025 roku Bortoleto wystąpił w kwalifikacjach z niemal zerowym przebiegiem w treningach Ale forma! To już pięć wygranych z rzędu Kinga Szczecin Trzymały się do siódmej kolejki. Nie ma już drużyny bez porażki Hickey rozstrzygnął mecz w czwartej kwarcie. Śląsk Wrocław wygrywa w Gliwicach 96:84 16 trójek ich nie złamało. MKS Dąbrowa Górnicza z najlepszym otwarciem w historii

Marcin Budkowski został szefem zespołu Cadillac w Formule 1. Nowe, prestiżowe obowiązki w padoku to jedno, ale 49-letni menedżer urodzony w Warszawie nie zamierza porzucać projektu, który od kilkunastu miesięcy prowadzi w Polsce.

Mimo objęcia stanowiska szefa Cadillaca w F1, Budkowski chce nadal rozwijać Racing Future Academy. Akademia ma przygotować Polaków do obejmowania wysoko eksponowanych stanowisk w Formule 1 — i to nie za dziesięć lat, tylko już teraz, w klasach szkół podstawowych.

Racing Future Academy powstało półtora roku temu. Program adresowany jest do uczniów od 4. do 8. klasy — dzieci, które dopiero zaczynają się zastanawiać, kim chcą zostać. Twórcy inicjatywy podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o znalezienie polskiego mistrza świata F1. Chodzi o wykształcenie przyszłych inżynierów, grafików i projektantów. Sam Budkowski prowadzi w ramach akademii kurs z inżynierii.

Droga od Warszawy do padoku F1

Historia samego Budkowskiego dobrze pokazuje, że warto zaczynać wcześnie. Z Polski do Francji wyjechał z rodzicami jako pięciolatek. Później ukończył studia na paryskiej politechnice, na kierunku związanym z aeronautyką, a droga do Formuły 1 otworzyła się dzięki pięciomiesięcznemu stażowi w dziale aerodynamiki. Dziś kieruje zespołem Cadillac — jednym z najbardziej wyczekiwanych debiutantów w historii stawki F1.

Wśród dzieci i młodzieży w wieku 15+ zainteresowanie F1 jest ogromne. To między innymi zasługa Roberta Kubicy — jego obecność w padoku i rosnąca popularność Formuły 1 otworzyły nowe możliwości dla takich inicjatyw jak Racing Future Academy. Co ciekawe, projekt prowadzony przez Polaków zwrócił uwagę nawet za oceanem — przyglądają mu się Amerykanie.

„Wierzę, że kolejny Polak w F1 się pojawi, tak aby nie tylko Marcin jako szef zespołu był naszym przedstawicielem w padoku” — powiedziała Górska, wyrażając nadzieję, że dzięki inicjatywom takim jak Racing Future Academy uda się wyszkolić kolejnego kierowcę z Polski, który dotrze do F1.

Budkowski dziś odpowiada za jeden z najbardziej rozpoznawalnych projektów w F1, ale myślami wraca do Polski regularnie — nie tylko przy okazji wywiadów. W praktyce też: ucząc dzieci podstaw inżynierii, którą sam poznawał kilkadziesiąt lat temu w Paryżu.

Williams nie zostawił pola do spekulacji. We wtorek zespół ogłosił, że Alexander Albon zostaje jego kierowcą także w sezonie 2027. Obok Taja w bolidzie ponownie zasiądzie Carlos Sainz – Hiszpan przedłużył kontrakt z ekipą z Grove.

Sainz trafił do Williamsa w 2025 roku. Ma dziś 31 lat i wciąż liczy na powrót na podium – miejsce, którego w jego karierze od dłuższego czasu brakowało.

Duet Sainz-Albon to jeden z bardziej doświadczonych składów, jakie ekipa z Grove wystawiła na start w ostatnich latach. Razem mają na koncie ponad 370 startów w Grand Prix, ponad 1600 zdobytych punktów i aż 31 wjazdów na podium.

Ta decyzja nie wzięła się znikąd. Sezon 2025 był dla Williamsa najlepszą kampanią od 2016 roku – i to właśnie ten wynik dał zespołowi solidny grunt pod dalszą rozbudowę formy.

Jubileuszowy sezon na horyzoncie

Stabilny skład kierowców ma teraz szczególne znaczenie. Williams wchodzi bowiem w przygotowania do swojego 50-lecia, a doświadczona para Sainz-Albon ma zagwarantować ciągłość projektu w tym symbolicznym momencie.

25 sierpnia o godzinie 9:00 ruszy rozprawa, która może odmienić wyniki tegorocznego Grand Prix Monako. Decyzję sędziowie mają ogłosić od razu po zamknięciu posiedzenia — i to jeszcze tego samego dnia.

Wyścig w Monako był w tym sezonie wyjątkowo chaotyczny. Powód? Seria kar nałożonych na kierowców za przekroczenie prędkości w alei serwisowej. Dopiero po opadnięciu flagi wyszło na jaw, że sankcje wymierzono niesłusznie — urządzenie mierzące czas spędzony w alei było źle skalibrowane i podawało błędne dane.

Gasly bez sankcji, rywale mówią o niesprawiedliwości

Kłopot w tym, że nie wszyscy kierowcy zdążyli odbyć karę, zanim wykryto awarię systemu. Pierre Gasly był jedynym zawodnikiem z czołówki, który nie zdążył wykonać sankcji za przekroczenie prędkości w alei serwisowej. Zgodnie z przepisami do jego wyniku dopisano zamiast tego 10 sekund kary.

Reszta stawki poradziła sobie inaczej — zjeżdżała do alei serwisowej i odczekiwała po 5 sekund przy okazji swoich pit-stopów. McLaren i Red Bull uznały jednak, że anulowanie kar Gasly’ego to decyzja niesprawiedliwa. Ich zdaniem Francuz został potraktowany łagodniej niż konkurencja.

Teraz spór trafia z powrotem przed sędziów. 25 sierpnia zdecydują, czy klasyfikacja GP Monako ma zostać zmieniona. Rozprawa startuje o 9:00, a wynik ma być znany jeszcze tego samego dnia, zaraz po jej zakończeniu.

Johnny Herbert przez piętnaście lat zasiadał w gronie stewardów FIA. Przed sezonem 2025 stracił jednak to stanowisko.

Przez większość sędziowskiej kariery ciągnęły się za nim zarzuty o faworyzowanie brytyjskich kierowców. Krytycy dorzucali do tego jeszcze jeden zarzut – słabą znajomość realiów ścigania, co brzmi paradoksalnie, skoro sam startował kiedyś w Formule 1.

Jeden z przykładów wracał w tej dyskusji szczególnie często – Grand Prix Meksyku w 2024 roku. Max Verstappen zaciekle walczył wtedy o pozycję z Lando Norrisem. Za dwa przewinienia Holender dostał łącznie 20 sekund kary, co całkowicie zrujnowało mu wyścig.

Isack Hadjar doznał urazu nadgarstka. Najpewniej opuści nadchodzące Grand Prix Holandii na torze Zandvoort — donosi holenderska gazeta „De Limburger”. Cios przychodzi znienacka, tuż przed powrotem stawki po letniej przerwie, i mocno komplikuje sprawy kierowcy Red Bull Racing.

Hadjar startuje w F1 w barwach Red Bull Racing, a pierwszą połowę sezonu 2026 ma naprawdę udaną. W ten weekend Formuła 1 wraca po letniej przerwie — i akurat teraz kontuzja Francuza może namieszać w planach zespołu tuż przed startem drugiej części kampanii.

Sprawa nie jest jednak przesądzona. Jak podaje portal racingnews365.com, ostatnie słowo w kwestii startu Hadjara należy do jeszcze jednego badania — tego, które przeprowadzone zostanie tuż przed rozpoczęciem weekendu wyścigowego w Zandvoort. Dopiero ono pokaże, czy kierowca w ogóle będzie w stanie usiąść za kierownicą bolidu.

Lawson w gotowości

Gdyby Hadjar ostatecznie nie mógł wystartować, naturalnym kandydatem do zastępstwa wydaje się Liam Lawson. 24-letni kierowca zna już Red Bull Racing od środka — w ubiegłym roku zaliczył tam dwa starty, zanim po nieudanych pierwszych dwóch rundach wrócił do zespołu Visa Cash App RB. Sezon 2026 wygląda dla niego zupełnie inaczej: osiem finiszów na punktowanych pozycjach mówi samo za siebie.

Ostateczna decyzja w sprawie startu Hadjara zapadnie tuż przed pierwszym treningiem w Zandvoort — zespół i lekarze zdecydują na podstawie wyniku ostatniego badania.

Zapała zostaje w Sopocie. Środkowy podpisał nową umowę z Energa Treflem, więc w sezonie 2026/27 znów zagra w żółto-czarnych barwach. Reprezentant Polski przedłużył kontrakt, choć chętnych na jego usługi w Orlen Basket Lidze nie brakowało.

25-letni koszykarz związany jest z sopockim klubem od juniorskich lat. Pierwszy raz trafił tam w 2017 roku, potem wyjechał na studia do Stanów Zjednoczonych.

W sezonie 2025/26 nie opuścił ani jednego meczu – zagrał we wszystkich 51 spotkaniach Energa Trefla. Statystyki? 7,2 punktu, 4,1 zbiórki i 0,6 bloku na mecz.

Decyzję o przedłużeniu współpracy skomentował trener Krzysztof Roszyk.

Wierzymy, że dzięki swojej pracy i większej odpowiedzialności na parkiecie stanie się jeszcze lepszym koszykarzem i pomoże drużynie w nadchodzącym sezonie.

Sam zawodnik nie krył zadowolenia. Zostaje w klubie, który go wychował.

Myślę, że to idealna sytuacja dla mnie, aby rozwinąć się jako zawodnik i postawić kolejny krok w swojej karierze.

Nowy kontrakt oznacza, że Zapała będzie kontynuował rozwój pod okiem sztabu, który towarzyszył mu w kluczowym momencie sezonu 2025/26.

New York Knicks sięgnęli po mistrzostwo NBA, kończąc tym samym 53-letnie oczekiwanie na tytuł. Na paradę mistrzowską drużyny wyszło ponad dwa miliony ludzi. Ten sukces lokalnego rywala nie umknął uwadze Joe Tsaia, właściciela Brooklyn Nets, który odniósł się do niego w rozmowie z magazynem CFO Magazine.

Tsai przyznał, że triumf Knicks, a wcześniej także ich dalekie występy w play-offach, wywołały prawdziwe poruszenie wśród kibiców. „Chcemy, żeby więcej osób pokochało koszykówkę, a mistrzostwo Knicks, czy nawet ich wcześniejsze dalekie występy w play-offach, naprawdę zaktywizowały wielu kibiców, którzy wcześniej nie interesowali się ligą” – powiedział właściciel Nets.

Nets daleko od szczytu

Kontrast między obiema drużynami z Nowego Jorku rzuca się w oczy. Brooklyn Nets zakończyli poprzedni sezon z bilansem 20-62 – trzecim najgorszym w całej lidze. To już trzeci rok z rzędu bez awansu do play-offów.

Rywalizacja obu klubów z kalendarza jednak nie zniknie. W sezonie 2026/27 Nets zmierzą się czterokrotnie z mistrzami NBA, New York Knicks. Dla Brooklynu każdy z tych meczów będzie czymś więcej niż tylko starciem z sąsiadem zza rzeki – to także zderzenie z cieniem, jaki sukces Knicks rzuca teraz na całe miasto.

Jedenaście miesięcy śledztwa i wciąż nic konkretnego. NBA nie znalazła dowodów, że właściciel Los Angeles Clippers Steve Ballmer przekazywał pieniądze sponsorom klubu, by ci płacili Kawhiemu Leonardowi i w ten sposób pomagali obchodzić limit wynagrodzeń. Postępowanie trwa od blisko roku.

Sprawdzana jest nie tylko umowa Leonarda z firmą Aspiration, ale też jego relacje z innymi partnerami klubu. Chodzi o powiązania finansowe, które od miesięcy budzą wątpliwości w środowisku NBA – i które trudno jednoznacznie rozwikłać.

W centrum śledztwa znalazła się firma Aspiration, w którą Ballmer zainwestował łącznie 60 mln dolarów. Firma ta podpisała z Clippers umowę sponsorską wartą 300 mln dolarów, a w 2022 roku zawarła z Leonardem odrębny kontrakt reklamowy na 28 mln dolarów. Wystarczyło zestawić te liczby – właściciel klubu inwestujący w sponsora, sponsor płacący gwieździe drużyny – żeby w lidze zapaliła się czerwona lampka.

Stanowisko klubu

Los Angeles Clippers odnieśli się do sprawy w oficjalnym oświadczeniu. Klub przekonuje, że kontakty między graczami a partnerami zespołu to standard w NBA, o który zresztą często proszą sami zawodnicy i ich agenci.

Rok śledztwa, zero twardych dowodów przeciwko Ballmerowi. Sprawa Aspiration i Kawhiego Leonarda pozostaje więc otwarta, ale bez ustaleń, które dawałyby lidze podstawę do sankcji wobec Clippers.

Russell Westbrook ogłosił koniec kariery. Tak zamyka się rozdział, który trwał 18 sezonów w zawodowej koszykówce.

To nie był przymusowy krok. Westbrook wcale nie musiał kończyć z powodu braku ofert — miał na stole propozycje od dwóch klubów. W ostatnim sezonie zagrał w 64 spotkaniach, notując średnio 15,2 punktu, 5,4 zbiórki i 6,7 asysty na mecz. Takie liczby to nie statystyki wygasającego rezerwowego. To dorobek zawodnika, który wciąż mógł prowadzić grę zespołu — i mimo to postanowił zakończyć karierę na własnych warunkach.

Kariera zaczęta w 2008 roku

Westbrook zadebiutował w NBA w 2008 roku. Przez blisko dwie dekady zbudował jeden z najbardziej rozpoznawalnych dorobków statystycznych w lidze. Rozegrał ponad 1300 meczów — sama ta liczba mówi o wytrzymałości, jaką rzadko spotyka się w tym sporcie.

Bilans robi wrażenie z każdej strony. Ponad 27 tysięcy punktów, ponad 9 tysięcy zbiórek, ponad 10 tysięcy asyst. Taki zestaw stawia go w wąskim gronie graczy w historii ligi, którzy równie skutecznie punktowali, co kreowali grę dla partnerów.

Mając wciąż realne oferty od klubów, Westbrook sam zdecydował, kiedy zamknąć ten etap.

Bilans 20-62 mówi sam za siebie. Brooklyn Nets zamknęli sezon 2025-26 w kryzysie i po raz trzeci z rzędu zostali za burtą play-off. Tymczasem po drugiej stronie rzeki trwa święto — New York Knicks przerwali w 2026 roku aż 53-letnią posuchę bez tytułu.

Kontrastu między tymi dwoma klubami z Nowego Jorku chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Knicks zdominowali ostatnio bezpośrednie starcia z Nets, wygrywając 14 meczów z rzędu. Dla właściciela Brooklynu, Josepha Tsaia, to zestawienie musi być szczególnie bolesne. Jego era zaczynała się w 2019 roku od wielkich nadziei — wtedy klub podpisał Kevina Duranta i Kyriego Irvinga. Dziś w składzie jest aż 11 zawodników w wieku 24 lat lub młodszych, co robi z Brooklynu jeden z najmłodszych zespołów ligi. Kłopot w tym, że ten młody skład czeka w nadchodzącym sezonie wyjątkowo brutalny terminarz.

Terminarz nie ułatwi odbudowy

W sezonie 2026-27 Nets rozegrają aż 16 serii back-to-back — najwięcej w całej lidze NBA. Innymi słowy: młody, wciąż uczący się zespół będzie mierzył się z gęstym kalendarzem meczów bez odpoczynku częściej niż ktokolwiek inny w lidze. Dla klubu, który stawia na rozwój młodzieży, to nie pomoc, a dodatkowe obciążenie.

Poza parkietem sytuacja wygląda inaczej. Klub prowadzi spore inwestycje — Brooklyn Nets przeznaczają około 150 milionów dolarów na modernizację hali Barclays Center. Sygnał jest czytelny: mimo słabych wyników sportowych, właściciel wciąż wierzy w długoterminowy projekt franczyzy w Brooklynie.

Na razie jednak w Nowym Jorku rządzą Knicks, a Nets pozostają w cieniu — i sportowym, i medialnym. Odbudowa wokół młodego składu potrwa swoje, a trudny terminarz nadchodzącego sezonu może ją jeszcze wydłużyć.

Instalacja aplikacji
Pobierz