Jak zmarnować blisko godzinę gry w przewadze liczebnej i mimo to nie przegrać? Raków Częstochowa znalazł na to sposób w meczu z Hajdukiem Split, remisując 2:2 w Lidze Konferencji.
Przez jakieś 40 minut częstochowianie grali w komplecie przeciwko dziesiątce rywali. I nic z tego. Zamiast wykorzystać atut, oddali inicjatywę Hajdukowi, który wyszedł na prowadzenie.
Chorwaci trzymali się tego wyniku niemal do samego końca. Wyglądało na to, że Raków wyjedzie ze Splitu z zerem punktów – mimo przewagi liczebnej na boisku.
Fadiga bohaterem doliczonego czasu
Ratunek nadszedł w ostatnich sekundach. W 90. plus 5. minucie Lamine Diaby-Fadiga doprowadził do wyrównania i ustalił wynik na 2:2.
Ostatecznie padł remis 2:2 i oba zespoły rozeszły się z jednym punktem.
Ile trzeba było zapłacić za najlepszego strzelca ostatniego sezonu Eredivisie? Real Betis nie robił z tego tajemnicy i przy okazji oficjalnego ogłoszenia transferu Troy Parrotta podał konkretną kwotę. Irlandzki napastnik trafia do zespołu grającego w hiszpańskiej La Liga.
24-latek związał się z klubem kontraktem aż do 2031 roku. Betis zapłacił za niego 16 milionów euro, do których doliczono jeszcze 4 miliony euro w bonusach. Łącznie transfer może więc kosztować andaluzyjski klub 20 milionów euro.
Decyzję o sprowadzeniu Parrotta łatwo zrozumieć, wystarczy spojrzeć na jego ostatni sezon. W rozgrywkach 2025/26 zaliczył 28 spotkań w Eredivisie, strzelił 16 bramek i dołożył do tego 4 asysty. Takich liczb nie przeoczy żaden skaut śledzący holenderską ligę.
Droga od Tottenhamu do Sewilli
Parrott to wychowanek londyńskiego futbolu. Do akademii Tottenhamu Hotspur trafił w 2017 roku jako zaledwie 15-latek. Na debiut w pierwszej drużynie nie musiał długo czekać — zaliczył go w grudniu 2019 roku, gdy na ławce trenerskiej Spurs siedział José Mourinho.
Teraz irlandzki napastnik otwiera nowy rozdział kariery w Hiszpanii. Sześcioletni kontrakt daje Betisowi komfort budowania ataku wokół niego przez najbliższe lata.
Kiedy Premier League otworzy okno transferowe przed sezonem 2026/27? I który klub broni tytułu mistrza Anglii? Odpowiedzi na oba pytania już znamy, a do tego dochodzi ciekawa batalia transferowa o młodego pomocnika Brighton.
Okno transferowe na nadchodzący sezon otwiera się 15 czerwca 2026 roku. Kluby będą miały czas na wzmocnienia aż do 1 września 2026 roku, kiedy to okno zostanie zamknięte. To sporo miejsca na budowanie składów — i dobrze, bo same rozgrywki ruszą później niż zwykle.
Sezon 2026/27 wystartuje 21 sierpnia 2026 roku. Tydzień później niż w typowym terminarzu. Powód? Kalendarz Mistrzostw Świata 2026, który przesunął przygotowania klubów.
Arsenal broni tytułu po 22 latach przerwy
Przed nowym sezonem to Arsenal wchodzi w rolę obrońcy tytułu mistrza Premier League — pierwszy raz od 22 lat. Do elity awansowały Coventry City, Ipswich Town i Hull City, zajmując miejsca klubów, które pożegnały się z ligą. Spadli West Ham United, Burnley i Wolverhampton Wanderers — trzy drużyny o zupełnie różnej historii i ambicjach, teraz czekające na powrót do elity.
Najgorętszym nazwiskiem letniego okienka może okazać się Jack Hinshelwood z Brighton. Arsenal, Manchester City i Manchester United przygotowują oferty transferowe na tego zawodnika, a to zapowiada prawdziwą licytację między trzema czołowymi klubami ligi. Brighton od lat słynie ze sprzedawania talentów za duże pieniądze, więc walka o młodego pomocnika może się przeciągnąć aż do zamknięcia okna we wrześniu.
Ile bramek trzeba strzelić, żeby awans był praktycznie formalnością jeszcze przed rewanżem? Jagiellonia Białystok pokazała jak – rozbiła FC Iberia 1999 Tbilisi 4-0 w pierwszym meczu kwalifikacji do Ligi Europy. Spotkanie rozegrano 20 sierpnia 2026 roku.
Gruzinom nie zostawiono złudzeń. Już w 34. minucie na listę strzelców wpisał się Imaz, pewnie wykorzystując rzut karny. Tuż przed przerwą, w doliczonym czasie gry, wynik na 2-0 podwyższył Agbonifo – trafił w 45+2 minucie.
Po zmianie stron Jagiellonia nie odpuściła. W 62. minucie do własnej siatki trafił Alhassan, pogłębiając kłopoty gości. Kropkę nad i postawił Lozano, który w doliczonym czasie drugiej połowy, w 90+2 minucie, ustalił wynik na 4-0.
Za tym taktycznym sukcesem stoi trener Adrian Siemieniec, prowadzący zespół z Białegostoku. Cztery gole strzelone przed własną publicznością to znakomity punkt wyjścia przed rewanżem.
Rewanż w Tbilisi
Drugie starcie odbędzie się w Tbilisi. Czterobramkowa przewaga daje Jagiellonii komfort przed wyjazdem, choć w piłce – jak to w piłce – nic nie jest przesądzone do ostatniego gwizdka.
Ile goli trzeba, by zmiażdżyć mistrza Szwajcarii? Lech Poznań dał odpowiedź, jakiej nikt się nie spodziewał – siedem, bez straty własnej bramki. Rywalem „Kolejorza” w kwalifikacjach do Ligi Europy był FC Thun, aktualny mistrz Szwajcarii. Miało być trudne wyzwanie. Wyszedł jednostronny pokaz siły.
Wynik 7-0 to nie tylko efektowna liczba na tablicy wyników. To najwyższe zwycięstwo Lecha Poznań w historii występów w europejskich pucharach. Żaden mecz w Europie nie zakończył się dotąd dla poznańskiego klubu tak okazałym rezultatem – i już samo to sprawia, że spotkanie zapisze się w klubowych kronikach na długo.
Awans bez najmniejszych wątpliwości
Siedem goli strzelonych mistrzowi Szwajcarii przesądziło nie tylko o prestiżu. Rozstrzygnęło też o sportowym celu całej dwumeczowej rywalizacji. Dzięki temu triumfowi Lech Poznań zapewnił sobie awans do fazy ligowej Europy League. Rywal noszący miano mistrza kraju nie miał po takim wyniku żadnych złudzeń.
Iga Świątek jest w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. W środę pokonała Diane Parry, a mecz zakończył się wynikiem 6:3, 6:3.
To kolejny krok Polki w imprezie rozgrywanej na twardych kortach – jednej z najważniejszych na tenisowym kalendarzu poza turniejami wielkoszlemowymi. Francuzka nie znalazła sposobu na rywalkę w żadnym z dwóch setów i w obu oddała jej po trzy gemy.
Chwilę po zejściu z kortu Świątek dała znać o sobie w mediach społecznościowych – na jej Instagramie pojawił się wpis. Nie czekała więc długo, by podzielić się emocjami po awansie do kolejnej fazy turnieju.
Wygrana z Parry oznacza dla Polki dalszą grę w Cincinnati i kolejny krok w stronę czołowych rund imprezy WTA 1000.
Środa przyniosła komplet wyników pierwszej rundy turnieju ITF M15 Kraków Open ’26. Tego samego dnia był już komplet ćwierćfinalistek w turnieju kobiet, ITF W15.
Wśród pań najmocniej zaznaczyła się obecna Mistrzyni Polski – oddała zaledwie jednego gema kwalifikantce Megan Heuser ze Stanów Zjednoczonych. Dalej zagra z Gniewkowską, która równie pewnie poradziła sobie z rywalką, wygrywając 6:2 6:4 z Georginą García Pérez z Hiszpanii. Do grona ćwierćfinalistek dołączyła też czołowa juniorka Polski – pokonała Violę Turini z Włoch 6:3 6:4.
W turnieju mężczyzn równie pewnie zaprezentował się Daniel Michalski. Po meczu zawodnik nie krył zadowolenia: „Czułem się dużo lepszym zawodnikiem i byłem spokojny o wynik”.
Krakowskie starcie w drugiej rundzie
Kibiców czeka lokalny akcent. W drugiej rundzie Jan Sadzik z KT Błonia Kraków zmierzy się z Alanem Ważnym z KS Czarni Rzeszów. Ważny, rozstawiony z numerem siódmym, przeszedł dalej po zwycięstwie 7:6 (5) 6:1 nad Benito Sanchezem Martinezem. Sadzikowi awans przyszedł dużo trudniej – Polak potrzebował dwóch godzin i 53 minut, by pokonać Ammara Elamina z Irlandii 6:3 6:7 (6) 6:4.
Turniej wspierają: Miasto Kraków, Województwo Małopolskie, OSHEE, Kinga Pienińska, BNP Paribas, Love Kraków, TVP3 Kraków oraz Radio Kraków.
Organizatorzy US Open wciąż nie podali ostatecznej puli nagród na zbliżający się turniej wielkoszlemowy. Ta zwłoka podsyca napięcie wśród zawodniczek – a te już podczas French Open nie kryły niezadowolenia z kwestii finansowych.
„Przed US Open wciąż czekamy na ogłoszenie dotyczące nagród, dlatego nie podjęliśmy jeszcze żadnych większych decyzji” – przekazano w oficjalnym komunikacie cytowanym przez media.
Z medialnych doniesień wynika, że zawodniczki liczą na pulę nagród w Nowym Jorku sięgającą co najmniej 93,5 miliona dolarów. Poprzeczka zawieszona wyraźnie wyżej niż rok temu.
Żeby sprostać tym oczekiwaniom, organizatorzy musieliby dołożyć do zeszłorocznej puli 3,5 miliona dolarów. To nie jest kosmetyczna różnica. To konkretny sygnał, jak duże są dziś roszczenia środowiska tenisowego wobec władz jednego z czterech turniejów wielkoszlemowych.
Napięcie narasta od Paryża
Sprawa nie wzięła się znikąd. Już podczas French Open zawodniczki głośno mówiły o frustracji związanej z podziałem pieniędzy w tenisie. Teraz uwaga przenosi się na Nowy Jork – decyzja organizatorów US Open pokaże, na ile te postulaty w ogóle zostaną wysłuchane.
Do czasu oficjalnego ogłoszenia puli nagród wszystkie plany i decyzje pozostają zawieszone. Środowisko tenisowe czeka teraz na ruch ze strony organizatorów. I na to, czy 93,5 miliona dolarów faktycznie stanie się rzeczywistością, a nie tylko postulatem.
Linda Noskova pożegnała się z turniejem WTA 1000 w Cincinnati już w czwartej rundzie. Tegoroczna mistrzyni Wimbledonu w grze pojedynczej kobiet nie sprostała Amandzie Anisimovej, przegrywając 6:1, 6:4.
Amerykanka, rozstawiona z numerem 9, pokonała notowaną wyżej, szóstą w zestawieniu Czeszkę. Na papierze to Anisimova była tą niżej notowaną – a mimo to rywalce nie zostawiła żadnych złudzeń.
Pierwszego seta Noskova oddała praktycznie bez walki, 1:6. W drugiej partii stawiała nieco większy opór, ale i tak musiała uznać wyższość przeciwniczki, przegrywając 4:6.
To już druga tegoletnia porażka Czeszki w czwartej rundzie dużego turnieju po powrocie do gry. Wcześniej, wracając do rywalizacji, odpadła w pierwszej rundzie WTA 1000 w Toronto.
Cincinnati miało być dla mistrzyni Wimbledonu potwierdzeniem formy po wielkoszlemowym triumfie. Wyszło inaczej. Kolejne rozczarowanie – tym razem już w czwartej rundzie.
Marta Kostiuk pokonała Mirrę Andriejewą w III rundzie turnieju WTA 1000 Cincinnati Open wynikiem 4:6, 6:0, 6:2. To zwycięstwo dało Ukraince awans do ćwierćfinału. Mecz rozegrano w środę, 19 sierpnia.
Andriejewa, rozstawiona z numerem piątym, weszła w spotkanie z przytupem i zgarnęła pierwszego seta. Kostiuk, dziesiąta rakietka turnieju, odpowiedziała jednak brutalnie – drugą partię oddała rywalce bez straty gema. Przełom przyszedł błyskawicznie: przy 3:0 z przełamaniem gra była już w rękach Ukrainki. W secie decydującym Andriejewa nie dostała żadnej szansy – 6:2 i koniec.
To był ich czwarty pojedynek w tym sezonie. Przed środową batalią bilans wzajemnych starć wynosił 2:1 dla Kostiuk. Ostatnie spotkanie, na French Open, padło jednak łupem Andriejewej. Tym razem karta się odwróciła – Ukrainka wyrównała rachunki tam, gdzie stawka była dotąd najwyższa.
Pegula również w ćwierćfinale
Do kolejnej fazy turnieju przebiła się także Jessica Pegula, trzecia rakietka zawodów. Amerykanka pokonała Rumunkę Soranę Cirsteę 6:2, 4:6, 7:5 po trzysetowej szarpaninie, którą rozstrzygnął dopiero tie-break w ostatniej partii.
Cincinnati Open to jeden z prestiżowych turniejów rangi WTA 1000, rozgrywany na kortach twardych, a pula nagród sięga tu 7,433 mln dolarów. Przed Kostiuk walka o półfinał. Sądząc po tym, jak zawodniczka wróciła po stracie pierwszego seta z Andriejewą, formy jej nie brakuje.