Okres przygotowawczy przed nowym sezonem TAURON Hokej Ligi ECZD Zagłębie Sosnowiec ma już za sobą. Ostatnim testem formy przed inauguracją rozgrywek był sparing z Unią Oświęcim.
Ofensywa robiła wrażenie przez cały ten czas. Sosnowiczanie strzelili w sparingach łącznie 25 goli. „25 goli strzelonych w tym czasie, to musi robić wrażenie przed startem zmagań ligowych” – podsumował ten dorobek trener zespołu Matias Lehtonen.
Fiński szkoleniowiec prowadzi ECZD Zagłębie Sosnowiec, ale mimo udanych sparingów nie zamierza spocząć na laurach. „Jednym z naszych celów jest poszerzenie gry w fazie ofensywnej i wciąż mamy w tym zakresie wiele do zrobienia” – przyznał Lehtonen.
Pytany o liderów okresu przygotowawczego, trener nie chciał nikogo wyróżniać. „Trudno wyróżnić kogokolwiek z naszego zespołu, bo każdy z nas miał już swoje lepsze i gorsze momenty” – ocenił szkoleniowiec.
Cel sezonu jasno określony
Zapytany o oczekiwania wobec nadchodzących rozgrywek, Lehtonen nie owijał w bawełnę. „Jeśli chodzi o rywalizację i bycie zawodowym sportowcem, moje podejście jest jasne: jeśli Twoim celem nie jest zwycięstwo, jesteś w niewłaściwym miejscu” – zadeklarował trener Zagłębia.
Cel na nowy sezon TAURON Hokej Ligi sosnowiczanie mają więc jasno zakomunikowany – wygrywać. A do tego konkretne zadanie do wykonania na lodzie: rozwój gry ofensywnej.
Rani Khedira zdecydował: koniec gry dla reprezentacji Tunezji. Wiadomość przekazał sam zainteresowany w oświadczeniu dla niemieckiego „Bilda”, tuż po występie na mundialu 2026.
32-letni pomocnik 1.FC Union Berlin w barwach Tunezji zadebiutował dopiero w marcu 2025 roku. Od debiutu do decyzji o zakończeniu kariery reprezentacyjnej minęło więc niespełna pół roku.
Na mistrzostwach świata 2026 zagrał we wszystkich meczach swojej drużyny. I właśnie po tym turnieju postanowił zamknąć ten rozdział.
Rani Khedira ogłosił, że nie zagra więcej dla Tunezji.
Miejsce dla młodszych
W komunikacie Khedira tłumaczył swoją decyzję prosto: chce zrobić miejsce młodszym zawodnikom i dać drużynie stabilność. Ten sam argument powtórzył w rozmowie z niemieckimi mediami.
Krótki staż w kadrze nie zmienił jego planów. Zdążył rozegrać cały turniej mundialowy – i na tym postanowił zakończyć reprezentacyjny epizod.
Alexander Zverev pokonał Karena Chaczanowa 6:3, 7:6(7), 7:6(6) w piątkowym półfinale US Open 2026 i zapewnił sobie miejsce w finale.
Niemiec, rozstawiony z numerem 1, po raz kolejny udowodnił, że w tym sezonie brakuje mu równych pod względem stabilności. To już czwarty wielkoszlemowy półfinał Zvereva w 2026 roku — w każdym z tegorocznych turniejów wielkoszlemowych dotarł minimum do tej fazy.
Dla Chaczanowa spotkanie miało zupełnie inny ciężar gatunkowy. Rosjanin wrócił do wielkoszlemowego półfinału po raz pierwszy od US Open 2022. Przez blisko trzy godziny na twardym korcie w Nowym Jorku pokazał, że wciąż stać go na tenis najwyższej próby.
Najwięcej emocji przyniósł drugi set. Przy stanie 6:5 dla Zvereva Chaczanow obronił się potężnym forhendem, ratując seta dokładnie wtedy, gdy było najtrudniej. W tie-breaku, który nastąpił chwilę później, Rosjanin prowadził już 6:4 i miał dwie piłki setowe. Przy obu pomylił się forhendem i oddał inicjatywę.
Trzeci set, tak jak drugi, znów zszedł na tie-break. Mecz zakończył się, gdy Chaczanow posłał bekhend w aut przy piłce meczowej dla Zvereva. Cała rywalizacja trwała dwie godziny i 58 minut.
Statystyki dobrze oddają, jak wyrównane było to spotkanie. Zverev zdobył w sumie 107 punktów, Chaczanow 104. Niemiec posłał 15 asów i wykorzystał dwa przełamania serwisu rywala, zaliczając przy tym 38 uderzeń kończących wobec 34 niewymuszonych błędów.
Druga szansa na trofeum US Open
Awans do finału to dla Zvereva już szósty taki moment w karierze na wielkoszlemowych kortach. To także jego drugi finał US Open — pierwszy rozegrał w 2020 roku, przegrywając z Dominikiem Thiemem.
Turniej w Nowym Jorku rozgrywany jest na twardym korcie, a pula nagród sięga w tym roku 108 milionów dolarów. Zverev poczeka teraz na rywala z drugiego półfinału. Porażka sprzed sześciu lat wciąż gdzieś tam siedzi — i pewnie właśnie tę pamiątkę chciałby najbardziej wymazać.
Kwalifikacje do Grand Prix Hiszpanii 2026 ruszają w sobotę, 12 września, o godzinie 16:00. Transmisja na kanale Eleven Sports 1 zacznie się pięć minut wcześniej, o 15:55. Wcześniej, o 12:30, odbędzie się trzeci trening – ostatnia okazja do dopracowania ustawień przed walką o pole position.
Sam wyścig wystartuje w niedzielę o 15:00 i potrwa 57 okrążeń. Areną zmagań będzie tor Madring – 5,474 kilometra, 22 zakręty. To obiekt hybrydowy: część trasy biegnie ulicami miasta, część powstała specjalnie z myślą o F1.
Forma kierowców przed wyścigiem
Do Madrytu stawka jedzie po niespodziance z Monzy. Tam wygrał Włoch, choć w wyścig wchodził dopiero z 19. pola startowego. W klasyfikacji generalnej nadal prowadzi Kimi Antonelli – 267 punktów, 66 oczek przewagi nad Russellem.
Po Madrycie kalendarz nie zwalnia. Za dwa tygodnie, 24–26 września, kierowcy pojadą w Baku na Grand Prix Azerbejdżanu. Stamtąd trasa prowadzi do Sepang w Malezji – Grand Prix Bahrajnu, 2–4 października – a tydzień później do Marina Bay na Grand Prix Singapuru, 9–11 października.
Później sezon przenosi się za ocean. W Austin odbędzie się Grand Prix Stanów Zjednoczonych, 23–25 października, a tydzień po nim – Grand Prix Meksyku w Mexico City, 30 października–1 listopada. Dalej w kalendarzu czekają jeszcze Grand Prix São Paulo (6–8 listopada), Grand Prix Las Vegas (19–21 listopada), Grand Prix Kataru w Lusail (27–29 listopada) i finał sezonu – Grand Prix Abu Zabi na Yas Island, 4–6 grudnia.
Glen Davis nie owija w bawełnę: według niego Los Angeles Clippers źle zdiagnozowali poważną kontuzję, jakiej nabawił się podczas play-offów w 2015 roku. Były zawodnik twierdzi, że błąd klubowego personelu medycznego kosztował go nie tylko zdrowie, ale też grube miliony.
Konkretnie – 30 milionów dolarów. To suma, która w jego karierze mogła oznaczać różnicę między kilkuletnim epizodem w lidze a wieloletnią, stabilną pozycją w rotacji NBA.
Do kontuzji doszło w newralgicznym momencie sezonu. Clippers byli już wtedy w drugiej rundzie play-off i prowadzili w serii z Houston Rockets 3:1. Taka przewaga zwykle oznacza pewny awans. Tym razem nie – zespół ostatecznie przegrał tę serię w siedmiu meczach.
Koniec kariery w wieku 29 lat
Rozdział Glena Davisa w Los Angeles Clippers zamknął się wraz z sezonem 2014/15. Od tamtej pory koszykarz nie rozegrał już ani jednego meczu w NBA. Karierę zakończył w wieku zaledwie 29 lat – dla zawodnika na jego pozycji to często dopiero szczyt formy.
Damian Knyba pokonał Andy’ego Ruiza Jr. na punkty jednogłośną decyzją sędziów po pełnym dystansie walki. 30-letni Polak zmierzył się z faworyzowanym rywalem, który w przeszłości dzierżył pas mistrzowski. Niewielu obstawiało taki obrót spraw.
Przed telewizorami zasiadły tłumy. Średnia oglądalność walki wyniosła 678 tysięcy widzów, a w szczytowym momencie liczba ta zbliżyła się do 700 tysięcy. Skrót pojedynku, opublikowany na oficjalnym kanale DAZN Boxing, zebrał w sieci 1,5 mln wyświetleń.
Zarobki obu pięściarzy
Mimo porażki Andy Ruiz Jr. i tak nie wyszedł na tym starciu na minusie — Amerykanin zarobił za walkę 1,5 mln dolarów. Damian Knyba, autor sensacyjnego zwycięstwa, musiał zadowolić się kwotą znacznie skromniejszą. Szacunki mówią o przedziale 150-300 tysięcy dolarów.
Ta różnica w gażach dobrze pokazuje, jak wielki dystans w rankingach i medialnej rozpoznawalności dzielił obu bokserów jeszcze przed gongiem. Na ringu okazało się jednak, że przewidywania bukmacherów i komentatorów rozminęły się z rzeczywistością.
Dana White nie owijał w bawełnę. Przyznał, że życzył Francisowi Ngannou porażki w walce z Cyrylem Gane’em. „Damn right I wanted Ngannou to lose” – powiedział wprost szef UFC, wracając do pojedynku z 2022 roku.
Emocje wokół tamtej walki sięgały zenitu. White opuścił arenę zaraz po jej zakończeniu – pas mistrzowski na Ngannou musiał więc założyć ktoś inny, bo szefa UFC już przy tym nie było.
Skąd taka niechęć? Konflikt między obiema stronami tlił się już wcześniej. Ngannou domagał się możliwości występowania również w zawodowym boksie, na co UFC się nie zgadzało. Ten spór ostatecznie doprowadził do rozstania zawodnika z organizacją.
Ngannou nie zostawił tego bez odpowiedzi
Kameruńczyk odpisał White’owi w publicznym wpisie, i nie były to słowa pojednania. Oskarżył szefa UFC o to, że przez ponad trzy lata wydawał ogromne pieniądze na kancelarie prawne, budując „plan ucieczki” od niego – podczas gdy on sam, jak twierdzi, robił wszystko, by White nigdy nie odzyskał wolności.
Saying the guy that I spent over three years and a lot of money in law firms building an escape plan to get away from, meanwhile he was doing everything in his power to ensure I was never free.
Na koniec Ngannou nie zostawił złudzeń co do tego, jak ocenia wynik tamtej walki. „You have to take that loss; it is irreversible” – napisał, przypominając White’owi, że tamtej porażki nie da się już cofnąć.
Ostatni sparing przed startem ligi zakończył się dla GKS Katowice porażką 1:2 z HC RT Torax Poruba. Jedynego gola dla wicemistrzów Polski strzelił Patryk Krężołek. O zwycięstwie czeskiej drużyny zdecydowało trafienie Ondřeja Romana w 54. minucie.
Spotkanie miało być ostatnim testem formy przed rozpoczęciem sezonu ligowego. Katowiczanie nie upilnowali jednak prowadzenia i ostatecznie zeszli z lodu pokonani.
Krężołek, strzelec jedynej bramki swojego zespołu, po meczu nie owijał w bawełnę – drużyna musi jeszcze poprawić grę w defensywie. Czasu zostało mało, bo pierwszy ligowy mecz już we wtorek.
Musimy to jakby wykluczyć przed ligą, bo we wtorek już jest pierwszy mecz i w tym okresie mamy być gotowi na 100 procent.
Roman zdecydował w końcówce
Wynik był otwarty aż do 54. minuty. Wtedy Ondřej Roman trafił do siatki i dał Porubie zwycięstwo 2:1. Tym golem zamknął się cykl sparingów GKS Katowice przed nowym sezonem.
Dla wicemistrzów Polski to sygnał ostrzegawczy tuż przed startem rozgrywek. Jak podkreślił Krężołek, zespół ma zaledwie kilka dni, żeby wyeliminować błędy w obronie przed wtorkowym otwarciem sezonu.
WP SportoweFakty ujawniły w czwartek, że trener Jagiellonii Białystok próbował wpłynąć na decyzje sędziego Pawła Raczkowskiego dotyczące obsady meczowej. Chodziło o sytuację sprzed spotkania 33. kolejki poprzedniego sezonu PKO Ekstraklasy z GKS-em Katowice, które zakończyło się wynikiem 2:2.
Sprawa nabiera dodatkowej wagi przez moment publikacji. Tekst o próbie nacisku na sędziego wyszedł już po konferencji prasowej trenera Siemieńca przed piątkowym meczem z Wisłą Kraków, w którym Jagiellonia przegrała 0:2. Innymi słowy, szkoleniowiec zdążył odpowiadać przed mediami, zanim kibice dowiedzieli się, co działo się za kulisami kilka miesięcy wcześniej.
Co istotne, sam Siemieniec miał sporo czasu, by przygotować się na niewygodne pytania. Jak wynika z ustaleń WP SportoweFakty, szkoleniowiec „Dumy Podlasia” dysponował blisko 40 godzinami między pojawieniem się tematu a swoim wystąpieniem przed kamerami.
Co grozi trenerowi?
Kluczowe w całej sprawie może okazać się brzmienie artykułu 110 obowiązujących przepisów, który mówi o „rażącym naruszeniu norm moralno-etycznych obowiązujących w piłce nożnej”. Ten właśnie zapis może stać się podstawą do dalszych działań dyscyplinarnych wobec trenera Jagiellonii, jeśli zarzuty dotyczące próby wpływania na sędziego Raczkowskiego się potwierdzą.
Sprawa dotyczy meczu, który sam w sobie był wyrównany i skończył się remisem 2:2. To dodatkowo podsyca pytania o to, na ile ewentualne naciski miały wpływ na przebieg tamtego spotkania.
Polonia Warszawa zremisowała z Polonią Bytom 2:2 w meczu 8. kolejki Betclic I ligi. Warszawianie po pierwszej połowie prowadzili 1:0, jednak w drugiej odsłonie stracili dwa gole i musieli gonić wynik. Punkt uratowali dopiero w doliczonym czasie gry.
Gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Michał Marcjanik w 24. minucie – bramkę przygotował Simon Skrabb, dośrodkowując ze skrzydła w pole karne. Bytomianie odpowiedzieli szybko: już w 48. minucie wyrównał Konrad Andrzejczak, a w 75. minucie ten sam zawodnik dołożył kolejnego gola, dając swojej ekipie prowadzenie 1:2.
Wszystko wskazywało na to, że goście wywiozą z Warszawy pełny dorobek punktowy. Ale w 90. minucie Dave Gnasse wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i ustalił wynik na 2:2. Polonia Warszawa uniknęła w ten sposób porażki przed własną publicznością.
ŁKS Łódź wygrywa w Niepołomicach
W innym spotkaniu 8. kolejki Puszcza Niepołomice przegrała u siebie z ŁKS Łódź 1:2. Do przerwy było 1:1. Łodzian na prowadzenie wyprowadził już w 11. minucie Lenard Szczygieł, ale jeszcze przed schodzeniem do szatni, w 43. minucie, wyrównał Adrian Piekarski.
O zwycięstwie ŁKS-u zadecydował Szymon Karasiński. Jego gol w 87. minucie ustalił wynik meczu na 1:2 i dał łodzianom komplet punktów w Niepołomicach.